1990 - 05 (1-15 maja)

**********************************************************************

SERWIS AGENCJI INFORMACYJNEJ SOLIDARNOŚCI WALCZĄCEJ

1-15 MAJA 199O

**********************************************************************

Bezpłatnie serwis otrzymują:

W kraju:

a) kierownictwa oddziałów SW,

b) pisma SW (nie dotyczy to pism wydawanych przez AISW, a nie będących
pismami organizacji).

Inni odbiorcy serwisu AISW powinni ustalić opłaty za prenumeratę
z oficjalnymi przedstawicielami SW.

Za granicą:

a) przedstawiciele SW (nie dotyczy to reprezentantów oddziałów i posz-
czególnych pism SW).

b) Konrad (Szwajcaria), któremu serdecznie dziękujemy za sukcesywnie
przekazywany sprzęt komputerowy i kserograficzny na potrzeby
serwisu.

Inni zagraniczni odbiorcy mogą zaprenumerować serwis AISW u przedsta-
wicieli Organizacji na Zachodzie. Koszt prenumeraty - 5O dol. USA
miesięcznie (wysokość opłat od osób prywatnych, nie prowadzących
działalności publicystycznej lub wydawniczej, ustalają zagraniczni
przedstawiciele Organizacji).

Wszelkie wpłaty i opłaty za prenumeratę serwisu będą potwierdzane
w prasie SW - na podane hasło.

Potwierdzamy wpłatę: 5O $ za kwiecień - Zbigniew Bełz, "Gazeta", Kanada

**********************************************************************

CZASOPISMA WYDAWANE PRZEZ AISW, PRZY KORZYSTANIU Z NINIEJSZEGO SERWISU,
NIE SĄ ZOBOWIĄZANE DO PODAWANIA ŹRÓDŁA INFORMACJI.

PRZEDRUKI W INNYCH CZASOPISMACH - DOZWOLONE Z PODANIEM ŹRÓDŁA: AISW

---------------------------------------------------------------------
ZWALNIAMY Z OBOWIĄZKU PODAWANIA ŹRÓDŁA PRZY CYTOWANIU ZAWARTYCH W SER-

WISIE DOKUMENTÓW.

**********************************************************************

KALENDARIUM

-------------------------

W kwietniowym kalendarium przekręciliśmy nazwisko Stanislovasa
Żemajtisa. "Poprawiliśmy" poprawnie wcześniej wpisane nazwisko, uzna-
jąc, że "Gazeta Wyborcza" korzysta z lepszych niż my źródeł informa-
cji. Okazało się jednak, że "Gazeta" nie weryfikuje pisowni stosowanej
przez zagraniczne agencje - my zaś robiąc to - popełniliśmy błąd za
"Gazetą". Przepraszamy.

------------------------------------

1.5.9O r.

W Gdańsku odbył się wiec, po zakończeniu którego zgromadzeni
przeszli pod pomnik pomordowanych stoczniowców, gdzie
złożyli wieńce i wiązanki kwiatów. Jak donoszą agencje
prasowe, Lech Wałęsa spędził dzień na rybach.

Wytautas Landsbergis wystosował z okazji 1 maja posłanie do
sowieckiego prezydenta M. Gorbaczowa, w którym wyraża na-
dzieję, że stosunki pomiędzy Wilnem a Moskwą ulegną popra-
wie.

W Wilnie i Rydze lokalne oddziały KPZR zorganizowały wiece
pierwszomajowe w celu podkreślenia integralności republik
bałtyckich ze Związkiem Radzieckim. Mówcy wyrażali dezapro-
batę wobec postępowania władz w Moskwie, które w ich
przekonaniu są zbyt powolne w działaniach zmierzających do
"uporządkowania" sytuacji na Litwie i Łotwie.

W Bukareszcie nie odbyły się żadne uroczystości z okazji
"robotniczego święta". Protest na placu uniwersyteckim jest
kontynuowany. Okolice placu ogłoszono "strefą wolną od
komunizmu". Manifestanci nadal domagają się ustąpienia
prezydenta Iona Iliescu oraz innych byłych współpracowników
Nicolae Ceausescu, którzy po powstaniu rumuńskim objęli
najważniejsze urzędy w państwie. Do przywódcy protestu
Dymitru Dinki, który wczoraj rozpoczął głodówkę, dołączyły
następne 24 osoby. Głodujący domagają się włączenia do ordy-
nacji wyborczej jednego z punktów deklaracji z Timisoary,
który mówi, że komuniści nie mają prawa do kandydowania
w wyborach i sprawowania kierowniczych stanowisk w adminis-
tracji państwowej.

Uroczystości pierwszomajowe w Moskwie rozpoczęły się w tra-
dycyjny dla sowieckiego państwa sposób. Michaił Gorbaczow
stał z innymi komunistycznymi dostojnikami na trybunie
i przyjmował pochód zorganizowany przez oficjalne związki
zawodowe. Po przemarszu pochodu i po wiecu na pl. Czerwony
wkroczyły dziesiątki tysięcy osób, które odpowiedziały na
wezwanie różnych ugrupowań opozycyjnych do zorganizowania
kontrmanifestacji. Tłumy przywitały Gorbaczowa i innych
dostojników sowieckich gwizdami. Demonstranci wygrażali
pięściami sowieckiemu prezydentowi. Skandowano "HAŃBA,
HAŃBA...", "GORBACZOW - RĘCE PRECZ OD WŁADZY RADZIECKIEJ",
"PRECZ Z KULTEM LENINA". Wyrażano poparcie dla niepodległoś-
ciowych dążeń republik nadbałtyckich. Demonstranci nieśli
sztandary przedrewolucyjnej Rosji, a także wiele flag litew-
skich. Gorbaczow opuścił trybunę żegnany gwizdami.

1.5.9O r.
W Berlinie odbyły się manifestacje i wiece, w których
uczestniczyli mieszkańcy obu części, wschodniej i zachod-
niej, miasta. Wieczorem w zachodniej części miasta doszło do
starć między dużymi grupami chuliganów a policją.

W Sofii odbyły się dwa pochody pierwszomajowe: w manifes-
tacji zorganizowanej przez komunistów uczestniczyło ok.
1O tys. osób, natomiast na wezwanie Związku Sił Demokratycz-
nych odpowiedziało blisko 5O tys. ludzi.

----------------------------------------------------------------------

2.5.9O r.

W Warszawie podpisano umowę pomiędzy PAP a Radiem Wolna
Europa. Umowa przewiduje, że Polska Agencja Prasowa będzie
dostarczała swój serwis sekcji polskiej RWE. Przypuszczać
można, że RWE jeszcze bardziej upodobni się do propagandowe-
go tonu rozgłośni warszawskiej...

Prezydent RFN Richard von Weizsacker rozpoczął oficjalną
wizytę w Polsce. Wypowiadając się na konferencji prasowej
w Warszawie prezydent RFN zaapelował o dalsze zbliżenie
pomiędzy Niemcami a Polakami. Weizsacker spotkał się z gene-
rałprezydentem Wojciechem Jaruzelskim i premierem "RP"
Tadeuszem Mazowieckim. Prezydent RFN oświadczył, że granica
na Odrze i Nysie pozostanie nienaruszona.

W odpowiedzi na posłanie Kohl-Mitterrand skierowane do władz
w Wilnie i w Moskwie Wytautas Landsbergis wezwał prezydenta
Francji i kanclerza RFN do podjęcia wysiłków na rzecz skło-
nienia Gorbaczowa do podjęcia negocjacji z rządem litewskim.
Landsbergis zadeklarował gotowość parlamentu litewskiego
zawieszenia obowiązywania niektórych uchwał, przyjętych po
ogłoszeniu deklaracji niepodległości, stwierdzając równo-
cześnie, że sama proklamacja niepodległości państwa
litewskiego nie może być przedmiotem dyskusji.

Prezydent Francji François Mitterrand w odpowiedzi na list
prezydenta Litwy Wytautasa Landsbergisa odmówił przyjęcia
roli mediatora pomiędzy Wilnem a Moskwą...

Senat Stanów Zjednoczonych przyjął rezolucję, w której wzywa
prezydenta G. Busha do przerwania procesu poprawy stosunków
gospodarczych ze Związkiem Radzieckim. Senat uzasadnia swoją
uchwałę polityką Kremla wobec Litwy.

Natomiast prezydent George Bush zamierza wystąpić do kongre-
su z wnioskiem o złagodzenie dotychczas obowiązujących
ograniczeń w eksporcie wysokozaawansowanych technologii do
krajów Europy Wschodniej i Związku Radzieckiego.

W Bukareszcie nasilają się demonstracje antykomunistyczne.
Podczas wieców, zorganizowanych w centrum stolicy Rumunii,
kolejny dzień domagano się odsunięcia od władzy komunistów.

Sekretarz generalny NATO Manfred Werner oświadczył, że
strategia Paktu Pólnocnoatlantyckiego powinna dostosować się
do zmieniających się warunków politycznych, gospodarczych
i militarnych w Europie. Werner zaapelował do Moskwy o uz-
nanie w zjednoczonym państwie niemieckim partnera. Sekretarz
generalny NATO wyraził przekonanie, że pozostanie Niemiec
w Pakcie Północnoatlantyckim przyczyniłoby się do stabili-
zacji w Europie.

2.5.9O r.

Rządy RFN i NRD poinformowały o zawarciu ostatecznego poro-
zumienia w sprawie unii monetarnej, socjalnej i gospodar-
czej. Marka wschodnioniemiecka zostanie zastąpiona począwszy
od 2 lipca br. zachodnioniemiecką i będzie wymieniana w sto-
sunku 1 : 1.

Jugosławia i Izrael wznowiły stosunki dyplomatyczne, zerwane
22 lata temu.

----------------------------------------------------------------------

3.5.9O r.

W katedrze św. Jana w Warszawie Prymas Polski Józef kard.
Glemp odprawił uroczystą mszę z okazji święta Konstytucji
3 maja. W nabożeństwie wzięli udział m.in. gen. Wojciech
Jaruzelski, Tadeusz Mazowiecki i Andrzej Stelmachowski. Mimo
obecności Jaruzelskiego na tej religijnej uroczystości, nie
wspomniano, że nabożeństwo ma charakter "ekumeniczny".
Jaruzelski coraz częściej pojawia się na uroczystościach
religijnych, podczas wystąpień oficjalnych towarzyszą mu
niekiedy dostojnicy Kościoła Rzymsko-katolickiego.

W Szczecinie Klub "Wolni i Solidarni" oraz Akcja Bezpośred-
nia zorganizowały na pl.Grunwaldzkim wiec przedwyborczy.
Zachęcano do głosowania na Forum Demokratyczne. Hasła wiecu:
Precz z komuną !, Miejsce czerwonych na ławie oskarżonych !

Prezydent Stanów Zjednoczonych G. Bush wyraził przekonanie,
że sowiecki prezydent M. Gorbaczow znajduje się w trudnej
sytuacji spowodowanej trudnościami gospodarczymi ZSRR.
Wypowiadając się na konferencji prasowej w Waszyngtonie Bush
powiedział, że martwi się czasami o los Gorbaczowa. Amery-
kański prezydent stwierdził następnie, że ogromnie szanuje
Gorbaczowa i jest pełen uznania dla jego dotychczasowych
osiągnięć...

Nowym przewodniczącym Rady Najwyższej Łotewskiej SRR został
wybrany A. Gorbunow. Gorbunow stwierdził, że stosunki
pomiędzy Rygą a Moskwą powinny opierać się na poszanowaniu
wzajemnych praw. Powiedział również, że niepodległość nie
może być celem samym w sobie oraz że należy sobie zdawać
sprawę z tego, że republiki bałtyckie nie mogą się spodzie-
wać pomocy ze strony Zachodu, który obawia się zakłócenia
dialogu Wschód-Zachód.

W Rydze odbyły się demonstracje na rzecz niepodległości
Łotwy. Miały miejsce również kontrrmanifestacje, na rzecz
pozostania Łotwy w ZSRR - uczestniczyli w nich głównie
żołnierze okupacyjnej armii sowieckiej.

Rada Najwyższa w Rydze rozpoczęła obrady, które mogą dopro-
wadzić do przyjęcia deklaracji niepodległości (4O% mieszkań-
ców Łotwy stanowią osadnicy rosyjscy !). Zgromadzeni pod
gmachem RN w Rydze Łotysze zgotowali wielką owację Wytauta-
sowi Landsbergisowi, który został zaproszony na sesję inau-
guracyjną łotewskiej Rady Najwyższej.

George Bush coraz bardziej zadziwia swoimi wypowiedziami.
Amerykański prezydent stwierdził, że utożsamia się z wol-
nościowymi dążeniami Łotyszy, ale trudno byłoby mu doradzać,
jak mogą osiągnąć wolność. Prezydent Bush najwyraźniej nie
zdaje sobie sprawy, że w krajach usiłujących zrzucić
sowieckie jarzmo nie porad oczekuje się od Stanów Zjednoczo-
nych...

3.5.9O r.

Nowowybrany parlament węgierski przyjął rezolucję, w której
wyraża poparcie dla niepodległościowych dążeń Litwinów.
W uchwale zawarto wezwanie do władz na Kremlu o rozpoczęcie
poważnych rozmów z rządem w Wilnie.

W rejs wyruszył statek "Bogini Demokracji" wyposażony w na-
dawcze stacje radiowe przez działającą na emigracji Fede-
rację na Rzecz Demokracji w Chinach. "Bogini Demokracji"
skierowała się ku wybrzeżom Hongkongu, mimo że gubernator
tego kraju nie wyraził zgody na wpłynięcie statku, najwi-
doczniej obawiając się reakcji Pekinu.

Bułgaria wznowiła stosunki dyplomatyczne z Izraelem.

W Moskwie zmarł zwierzchnik rosyjskiej Cerkwii prawosławnej
Pimen.

----------------------------------------------------------------------

4.5.9O r.

Łotewska Rada Najwyższa przyjęła deklarację niepodległości,
w której stwierdzono, że wcielenie Łotwy do ZSRR podczas
II wojny światowej było nielegalne. W proklamacji zawarto
nieprecyzyjne określenie, mówiące o okresie przejściowym,
który ma doprowadzić do pełnej suwerenności państwowej. Do
czasu wznowienia funkcjonowania rządu w Rydze władzę na Łot-
wie sprawuje RN. Obowiązuje również konstytucja łotewskiej
SRR z wyłączeniem czterech paragrafów, sprzecznych z konsty-
tucją Łotwy z roku 1922.

Premier Litwy Kazimiera Prunskiene spotkała się z grupą
amerykańskich senatorów, którym przedstawiła rozwój wydarzeń
od momentu proklamowania przez litewską RN niepodległości
kraju.

Przywódca senatorów należących do Partii Demokratycznej
George Michel oświadczył, że Stany Zjednoczone powinny
podjąć konkretne działania, by zaprotestować przeciwko
posunięciom Moskwy wobec litwy. Michel ponownie zwrócił się
do prezydenta Busha o zmniejszenie tempa "normalizowania"
stosunków handlowych ze Związkiem Radzieckim.

A. Brazauskas poinformował w przemówieniu na forum litew-
skiego parlamentu, że zapasy różnych towarów i surowców
wyczerpią się w ciągu najbliższych dwóch tygodni. Brazauskas
stwierdził, że sprowadzenie potrzebnych produktów z republik
ZSRR będzie niemożliwe, ponieważ Moskwa zarządza całą koleją
w Związku Radzieckim.

W Bukareszcie nasilają się demonstracje przeciwko władzom
wyłonionym z Komitetu Ocalenia Narodowego. Manifestanci
licznie zgromadzeni w centrum stolicy Rumunii żądali natych-
miastowego ustąpienia I. Iliescu i innych komunistów
piastujących władzę po obaleniu Nicolae Ceausescu oraz
wprowadzenia zakazu sprawowania funkcji publicznych członkom
komunistycznych elit. Demonstracje przeciwko Iliescu i jego
towarzyszom odbyły się również w Braszowie i Timisoarze oraz
innych miastach Rumunii.

4.5.9O r.

W dziesiątą rocznicę śmierci dyktatora Jugosławii J. B. Tito
odbyła się w Belgradzie wielka antykomunistyczna demons-
tracja. Dziesiątki tysięcy ludzi zgromadzonych w centrum
miasta skandowało hasła "TITO DYKTATOR", "TITO CEAUSESCU".
Uczestnicy pochodu, który ruszył ulicami Belgradu, nieśli
transparenty z wezwaniami do ostatecznego obalenia systemu
komunistycznego. Nad tłumem powiewały flagi serbskie.

W RFN spotkali się minister spraw zagranicznych ZSRR Eduard
Szewardnadze i amerykański sekretarz stanu James Baker.
Spotkanie to odbyło się w przeddzień konferencji 2+4, po-
święconej zjednoczeniu Niemiec. Moskwa nadal domaga się,
by zjednoczone Niemcy były państwem neutralnym. Po zakończe-
niu rozmowy Szewardnadze i Baker spotkali się z kanlerzem
RFN Hemutem Kohlem - każdy osobno.

W południowo-wschodniej Turcji trwają ostre walki wojsk tu-
reckich z partyzantami kurdyjskimi. W zasadzce na granicy
zginęło 17 partyzantów. W kwietniu śmierć w walkach i pod-
czas pacyfikacji kurdyjskich wiosek poniosło 75 osób.

Walka Kurdów o niepodległość i zjednoczenie ich ojczyzny
(podzielonej między Syrię, Irak, Iran i Turcję) trwa już 5O
lat. Każdy z okupantów stosuje wobec nich okrutne metody
(wojska irackie stosowały w tej wojnie gaz trujący).

Negocjacje pomiędzy rządem RPA a delegacją Afrykańskiego
Kongresu Narodowego doprowadziły do wstępnych ustaleń, które
mają prowadzić do zwolnienia wszystkich więźniów politycz-
nych.

----------------------------------------------------------------------

5.5.9O r.

0000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

We Wrocławiu zmarł w wieku 67 lat

mec. Stanisław AFENDA

wielokrotny obrońca w procesach politycznych, organizator
pomocy dla więzionych i internowanych. Dziekan Okręgowej
Rady Adwokackiej, członek Naczelnej Rady Adwokackiej, sędzia
Trybunału Stanu. Człowiek prawy i uczciwy.

0000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000

Kongres Polskiego Stronnictwa Ludowego wybrał na stanowisko
prezesa partii Romana Bartoszcze. Zebrani odrzucili projekt
oświadczenia popierającego niepodległą Litwę.

Minister spraw zagranicznych "RP" Krzysztof Skubiszewski
stwierdził, że wizyta prezydenta RFN Richarda von Weizsacker
miała historyczne znaczenie i doprowadziła do wyjaśnienia
wielu zasadniczych kwestii (w tym sprawy granicy na Odrze
i Nysie), co otwiera nowe możliwości w kontaktach polsko-
-niemieckich.

Pobyt zachodnioniemieckiego prezydenta w Polsce telewizja
polska "uświetniła" kilkoma filmami o wymowie jawnie anty-
niemieckej.

5.5.9O r.

W Bonn obyła się pierwsza runda konferencji 2+4, w której
uczestniczą przedstawiciele rządów Stanów Zjednoczonych,
Wielkiej Brytanii, Francji i Związku Radzieckiego oraz RFN
i NRD. W lakonicznym komunikacie poinformowano, że zgroma-
dzeni wyrazili wolę doprowadzenia do rychłego zjednoczenia
obu państw niemieckich. Szef sowieckiej dyplomacji Eduard
Szewardnadze oświadczył podczas konferencji prasowej, że
Moskwa nadal uważa, że Niemcy powinny być państwem neutral-
nym.

Następne spotkanie konferencji 2+4 odbędzie się w Paryżu.
Weźmie w nim udział szef MSZ "RP" Krzysztof Skubiszewski.

Wytautas Landsbergis poinformował, że Moskwa nadal stawia
warunki, które nie mogą zostać zaakceptowane przez władze
Republiki Litwy. Litewski prezydent stwierdził, że w tej
sytuacji nie rysują się perspektywy na szybkie podjęcie
negocjacji pomiędzy Moskwą a Wilnem. Landbergis zaprotesto-
wał przeciwko ruchom wojsk sowieckich w Wilnie, które miały
miejsce minionej nocy.

Stały przedstawiciel Estonii w Republice Litewskiej Mart
Tarmak złożył listy uwierzytelniające wicepremierowi Litwy
Romualdasowi Ozolasowi.

Przewodniczący łotewskiej RN A. Gorbunow powiedział, że
oczekuje podjęcia rozmów pomiędzy Moskwą a Rygą w ciągu
najbliższych 1O dni. Władze na Kremlu nie skomentowały
wypowiedzi Gorbunowa.

Przywódca demonstrantów okupujących plac uniwersytecki w Bu-
kareszcie Dymitru Dinko poinformował o zawieszeniu protestu
głodowego i podjęciu rozmów z przedstawicielami władz. Dinko
zapowiedział, że jeżeli rozmowy nie doprowadzą do oczekiwa-
nych rezultatów, głodówka zostanie wznowiona.

Tymczasem władze w Bukareszcie oświadczyły, że podczas zbli-
żających się wyborów parlamentarnych zakazane będą wszelkie
demonstracje i agitacja wyborcza. Według komunikatu władz,
porządku będzie pilnowało wojsko i milicja. Dziennikarze
obserwujący rozwój wydarzeń w Rumunii zgodnie stwierdzają,
że oświadczenie władz rumuńskich zawiera zawoalowaną groźbę
wobec protestujących na placu uniwersyteckim.

W stolicy Mongolii, Ułan Bator doszło do kolejnych masowych
wystąpień na rzecz demokracji. Władze chińskie przestrzegły
przebywającego w Pekinie szefa mongolskiej partii komunis-
tycznej Oczirbata przed rysującą się, w ich przekonaniu,
groźbą wybuchu zamieszek w Mongolii.

W Kurdystanie w walce zginęło 2 żołnierzy tureckich i 6 Kur-
dów.

Wojska wierne reżimowi Nadżibullaha wyparły mudżahedinów
z ważnych ze strategicznego punktu widzenia baz w pobliżu
Dżalalabadu. Informacje te potwierdzone zostały przez rzecz-
nika partyzantów afgańskich w Pakistanie.

Nikaraguańska partyzantka Contras wyraziła zgodę na przeka-
zanie swojego uzbrojenia przedstawicielom Organizacji Naro-
dów Zjednoczonych.

6.5.9O r.

Do Warszawy przybył amerykański sekretarz stanu James Baker,
który zapewniał wielokrotnie w ostatnich dniach, że zmiany
zachodzące w Europie, a zwłaszcza zjednoczenie Niemiec, nie
odbędzie się kosztem Polski. A zapewnienia takie są koniecz-
ne, ponieważ polityka Zachodu - przede wszystkim Stanów
Zjednoczonych - budzić może poważny niepokój. Dyplomacja
ministra Skubiszewskiego nie potrafiła zapewnić Polsce
należnego jej miejsca w konferencji pokojowej.

James Baker spotkał się z premierem "RP" Tadeuszem Mazowiec-
kim, któremu przekazał zaproszenie na kolejną rundę konfe-
rencji 2+4 - w Paryżu będzie omawiana kwestia granic
zjednoczonego państwa niemieckiego.

Sowiecki prezydent Michaił Gorbaczow zagroził sankcjami gos-
podarczymi władzom w Rydze w związku z ogłoszeniem przez
łotewską RN deklaracji niepodległości. Deputowani łotewscy
wystosowali posłanie do parlamentu na Litwie i w Estonii,
w którym postulują zacieśnienie współpracy politycznej
i gospodarczej pomiędzy krajami bałtyckimi w celu skuteczne-
go przeciwstawienia się naciskom Moskwy.

Władze sowieckie otwarły przejścia graniczne pomiędzy
Mołdawską SRR a Rumunią. Granicę przekroczyło setki tysięcy
ludzi, którzy po raz pierwszy od wcielenia Mołdawii do
Związku Radzieckiego mogli się spotkać ze swoimi rodakami
i rodzinami. Sowiecka straż graniczna zrezygnowała ze spraw-
dzania dokumentów.

Partie opozycyjne w Rumunii grożą bojkotem wyborów zapowie-
dzianych na 2O bm., jeżeli władze nie położą kresu mnożącym
się napaściom na dziłaczy, którzy nie popierają Iliescu
i inych spadkobierców Nicolae Ceausescu. Radu Campeanu,
który ma kontrkandydować Iliescu w wyborach prezydenckich
został napadnięty przez "nieznanych sprawców" i brutalnie
pobity. Mówi się o potajemnym przywróceniu przez nowe władze
instytucji Securitate.

W Timisoarze trwa protest zorganizowany na placu Opery -
demonstranci domagają się ustąpienia Iona Iliescu oraz
wprowadzenia zakazu sprawowania urzędów państwowych przez
komunistów przez najbliższe 1O lat. Podobne manifestacje
rozpoczęły się w Oradei i innych miastach rumuńskich.

W uroczystościach zorganizowanych w Pilznie z okazji rocz-
nicy wyzwolenia miasta przez armię amerykańską wziął udział
prezydent Czechosłowacji Vaclav Havel.

----------------------------------------------------------------------

7.5.9O r.

Rada Europy przyznała Polsce, Czechosłowacji, Węgrom i NRD
status obserwatorów.

Papież Jan Paweł II przebywa w Meksyku.

7.5.9O r.

Mafred Werner powiedział, że NATO powinno stać się podstawą
nowej struktury bezpieczeństwa, której Związek Radziecki
powinien być aktywnym uczestnikiem. Wypowiedź sekretarza
generalnego Sojuszu Północnoatlantyckiego przypomina propo-
zycję lansowaną swojego czasu przez Szewardnadze i Falina,
która zakładała przynależność zjednoczonych Niemiec do dwóch
sojuszów wojskowych równocześnie - do NATO i Układu Warszaw-
skiego. Sowieci mają jednak w tym wypadku chyba więcej
poczucia humoru niż ich zachodni partnerzy...

Rzecznik władz sowieckich Gienadij Gierasimow wyraził satys-
fakcję Kremla z powodu przebiegu rozmów 2+4. Przedstawiciele
państw zachodnich wyrazili zgodę na pozostawienie nierozwią-
zanej kwestii przynależności Niemiec do sojuszów wojskowych.
Gierasimow ponownie stwierdził, że Związek Radziecki jest
przeciwny przynależności Niemiec do NATO i nadal stoi na
stanowsku, że utworzone po zjednoczeniu RFN i NRD państwo
powinno być neutralne.

Łotewska Rada Najwyższa wybrała premiera, którym został
Ivars Godmanis. Nowy premier powiedział, że Łotwa będzie
dążyć do zbudowania systemu politycznego zbliżonego do panu-
jącego w Finlandii. Godmanis powiedział, że w wypadku
zastosowania sankcji gospodarczych przez Moskwę Łotwa znaj-
dzie się w znacznie lepszej sytuacji niż Litwa, ponieważ
odczuje dotkliwie jedynie przerwanie dostaw ropy naftowej.
Pod względem zaopatrzenia w inne surowce Łotwa jest
samowystarczalna.

Pani M. Mauristin - wiceprzewodnicząca estońskiego parlamen-
tu oświadczyła, że Estończycy nie zrezygnują z prawa do
samostanowienia. Pani Mauristin, która przebywa z wizytą
w Stanach Zjednoczonych, stwierdziła, że powiązania krajów
bałtyckich ze Związkiem Radzieckim mogą wynikać jedynie
z partnerskich umów zawartych pomiędzy Moskwą a tymi
państwami.

Sowiecki prezydent Michaił Gorbaczow wydał oświadczenie,
w którym stwierdza, że w Związku Radzieckim nie będzie
powrotu do masowych represji politycznych.

Mudżahedini poinformowali o odzyskaniu straconych pozycji
wokół Dżlalabadu. Rozgłośnia w Kabulu zaprzecza tym donie-
sieniom.

----------------------------------------------------------------------

8.5.9O r.

Odbyło się wspólne posiedzenie sejmowych komisji obrony na-
rodowej i spraw zagranicznych. Mówiono o wycofywaniu wojsk
sowieckich z Polski. Niemożność ustalenia kalendarza tej
akcji wynika - według jednego z posłów OKP - z faktu, że
kierownictwo MON skłania się ku interesom Układu Warszaw-
skiego, a nie narodowym.

Przedstawiciele MON po raz pierwszy udostępnili posłom dane
dotyczące wojsk sowieckich w Polsce (należy mieć do tych da-
nych umiarkowane zaufanie). Liczebność wojsk sowieckich,
zgrupowanych w 35 garnizonach na terenie 15 województw
Polski wynosi 58.4OO. Sowieci zajmują 7O tys. ha gruntów,
dysponują 13 lotniskami (plus 5 zapasowych), 4 poligonami
oraz 64 bocznicami kolejowymi. Sowiecka marynarka wojenna
zajmuje 8 km naszego wybrzeża. Łącznie Sowieci na terenie
Polski zajmują 1.157 budynków (9.1OO mieszkań). Straty z ty-
tułu nieużytkowania ziem zajmowanych przez Sowietów w latach
195O-9O wyniosły 1O bln zł.

Wicepremier "RP" Leszek Balcerowicz oznajmił podczas konfe-
rencji prasowej w Waszyngtonie, że program reform gospodar-
czych w Polsce został zrealizowany mimo wysokich kosztów,
jakie musiało ponieść społeczeństwo.

Przywódcy antykomunistycznych demonstracji w Bukareszcie
i innych miastach Rumunii zrezygnowali z rozmów z I. Ilies-
cu, ponieważ prezydent Rumunii nie wyraził zgody na obecność
dziennikarzy podczas spotkania. Delegacja manifestantów
przebywała w urzędzie prezydenta zaledwie kilka minut.

Kanclerz RFN Helmut Kohl uznał za nie do przyjęcia odłożenie
kwestii przynależności Niemiec do sojuszów obronnych "na
później". Kohl stwierdził, że ta zasadnicza kwestia powinna
zostać rozwiązana podczas konferencji pokojowej 2+4.

W Kijowie odbyło się spotkanie założycielskie Związku Sił
Demokratycznych, w którym wzięli udział przedstawiciele
Frontów Ludowych: Armenii, Azerbejdżanu, Białorusi, Gruzji,
Łotwy, Rosji, Ukrainy i Uzbekistanu. Związek wydał oświad-
czenie wyrażające poparcie dla niepodległościowych dążeń
Litwy. Nowa organizacja stawia sobie za cel wspieranie
republik dążących do odzyskania suwerenności państwowej.

Pani Kazimiera Prunskiene, która przebywa z wizytą w Wiel-
kiej Brytanii zwróciła się do Margaret Thatcher o podjęcie
mediacji pomiędzy Moskwą a Wilnem. Pani Prunskiene powie-
działa, że władze litewskie są gotowe do rozpatrzenia wszel-
kich kwestii związanych z interesami ZSRR, ale kwestia
deklaracji niepodległości nie będzie dyskutowana.

Dowódca wojsk sowieckich stacjonujących w Wilnie, ppłk.
Walery Szorupow zaapelował do Michaiła Gorbaczowa o wprowa-
dzenie rządów prezydenckich na Litwie.

Rada Najwyższa Łotwy w odpowiedzi na ultimatum M. Gorbaczo-
wa, który zażądał odwołania przyjętej w Rydze deklaracji
niepodległości, stwierdza, że władze łotewskie są gotowe do
respektowania interesów sowieckich na zasadzie równoprawnych
umów pomiędzy Rygą a Moskwą. RN wezwała Gorbaczowa do
podjęcia dialogu na temat trybu odzyskania pełnej suweren-
ności państwowej przez Łotwę.

8.5.9O r.

Estońska RN przyjęła uchwałę o zmianie nazwy państwa na:
Republika Estonii. Przywrócono godło i flagę narodową sprzed
agresji sowieckiej na Estonię.

----------------------------------------------------------------------

9.5.9O r.

Protestując przeciwko projektowi ustawy o uczelniach wyż-
szych do strajku przystąpili studenci SGGW, Uniwersytetu
Śląskiego, Politechniki Gdańskiej i innych uczelni kraju.

Sojusz Wolnych Demokratów złożył w parlamencie węgierskim
projekt ustawy dotyczącej wycofania się Węgier z Układu
Warszawskiego. Projekt zakłada, że państwo węgierskie nie
będzie należało do żadnego sojuszu wojskowego.

Pani Kazimiera Prunskiene spotkała się w Londynie z premier
Wielkiej Brytanii Margaret Thatcher. Pani Thatcher nakłania-
ła panią Prunskiene do dalszych ustępstw na rzecz Moskwy.
Jak poinformowała premier Republiki Litwy podczas konferen-
cji prasowej, Margaret Thatcher wyraziła sympatię dla nie-
podległościowych dążeń Litwinów...

Sowiecki minister obrony Dymitrij Jazow oświadczył, że kraje
nadbałtyckie zostały przyłączone do Związku Radzieckiego
w 194O r., ponieważ takie było życzenie Łotyszów, Estoń-
czyków i Litwinów.

Mieli oni zapewne trudności z interpretacją swoich pragnień
i stąd ich wieloletni opór przed sowiecką aneksją ich ziem.
Właściwą interpretację życzeń poszczególnych narodów dają
jedzynie sowieckie władze.

W Rydze odbyła się demonstracja rosyjskich osadników, którzy
domagali się anulowania przez łotewską Radę Najwyższą
deklaracji niepodległości. W manifestacji wzięło udział
kilka tysięcy Rosjan.

Pierwsza grupa nikaraguańskich Contras oddała broń w ręce
komisji ONZ. Prezydent Nikaragui Violetta Chamorro zagwaran-
towała partyzantom pomoc w powrocie do normalnego życia
i możliwość utorzenia własnej partii politycznej.

Kandydat Narodowej Partii Liberalnej na stanowisko prezyden-
ta Radu Capeanu Rumunii zadeklarował gotowość zrezygnowania
z ubiegania o ten urząd w najbliższych wyborach, jeżeli dwaj
jego konkurenci - I. Iliescu i I. Ratiu - uczynią to samo.
Campeanu zaproponował, by parlament wyłoniony w wyborach
wyznaczonych na 2O bm. wybrał tymczasowego prezydenta Rumu-
nii. Wybory prezydenckie odbyłyby się po przyjęciu przez
parlament nowej konstytucji.

Władze w Tiranie ogłosiły program "liberalizacji" i zadekla-
rowały gotowość Albanii przystąpienia do państw sygnatariu-
szy Porozumień Helsińskich. Reżim komunistyczny w Tiranie
zamierza uchylić przepisy zabraniające "agitacji religij-
nej", znieść karę śmierci za usiłowanie nielegalnego opusz-
czenia Albanii, wydać paszporty wszystkim obywatelom.
Równocześnie stwierdzono, że Albania nie zrezygnuje z budo-
wania ustroju socjalistycznego.

----------------------------------------------------------------------

1O.5.9O r.

Studenckie uczelnie rozszerzają się na kolejne uczelnie,
m.in. wrocławskie Akademie Medyczną i Muzyczną.

Szefem Urzędu Ochrony Państwa został Krzysztof Kozłowski
- przez ostatnie kilka tygodni zastępca gen. Kiszczaka
w MSW, wcześniej redaktor "Tygodnika Powszechnego".

Zastępcą Kozłowskiego został Andrzej Milczanowski ze Szcze-
cina, działacz "Solidarności", znany z wypchnięcia Mariana
Jurczyka z tego związku, były prokurator powiatowy w Szcze-
cinie.

Komendantem Głównym Policji Państwowej został L. Lamparski,
dotychczasowy szef Służby Kadr, Wyszkolenia i Wychowania
MSW.

Trwają protesty w więzieniach i aresztach. Protestujący
domagają się weryfikacji kodeksu karnego i nowej amnestii.
"Solidarnościowy" szef więziennictwaPaweł Moczydłowski zapo-
wiedział likwidowanie buntów praworządnie, ale stanowczo
i konsekwentnie.

W Stoczni Gdańskiej odbył się kilkugodzinny strajk. Uczest-
nicy protestu domagali się podwyżki płac do wysokości
średnich zarobków krajowych. Lech Wałęsa poparł strajk
stwierdzając, że wstydzi się, iż nasz rząd nie załatwił
problemów, jakie występują w stoczni.

Lech Wałęsa podczas spotkania z dziennikarzami i robotnikami
Zakładów Mechanicznych w Pucku zaatakował generałprezydenta
Jaruzelskiego, który zamiast z siekierą latać, kiedy rozkra-
dają Polskę - siedzi cicho i nie przeszkadza, dlatego, że
jest dobry. Przewodniczący Wałęsa zaatakował również Balce-
rowicza, mówiąc, że jego program jest wspaniały, ale dla
Ameryki. U nas nie wolno zamykać zakładów. Trzeba stwarzać
możliwości na powstanie nowych miejsc pracy.

Wałęsa nie przepuścił tym razem i Mazowieckiemu, stwierdza-
jąc, że jego rząd wyczerpał już swoje możliwości koncepcyj-
ne.

W wywiadzie dla "Washington Post" Wałęsa zapowiedział per-
manentną wojnę polityczną. Swoje dotychczasowe stanowisko
uzasadnił uleganiem opinii intelektualistów, uzasadniających
potrzebę politycznego spokoju. Decyzja zawarcia kompromisu
w Magdalence nie obciąża więc przewodniczącego, gdyż on
chcąc dobrze, nie wiedział, co robi, a jedynie uległ inte-
lektualistom.

Wałęsa powiedział także, iż nic nie powinno go różnić
z Jurczykiem i Gwiazdą.

Ministerstwa rolnictwa Litwy, Łotwy i Estonii podpisały
porozumienie o wymianie handlowej produktów rolnych z pomi-
nięciem moskiewskiej centrali.

1O.5.9O r.

Premier Republiki Litwy pani Kazimiera Prunskiene przybyła
do Paryża na spotkanie z prezydentem Francji François
Mitterrandem. Podczas konferencji prasowej na lotnisku pani
Prunskiene ponowiła wcześniejszy apel prezydenta Landsbergi-
sa, który zwrócił się do F. Mitterranda o podjęcie mediacji
pomiędzy Moskwą a Wilnem. Jak wiadomo, Mitterrand odrzucił
tę prośbę uznając najwidoczniej, że posłanie sporządzone
wspólnie z kanlerzem RFN H. Kohlem, zawierające wezwanie
Litwinów do kapitulacji, jest wystarczającym wkładem Francji
w walkę o respektowanie prawa do samostanowienia narodów.

Doina Cornea wystosowała list otwarty do Parlamentu Europej-
skiego, w którym omawia sytuację powstałą po obaleniu
Nicolae Ceausescu i przejęciu władzy w Rumunii przez Komitet
Ocalenia Narodowego. Pani Cornea przestrzega przed możliwoś-
cią powstania w Rumunii nowego totalitaryzmu, ukrytego pod
pozorami demokracji. Znana rumuńska opozycjonistka podkreśla
fakt, że obecne władze w Bukareszcie zdominowane są przez
"byłych komunistów", którzy stosują metody charakterystyczne
dla reżimów totalitarnych.

Czechosłowacki Komitet Kontroli Ludowej poinformował, że
31 grudnia 1989 r. majątek Komunistycznej Partii Czechosło-
wacji wart był 7,9 mld koron i 1,5 mld koron majątku produk-
cyjnego. Zdaniem przewodniczącego Komitetu do 3O czerwca
majątek KPCz powinien się zmniejszyć do 8OO-1.8OO mln koron.

Przemawiając w Bundestagu kanclerz Helmut Kohl powiedział,
że NRD nie otrzyma ani feniga, jeśli nie zaakceptuje i do
2 lipca nie zacznie realizować bońskiego planu reformowania
gospodarki.

Centrala wschodnioniemieckich związków zawodowych FDGB pos-
tanowiła się rozwiązać, czyniąc w ten sposób pierwszy krok
ku zjednoczeniu organizacji związkowych w zjednoczonych
Niemczech.

Stany Zjednoczone odwołały na konsultacje swojego ambasadora
w Bukareszcie w związku z licznymi doniesieniami na temat
prześladowania kandydatów opozycji do parlamentu i na stano-
wisko prezydenta Rumunii.

Władze w Bukareszcie zaprzeczyły doniesieniom amerykańskiej
prasy, która poinformowała, że najbliżsi współpracownicy
Ceausescu, a także członkowie jego rodziny, sprzedali Stanom
Zjednoczonym egzemplarze najnowszego uzbrojenia produkcji
sowieckiej. Minister obrony Rumunii oświadczył, że broń tego
rodzaju nie znajdowała się na wyposażeniu armii rumuńskiej.

Prezydent Czechosłowacji Vaclav Havel przemawiając w Parla-
mencie Europejskim wezwał Zachód do wyzbycia się obaw wobec
Związku Radzieckiego. Havel powiedział, że w obliczu prze-
mian w Europie Wschodniej należy wstrzymać rozbudowywanie
nuklearnego systemu obronnego za Zachodzie, ponieważ broń ta
wymierzona jest w kraje zmierzające do demokracji. Czecho-
słowacki prezydent powołał się na koncepcję prezydenta
Francji François Mitterranda utworzenia konfederacji euro-
pejskiej, choć jego enuncjacje pokrewne były raczej zamys-
łowi Gorbaczowa budowy wspólnego europejskiego domu.

1O.5.9O r.

W ciągu dwóch statnich dni 1OO tys. osób demonstrowało w 17
południwokoreańskich miastach przeciwko połączeniu partii
rządzącej i dwóch partii opozycyjnych w jedną - Partię Demo-
kratyczno-Liberalną (mającą większość w parlame~cie).

Władze nepalskie podjęły decyzję o zniesieniu godziny poli-
cyjnej w Katmandu.

W Chinach podano oficjalnie o zwolnieniu z więzień 211 osób
aresztowanych za udział w ubiegłorocznych demonstracjach
w Pekinie na Placu Niebiańskiego Spokoju. Według rzecznika
chińskiego MSW, w więzieniach przebywa nadal 431 uczestników
demonstracji. W początkach czerwca Kongres USA ma zadecydo-
wać o odebraniu lub pozostawieniu Chinom klauzuli najwyższe-
go uprzywilejowania. To rzuca światło na tajemniczą
wielkoduszność chińskich władz.

Po spotkaniu z Nelsonem Mandelą i innymi przywódcami Afry-
kańskiego Kongresu Narodowego do Europy Zachodniej przybył
prezydent RPA F. de Klerk, który zamierza zabiegać o znie-
sienie sankcji gospodarczych wobec Południowej Afryki.
Pierwszym etapem podróży de Klerka jest Paryż, gdzie został
przyjęty przez prezydenta Francji François Mitterranda.

Nelson Mandela komentując podróż prezydenta RPA na Zachód
opowiedział się za utrzymaniem sankcji gospodarczych wobec
Południowej Afryki.

----------------------------------------------------------------------

11.5.9O r.

Pani Kazimiera Prunskiene spotkała się w Bonn z kanlerzem
RFN Helmutem Kohlem. Premier Republiki Litwy powiedziała
dziennikarzom po zakończeniu rozmowy, że Kohl wykazał
zrozumienie i sympatię dla problemów Litwy. O konkretnej
pomocy politycznej, gospodarczej lub finansowej zachodnio-
niemiecki kanlerz nie wspomniał. Pani Prunskiene poinformo-
wała, że parlament litewski zdecydowany jest na zawieszenie
niektórych uchwał przyjętych po ogłoszeniu deklaracji nie-
podległości, by ułatwić Związkowi Radzieckiemu podjęcie
rozmów z władzami w Wilnie.

Na Litwie przystąpiono do eksploatacji złóż ropy naftowej.
Uruchomione na północnym zachodzie kraju wydobycie pozwoli
na uzyskanie ok. 5OO ton ropy dziennie.

Lech Wałęsa wypowiedział wojnę rządowi, ale rząd nie będzie
wypowiadał wojny Lechowi Wałęsie - oświadczyła podczas
konferencji prasowej rzecznik rządu "RP" Małgorzata Niezabi-
towska komentując poparcie jakiego udzielił Wałęsa strajkowi
w Stoczni Gdańskiej i jego wypowiedzi na tę okoliczność.
Pani Niezabitowska dodała, że takie wypowiedzi Wałęsy nie
służą dobru kraju.

Sekretarz generalny ONZ Perez de Queallar złożył wizytę
w Albanii. Na ulicach Tirany zgromadziły się z tej okazji
tysiące ludzi. Przyjazd dostojnika z Organizacji Narodów
Zjednoczonych jest dla Albańczyków ważną podstawą do nadziei
na lepsze jutro. Czy i tym razem "realizm polityczny"
Quellara sprawi zawód tysiącom ludzi witających go z ufnoś-
cią ?

11.5.9O r.

Narodowa Partia Chłopska wycofała się z rumuńskiej Rady Jed-
ności Narodowej oskarżając władze w Bukareszcie o szykanowa-
nie opozycyjnych kandydatów do parlamentu i na stanowisko
prezydenta. W wydanym z tej okazji oświadczeniu Partia
Chłopska domaga się odroczenia wyborów zapowiedzianych na
2O bm. w związku z panującą atmosferą terroru. Narodowa
Partia Chłopska nie wyklucza bojkotu wyborów, jeżeli taką
decyzje podejmą inne ugrupowania opozycyjne.

Grupa kongresmenów amerykańskich wystosowała posłanie do
władz w Bukareszcie, w którym wyraża zaniepokojenie szykana-
mi jakie spotykają kandydatów opozycji do parlamentu i na
urząd prezydenta. W posłaniu stwierdzono, że wiele posunięć
rządu rumuńskiego może podważyć prawomocność zbliżających
się wyborów.

Jak poinformowały rumuńskie środki masowego przekazu w Buka-
reszcie odbyła się manifestacja, podczas której 15 tys.
ludzi domagało się przeprowadzenia wyborów w wyznaczonym
terminie. Władze rumuńskie coraz częściej organizują takie
"spontaniczne" demonstracje, które mają uzasadnić ich
politykę.

----------------------------------------------------------------------

12.5.9O r.

Sąd w Warszawie zarejestrował Związek Policjantów. "Pieres-
trojka" po polsku dała ponownie znać o sobie. Krajobraz to-
lerancji politycznej psuje tylko fakt, że "Solidarność-8O"
wystąpiła o rejestrację, której warszawski sąd konsekwentnie
odmawia.

W stolicy Estonii odbyło się spotkanie prezydentów krajów
nadbałtyckich. Podczas spotkania "na szczycie" postanowiono
reaktywować Radę Bałtycką, która została zlikwidowana po
aneksji Litwy, Łotwy i Estonii przez Związek Radziecki.
Rada Bałtycka zajmie się koordynowaniem działalności poli-
tycznej i gospodarczej krajów nadbałtyckich.

Rada Najwyższa Związku Radzieckiego rozpatruje projekt
ustawy na mocy której każdy kto dopuści się obrazy sowiec-
kiego prezydenta zostanie ukarany grzywną w wysokości do
trzech tysięcy rubli lub karę więzienia do 6 lat. I ten ele-
ment "perestrojki" powinien sprawić satysfakcję prezydentowi
Bushowi...

Pani Kazimiera Prunskiene poinformowała w Bonn, że sankcje
gospodarcze Moskwy spowodują utratę pracy przez około 3OO
tys. osób. Premier Republiki Litwy zakończyła wizytę w Bonn,
która była ostatnim etapem jej podróży po krajach zachod-
nich. Pani premier spotkała się z sympatią ze strony
polityków Wolnego Świata, ale obietnicy pomocy dla swojego
kraju nie uzyskała. Zachodni mężowie stanu odetchnęli zapew-
ne z ulgą kiedy "kłopotliwy" gość z Wilna powrócił na Litwę.
Trwają przygotowania do "szczytu" Bush-Gorbaczow - na
Zachodzie wszechobecny jest duch "realizmu politycznego"...

Pani Prunskiene przed wyjazdem z Bonn spotkała się z amba-
sadorem ZSRR w RFN J. Kwicińskim. Nie wydano żadnego komuni-
katu na temat odbytej rozmowy. Pani premier stwierdziła
jedynie po jej zakończeniu, że dyskusja była konstruktywna.

12.5.9O r.

Prezydent Rumunii I. Iliescu zażądał, by demonstranci wystę-
pujący przeciwko obecności komunistów we władzach w Buka-
reszcie do 18 bm. opuścili plac uniwersytecki. Wcześniej
Iliescu dawał do zrozumienia, że przeciwko protestującym
może być użyte wojsko i milicja. Rzecznik demonstrantów
oświadczył, że delegacja protestujących nie udała się na
spotkanie z I. Iliescu, ponieważ nie otrzymała na nie zapro-
szenia. O planowanych rozmowach prezydenta Rumunii z uczest-
nikami protestu informowały rumuńskie środki masowego
przekazu.

W Pradze odbyła się demonstracja, która zgromadziła około
2O tys. osób. Domagano się wydania zakazu dla działalności
partii komunistycznej.

----------------------------------------------------------------------

13.5.9O r.

Pani Kazimiera Prunskiene stwierdziła podczas konferencji
prasowej w Moskwie, że fakt przyjęcia premiera Republiki
Litwy przez głowy państw zachodnich oznacza w praktyce
uznanie suwerenności jej kraju przez Wolny Świat.

Prezydenci trzech krajów nadbałtyckich, którzy spotkali się
w Tallinie wystąpili z propozycją do Michaiła Gorbaczowa
odbycia wspólnych rozmów dotyczących trybu odzyskania nie-
podległości Litwy, Łotwy i Estonii. Przewodniczący estoń-
skiej RN Arnold Rutel poinformował, że odrzucił propozycję
Gorbaczowa przyznania Estonii autonomii w ramach Związku
Radzieckiego.

W Kijowie odbył się Kongres Polaków zamieszkałych na Ukrai-
nie. Przyjęto "Posłanie do Braci Ukraińców". Zgromadzeni
wysunęli postulat utworzenia izby narodowości w ukraińskiej
Radzie Najwyższej.

Podczas wiecu wyborczego przywódcy rumuńskiej Partii
Liberalnej Radu Campeanu zorganizowanego w Braszowie działa-
cze Komitetu Ocalenia Narodowego podjęli próbę zakłocenia
spotkania. Doszło do ostrej wymiany zdań. Campeanu, który
ubiega się o stanowisko prezydenta Rumunii powiedział, że
jego partia nie wyklucza zbojkotowania wyborów w związku
z nasilającymi się działaniami władz, które mają na celu
uniemożliwienie swobodnej kampanii wyborczej.

Minister obrony Związku Radzieckiego Dymitrij Jazow powie-
dział, że spekulacje na temat rozpadu Układu Warszawskiego
na skutek przeobrażeń w Europie Wschodniej są całkowicie
bezpodstawne. Jazow poinformował, że wszystkie państwa
członkowskie potwierdziły chęć dalszej przynależności do
Układu.

Minister obrony Czechosłowacji Miroslav Vazek w rozkazie
wydanym z okazji przypadającej na jutro rocznicy utworzenia
Układu Warszawskiego stwierdził, że powstały 35 lat temu
Układ jest organizacją stalinowską, która ogranicza suweren-
ność państw członkowskich. Vazek przypomniał inwazję wojsk
Układu Warszawskiego na Czechosłowację w 1968 r. i ponowił
wezwanie do wycofania wszystkich wojsk sowieckich z teryto-
rium Czechosłowacji.

13.5.9O r.

Partyzantka komunistyczna (wspomagana przez ChRL) zastrze-
liła dwóch żołnierzy amerykańskich z korpusu stacjonującego
na Filipinach. Zamach miał miejsce w przededniu rozpoczęcia
rozmów amerykańsko-filipińskich na temat przyszłości baz
amerykańskich na Filipinach.

----------------------------------------------------------------------

14.5.9O r.

Sowiecki prezydent Michaił Gorbaczow uznał, w specjalnie na
tę okazję wydanym dekrecie, że działania podjęte przez
parlamenty w Estonii i Łotwie mają charakter nielegalny.
Gorbaczow stwierdza, że deklaracje Łotwy i Estonii w sprawie
odzykania niepodległości przez te państwa są nieważne.

Szef estońskiego MSZ Lenard Meri stwierdził w odpowiedzi na
sformułowania zawarte w dekrecie Gorbaczowa, że decyzje
w Tallinie podjął demokratycznie wybrany parlament.

Grupa żołnierzy i oficerów rosyjskich usiłowała wtargnąć do
gmachu łotewskiego parlamentu. Sowieccy wojskowi próbowali
przedrzeć się przez kordon straży parlamentarnej. W trakcie
rozmowy Anatolisem Gorbunowsem, który po uzyskaniu infor-
macji o zajściu wyszedł przed gmach Rady Najwyższej, sowiec-
cy żołnierze oświadczyli, że chcieli jedynie przedłożyć
parlamentowi swój protest przeciwko deklaracji niepodległoś-
ci Łotwy.

Mimo gróźb prezydenta I. Iliescu nie zanosi się na zakończe-
nie fali demonstracji antykomunistycznych w Rumunii. Na
placu uniwersyteckim w Bukareszcie demonstrowało ponad
2 tys. osób domagających się odroczenia wyborów i wydania
zakazu piastowania funkcji w rządzie i parlamencie przez
"byłych" komunistów. I.Ratiu powiedział podczas wiecu przed-
wyborczego, że Komitet Ocalenia Narodowego wytworzył atmos-
ferę zastraszenia i terroru. Mówca stwierdził, że demokracja
I. Iliescu to komunizm z uśmiechniętą twarzą.

Prezydent Rumunii I. Iliescu zaprzeczył doniesieniom prasy
francuskiej, która twierdzi, że Nicolae Ceausescu był przed
wykonaniem na nim wyroku śmierci torturowany.

W Pradze odbyła się kolejna demonstracja na pl. Vaclava.
Tysiące zgromadzonych tam ludzi domagało się odebrania
komunistycznej partii w Czechosłowacji nielegalnie zagrabio-
nego majątku. Żądano również ukarania komunistów za przes-
tępstwa dokonane w okresie sprawowania władzy oraz
wprowadzenia zakazu działaności ich partii.

----------------------------------------------------------------------

15.5.9O r.

Amerykański sekretarz stanu USA James Baker przybył do Mosk-
wy w celu poczynienia ostatnich przygotowań do amerykańsko-
-sowieckiego "szczytu". Po zakończeniu rozmów Bakera na
Kremlu będzie się zapewne mówiło o atmosferze przepełnionej
wzajemnym zrozumieniem. Tym razem z pewnością słusznie, bo
choć wiele wskazuje na to, że amerykańscy mężowie stanu nie
rozumieją kwestii podstawowych, to wiadomo, że doskonale ro-
zumieją, czego od nich oczekuje Gorbaczow i skwapliwie
spełniają jego życzenia.

15.5.9O r.

W stolicach Łotwy i Estonii zorganizowane zostały demons-
tracje przeciwko dążeniom tych krajów niepodległości. Około
2 tys. żołnierzy rosyjskich usiłowało wtargnąć do gmachu
parlamentu łotewskiego. Zarówno w Tallinie, jak i w Rydze
większość demonstrujących stanowili żołnierze sowieccy naro-
dowości rosyjskiej. Premier Estonii trzykrotnie wzywał spo-
łeczeństwo Tallina, by pospieszyło z pomocą zagrożonym
parlamentarzystom. Tłumy Estończyków wyparły agresywnych
żołnierzy, którzy tym razem przybyli na "demonstrację" bez
broni. Interweniowała również milicja łotewska.

Wytautas Landsbergis wypowiadając się w wileńskim radio
stwierdził, że Litwini są gotowi do kompromisu z Moskwą.
Litewski polityk dodał, że lepiej uzyskać obecnie mniej, po
to, by w przyszłości osiągnąć wszystko...

Grupa parlamentarzystów litewskich, którzy przebywają
w Sztrasburgu na zaproszenie Parlamentu Europejskiego zwró-
ciła się z apelem do rządów Wolnego Świata o udzielenie
konkretnej pomocy Republice Litwy.

Ministerstwo spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii wydało
oświadczenie, w którym stwierdza, że Londyn i Bonn przychyla
się do planów niepodległości dla Litwy...

----------------------------------------------------------------------

DOKUMENTY

---------------------------

ORĘDZIE

PREZYDENTA RZECZPOSPOLITEJ NA UCHODŹSTWIE

Są radosne obchody i bardzo smutne rocznice. Oto zbliża się ku nam
pamięć żałobnego dnia, kiedy odkryto pod Smoleńskiem zatajony cmentarz
ofiar katyńskiego męczeństwa. Od szlifów podchorążych aż po oznaki
generalskie okrywały ich polskie mundury. Znaleziono we wspólnej
mogile studentów i zasłużonych profesorów naszych uniwersytetów. Ileż
dorobku i ileż nadziei przysypano piaskiem, co stał się dzisiaj
relikwią naszego narodu...

Trudno sobie wyobrazić bardziej wstrząsającą symbolikę polskiej
martyrologii. Żaden werbel serc, żadna procesja słów, nie odtworzą
tego głębokiego nabożeństwa ku czci tych, którzy najdokładniej
i najprościej reprezentują nasze gorliwe i uparte społeczeństwo,
zbratane ofiarną pracą nad rozwojem Rzeczypospolitej i bezinteresownym
poświęceniem w obronie Jej Kultury, wolności i postępu.

To nie cztery tysiące naszych obywateli w oficerskich mundurach
spoczęło w katyńskim mauzoleum, to przekrój tego wszystkiego, czym
szczycić się mógł najchwalebniej cały nasz naród, po dwudziestu latach
swojej trudnej, a jednak tak szczęśliwej Niepodległości; to dostojny
poczet na straży naszego honoru i naszej dumnej tradycji.

Tak się dziwnie stało, że grób katyński znaleziono na historycznych
rubieżach Polski, u granic, gdzie w ciągu wielu stuleci liczne pokole-
nia naszych praojców broniły tych wartości, jakimi przepojony był
zawsze duch naszej kultury - umiłowanie wolności i szacunku dla
człowieka - strzegąc narody Rzeczypospolitej od niewolniczych ustrojów
azjatyckich.

Męczeństwo Ofiar Katynia i innych nieznanych miejsc kaźni nie może
być zapomniane. Nie po to, żeby się mścić i żeby nienawidzieć, ale
żebyśmy czcząc ich poświęcenie, potrafili stworzyć dla Polski nowy
świat wzajemnego szacuku, zaufania i zdyscyplinowanej służby, dla tych
wartości, dla których oni oddali swe życie. Niech sprawy ważne i pod-
stawowe zasady moralne w życiu jednostek i całego społeczeństwa
zjednoczą naród dla budowania WOLNEJ OJCZYZNY.

Chyląc głowę przed Ofiarami zbrodni katyńskiej pamiętajmy, że myśl
o ich losach powinna łączyć nas wszystkich. Kiedy o zmierzchu las
katyński z powiewem dalekiego wiatru od polskich łanów i gór
rozszemrzy się samotną kołysanką, niech do nich ulecą nasze myśli
i skupione modlitwy za dusze tych, co reprezentują dzisiaj przed Bo-
giem ofiarę wszystkich naszych cierpień i naszych pobojowisk.

Świadectwo grobów katyńskich obowiązuje żyjących.

/-/ Ryszard Kaczorowski
Londyn, kwiecień 199O Prezydent Rzeczypospolitej

----------------------------------------------------------------------

UCHWAŁA KRAJOWEJ KOMISJI KOORDYNACYJNEJ NZS

Warszawa 5.5.199O

Krajowa Komisja Koordynacyjna Niezależnego Zrzeszenia Studentów og-
łasza od dnia 7.O5.199O "Tydzień protestu studenckiego", w związku z
antyśrodowiskowymi sformułowaniami projektu ustawy o szkolnictwie wyż-
szym. W związku z tym żądany wycofania projektu ustawy z Komisji
Sejmowej i skierowania do powtórnej konsultacji ze środowiskiem stu-
denckim. Za szczególnie ważne uważamy wprowadzenie następującego po-
działu elektoratu wyborczego:

3O % profesorowie,

3O % inni pracownicy naukowi,

3O % studenci,

1O % inni pracownicy uczelni.

KKK NZS

----------------------------------------------------------------------

WYRÓWNAĆ KRZYWDY REPRESJONOWANYM

Pomimo zapewnień władz i strony tzw. solidarnościowo - opozycyjnej
przy okrągłym stole o przywróceniu do pracy i wyrównaniu krzywd
represjonowanym, władze stosują stare praktyki i nie wywiązują się ze
zobowiązań, a neo-Solidarność Wałęsy zdradziła tych, co do dzisiaj
cierpią za obronę idei "Solidarności" i niezbywalnych praw robotników,
a którym zawdzięczamy przetrwanie w ciężkich czasach i odrodzenie NSZZ
"Solidarność".

Jawnym tego przykładem jest Edward Białas z Sosnowca - działacz i
----------------------------------------------------
inicjator wielu akcji solidarnościowych i niepodległościowych, uczest-
nik Porozumienia na Rzecz Demokratycznych Wyborów w NSZZ "Solidar-
ność", były internowany w stanie wojennym i prześladowany przez reżim
komunistyczny. Ten cieszący się uznaniem załogi i posiadający w ak-
tach zakładowych b.dobre opinie, nagradzany oraz sumienny i ofiarny
dla zakładu pracownik, wyrzucony został natychmiast z pracy przez kli-
kę partyjno - administracyjną MERA-ZUAP w Sosnowcu, z zakazem wstępu
do zakładu, po ujawnieniu Komitetu "Solidarności" w lutym ubiegłego
roku i pozbawiony środków do życia, posiadając na utrzymaniu dziewię-
cioletniego synka. Do chwili obecnej, w wyniku nieustępliwości
i arogancji nomenklatury oraz stronniczego postanowienia składu sę-
dziowskiego pod przewodnictwem sędziego Sądu Rejonowego Kalisz Dębows-
kiej w Sądzie Rejonowym w Sosnowcu, nadal pozostaje bez pracy i jest w
dramatycznej sytuacji materialnej.

Sąd Wojwódzki, Wydz. Pracy w Katowicach, na rozprawie rewizyjnej w
dn. 28.O2.br., z przewodniczącym sędzią Sądu Wojewódzkiego Z.Gwizda-
kiem, uchylił w całości wyrok Sądu Rejonowego w Sosnowcu i przekazał
sprawę do ponownego rozpatrzenia.

Źądamy przywrócenia do pracy i wyrównania krzywd Edwardowi Białaso-
-------------------------------------------------------------------
wi, w przeciwnym wypadku nasze niezależne organizacje podejmą akcje
----------------------------------------------------------------------
protestacyjne.

--------------
Lesław Jasiński - Międzyzakładowa Robotnicza Grupa "Solidarność-8O"

Marek Żelazny - Solidarność Walcząca, Oddział Śląsko - Dąbrowski

Norbert Liszka

Marek Wyrwisz - Okręgowy Komitet Robotniczy - PPS - RD, Katowice

----------------------------------------------------------------------
TAJNY DOKUMENT

Niszczenie dokumentów PZPR, MO, SB i innych organizacji zniewalają-
cych Polskę od ponad czterdziestu lat, ma na celu zatarcie śladów ich
zbrodniczej działalności oraz zapobiec ukaraniu winnych. Dokumenty,
które ocalały są zaledwie czubkiem góry lodowej. Do naszych rąk trafi-
ła Uchwała Sekretariatu Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Poznaniu
z czerwca 1982 roku. Oto jej treść:

Uchwała Sekretariatu Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Poznaniu

W wyniku zakończenia I etapu prac organizacyjnych i szkoleniowych
dotychczasowych Oddziałów Samoobrony Służba Partii, zachodzi koniecz-
ność uregulowania spraw związanych z dalszą działalnością tych
Oddziałów.

W związku z tym postanawia się:

1. Dotychczasową nazwę - Oddziały Samoobrony Służba Partii zmienić na
Oddziały Polityczno-Obronne, zwane dalej OPO.

2. Zgodnie z decyzją Sekretariatu KC PZPR z dnia 19 stycznia 1982 Od-
działy Polityczno-Obronne włączyć w skład struktury organizacyjnej
Ochotniczej Rezerwy Milicji Obywatelskiej, jako jednostkę specjalis-
tyczną, zgodnie z art.4 pkt 2 Ustawy z dnia 13.O6.1967 r. o ORMO,
utrzymując ich dotychczasowy profil działania.

3. Utworzyć Batalion OPO obejmujący swym zasięgiem teren województwa
poznańskiego.

4. Powołać Wojewódzki Sztab OPO z siedzibą w KW PZPR w Poznaniu w nas-
tępującym składzie:

- Dowódca Batalionu ppłk rez.SB Franciszek Borowski

- Z-ca Dowódcy d/s Politycznych mjr rez. SB Czesław Czarnecki

- Z-ca Dowódcy d/s Liniowych kpt.rez. MO Edmund Peksa

- Szef Sztabu mjr rez. MO Lucjan Olejniczak

- Z-ca Dowódcy d/s Łączności ppłk rez.MO Jan Walorczyk

- Kwatermistrz ppłk rez.MO Miron Woliński

- Lekarz por.rez. WP Krzysztof Urbański

- Członek Sztabu por.rez. WP Stefan Lisiecki

kpt.rez. MO Józef Rewers

kpt.rez. MO Romuald Cybichowski

kpt.rez. MO Marian Kostanowski

5. Wojewódzki Sztab OPO opracuje wytyczne o organizacji i zakresie
działania OPO na terenie województwa poznańskiego oraz strukturę
i zakres działania Wojewódzkiego Sztabu i dowództwa pododdziałów,
które przedstawi do zatwierdzenia I Sekretarzowi KW PZPR.

6. Wydział Polityczno-Organizacyjny KW PZPR opracuje wytyczne do dzia-
łalności instancji i organizacji partyjnych w zakresie realizacji
zadań członków OPO i przedstawi do akceptacji I Sekretarzowi KW PZPR.

7. Nadzór nad realizacją niniejszej uchwały powierza się Sekretarzowi
KW PZPR tow. Janowi Mielcarkowi.

Sekretariat

KW PZPR w Poznaniu

Poznań, czerwiec 1982 r.

----------------------------------------------------------------------

Przedstawiamy tekst przygotowany na konferencję w sprawie mniej-
szości narodowych (Wrocław, 6 maja 1990 r.), będący stanowiskiem Wroc-
ławskiego Klubu "Wolni i Solidarni".

MNIEJSZOŚCI NARODOWE W RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

Jesteśmy jako społeczeństwo spadkobiercami politycznych tradycji
wielonarodowej Rzeczypospolitej, która przez stulecia dawała Europie
rzadki przykład etnicznej i wyznaniowej tolerancji. Zgodne współżycie
zamieszkujących nasz kraj różnych nacji było jedną z głównych przes-
łanek politycznego i kulturalnego rozkwitu państwa. Gdy zaś toleracja
ustąpiła miejsca zrodzonym z narodowego i stanowego egoizmu waśniom,
zaczął się powolny proces upadku Rzeczyspospolitej, przypieczętowany
ostatecznie kolejnymi aktami rozbiorowymi. Odwrócenie się od wolnoś-
ciowych ideałów w życiu społecznym, pociągnęło za sobą utratę państwo-
wej suwerenności.

Popełnione w okresie przedrozbiorowym błędy nie zostały naprawione
po odzyskaniu niepodległości w 1918 r. Mimo podejmowanych przez różne
środowiska polityczne wysiłków, nie udało się wówczas poprawnie ułożyć
stosunków między Polakami a innymi narodami Europy Środkowo - Wschod-
niej, ze szczególnym uwzględnieniem żyjących w Polsce mniejszości
narodowych. Konsekwencją tego było zaprzepaszczenie powstałej w 1918r.
szansy trwałego przebudowania Wschodu Europy na zasadach demokra-
tycznych, co z kolei pociągnęło za sobą nową katastrofę polityczną
z roku 1939.

Mamy dziś możliwość i obowiązek praktycznego wykorzystania tych
doświadczeń w procesie odbudowy suwerennego państwa polskiego i formu-
łowania zasad jego polityki wewnętrznej i zagranicznej.

Żyjące obecnie w Polsce mniejszości narodowe stanowią stosunkowo
nieduży odsetek społeczeństwa. Ich rola w życiu kraju nie może być
jednak oceniana wyłącznie na podstawie kryteriów arytmetycznych.

Mimo swej niewielkiej liczebności, mniejszości narodowe mogą wnieść
cenny wkład do ogólnej skarbnicy kulturowej kraju. Należy pamiętać, że
współistnienie i wzajemne przenikanie się różnych tradycji kulturowych
było w przeszłości jedną z najważniejszych przesłanek żywotności i
bogactwa kultury ogólnopolskiej. Stworzenie warunków niezbędnych dla
podtrzymania i ułatwienia owej tradycyjnej wymiany wartości kulturo-
wych, powinno być zatem przedmiotem stałej troski wszystkich sił,
pretendujących do współdecydowania o losach Rzeczypospolitej.

Zamieszkujące nasz kraj mniejszości mogą ponadto spełniać rolę
ważego pomostu w stosunkach między Polską a innymi krajami, w szcze-
gólności zaś z sąsiednimi krajami Europy Środkowo-Wschodniej. Kraju
naszego nie stać na polityczny izolacjonizm. Jego międzynarodowe bez-
pieczeństwo i najszerzej rozumiany awans cywilizacyjny mogą być
osiągnięte tylko w warunkach bliskiej współpracy z sąsiadami,
a właśnie fakt istnienia mniejszości narodowych w Polsce oraz
mniejszości polskiej w pobliskich krajach, w naturalny sposób sprzyja
nawiązywaniu takich wzajemnych korzystnych więzi dobrosąsiedzkich.

Wszystko to jasno pokazuje, że spychana w cień przez ostatnich 45
lat kwestia narodowościowa, w pełni zasługuje na rangę jednego z
czołowych zagadnień politycznych we współczesnej i przyszłej Polsce.

Prawnym punktem wyjścia wszelkich uregulowań w tej dziedzinie muszą
być postanowienia ustawy konstytucyjnej z 23 kwietnia 1935r., zgodnie
z którymi "Państwo polskie jest wspólnym dobrem wszystkich obywateli"
oraz "Ani pochodzenie, ani wyznanie, ani płeć, ani narodowość nie mogą
być powodem ograniczenia" praw obywateli.

Utożsamiający się z mniejszościami narodowymi obywatele Rzeczypos-
politej mają prawo cieszyć się pełną swobodą w zakresie kształtowania
swojego życia politycznego i kulturalnego. Dotyczy to w szczególności
możliwości nieskrępowanego tworzenia własnych struktur politycznych i
społeczno-kulturalnych, wszelkiego typu i sczebla placówek oświatowych
oraz środków życia religijnego itd. Nikogo nie wolno pozbawiać prawa
pobierania nauki i sprawowania kultu religijnego w języku ojczystym.
Tworzone z inicjatywy i na użytek mniejszości narodowych placówki
kulturalno-oświatowe powinny mieć prawo do korzystania z finansowej
pomocy państwa, na równi z innymi prywatnymi, czy społecznymi instytu-
cjami tego typu. Na państwie polskim ciążyć będzie również obowiązek
sprawowania należytej opieki nad pomnikami kulturalnego dorobku
wszystkich narodowości i grup etnicznych, które żyją, bądź żyły na
terytorium Rzeczypospolitej.

Szczególnej uwagi wymaga sprawa specyficznego statusu mniejszości
narodowych, jako wspólnot związanych jednocześnie z krajem zamiesz-
kania z tym krajem, w którym dana społeczność narodowa jest grupą
dominującą.

Stoimy na stanowisku, że przedstawiciele mniejszości narodowych, na
równi z innymi obywatelami polskimi, zobowiązani są do zachowania
lojalnej postawy wobec wspólnej Rzeczypospolitej, a w szczególności do
poszanowania terytorialnej integralności państwa. Uważamy, że przyszłe
granice państwowe odrodzonej Rzeczypospolitej muszą pokrywać się z
obecnymi granicami administracyjnymi PRL/RP. Wszelkie przejawy dążeń
do zmiany obecnego kształtu granic wymagają zdecydowanego potępienia,
niezależnie od tego, czy z podobnymi postulatami występują czynniki
zewnętrzne, czy też grupa obywateli polskich.

Przy zachowaniu obywatelskiej lojalności wobec państwa polskiego,
przedstawiciele mniejszości narodowych mają jednocześnie prawo do
swobodnego podtrzymywania więzi z tym krajem, z którego mieszkańcami
łączy ich naturalna wspólnota etniczna i kulturowa. Musi mieć w tym
przypadku pełne zastosowanie akceptowana dziś powszechnie w całym
cywilizowanym świecie zasada swobodnego przepływu przez granice ludzi,
informacji i kapitałów. Prawodawstwo Rzeczypospolitej powinno dopusz-
czać instytucję podwójnego obywatelstwa, a państwa, bezpośrednio
zainte- resowane sytuacją poszczególnych mniejszości narodowych, winny
mieć możliwość tworzenia w naszym kraju odpowiednio rozbudowanej sieci
placowek konsularnych.

Jest przy tym rzeczą oczywistą, że zakresowi swobód dla mniejszości
narodowych w Polsce musi odpowiadać taki sam zakres swobód dla
mniejszości polskiej w poszczególnych państwach obcych.

W zamian za swój lojalny stosunek wobec polskiej racji stanu, za-
mieszkujące nasz kraj mniejszości narodowe mają prawo oczekiwać od
Rzeczypospolitej należytego zrozumienia dla politycznych interesów
tych krajów i społeczeństw, z którymi owe mniejszości czują się kul-
turowo związane. W szczególności zaś Polska powinna zdecydowanie po-
pierać niepodległościowe dążenia w sąsiadujących z nami krajach Europy
Środkowo - Wschodniej. Udzielanie takiego poparcia byłoby z jednej
strony naturalnym przejawem służebnej roli państwa w stosunku do swo-
ich obywateli, wśród których znajdują się również przedstawiciele
narodów, pozbawionych dotąd odrębnej państwowości. Z drugiej strony,
byłoby to wyrazem elementarnego rozsądku politycznego, ponieważ pows-
tanie nowych niepodległych państw narodowych na wschodzie Europy sta-
nowiłoby najlepszą gwarancję bezpiecznego bytu politycznego samej
Polski.

Z ubolewaniem stwierdzamy, że zrzucające jarzmo komunizmu kraje,
stały się w ostatnim czasie widownią ostrych konfliktów narodowościo-
wych, których ofiarą padają przede wszystkim żyjące w poszczególnych
państwach mniejszości narodowe. Koflikty te stanowią szczególnie
smutny element politycznego dziedzictwa systemu komunistycznego, który
dokonał straszliwych spustoszeń w politycznej kulturze poddanych jego
władzy społeczeństw. Nie brak przy tym poszlak wskazujących, że za
oburzającymi ekscesami nacjonalistycznymi niejednokrotnie kryje się
ręka komunistycznych prowokatorów, zmierzających z całą premedytacją
do zakłócenia przebiegu obecnych procesów demokratyzacyjnych i wyzwo-
leńczych w Europie Środkowo - Wschodniej. Powodowani przekonaniem, że
stosunek do różnego rodzaju mniejszości - zarówno politycznych, jak i
narodowych - stanowi podstawową miarę postępów jakkolwiek pojmowanej
demokratyzacji, będziemy z całą stanowczością przeciwstawiać się
wszelkim przejawom szowinizmu i nietolerancji narodowościowej, nieza-
leżnie od tego, kto i z jakich powodów zjawiska te wywoływałby
i podsycał.

Jesteśmy świadkami narodzin nowej Europy - wspólnej ojczyzny wol-
nych narodów. Pragniemy, aby w owej nowej Europie panował duch zgody i
braterstwa. Jesteśmy głęboko przekonani, że Polska - kraj, który
zapoczątkował wschodnioeuropejską Wiosnę Ludów, ma wszelkie dane po
temu, by dobrze przysłużyć się realizacji tego szczytnego ideału.

----------------------------------------------------------------------
DO RADY NAJWYŻSZEJ REPUBLIKI LITEWSKIEJ

Litwa stoi obecnie na skraju politycznej przepaści. To, czy się
w niej znajdzie, zależy nie tyle od Gorbaczowa, ile od pewnych sił
działających na Litwie. Siły te do tej pory dysponują prawie wszystki-
mi środkami masowego przekazu. Liga Wolności Litwy chciała za pośred-
nictwem TV zwrócić się do narodu w sprawie kampanii wytoczonej przez
Komunistyczną Partię Litwy przeciw Radzie Najwyższej i jej przewodni-
czącemu prof. Wytautasowi Landsbergisowi, premierowi Litwy Kazimierze
Prunskiene. Niestety, okazało się byłoby to możliwe dopiero 17 maja.
Natomiast wieczorem 27 kwietnia nadano rozmowę A. Brazauskasa, W. Bie-
riozowa i A. Paleckisa. Cała akcja była sprytnie wyreżyserowana już
wcześniej i miała na celu zdyskredytowanie Przewodniczącego Rady
Najwyższej oraz przeprowadzenie politycznego przewrotu.

24 lutego mieszkańcy Litwy pozbawili sowieckich feudałów władzy.
Ci, wspomagani przez Moskwę, wszelkimi sposobami próbują obecnie
odzyskać utracone przywileje. Obalona klasa, tak jak i wtedy, kiedy
była u władzy, stosuje stare metody: kłamstwo i polityczny szantaż.

LWL nie jest tym zdziwiona. Niepokoi nas tylko bierność naszego
Parlamentu. Jego członkowie są bezradni wobec bolszewickiej demagogii.
Rada Najwyższa nie sprzeciwia się dalszemu kierowaniu przez komunistów
środkami masowego przekazu. Parlament nie reaguje na tzw. "obiekty-
wizm" rozgłośni "Głos Ameryki" i "Wolna Europa". 27 kwietnia "Wolna
Europa" nadała komentarz korespondenta zagranicznego na temat
wypowiedzi pewnego obywatela Litwy, że tylko Algirdas Brazauskas byłby
w stanie zapewnić Litwie w ciągu 5 lat prawdziwą niepodległość. Komu
służy taki "obiektywizm", nie trzeba nikomu wyjaśniać. LWL nie rozu-
mie, dlaczego deputowani Rady Najwyższej na to nie reagują.

Zamiast całkowitej likwidacji bolszewickiego prawa o nacjonalizacji
i zwrotu zabranej przez bolszewików ziemi, Parlament demonstruje cał-
kowitą bezsilność obserwując, jak komunistyczni feudałowie odbierają
ziemię naszym nowym rolnikom. Takich przykładów bezsilności Parlamentu
jest sporo. Dotychczas Parlament prowadzi taktykę defensywną.

Najsmutniejsze jest to, że niektórzy deputowani Rady Najwyższej
poddają się naciskowi wewnętrznych i zewnętrznych sił. Mało tego,
otrzymawszy progorbaczowowskie listy od Kohla i Mitterranda, niektórzy
parlamentarzyści pokajali się. Najtragiczniejsze, że przykład takiego
kajania się dają kowieńczycy.

W obecnej gazecie komunistów litewskich "TIESA" korespondent
agencji ELTA Balys Buczelis pisze: Prezydent ZSRR, rząd kraju (jak to
----------
rozumieć ? - podkr. nasze) ostro oświadczył, że rozmowy z Litwą mogą
się zacząć dopiero wtedy, gdy Litwa cofnie decyzje przyjęte 11 marca
i wróci na pozycje sprzed tego dnia. Z naciskiem podkreślił to wczoraj
w Swierdłowsku (...) Michaił Gorbaczow.

Nie zważając na taką bezczelność Kremla, deputowani namawiają jeden
drugiego, aby dogadać się z Moskwą - na jakichkolwiek warunkach. Brzmi
to jak propozycja pójścia na rozmowy z pętlą na szyi...

Mówi się nam, że Kreml nie żąda likwidacji Aktu 11 marca, domaga
się tylko "rozsądnych kompromisów". Czyż propozycja bolszewików, aby
debatować w sprawie służby naszej młodzieży w armii rosyjskiej, nie
jawi się jako dynamit mający rozsadzić Akt 11 marca ?

Jaki naród uważający się za wolny i jakie niepodległe państwo
może pozwolić ministrowi wojny obcego państwa decydować o losie swoich
synów ? Wiadomo poza tym, że Moskwa nigdy nie daje broni do ręki
naszym chłopcom służącym na terytorium Litwy. Rosja nie zapomniała
jeszcze naszego powstania 23 czerwca 1941 roku. Propnować Moskwie roz-
mowy na temat naszej młodzieży mogą tylko tacy wrogowie Litwy jak
J. Paleckis, W. Bieriozow, A. Brazauskas i inni. Albo polityczni debi-
le. Ufamy, iż pośród niekomunistów w Radzie Najwyższej republiki
Litewskiej nie ma ani jednego takiego.

Przywódcy "Wolnego Świata" grając rolę Poncjusza Piłata pozwalają
Gorbaczowowi na ukrzyżowanie Litwy. Jednak sympatia wszystkich narodów
świata jest po naszej stronie. W Litwie cała nadzieja dla ciemiężonych
przez Rosję narodów. Jeśli nasi parlamentarzyści, poddając się poli-
tycznemu szantażowi Busha, Mitteranda, Kohla, Gorbaczowa, Brazauskasa
i innych podniosą ręce do góry, czeka nas pogarda całego świata i , co
najgorsze, stracimy szacunek do samych siebie.

Naród, rozczarowany Parlamentem, zrozumiawszy podstęp Brazauskasa,
podzieli się na różne "obozy". W takiej sytuacji wojna domowa będzie
nieunikniona.

Dlatego też LWL propnuje Radzie Najwyższej Litwy, aby 1 maja zorga-
nizowała w Wilnie wiec, na którym ujawniono by spisek Brazauskasa,
Bieriozowa i Paleckisa oraz zagrożenie, jakie spisek ten stanowi dla
Wolności i Niepodległości Litwy.

Zdaniem LWL czas jest naszym najlepszym sojusznikiem. Nieugięte
stanowisko Litwy uaktywni wiecej sił w całym imperium i zmuszą one
Gorbaczowa do uznania niepodległości Litwy.

Historia Litwy (zwłaszcza lata 1939 i 194O) pokazuje, że kompromisy
polityczne mogą nas doprowadzić tylko do zgruby. Gdyby 15 czerwca 194O
roku Litwa sprzeciwiła się sowieckiej agresji, jej obecny status
polityczny byłby całkiem inny i przywódcy świata nie mieliby odwagi
postępować z nami tak, jak to się dzieje obecnie.

Wilno 28.4.199O Za Ligę Wolności Litwy

Antanas Terleckas

Andrius Tuckus

Leonardas Vilkas

P.S.

LWL jest zaniepokojona, że premier K.Prunskiene weyjechała za granicę.

A. Brazauskas and Co. wszelkimi siłami będą podkopywać niepodległość
Litwy.

----------------------------------------------------------------------

_
ARTYKULY * WYWIADY * RELACJE * KOMENTARZE

-------------------------------------------------------

MECENAS STANISŁAW AFENDA NIE ŻYJE

Mecenas Stanisław Afenda nie żyje. Z myślą, że to nastąpi oswaja-
liśmy się od jakiegoś czasu informowani o stale pogarszającym się
stanie zdrowia złożonego śmiertelną chorobą słynnego wrocławskiego
adwokata. Nie zmniejszyło to w żaden sposób smutku i bólu, który
przyniosła ta wiadomość, nagła i zaskakująca jak w każdym innym
wypadku.

"Jest coś takiego, jak sumienie adwokatury, sumienie prawe. Mecenas
Afenda to prawe sumienie adwokatury wrocławskiej stworzył." - powie-
dział w trakcie mszy żałobnej w kościele przy ul. Bujwida ks.
Stanisław Orzechowski.

Środowisko wrocławskie poniosło ogromną stratę - odszedł człowiek
odważny i prawy, wielkiego serca, którego zalety intelektu dorównywały
wielkości charakteru, znany obrońca w wielu procesach politycznych,
decyzją ministra usunięty z funkcji dziekana Rady Adwokackiej, pozba-
wiony czasowo prawa wykonywania zawodu. "On nie pozował na Katona, on
był Katonem" - powiedział nad trumną jeden z przedstawicieli
wrocławskiej palestry.

Wśród tłumu ludzi zgromadzonych na cmentarzu przy ul. Bujwida,
ludzi którzy przyszli pożegnać mecenasa Afendę, było wielu Jego
klientów, których tak odważnie i bezkompromisowo bronił, służąc im
swoim talentem, ogromną wiedzą i bogatym doświadczeniem. Słowa pożeg-
nania nad trumną wypowiedział jeden z nich.

Łzy były chyba w oczach wszystkich, a cisnęły się tym obficiej, bo
nieodparcie dręczyła myśl, że nie doszło do żadnej rehabilitacji tego
wspaniałego, szlachetnego człowieka, pod którego adresem jeszcze przed
rokiem wysuwano niewybredne oskarżenia, oskarżenia o kompromis
z władzą. Tym bardziej bulwesujące jest to, że oskarżyciele też poszli
na kompromis z władzą, tylko nieco później i szczególny to paradoks,
że ci, którzy na tym kompromisie zbijają polityczny kapitał, oskarżali
tego, który za ich i swoją bezkompromisowość cierpiał. Swoisty to
relatywizm ocen.

"Jest coś takiego, jak sumienie prawe adwokatury wrocławskiej".
Powinno być też coś takiego, jak sumienie prawe środowiska, w którym
ta adwokatura działa.

Maria Wanke-Jerie

----------------------------------------------------------------------

WYWIAD Z KORNELEM MORAWIECKIM DLA DZIENNIKA "CZAS", 29 IV 1990

Pyt.: Ukrywa się Pan praktycznie od 1981 roku. Dlaczego tak długo nie
zdecydował się Pan na jawną działalność ? Czy dlatego, że stra-
ciłby Pan poparcie na Zachodzie ?

Odp.: Polska ciągle nie jest wolna. "Solidarność" weszła w oszukańcze
układy z komunistami, układy zgubne dla kraju. Me ukrywanie się
proszę traktować jako sprzeciw, jako odmowę uwiarygodnienia umów
"okrągłego stołu", służalczej w stosunku do Moskwy polityki rządu Ta-
deusza Mazowieckiego, jako sprzeciw wobec dewaluacji słów i wartości.

Pyt.: Jakie warunki muszą zostać spełnione żeby zdecydował się Pan na
ujawnienie ? Kiedy to nastąpi ?

Odp.: Gdy ocenię, że ujawniając się więcej zrobię dla wolności, dla
Polski niż trwając w podziemiu. Myślę, że jeśli nie nastąpi
nic nagłego, wolne wybory parlamentarne będą dobrym czasem dla pod-
jęcia jawnej działalności.

Pyt.: Czy Solidarność Walcząca ma jakiś program pozytywny, czy też
ogranicza się do krytykowania posunięć Lecha Wałęsy i jego
współpracowników ?

Odp.: Wolne wybory już, dyplomatyczne uznanie Litwy, wycofanie wojsk
sowieckich, odejście gen. Jaruzelskiego, zerwanie z RWPG, obcią-
żenie skutkami kryzysu partyjnej i SB-ckiej nomenklatury, odmowa
spłaty roztrwonionych długów, pobudzenie przedsiębiorczości przez
obniżenie podatków, szybkie uwłaszczenie społeczeństwa, nacisk na
kształcenie i wychowanie młodego pokolenia, jawność życia publicznego
- czy to mało ? A najważniejsze, że wszystko to głosimy od 8 lat
i nigdy niczego prócz klęski nie obiecywaliśmy komunistom.

Pyt.: Część członków SW bierze udział w wyborach do samorządu lokalne-
go, część - np. oddział gdański razem z Andrzejem Gwiazdą
nawołuje do ich bojkotu. Czy Andrzej Gwiazda manipuluje Solidarnością
Walczącą ?

Odp.: Zgodnie z naszym Programem, decyzje dotyczące spraw lokalnych
winny być rozstrzygane na szczeblu lokalnym. I tak np. Od-
działy organizacji w Poznaniu,Szczecinie czy Krakowie wchodzą w wybo-
ry, Warszawa czy Katowice pozostają obojętne, a Trójmiasto zamierza
wzywać do bojkotu. I czyba na decyzje moich kolegów z Gdańska mniejszy
woływ wywarły poglądy Andrzeja Gwiazdy od arogancji Lecha Wałęsy.
Należy pytać, czy rady ciągle podległe niedemokratycznemu rządowi, bez
zapewnionych dochodów i własności komunalnej, na garnuszku centrali -
nie skompromitują samej idei samorządności. Czy wybory prowadzone
przez walec Komitetów Obywatelskich nie staną się parodią demokracji ?
Tak więc odmienne stanowiska do tych formalnie wolnych wyborów lokal-
nych nie dziwią mnie. Pokazują, że stać nas na faktyczną różnorodność
w ramach jednej organizacji.

Pyt.: Jak Pan ocenia zakończony niedawno Zjazd "Solidarności" i kieru-
nek, w jakim ewoluuje związek ?

Odp.: Zjazd nie stanowił żadnego przełomu, żadnego oczyszczenia atmo-
sfery w Związku i wokół niego. Nie wyciągnął ręki do "Solidar-
ności"-8O, nie zażądał od Premiera uznania niepodległości Litwy, do
czego zobowiązywała wierność "Posłaniu do ludzi pracy Europy Wschod-
niej" z 1981 r. Przyjęcie absolutorium dla KKW przy jednym głosie
przeciwnym, bez dopuszczenia do głosu Krajowej Komisji Rewizyjnej,
wybranej na poprzednim Zjezdzie, kompromituje delegatów. Obawiam się,
że ten Związek, tak różny od pierwszej "Solidarności", ewoluuje w kie-
runku dyktatury.

Pyt.: Co sądzi Pan o kandydaturze Lecha Wałęsy na prezydenta RP ?

Odp.: Pan Lech Wałęsa nie nadaje się na ten Urząd i nie jest jego
godzien.

Pyt.: Kto w takim razie powinien zostać prezydentem ?

Odp.: Człowiek uczciwy, myślący, nie pobrudzony współdziałaniem z ko-
munistami.

Pyt.: Czy SW zamierza stać się partią polityczną ? Jeśli nie, w jaki
sposób wyobraża Pan sobie jej udział w życiu politycznym kraju ?

Odp.: Organizujemy jawne struktury polityczne - Kluby "Wolni i Soli-
darni", które w przyszłości może utworzą partie. Samo to, że
Pani redaktor krakowskiego dziennika była łaskawa przyjechać na rozmo-
wę ze mną świadczy że będąc niejawną organizacją bierzemy udział
w życiu politycznym.

Pyt.: Ilu (w przybliżeniu) członków liczy SW ? Na jakie - Pana zdaniem
- poparcie może liczyć podczas obecnych wyborów ?

Odp.: Członkostwo jest tajne i nieewidencjonowane. Liczbę członków SW
w kraju oceniam na parę tysięcy. Poparcie kandydatów klubów
"WiS" i SW będzie różne w różnych ośrodkach. W Poznaniu liczę na
kilkanaście procent głosów, w Krakowie na kilka.

Pyt.: W Pana ocenie Wałęsy i jego dokonań brak mi uwzględnienia rze-
czywistości. Nie dostrzega Pan, jak wiele zmieniło się w Polsce
dzięki porozumieniom "okrągłego stołu".

Odp.: Myślę, że właśnie uwzględniam rzeczywistość, nie kieruję się
złudzeniami i chciejstwem. Czy Pani nie dostrzega, że "okrągły
stół" był społeczną manipulacją ? Zmiany są za wolne, za płytkie,
nie przekonywujące. "Nasz" Senat zatwierdza ustawy, które zapowiadają
weryfikację SB przez SB. Nie wiadomo - czy śmiać się czy płakać. Naród
ubożeje, nadzieja marnieje, a czas ucieka. Polska zamiast być przy-
kładem wolności i solidarności staje się doświadczalnym poletkiem
Kremla. Stać nas na niepodległość, ale trzeba zerwać niewolnicze
umowy, trzeba zdobyć na odwagę i prawdę.

Dziękuję za rozmowę

----------------------------------------------------------------------

LIST DO KORNELA MORAWIECKIEGO

Szanowny Panie Przewodniczący !

Jako jeden z wielu milionów obywateli polskich byłem tym szczęś-
liwcem, który doczekał się powstania NSZZ Solidarność. Jej członkiem
zostałem 1 września 198O r. Po pamiętnym 13 grudnia 1981 r. czułem się
jak sparaliżowany inwalida. Ze względu na trudną sytuację, jaka się
wytworzyła, jako jeden z wielu działałem na własną rękę. Zdelegalizo-
wana Solidarność i towarzysząca u jej boku Solidarność Walcząca, były
dla mnie jednym związkiem, solidarnie wspierającym jeden drugiego. Tak
wówczas uważałem, prawie od samego początku. Bo czy można było inaczej
uważać, osądzać, kiedy represje policyjne, pałowania, zamykania
i skracanie życia dotykały jednych i drugich. Solidarność Walczącą
uważałem za coś w rodzaju specjalnego parasola ochronnego rozpiętego
nad Solidarnością.

Rokowania przy okrągłym stole i odłączenie się Solidarności Walczą-
cej było dla mnie drugim wstrząsem od 1981 roku. Przejęty ponownym
zalegalizowaniem Solidarności, nie dostrzegałem różnic, które
nawarstwiały się od lat i rosły.

Jak wielu podobnych mi ludzi, przygotowywałem się do "wolnych wybo-
rów". Brak w nich Pańskiej organizacji tłumaczyłem sobie pozostaniem
w tzw. głębokiej rezerwie.

Po 4 czerwca i wielkiej przegranej komunistów wierzyłem jeszcze
w powrót Solidarności Walczącej do parasola ochronnego. Oświadczenie
Wałęsy i druga tura wyborów rozwiały raz na zawsze moje najskrytsze
marzenia. Ten parasol Solidarności już nie był potrzebny. Był nato-
miast jej zawadą "kanciasty stół", wiele zatajonych przy nim spraw,
wydalenie Pana z kraju, potraktowanie wielu z nas po prostu po
"świńsku", wybór mordercy narodowego na prezydenta, to wszystko
sprawiło, że zacząłem realniej, patrzeć na to, co robi i do czego dąży
rzeczywiście uczciwie Solidarność Walcząca.

Pańskim ludziom, znanym i nieznanym, którzy w trudnej sytuacji
potrafili mi podać pomocną dłoń i nie zawiedli, kiedy trzeba było
pomóc, serdecznie dziękuję.

Z wyrazami szacunku i poważaniem

Jan Stanisławski

Wrocław

ANKIETA

Na przełomie marca i kwietnia w Legnicy członkowie, sympatycy
i czytelnicy prasy Solidarności Walczącej odpowiedzieli na trzy
pytania:

1. Czy w obecnej sytuacji politycznej Kornel Morawiecki i Kierownictwo
Solidarności Walczącej powinno Twoim zdaniem ujawnić się ?

45 % ankietowanych odpowiedziało zdecydowanie tak. Za typową odpowiedź
dla tej grupy można uznać następującą: tak, ponieważ trzeba stworzyć
silną opozycję wobec obecnego rządu, a SW niewątpliwie stać na to.

45 % ankietowanych odpowiedziało zdecydowanie nie. Ta grupa motywowała
swe stanowisko najczęściej nieufnością do obecnej sytuacji i możliwoś-
cią zmiany kursu.

1O % było niezdecydowanych.

2. Czy obecny rząd koalicyjny z prezydentem oraz zakres uzyskanych
przez społeczeństwo swobód gwarantują trwałość i prawidłowy rozwój
Państwa i Narodu ?

9O % ankietowanych odpowiedziało zdecydowanie nie. Grupę tę można
podzielić na dwie:

- nie uznających prezydenta wraz z rządem (7O %),

- nie uznających tylko prezydenta (2O %),

1O % ankietowanych nie miało zdania.

3. Czy Solidarność Walcząca powinna dziś zaprzestać walki, zaakcepto-
wać kompromis polityczny i koalicję rządową?

9O % ankietowanych odpowiedziało nie. Jako motywację podawano najczęś-
ciej konieczność prowadzenia dalszej walki o demokrację. Podkreślano
ważną cechę tej walki - radykalizm i bezkompromisowość wobec komunis-
tów i ich stronników.

5 % odpowiedziało tak, nie dając uzasadnienia.

5 % opowiedziało się za przyjęciem przez SW postawy wyczekującej, aż
do wyjaśnienia się sytuacji.

Dziękujemy grupie Solidarności Walczącej w Legnicy za przeprowadzenie
ankiety.

----------------------------------------------------------------------

JESTEM MINIMALISTĄ

(wywiad z Alfredem Znamierowskim)

+--------------------------------------------------------------------+
| Alfred Znamierowski - publicysta, dziennikarz, autor książki |
| "Zaciskanie pięści - rzecz o Solidarności Walczącej". Po 25 |

| latach, pierwszy raz przyjechał do kraju w kwietniu tego roku. |
+--------------------------------------------------------------------+

Marek Rudnicki: Dlaczego wyjechał Pan z Polski ?

Alfred Znamierowski: Z kraju wyjechałem w 1965 roku, jako student
V roku geografii. Działałem wtedy aktywnie spo-
łecznie, w Towarzystwie Przyjaźni Polsko-Afrykańskiej, w Radzie
Okręgowej ZSP, założyłem Klub Geograficzno-Przyrodniczy i wszędzie, na
każdym kroku, wszyscy dawali mi do zrozumienia, że moja kariera zależy
od zapisania się do Partii... W takim państwie nie chciałem i nie
mogłem żyć.

- Czym zajmował się Pan na Zachodzie ?

- Rok po wyjeździe z Polski rozpocząłem pracę w Radiu Wolna Europa.
Dziennikarzem RWE byłem przez 12 lat. Później wyjechałem do Stanów
Zjednoczonych - chciałem mieć drugą ojczyznę.

- W USA przebywa Pan już od kilkunastu lat. Jak aktualną sytuację po-
lityczną w Polsce widzi przeciętny Amerykanin ?

- Przeciętny Amerykanin wie o Polsce niewiele więcej, niż to, co
podaje mu prasa, a właściwie nawet tylko nagłówki prasowe. I tak np.
po wyborach większość prasy pisała: Pierwsze wolne wybory w powojennej
Polsce, a tylko nieliczne dzienniki zwracały uwagę na 35 % wolności
wyborczej. Stąd większość Amerykanów jest przekonanych o pełnym demo-
kratyzmie czerwcowej imprezy. Po utworzeniu rządu Tadeusza Mazowiec-
kiego tytuły prasowe brzmiały: Pierwszy niekomunistyczny rząd w Polsce
- mało kto wie więc o obecności w tym rządzie ministrów komunistycz-
nych. To tylko nieliczne przykłady. Większość ludzi w USA wie, kim
jest Wałęsa, słyszało o Mazowieckim, niektórzy znają nazwisko Jaruzel-
skiego, natomiast o wszystkich pozostałych postaciach polskiego życia
politycznego Amerykanie w zasadzie nie mają pojęcia.

- Czy zauważana jest w Waszyngtonie polska opozycja niepodległościowa?

- Tylko nieliczne korespondencje z Polski wspominają o fakcie istnie-
nia takiej opozycji. O ile się orientuję, Amerykanie nie wiedzą
o istnieniu jakiejkolwiek opozycji w stosunku do obecnych władz.

- Czy jest szansa, aby ten stan zmienić ?

- Sądzę, że jedyna szansa leży w mocniejszym zaistnieniu opozycji
niepodległościowej na warszawskiej scenie politycznej, w działaniach
bardziej spektakularnych. Tylko tam są korespondenci zagraniczni.
Jeżeli w Warszawie działalność opozycji niepodległościowej będzie
bardziej widoczna, to w końcu korespondenci będą musieli to dostrzec.

- Czyli, innymi słowy, przełamanie tego monopolu informacyjnego musi
nastąpić tutaj, a nie za oceanem...

- Oczywiście.

- Porozmawiajmy teraz o książce "Zaciskanie pięści". Czy mógłby Pan
opowiedzieć o jej powstawaniu ?

- Andrzeja Kołodzieja i Kornela Morawieckiego spotkałem na lotnisku
w Rzymie. Czekałem na nich, dowiedziawszy się telefonicznie w biurze
Episkopatu Polski w Warszawie, kiedy mają przylecieć. Przeprowadziłem
z nimi pierwsze rozmowy, później Morawiecki powrócił do kraju, nato-
miast Andrzej pozostał na leczeniu w Rzymie. Odwiedzałem go w szpi-
talu, z rozmów dowiedziałem się bardzo wielu ciekawych rzeczy. Głównie
z okresu powstawania Solidarności, o których wiedziałem bardzo mało
albo wcale. Zapytałem go, czy nie zechciałby opowiedzieć o tym
szerzej, by informacje te w jakiś sposób opublikować. Nie bardzo
chciał się na to zgodzić, głównie dlatego, iż nigdy od czasu, gdy był
przywódcą strajku gdyńskiego, a potem zastępcą Wałęsy - nie mówił
publicznie o tym, co się działo wśród działaczy "Solidarności", nigdy
nie udzielił żadnego wywiadu, ani prasie polskiej, ani zagranicznej.
Tak więc, jako dziennikarz złapałem temat bardzo ciekawy, o którym
nikt dotąd nie pisał. Przekonałem w końcu Andrzeja, że warto... Jak
powstawała ta książka ? Zadawałem mu tysiące pytań na różne tematy,
odpowiedzi nagrywaliśmy na taśmę magnetofonową.

- Jak długo trwały te rozmowy ?

- Mniej więcej dziesięć dni. Zbliżały się Międzynarodowe Targi we
Frankfurcie, pragnęliśmy, by książka ta ukazała się na tych Targach.
Planowaliśmy też konferencję prasową z Andrzejem - okazało się to
jednak niemożliwe, gdyż nieznani sprawcy skradli mu paszport.

- Czy rozmowy z Andrzejem wpłynęły w jakiś sposób na pańskie poglądy
polityczne ?

- Nie, oczywiście, że nie. Moje poglądy polityczne zostały ukształto-
wane dużo, dużo wcześniej. Mimo iż niektórzy nazywają mnie radykałem,
uważam się za minimalistę i sądzę, że minimum niezbędne, aby państwo
rozwijało się prawidłowo, a ludzie mogli normalnie żyć, to wolność
jednostki, suwerenność narodu, niepodległość państwa. To jest absolut-
ne minimum. Zawsze byłem tego zdania i dlatego czuję się sympatykiem
opozycji niepodległościowej...

- Czy gdyby książka powstawała dziś, coś by Pan w niej zmienił ?

- Chyba nie.

- Czy możemy liczyć na dalszy ciąg "Zaciskania pięści" ?

- W formie książkowej, na pewno nie. Ciągiem dalszym Zaciskania pięści
powinny być przeobrażenia oblicza tego kraju.

- Dziękuję za rozmowę.

/SW/

----------------------------------------------------------------------

Jerzy Przystawa

MÓJ PROGRAM WYBORCZY

Dlaczego zdecydowałem się kandydować do Rady Miejskiej ?

PONIEWAŻ:

MIASTU ZAGRAŻA, ŻE ZOSTANIE OPPANOWANE PRZEZ NOWĄ,

NIEKONTROLOWANĄ SPOŁECZNIE NOMENKLATURĘ.

Takie zagrożenie przedstawia dziś działalność Komitetu Obywatel-
skiego "Solidarność" i Zarządu Regionu NSZZ "Solidarność". W swej
obecnej postaci Solidarność z zapałem monopolizuje życie publiczne
i zajęła już miejsce po PZPR. Na długo przed wyborami cały szereg
kluczowych stanowisk publicznych, w szczególności radio i telewizja,
zostały opanowane przez nominatów byłego RKW.

Pomimo tego, że prawie 8O % członków Solidarności z roku 198O znalazło
się poza oficjalnymi strukturami, odmawia się im prawa do słowa
i nazwy "Solidarność". Odmawia się tego organizacji tak dla Solidar-
ności zasłużonej jak Solidarność Walcząca, odmawia się wielu jej
członkom-założycielom, odmawia się ludziom, którzy - jak o tym świad-
czą nasze życiorysy - walczyli o Solidarność, płacąc za to cenę
więzienia i wszelkiego rodzaju szykan.

Dziwnym trafem, demokratyczne podobno wybory w związku potwierdziły
władzę osób ustanowionych poprzednio drogą nominacji. Pozwala to
przypuszczać, że głośno deklarowana wola demokratyzowania życia spo-
łecznego i liczenia się z opinią publiczną jest tylko zasłoną dymną.

W wyborach do samorządu terytorialnego usiłuje się powielać
metody zastosowane przy ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych.
Chcę dać wyborcom SZANSĘ wybrania kandydata prawdziwie NIEZALEŻ-
NEGO, który nigdy nie był związany z żadną partią, który swoim
życiorysem daje gwarancję, że nie ugnie się przed żadną, najbardziej
nawet wpływową nomenklaturą. A gdy dojdzie do przekonania, że jego
działania nie przynoszą efektu - potrafi zrezygnować z mandatu i nie
brać udziału w żadnej fikcji samorządności.

PONIEWAŻ:

PLAN BALCEROWICZA I POLITYKA RZĄDU SĄ POLITYKĄ GRABIEŻY

I WYWŁASZCZANIA MIASTA I JEGO MIESZKAŃCÓW.

Ta USANKCJONOWANA GRABIEŻ jest dokonywana w tym celu, aby rząd
mógł wykazać się, że potrafi sprostać wymaganiom Funduszu Walutowego
i innych zagranicznych sponsorów oraz uzyskiwać dalsze kredyty. Nie
tworzy się możliwości godziwego zarabiania, gospodarka ogarnięta jest
pogłębiającą się recesją, produkcja spada, natomiast większość działań
sprowadza się do odbierania obywatelom każdej złotówki, którą rząd
uważa za zbędną. Najbardziej jaskrawo rzuca się to w oczy w dziedzinie
usług pocztowych i telekomunikacyjnych, w dziedzinie czynszów i opłat
za posiadanie i użytkowanie terenów i lokali. TAK BYĆ NIE MOŻE. Nie
może być tak, żeby ni stąd, ni zowąd opłaty za mieszkania, które są
własnością obywateli, skakały nagle do wysokości średniej miesięcznej
płacy. To jest po prostu GWAŁT I RABUNEK OBYWATELA. Nie może być tak,
żeby banalna usługa, jaką jest przeniesienie telefonu z jednego
pomieszczenia do innego czy przepisanie go na innego użytkownika w tym
samym mieszkaniu, wymagała poddania się usankcjonowanemu zdzierstwu
i kosztowała miliony.

W podobny sposób rząd odbiera miastu jego fundusze. Np. prawie 9O%
podatków, płaconych przez wrocławski przemysł, przekazywana jest
bezpośrednio do budżetu centralnego. W efekcie główny użytkownik miej-
skich dróg, środków łączności, wody, powietrza i energii przeznacza na
potrzeby miasta znacznie mniej niż prywatni rzemieślnicy i handlowcy.

Wszystko to posiada znamiona grabieży. W jej wyniku rząd szczyci
się obecnie dodatnim saldem w budżecie. To nic, że miasto się rozpada,
że produkcja we wszystkich niemal sektorach zamiera, że rolnicy opusz-
czają pola, a rzemieślnicy zamykają warsztaty: my mamy się cieszyć
dodatnim saldem w budżecie rządu !

Miasto musi swoje finanse uzyskiwać od przedsiębiorców, którym
zapewni godziwe warunki zarobkowania i zysku, ochronę przed samowolą
urzędników - a nie drogą ograbiania ludzi pracy, którym wyznaczy poda-
tek za to, że w góle jeszcze żyją.

Za NAJPILNIEJSZE I NAJWAŻNIEJSZE kierunki działań Rady Miejskiej
uważam:

WALKĘ O CZYSTĄ WODĘ PITNĄ,

WALKĘ O TELEFONIZACJĘ,

WALKĘ O KOMUNIKACYJNĄ OBWODNICĘ MIEJSKĄ,

WALKĘ O SZKOŁĘ.

WODĘ - brudną i cuchnącą - pijemy wszyscy bez wyjątku i nikt nie jest
nawet w stanie oszacować, jakie spustoszenia w naszych organizmach ten
stan rzeczy powoduje, zwłaszcza w organizmach naszych dzieci i wnuków.
Miasto europejskie musi mieć przede wszystkim czystą wodę.

BRAK SPRAWNEJ SIECI TELEFONICZNEJ powoduje, że z każdym dniem stajemy
się coraz bardziej CZARNĄ DZIURĄ w środku Europy, czarną dziurą, do
której nie podobna się dodzwonić, z którą nie podobna się skontaktować.

Niemożność dodzwonienia się gdziekolwiek oznacza straszliwe marnotraw-
stwo czasu, pieniędzy i wysiłku. Zniechęca to skutecznie wszelkich
zachodnich inwestorów. Dobrze działające telefonyzlikwidowałyby całą
masę zupełnie zbędnych przejazdów tramwajowych, autobusowych czy samo-
chodowych - wykonyywanych dzisiaj tylko dlatego, że nie sposób
dodzwonić się do szpitala, urzędu czy szkoły. TELEFON MUSI BYĆ TANI.
W Europie koszt zainstalowania telefonu to cena kilku godzin wykwali-
fikowanej pracy, a nie kilkumiesięcznej pensji. Miasto musi
potraktować telefony jako INTRATNĄ INWESTYCJĘ, która przyniesie zyski
miastu i obywatelom, a nie jako okazję do łupienia skóry tym, którzy
bez telefonu obejść się nie są w stanie.

Miasto nasze jest GIGANTYCZNYM KORKIEM KOMUNIKACYJNYM. Cały ruch dro-
gowy odbywa się przez wąskie ulice starego miasta. Koniecznbe jest
wybudowanie obwodnicy mieskiej, która pozwoliłaby na omijanie miasta
przez ruch tranzytowy. Jest to sprawa niezwykle pilna i żywotna.

SZKOŁA jest najistotniejszym elementem procesu formowania się inteli-
gencji. Problem istnienia inteligencji jest kluczem do przyszłości
i niepodległości Polski. System komunistyczny zniszczył polską inteli-
gencję, obdarzając nas w zamian czymś, co inteligencję tylko udaje,
lecz nie jest w stanie wypełnić zadań, jakie przed nią stoją. Zmiana
tego stanu rzeczy jest zadaniem na wiele lat, a nawet na pokolenia.
Ale kiedyś trzeba zacząć. Obecna polska szkoła nie spełnia oczekiwań
w tym zakresie. Istnieje pilna potrzeba rozwoju SZKOLNICTWA PRYWAT-
NEGO, które przyciągnie najlepszych nauczycieli, będzie stymulowało
podnoszenie poziomu szkół państwowych i umożliwi zapoczątkowanie
procesu odtwarzania autentycznej elity społecznej kraju.

Jerzy Przystawa

----------------------------------------------------------------------

WYBORY SAMORZĄDOWE

(taktyka wyborcza Polskiej Partii Niepodległościowej)

PPN przywiązuje dużą wagę do samorządów lokalnych, do tej władzy na
miejscu, która decyduje o większości spraw związanych z życiem co-
dziennym, która jest wyrazem postawy obywatelskiej.

W majowych (prawdopodobnie) wyborach lokalnych PPN udział weźmie
i do udziału w nich będzie zachęcać swoich sympatyków i sojuszników.
Wybory te będą dla nas swoistymi manewrami, sprawdzianem sprawności
organizacyjnej i rozpoznaniem ogniw lokalnej polityki.

Tam, gdzie mamy działacza z nazwiskiem i dobrze przygotowanym pro-
gramem - wystawiamy własnego kandydata (lub listę) PPN.

W innych miejscowościach należy tworzyć (lub przystępować do ist-
niejących) sojusze z bliskimi nam ideowo partiami i grupami.

W razie braku takiej możliwości, możemy poprzeć poszczególnych kan-
dydatów przeprowadzając z nimi rozmowy w imieniu lokalnej organizacji
PPN i proponując pomoc w kampanii wyborczej.

W razie braku wartościowych kandydatów i niemożności wystawienia
własnych, zalecamy udział w wyborach i skreślenie wszystkich nazwisk.

Najważniejszym celem tych wyborów jest rozbicie miejscowej nomen-
klatury i zapobieżenie powstaniu nowych klik złożonych z b. pezetpe-
erowców i prominentów neo-solidarności na wzór obecnego Sejmu. Akcja
przedwyborcza jest okazją do lepszego poznania miejscowych działaczy
i nawiązania kontaktów z ludźmi uczciwymi i bliskimi nam ideowo.

W kampanii należy zwracać uwagę na walkę z bezprawiem i złodziej-
stwem. Dobrze wybrany, konkretny obiekt ataku może posłużyć za ośrodek
krystalizacji lokalnej opinii.

Należy podkreślać wagę własnej przedsiębiorczości i pracowitości
w przeciwieństwie do stawiania na obce kapitały przez obecny rząd.
Trzeba wskazywać bariery na drodze do rozwoju przedsiębiorczości
i dążyć do ich usunięcia.

Należy kłaść bardzo duży nacisk na problemy ekologiczne, na walkę
z lokalnymi trucicielami i nieudolność lub złą wolę dotychczasowych
władz w ich zwalczaniu.

W przypadku masowych redukcji w zakładach pracy należy kłaść nacisk
nie na utrzymanie nierentownych zakładów, ale na obowiązek przeszko-
lenia pracowników do nowych zawodów i pomoc w znalezieniu nowej pracy.

Przyszłość Polski w wielkim stopniu zależy od uzdrowienia szkol-
nictwa. Należy zwracać uwagę na przewagę szkolnictwa ogólnego nad
zawodowym, żądać debolszewizacji szkolnictwa przez usunięcie komunis-
tycznych dyrektorów i inspektorów i bronić szkół przed napływem
zwalnianych aparatczyków i esbeków.

Oczywiście, każda miejscowość ma swoje specyficzne problemy i tylko
od miejscowych działaczy zależy, które z nich uznają za najważniejsze.
Zasady walki wyborczej mówią, że sukces przynosi skupienie się na
jednym ostro postawionym problemie.

A.Z.

/Podtytuł nasz - AISW/

----------------------------------------------------------------------

WYBORY WE WROCŁAWIU

Wrocławski Klub Polityczny Wolni i solidarni zgłosił 9-osobową listę
w jednym okręgu wyborczym. Są na niej między innymi Jerzy Przystawa
i Wojciech Myślecki. Klub staje do wyborów z programem Wrocławskiej
Koalicji Demokratycznej - WROCŁAW MIASTEM EUROPEJSKIM. Program ten
zakłada przywrócenie miastu roli centrum współpracy gospodarczej i po-
litycznej między Wielkopolską, Górnym Śląskiem, Saksonią i Północnymi
Czechami. Miasto potrzebuje czystej wody i powietrza. Należy usunąć
wojska sowieckie i wyrównać straty spowodowane ich pobytem. Stworzyć
prosty i logiczny system zarządzania miastem. Przyznać szerokie upraw-
nienia radom osiedlowym i stworzyć prawno-finansowe podstawy ich
działania. Wprowadzić pełną jawność operacji majątkiem miejskim i
zdymisjonować natychmiast wojewodę wrocławskiego Janusza Owczarka.
Przeprowadzić prywatyzację i uspółdzielczenie miejskiego handlu
i usług oraz przedsiębiorstw produkcyjnych, popierając przy tym akcjo-
nariat pracowniczy i konsumencki. Dofinansować tanie budownictwo
komunalne i stworzyć tani kredyt na cele mieszkaniowe. Miejskie śro-
dowisko naturalne jest wspólnym dobrem i cenną wartością gospodarczą.
Prowadząc politykę rozwoju miasta, która sprzyja jednostkom dynamicz-
nym, stworzyć także skuteczne zabezpieczenie socjalne osobom tego
potrzebującym.

----------------------------------------------------------------------

Jerzy Przystawa

ZJAZDOWE HOKUS-POKUS

CZYLI ODPOWIEDŹ JERZEMU LANGEROWI

W 16 numerze "Niezależnego Słowa" zabrał głos p.Jerzy Langer, nowo
wybrany członek Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność", i pod wymownym
tytułem "Solidarności nie trzeba intryg i pomówień", daje odpór nie-
słusznym zarzutom, jakie postawiłem delegatom na II Zjazd Regionalny
Związku.

Pan Langer, człowiek, którego znam i od lat darzę sympatią (wyda-
wało mi się, że wzajemną), nie bawi się w żaden savoir vivre, lecz
nazywa mnie po prostu kłamcą, intrygantem i oszczercą, a wszystko co
piszę, jest dla niego niczym innym jak wylewaniem żółci. Gdyby obowią-
zywał nadal Kodeks Honorowy Boziewicza, zarzutów tych starczyłoby, by
wyzwać p. Langera na pojedynek. W dzisiejszej zaś obyczajowości wypa-
dałoby chyba pójść do sądu ze skargą o zniesławienie.

Nie będę się jednak sądził z Jerzym Langerem, z którym lubiliśmy
się w czasach, gdy obaj byliśmy "pod wozem", a fakt, że dzisiaj Jerzy
Langer jest "na wozie" i przemawia do mnie jako autorytet związkowy,
nie jest dla mnie podstawą wystarczającą, żebyśmy się mieli publicznie
wyzywać. Zamiast więc procesu, spróbujmy przyjrzeć się jak rozumuje
Jerzy Langer, bo jeśli on tak niewiele zrozumiał z tego, co napisałem
w artykule "Takt, taktyka i wierność wartościom", to być może są
jeszcze i inni, do których pewne - dla mnie oczywiste - sprawy, nie
docierają.

10 Jerzy Langer pisze: "kłamstwem pana Przystawy jest, że ukryta zos-
tała prawda o rozłamie i podziałach w związku...", a na dowód
przytacza fakt, że delegaci zaapelowali do wszystkich struktur alter-
natywnych NSZZ "Solidarność" o zaniechanie działań mogących doprowa-
dzić do rozbicia związku.

Otóż właśnie tu, Panie Jurku, jest pies pogrzebany. Delegaci na II
WZD uderzyli się w CUDZE PIERSI, i apelują do jakichś "struktur
alternatywnych", natomiast ja apelowałem do delegatów, aby uderzyli
się w PIERSI WŁASNE ! Żeby pan Jerzy Langer, i inni jego koledzy dele-
gaci, zastanowili się, jaki był ICH udział w rozbiciu związku, żeby
przeprowadzili swój, a nie cudzy, rachunek sumienia. Żeby się zastano-
wili nad tym, co ONI mogą i powinni zrobić, aby związku nie rozbijać,
aby określili odpowiedzialność ludzi, którzy do rozbicia doprowadzili.
Właśnie się dowiedzieliśmy, iż na Zjeździe Krajowym Lech Wałęsa miał
oświadczyć, że on nie miał żadnego udziału w samowolnym zmienianiu
statutu Solidarności, że to Frasyniuk był tym, który forsował zmiany
w statucie ! Czyż to nie rewelacyjne odkrycie ? Frasyniuk, ten sam
Frasyniuk, który w dniu 17 kwietnia 1989 (a i potem także) publicznie
zaprzeczył temu, że statut został zmieniony ! Ciekawe, na kogo palcem
wskazałby Frasyniuk, gdyby podobne pytanie zadał mu któryś z Szacow-
nych Delegatów ? Faktem jest, że nie było na Zjezdzie osób tak niekul-
turalnych. Albowiem oba Zjazdy - i Regionalny, i Krajowy zadbały, żeby
ludzie, którzy mają odwagę pytać o sprawy niewygodne, nie mieli wstępu
na salę obrad.

Moim zdaniem te matactwa ze statutem związku były jedną z głównych,
choć nie jedyną, przyczyną rozbicia i destrukcji Solidarności. Pan
Jerzy Langer, i inni delegaci, mieli obowiązek sprawy te podnieść,
uczciwie przedyskutować, i pociągnąć do odpowiedzialności tych, którzy
taką odpowiedzialność ponoszą. Z jakiegoś powodu woleli "taktownie"
milczeć. Może obawiali się, że podniesienie tych spraw zamknie im
drogę do Komisji Krajowej ?

20 Odnośnie mego zarzutu o ukryciu prawdy o przyczynach likwidacji od-
działów wojewódzkich, Jerzy Langer pisze: "Choć osobiście uważam tę
decyzję za szkodliwą dla Regionu, trzeba przyznać, że ta decyzja była
wyborem przez delegatów koncepcji Frasyniuka (...) Żeby zmienić ten
stan rzeczy, należy przekonać Frasyniuka i co najmniej większość
delegatów, że wybór był błędny (...)"

Otóż ja wcale nie mam ochoty przekonywać kogokolwiek o słuszności
tej, albo innej, koncepcji. Ja tylko zwracam uwagę członków Związku na
różne HOKUS - POKUS jakie się na ich oczach wyczynia. I tylko się
dziwię, że te sztuczki ze spokojem przyjmują i aprobują.

HOKUS - POKUS polega tu na tym, że jak doskonale Jerzemu Langerowi
wiadomo, to właśnie Frasyniuk forsował koncepcję oddziałów wojewódz-
kich ! I za taką koncepcją opowiedziała się WIĘKSZOŚĆ delegatów na
wszystkich trzech zjazdach wojewódzkich ! A tu nagle - HOKUS-POKUS
i suma TRZECH WIĘKSZOŚCI daje - na Zjezdzie Regionalnym - MNIEJSZOŚĆ !
A główny adwokat oddziałów wojewódzkich - staje się ich gwałtownym
przeciwnikiem. Czyż to nie prawdziwe czary ? Ale zdaniem Jerzego Lan-
gera, wszystko jest w porządku, i wszystko jest demokratycznie.
Władysław Frasyniuk, po prostu, w ciągu kilku tygodni, radykalnie
zmienił zdanie. No pewnie, tylko krowa nie zmiania poglądów, mógł więc
Frasyniuk zmienić poglądy. Ale że tak nagle zmieniła poglądy w tej
samej sprawie WIĘKSZOŚĆ DELEGATÓW ? Istniała do niedawna taka organi-
zacja, której podstawową właściwością było, że była ona gotowa - na
zawołanie - zmieniać poglądy o 18O stopni. Ciekawe, czy Jerzy Langer
zgadnie jak się nazywała ?

30 Pan Langer, zarzuciwszy mi, że kłamię i intryguję - jakby tego było
mało - postanawia, jak się to mówi, wjechać mi na ambicję. Pisze
więc: "Próby podważenia wiarygodności i uczciwości czołowych działaczy
na tle finansowym, po udzieleniu im absolutorium przez WZD, nie przy-
stoją ludziom na tak wysokim poziomie intelektualnym, panie Jurku."

Dziękuję, Panie Jurku, za tak wysoką ocenę mego poziomu intelektu-
alnego. Niech Pan, w takim razie, pozwoli, abym sam rozstrzygał
kwestię, co mi przystoi czynić, a co nie. I pozwoli mi nie zgodzić się
z Panem.

Polska to jest dziwny kraj, który koniecznie chce "wejść do
Europy". Byłoby więc dobrze, gdyby zaczęły tu obowiązywać europejskie
reguły zachowania. Spędziłem trochę czasu w różnych krajach zachodniej
Europy, i wszędzie tam, gdzie byłem, obowiązuje reguła, że jest sprawą
nietaktowną, wręcz niedopuszczalną, aby interesować się finansami zna-
jomych, sąsiadów, a nawet bliskich krewnych. Jest to sprawa dyskrecji,
sprawa kultury. Natomiast gdy chodzi o pieniądze publiczne - tam nie
ma żadnego tabu i żadnej rezerwy.

Otóż w Polsce, jak widzimy, jest dokładnie odwrotnie ! każdy znajo-
my i nieznajomy uważa za swoje prawo bezceremonialnie zaglądać do
mojej kieszeni. A gdy chodzi o pieniądze publiczne, to okazuje się, że
pytanie o to, jak się nimi gospodaruje "nie przystoi ludziom na tak
wysokim poziomie intelektualnym" !

Więc ja, Panie Jurku, domagam się, żeby było tak jak w upragnionej
przez wszystkich Europie: wara wszystkim moim krewnym i znajomym od
tego, skąd mam pieniądze i jak je wydaję ! To moja, osobista, całkowi-
cie prywatna sprawa ! Natomiast w związku, który w swoim statucie (cóż
z tego, że gwałconym na każdym rogu ulicy ?) zapisał, że jego działal-
ność finansowa jest jawna - domagam się pełnej jawności i rzetelnego
rozliczenia. Z każdego publicznego grosza. Cywilizacja europejska już
przed tysiącami lat wymyśliła księgowego, rachunkowość, formy i zasady
rozliczenia. A tu, tymczasem, związkowcy z aspiracjami do Europy,
zachowują się tak, jakby zaledwie wczoraj zeszli z drzewa ! Na oczach
dwóch zjazdów, i regionalnego, i krajowego dokonuje się jakichś ma-
gicznych sztuczek, jakiegoś HOKUS - POKUS, a widzowie tych sztuczek,
Szanowni Delegaci, udzielają sztukmistrzom absolutorium, i to jeszcze
jednogłośnie ! Co to jest ? Zbiorowa hipnoza ? Jeden z delegatów ze
Śląska powiedział w Hali Oliwii, że to jest jakiś HORROR ! Właśnie
tak. To HORROR, żeby w kraju cywilizowanym, szczycącym się posiadaniem
jednego z najstarszych uniwersytetów w Europie, Krajowa Komisja Wyko-
nawcza nie była w stanie przedstawić solidnego, rzetelnego, rozlicze-
nia finansów związku ! To horror, żeby facet, który jeszcze rok czy
dwa lata temu pożyczał od RKS-u 3OO dolarów (z których, jak się oka-
zuje ze sprawozdania RKS, 2OO do dzisiaj nie oddał), oczarowywał nagle
świat wiadomością, że przez dwa lata trzymał w pończosze dziesiątki
tysięcy i jak fajerwerk ofiarowywał je Zjazdowi ! I nie ma jednego
przytomnego faceta, któryby zapytał, dlaczego do tej pończochy nie
sięgnął, tylko pożyczał od biedaków ? Itd. itp. Ja tu niczego nie in-
synuuję, Panie Jurku, nie ma takiej potrzeby, ja się po prostu domagam
rzetelnego wyjaśnienia spraw finansowych, i tego się domaga "mój
wysoki poziom intelektualny", który Pan tak łaskawie chwali.

Na koniec jedna drobna uwaga. Pisze Pan: "Kilka oczywistych faktów
nie może uwiarygodnić insynuacji wysuwanych przez autorów tekstu".
Otóż nie wiem jak Pan, Panie Jurku, ale niech mi Pan wierzy, że ja
swoje teksty piszę sam. Naprawdę.

Jerzy Przystawa

----------------------------------------------------------------------

Andrzej Cisek

CZY WOLNOŚĆ SŁOWA WYSTARCZA ?

Siła demokracji leży w wolności słowa. Ta praktycznie nieograniczo-
na wolność słowa ma również skutki ujemne. W totalitaryzmie niewielu
mówi, wszyscy słuchają, w demokracji odwrotnie: wszyscy mówią a nie-
wielu słucha.

Lewica, która na dobre usadowiła się w demokracjach, wykorzystuje
swe wpływy po mistrzowsku. Jest regułą, że najbardziej opiniotwórcze
środki masowego przekazu na Zachodzie są przez nią kontrolowane. To
ona potrafiła całkowicie wypaczyć obraz i cele wojny w Wietnamie i do-
prowadzić tam do zwycięstwa komuny. To ona stworzyła korzystny klimat
wokół osoby Fidela Castro i dopomogła w ujarzmieniu narodu kubańskie-
go. To ona pracuje teraz nad oddaniem Nikaragui i San Salwadoru pod
panowanie komunistów. To ona wreszcie wytworzyła fałszywy obraz
sytuacji w Polsce. W dziele tym konspirowała i wciąż konspiruje z le-
wicą polskiego chowu. Popatrzmy, któż to z polityków amerykańskich
jest tak zainteresowany w sukcesie polityki "okrągłego stołu". Jest
wśród nich senator Edward Kennedy i poseł Stephen Solarz. Ci czołowi
liberałowie amerykańscy, a jest wśród nich również Jane Fonda i Joan
Baez, widzieliby Polskę w wymarzonym przez siebie systemie państwa
opiekuńczego, w którym rząd dbałby o obywatela od kołyski do grobu
i mówił mu, co ma robić i myśleć. Kiedyś marzył im się taki Wietnam,
Kambodża, Angola, Mozambik, Etiopia itd. Wiemy z jakim skutkiem. Mając
takich przyjaciół Polska nie potrzebuje już mieć wrogów.

W ciągu ostatnich 1O lat wiele zmieniło się w świadomości Polonii
amerykańskiej. Spójna, antykomunistyczna Polonia została rozbita.
Podzieliła się na zwolenników pojednania z komuną oraz na znacznie
mniej liczną i jeszcze mniej wpływową grupę, domagającą się pełnej
niepodległości. Należałoby postawić pytanie, jak to się stało, że
patriotyczna Polonia w zdecydowanej masie opowiedziała się za oddale-
niem chwili odzyskania wolności, za rozgrzeszeniem komuny, za reformą
gospodarczą godzącą w egzystencję zdecydowanej większości Polaków, za
interesami międzynarodowej finansiery.

Po niedawnym fasadowym przemianowaniu PRL-u na Rzeczypospolitą
Polskę, wczorajszy komunistyczny aparatczyk, a dzisiaj Konsul General-
ny RP, składa tej Polonii życzenia Dosiego roku z ekranu polonijnej
stacji telewizyjnej.

Lewica polska może sobie pogratulować. Lata żmudnej penetracji
środowisk polonijnych przyniosły rezultaty. Większość liczących się
polonijnych środków masowego przekazu znalazła się pod jej kontrolą.
Zaczęło się pranie polonijnych mózgów. Wydarzenia w kraju są inter-
pretowane prawie wyłącznie po myśli konstruktywnej opozycji. Minimalny
udział Polonii w czerwcowych "wyborach" (1 % na obszarze Nowego Jorku
i O.5 % w Chicago) został przedstawiony jako wielki sukces.

Wydawałoby się, że w kraju jest obecnie całkowita wolność słowa.
Istnieje co prawda wciąż Główny Urząd do Kontroli Prasy i Widowisk
(dla którego rząd Tadeusza Mazowieckiego przewidział 5 miliardów zło-
tych w budżecie na rok 1991), ale nie ingeruje w polemiki polityczne.
Każdy więc może, przynajmniej teoretycznie, mówić i pisać co chce.
Może mówić i pisać - tylko gdzie ? Jeden z najwybitniejszych publicys-
tów politycznych, dr Jerzy Przystawa, który byłby w stanie rozłożyć na
przysłowiowe łopatki lewicowych publicystów nawet tej klasy co Adam
Michnik, drukowany jest tylko w niskonakładowych pismach podziemnych
Solidarności Walczącej. To samo dotyczy innego wybitnego polityka
i publicysty, Romualda Szeremietiewa i wielu innych. Leszek Moczulski
jest w nieco lepszej sytuacji, bo ma do swej dyspozycji trochę włas-
nych pism i czasem zapraszają go na wywiady do TV.

Dzięki zdecydowanej przewadze ilościowej w wyrażaniu swego punktu
widzenia lewica odniosła zwycięstwo w walce o umysły Polaków w kraju
i na emigracji. Spacyfikowała nastroje i obniżyła aspiracje narodowe.
Teraz przystąpiła do kolejnego etapu realizacji swych planów politycz-
nych - reformy gospodarczej. Niedługo ugruntuje swą pozycję w wyborach
lokalnych i potem może już spokojnie przystąpić do wolnych wyborów.
Wówczas już władzy tak łatwo nie da sobie wydrzeć - będzie miała za
sobą wielką armię lokalnych działaczy, którzy na swoim terenie zadbają
o własne interesy. W takim stanie rzeczy grozi poważne niebezpieczeń-
stwo, że sformuje się nowa nomenklatura i zdesperowany naród będzie
musiał sięgnąć po rozwiązanie rumuńskie.

Andrzej Cisek

/fragmenty artykułu, Carmel NY, 29.1.199Or./

----------------------------------------------------------------------

Klas Bergman
POLSCY ROBOTNICY PRZEJMUJĄ RZĄD "SOLIDARNOŚCI"

Zjazd "Solidarności", rozpoczęty w Gdańsku 19 kwietnia, odbywa
się w czasie narastającego konfliktu na temat reform ekonomicznych
i politycznych w Polsce.

Konflikt ten ustawia związek zawodowy na pozycjach przeciwstaw-
nych rządowi, który powstał po zwycięstwie nad komunistami w czerwco-
wych wyborach i który był wspomagany przez związek zawodowy.

"Solidarność", główna siła polityczna i społeczna, staje się
coraz bardziej niecierpliwa i niezadowolona z faktu połowicznej
demokracji w Polsce. Sejm nie pochodzi z wolnych wyborów, prezydent
W. Jaruzelski jest komunistą, który próbował zniszczyć "Solidarność"
wprowadzając stan wojenny. Mówi się, że prezydent usiłuje spowalniać
obecnie zachodzące zmiany.

W przeddzień kongresu "Solidarność" przeszła do ofensywy, doma-
gając się przyspieszenia reform i doprowadzenia do pełnej demokracji
w Polsce. Generał Jaruzelski musi odejść - mówią przedstawiciele
związku - mimo iż jego kadencja upływa dopiero w 1995 roku. Powinien
go zastąpić Lech Wałęsa, przywódca "Solidarności".

"Solidarność" wychodzi ze swego cichego kąta, z którego wspierała
rząd Tadeusza Mazowieckiego - powiedział Jarosław Kaczyński, redaktor
naczelny "Tygodnika Solidarność" i współpracownik L. Wałęsy. - Nie
przestajemy popierać rządu, ale zmieniamy swoje nastawienie. Potrzebna
jest nowa równowaga sił.

Rząd ze swojej strony mówi o osiągniętym już sukcesie w reformo-
waniu i o potrzebie stabilizacji. - Potrzebujemy okresu spokoju, by
wszystkie zmiany doprowadzić do końca - powiedziała M. Niezabitowska.
- Nie są potrzebne szersze reformy, trzeba natomiast pogłębić te już
wprowadzone. Sejm pracuje bardzo dobrze, prezydent jest bardzo lojany
i dobrze współpracuje z rządem.

Konflikt został wydobyty na powierzchnię poprzez deklarację
L. Wałęsy o kandydowaniu na stanowisko prezydenta. Mówiło się o tym od
jakiegoś czasu. Deklaracja ta została powitana z aprobatą przez
jednych, ale równocześnie inni krytykują czas jej ogłoszenia.

Zdzisław Najder, przewodniczący Komitetu Obywatelskiego przy
Wałęsie, popiera konieczność wprowadzenia osoby L. Wałęsy do życia
politycznego Polski. Tak wielka siła polityczna, jaką dysponuje Lech
Wałęsa, nie może być trzymana z dala od działania. Dla dobra Polski
Wałęsa powinien zacząć otwarcie wpływać na polskie życie polityczne
- mówi Z. Najder.

Komitet Obywatelski kierowany przez Z.Najdera składa się z dwustu
politycznych liderów Polski, wszystkich wybranych osobiście przez
L. Wałęsę. Funkcjonuje on prawie jak dodatkowy sejm i jest uważany za
zalążek nowej partii politycznej.

Ekspert ekonomiczny "Solidarności", Tomasz Stankiewicz, również
zdecydowany zwolennik L. Wałęsy, twierdzi, że Wałęsa powinien zostać
prezydentem zanim nastąpią jakieś niepokoje społeczne.

W. Jaruzelski, który właśnie powrócił z wizyty w ZSRR, nie
wypowiedział się publicznie na temat spekulacji o prezydenturze. Jedni
twierdzą, że powinien on odejść dobrowolnie, inni, że powinien walczyć
do końca.

Pozwólmy mu powiedzieć nie - mówi T. Stankiewicz. - Jest on
najbardziej znienawidzonym człowiekiem w Polsce i bardzo łatwo jest
zorganizować ruch domagający się jego rezygnacji.

Jan Lityński, dysydent, członek "Solidarności" i poseł na Sejm,
widzi w posunięciu Wałęsy oznaki zniecierpliwienia spowodowane
spadkiem popularności i osłabieniem pozycji. Obecny układ polityczny
pracuje dobrze, mówi Lityński, a Wałęsa poprzez swoje wystąpienie
okazał się nielojalny wobec rządu i sejmu.

Dziennikarz Andrzej Wróblewski, redaktor "Gazety Bankowej",
również opowiada się za stabilnością i kontynuacją obecnego systemu
wprowadzania zmian, nawet jeśli miałoby to trwać nieco dłużej. Przy-
pomina, że żadna ustawa w Sejmie nie spotkała się z veto prezydenta.

A. Wróblewski nazywa postępowanie L. Wałęsy gorszącym i widzi
w tym jego niezadowolenie z powodu wzrastającej różnicy między
popularnością premiera T. Mazowieckiego a L. Wałęsy - na korzyść
premiera.

W ostatnich badaniach opinii publicznej Mazowiecki, który został
zaproponowany na tę pozycję przez Wałęsę, był popierany przez 9O %
badanych, prasa wspomniała o nim jako o ewentualnym następcy Jaru-
zelskiego. w tym samym czasie poparcie dla L.Wałęsy wyraziło tylko
74 % respondentów. (Są to dane z listopada ub. roku, a nie - jak pisze
autor - wyniki ostatnich badań. Obecnie zarówno popularność Mazowiec-
kiego, jak Wałęsy spadła o połowę. - AISW)

"Solidarność" również stoi w obliczu problemów. Oprócz utraty
8 milionów członków w porównaniu z rokiem 198O i kłopotów związanych
z balansowaniem między poparciem dla rządu a obroną interesów swych
członków - zaczyna pojawiać się kryzys związany z obliczem "Soli-
darności". Obecnie jest ona zarówno rządem, dominującą siłą w Sejmie,
ruchem politycznym i społecznym oraz związkiem zawodowym.

Istnieje nadzieja, że w czasie oczekiwanych na wiosnę przyszłego
roku wyborów władzę obejmą nowe partie. Wtedy, z nowym sejmem i, być
może, z L. Wałęsą jako prezydentem, rola "Solidarności" może być
całkiem inna.

Gdy L. Wałęsa będzie prezydentem, będziemy mieć prawdziwą demo-
krację - mówi Krzysztof Wyszkowski, działacz związkowy i dziennikarz,
sprzyjający zarówno Wałęsie, jak i Mazowieckiemu. - Z takim prezyden-
tem demokracja będzie się rozwijać własną drogą, a "Solidarność"
będzie po prostu związkiem zawodowym.

Klas Bergman

/"The Christian Science Monitor", 2O-26 kwietnia 199O/

(Przestrzegamy przed traktowaniem tego tekstu jako podstawy poważnych
rozważań politycznych).
----------------------------------------------------------------------
"SOLIDARNOŚĆ"-8O - CO Z REJESTRACJĄ ?

Z wielu stron Polski napływają do nas listy z pytaniami dotyczącymi
rejestracji NSZZ "Solidarność"-8O. Poprosiliśmy o wypowiedź w tej
sprawie przewodniczącego TZR-Mazowsze "S"-8O - Seweryna Jaworskiego.

- 9 kwietnia - w Sądzie Wojewódzkim - złożony został wniosek o rejes-
trację NSZZ "Solidarność" - 8O. Czy znany jest już termin rozprawy ?

Seweryn Jaworski - Termin rozprawy nie został jeszcze wyznaczony.
Motywuje się tym, że prezes Sądu Najwyższego złożył
rewizję nadzwyczajną od rejestracji neo-Solidarności z 17 kwietnia
1989 roku, kwestionując zapis statutowy, który mówi, że członkowie
spółdzielni produkcyjnych mają prawo być członkami związku. Prezes SN
twierdzi, że członkowie tych spółdzielni nie są - w rozumieniu prawa -
pracownikami i w myśl obowiązującej ustawy nie mogą należeć do związ-
ku. Sąd Wojewódzki, w którym złożony został nasz wniosek twierdzi, że
sprawa ta jest precedensowa, również dla analogicznego zapisu w naszym
niezmienionym Statucie z 1981 roku. I dlatego - powiada Sąd - rozprawa
o ponownej rejestracji naszej organizacji związkowej może odbyć się
dopiero po, wzmiankowanej wyżej, rozprawie w SW.

- Jaki jest - twoim zdaniem - rzeczywisty powód odwlekania rejestracji
"Solidarność" - 8O?

S.J. - Główny powód to jest chęć ograniczenia wzrostu naszych struktur

organizacyjnych przez utrudnienie im działania na terenie zakła-
dów pracy. Rejestracja potrzebna jest do uzyskania osobowości prawnej,
czyli do prowadzenia gospodarki finansowej, zawierania przez związek
ważnych umów - w myśl prawa, chociażby np.: najem lokali do dzia-
łalności związkowej, otwieranie kont bankowych itp.

Obecnie wielu dyrektorów - opierając się o ustawę o związkach
zawodowych - przyjętą w stanie wojennym - twierdzi, że organizacje
nasze do czasu zarejestrowania związku musi traktować jako komitety
organizacyjne i nie chce negocjować spraw pracowniczych z komisjami
zakładowymi "Solidarność"-8O oraz nie chce im przydzielić odpowiednich
pomieszczeń i oddelegować pracowników do pracy związkowej.

- A czy nie sądzisz, że odwlekanie rejestracji "Solidarności"-8O ma
coś wspólnego ze zjazdem neo-Solidarności? (rozmowa przeprowadzana
jest w dniu rozpoczęcia zjazdu neo-Solidarności)

S.J. - Tak. Sądzę, że ma to również na celu przeprowadzenie takich
zmian w zapisie statutowym neo-Solidarności, aby wydawało się, że
jest on lepszy od statutu przyjętego przez I KZD w 81 roku, chociażby
przez usunięcie - nieaktualnych już - aneksów z 81 roku zmianę
nazewnictwa z PRL na RP czy nawet osławionego aneksu z kwietnia 89,
który spełnił już przewidywane zadania: ustanowienie bezprawnych władz
związkowych, poważne ograniczenie protestów strajkowych w okresie dra-
matycznego obniżenia poziomu życia. Chodzi również o to, aby stworzyć
pozory w pełni legalnych zmian statutowych, dokonanych przez jakoby
demokratyczny zjazd. Należy przypomnieć, że aneks kwietniowy był
całkowicie bezprawny i wprowadzony pod dyktando komunistów.

- A więc świadoma blokada rejestracji "Solidarność"-8O...

S.J. - Tak, neo-solidarność została stworzona po to, aby chronić wła-
dze, które są jednocześnie pracodawcą, przed rewindykacjami pra-
cowników. Jest to akurat odwrotność tego, co powinien robić związek
zawodowy. "Solidarność"-8O w dalszym ciągu chce bronić pracowników
przed wyzyskiem pracodawcy, którym w rzeczywistości nadal jest pań-
stwo. Stąd obawy władzy przed silnym związkiem zawodowym.

- Dziękuję za rozmowę.

Przypomnijmy: neo-Solidarność Wałęsy zarejestrowano w ciągu 3 dni.

/CDN-GWR/

----------------------------------------------------------------------

Alfred B. Gruba

KIM PAN JEST, PANIE PREZYDENCIE ?

Chciałbym więc również pozyskać zaufanie tych którzy
wyrażają sprzeciw lub niechęć wobec mojej osoby. Nie
jest to zadanie łatwe.

(W. Jaruzelski, Oświadczenie po objęciu urzędu prezy-
denta PRL dn. 19.7.1989 r.)

"Solidarność" i skupione wokół niej środowiska opozy-
cyjne zdecydowały się podjąć współpracę z nowo obranym
prezydentem.

(L. Wałęsa, Oświadczenie z dn. 19.7.1989 r.)

1. Zagadka.

Nieruchoma, nieprzenikniona twarz, Wąskie wargi zaciśnięte nad
ostrą wygoloną szczęką. Mała głowa trzymana prosto, jakby przymocowana
do kręgosłupa stalową szpilą. Niepokaźna postać zakuta w ciężki mun-
dur. Oczy może zdradzają czasem jakieś uczucia, ale schowane są za
dużymi czarnymi okularami, które sprawiają, że całą twarz cechuje
jakby nieludzki brak wyrazu. Tak zobaczył Jaruzelskiego w 1981 r.
brytyjski historyk i dziennikarz T.G. Ash [1]. Dla niego Jaruzelski
był zagadką, jak i dla całego społeczeństwa, zaskoczonego pojawieniem
się generała w blasku reflektorów sceny politycznej. Zagadka wyjaśniła
się pewnej grudniowej niedzieli tegoż roku. I chociaż teraz generalski
mundur został zastąpiony przez eleganckie garnitury w prążki, Jaru-
zelski wciąż jest dla większości mieszkańców tego kraju znienawidzonym
komunistycznym żandarmem, mordercą "Solidarności".

Z drugiej strony, generał z zadziwiającym uporem i konsekwencją od
roku 1981 stara się przekonać wszystkich, że jest mężem opatrznościo-
wym dla Polski. I wydawać by się mogło, że ciągłe powtarzanie wciąż
tego samego kłamstwa zaczyna przynosić oczekiwane wyniki. Bo oto
w 1986 r. zaczyna zarysowywać się radykalna zmiana w stosunku Zachodu
do ZSRR, przeżywającego miodowe miesiące "głasnosti" i "pierestrojki",
i w stosunku Zachodu do Jaruzelskiego, który awansował na pierwszego
pupila Gorbaczowa. Zachodnie radiostacje nadające do Polski łagodzą
swe ataki na generała, aby wkrótce zaprzestać ich zupełnie. "Opozycja
konstruktywna" coraz śmielej wyciąga dłoń do porozumienia z reżimem
Jaruzelskiego, ograniczjąc wyraźnie swe wystąpienia przeciwko niemu.
Odżywają znów, umiejętnie podsycane przez wszystkie zainteresowane
strony, stare legendy o żołnierzu-patriocie, który kilkakrotnie
w przełomowych momentach najnowszej historii PRL odmówił użycia armii
przeciwko społeczeństwu, który z ogromnym samozaparciem i poczuciem
odpowiedzialności lawiruje między brutalnością żądań Sowietów i zaśle-
pieniem opozycyjnej i partyjnej "ekstremy" broniąc rzeczywistych
interesów społeczeństwa.

Dochodzi wreszcie do kulminacji. Nie pomogły masowe protesty, zapo-
czątkowane 22 czerwca '89 przez ogólnopolskie manifestacje Solidarnoś-
ci Walczącej. Najbardziej znienawidzony człowiek w Polsce, poparty
przez Wschód, Zachód i Kościół, zostaje 19 lipca 1989 r. wybrany
pierwszym prezydentem-dyktatorem PRL, aby sterować cieknącą łajbą
komunistycznego państwa w tradycyjnym już kierunku, "dalszej demokra-
tyzacji" i "coraz głębszej reformy gospodarczej". Mało kto już zauwa-
żył, że od 1 stycznia 199O r. Jaruzelski jest pierwszym prezydentem
Rzeczpospolitej Polskiej, której godłem jest biały orzeł w złotej
koronie i złotymi szponami na czerwonej tarczy. Czy takiego wymarzy-
liśmy sobie pierwszego prezydenta Rzeczpospolitej ?

Przypomnijmy, bo fakty przykre szybko się zapomina, że wybór Jaru-
zelskiego byłby niemożliwy bez poparcia "drużyny Wałęsy". Generał mógł
liczyć tylko na 27O elektorów (48 % głosów w Zgromadzeniu Narodowym
liczącym 56O osób). Pomoc przyszła ze stronyy Obywatelskiego Klubu
Parlamentarnego, który podarował 37 głosów nieważnych, wstrzymujących
się i nieobecnych. Co siódmy przedstawiciel OKP pomagał szefowi PZPR.
Trochę za dużo jak na przypadek, prawda ? - zapytuje publicysta nieza-
leżny [2].

Tak, trochę za dużo. Dlatego trzeba jeszcze raz zapytać: kimże jest
Jaruzelski ? Czy jest patriotą, czy agentem KGB, reprezentantem inte-
resów społecznych czy mężem zaufania Kremla, człowiekiem honoru czy
przewrotnym łotrem i zdrajcą ? Kim pan jest Panie Prezydencie ?

2. Od Oki do Łaby w sztabie.

Poszukiwanie odpowiedzi zacznę od przypomnienia znanych na ogół
faktów z życiorysu politycznego nowego prezydenta. Są one jedynymi
punktami oparcia w grząskim bagnie plotek, propagandy i domysłów,
otaczających generała. Ale i z tych faktów można wiele wywnioskować.

Cofnijmy się więc do 1943 roku. W upalny letni dzień do obozu two-
rzonej przez komunistów polskiej dywizji piechoty im. T. Kościuszki
w Sielcach nad Oką, w centralnej Rosji, przybywa wynędzniały młody
człowiek legitymujący się "bumagą" na nazwisko Wojciech Jaruzelski,
lat 2O. Czy wjechał do historii zakurzoną ciężarówką pełną rubasznych
sołdatów i worków mąki, czy wojskowym gazikiem w towarzystwie milczą-
cych oficerów NKWD - o tym nieprędko się dowiemy. Wiemy natomiast, że
w obozie nad Oką władzę absolutną sprawował nieznany szerzej generał
Żukow (nie mylić z marszałkiem o tym samym nazwisku), oficjalnie peł-
nomocnik ministra obrony narodowej ZSRR, a faktycznie generał NKWD
[3]. Do niego należały wszystkie decyzje kadrowe, on jednym skinieniem
ręki mógł odesłać Polaków tam skąd przyszli - czyli do syberyjskich
łagrów (los taki spotkał ok. 5 %). On też musiał zadecydować o dalszej
karierze Jaruzelskiego. Wkrótce młody ochotnik zostaje skierowany na
paromiesięczny kurs w utworzonej na prędce rosyjskiej szkole oficers-
kiej w Riazaniu. Poznaje tam swego rówieśnika Floriana Siwickiego,
o którym jeszcze będzie mowa. W grudniu 1943 r. opuszcza Riazań jako
chorąży z przydziałem do 5 pułku piechoty tworzącej się II Dywizji im.
H. Dąbrowskiego, gdzie zostaje dowódcą zwiadu pułku. Były esbek,
ukrywający się pod pseudonimem Alexander, pisze nie bez złośliwości:
Był, jak się to w wojsku nazywa, "ofermą" i ponieważ nie nadawał się
do dowodzenia kompanią, mianowano go dowódcą plutonu zwiadu. Następ-
nie, jako oficer zwiadu, przeniesiony został do sztabu. (3)

Warto podkreślić, fakt, może i znany, że "polskie wojsko" tworzono
w ZSRR bynajmniej nie z braku "mięsa armatniego". Miało ono być siłą,
która zapewni utrzymanie władzy przez komunistów w Polsce, a jego
oficerowie mieli stanowić kadrę przyszłych władców marionetkowego pań-
stwa nad Wisłą. Cele te wyraźnie określa rozkaz gen. Berlinga wydany
w przeddzień bitwy pod Lenino:

... nasz głos w Ojczyźnie nie może być i nie będzie lekceważony...
Stworzymy tymczasową władzę i zapewnimy jej swobodę pracy... Strzec
będziemy naszego sojuszu ze Związkiem Radzieckim... [4]

Nic dziwnego, że kadra oficerska kompletowana była bardzo starannie,
według kryteriów zaufania i dyspozycyjności, a nie wiedzy wojskowej.

II Dywizja została wprowadzona do działań bojowych dopiero w czasie
ofensywy letniej 1944 r., a pułk Jaruzelskiego po raz pierwszy wchodzi
w kontakt z nieprzyjacielem przypuszczałnie pod koniec lipca w czasie
kilkudniowych walk o przyczółek magnuszewski. Tak więc "szlak bojowy
od Oki do Łaby", jak z dumą pisze się w oficjalnych życiorysach,
zaczynał się faktycznie nad Wisłą. Ponownie II Dywizja wchodzi do boju
w ofensywie zimowej w styczniu 1945 r., w tym czasie I Armią (III
Dywizja wchodzi w jej skład) dowodzi Rosjanin, gen. Siergiej Grochow
(znany w Polsce pod pseudonimem Stanisław Popławski). Pułk Jaruzel-
skiego walczy na Wale Pomorskim, bierze udział w zdobyciu Kamienia
Pomorskiego, w forsowaniu Odry pod Siekierkami i kończy wojnę 3 maja
na Łabie, nawiązując kontakt z 9 armią amerykańską. Można przypusz-
czać, że w ciągu tych kilku miesięcy gen. Popławski zwraca uwagę na
młodego oficera sztabowego, albo raczej ktoś zwraca uwagę generała na
owego oficera. Tajemniczy związek Jaruzelskiego z Popławskim przetrwa
jeszcze wiele lat.

3. Od porucznika do generała w dziesięć lat.

Wraz z zakończeniem wojny z III Rzeszą zaczyna się dopiero właściwa
rola dowodzonego przez Rosjan i ściśle kontrolowanego przez NKWD
"polskiego wojska". Staje się ono decydującym argumentem w walce
o władzę, gdyż bezpośrednie użycie Armii Czerwonej, jak latem 1944,
jest już politycznie i propagandowo niewygodne. Zaczyna się walka
z "siłami reakcji", o "utrwalenie władzy ludowej". Brałem w niej
aktywny udział - mówi z dumą Jaruzelski [5]. - W tym czasie wyjście
z wojska byłoby swego rodzaju dezercją - dodaje po chwili. Zapewne
takie wypowiedzi zyskują mu miano "człowieka honoru". [6] Nie są znane
żadne szczegóły tej "zaszczytnej służby", wiadomo tylko, że trwała ona
do 1947 roku.

Można przypuszczać, że w chaosie pierwszych powojennych miesięcy
Jaruzelski ginie z oczu owych dobrych generałów, którzy czuwają nad
prawidłowym rozwojem jego kariery. Jednakże odnajdują go szybko.
W 1947 r. Jaruzelski wstępuje do PPR i zostaje skierowany do Wyższej
Szkoły Piechoty w Rembertowie. Szkołę kończy z wyróżnieniem w stopniu
kapitana i pozostaje w niej jako wykładowca. Nie na długo jednak.
Wkrótce rozpoczyna studia w Akademii Sztabu Generalnego im. K. Świer-
czewskiego, kończy je znów z wyróżnieniem i zostaje wysłany do Moskwy,
aby pogłębić swe kwalifikacje w tamtejszej Akademii Sztabu Generalnego
im. Woroszyłowa.

Ów moskiewski epizod uważany jest przez Jaruzelskiego za wstydliwy.
Oficjalne życiorysy pomijają go, wspomina o nim jedynie marszałek Ku-
likow (do niedawna naczelny dowódca wojsk Układu Warszawskiego) w swej
książce o moskiewskiej akademii, wydanej w 1976 r. Kiedy Marek
Łatyński, były dyrektor Sekcji Polskiej RWE, powtórzył tę informację
na falach "Wolnej Europy", Jaruzelski poczuł się tak obrażony, że
PRL-owskie ministerstwo spraw zagranicznych wystąpiło z oficjalnym
protestem do Departamentu Stanu USA [7].

Mówi się, że w owych latach nad karierą Jaruzelskiego mają pieczę
dwaj rosyjscy generałowie, oddelegowani do wojska PRL z Armii Czerwo-
nej. Są to: wspomniany już Stanisław Popławski i Jerzy Bordziłowski.
Późniejszy twórca stanu wojennego był podobno adiutantem Bordziłows-
kiego i zalecał się do jego córki. Popławski, który z trudem porozu-
miewał się po polsku, został w 1947 "wybrany" posłem na sejm PRL
z ramienia... Stronnictwa Ludowego, co nie przeszkodziło w mianowaniu
go w dwa lata później członkiem KC PPR. W 1956 r. musi opućić Polskę
wraz z Rokossowskim, ale przez wiele jeszcze lat był ekspertem Kremla
i, jak można przypuszczać, protektorem Jaruzelskiego.

Tak się składa, że właśnie Popławski i Bordziłowski są odpowie-
dzialni za użycie wojska do stłumienia robotniczego buntu w czerwcu
1956 r. Pierwszy z nich dowodził bezpośrednio jednostkami, które
28 czerwca wkroczyły do Poznania, natomiast szef Sztabu Generalnego
Bordziłowski i ówczesny minister obrony narodowej, również Rosjanin,
Rokossowski byli jedynymi ludźmi władnymi formalnie wydać rozkaz
użycia broni.

Dzięki poparciu takich ludzi Jaruzelski jeszcze przed 1956 r. zdą-
żył zostać szefem Zarządu Akademii Wojskowych i Szkół Oficerskich,
a następnie zastępcą szefa Głównego Wyszkolenia Bojowego. W uznaniu
owocnej służby za biurkiem, mianowano go w 1956 r. generałem brygady
- najmłodszym generałem w PRL. Legenda wiąże tę nominację z czystką
przeprowadzoną w armii po dojściu do władzy Gomułki (patrz np. [1]).

Zwróćmy jednak uwagę, że Jaruzelski w okresie, gdy setki generałów
i oficerów armii PRL zostało uwięzionych i oskarżonych na podstawie
absurdalnych oskarżeń, gdy kluczowe stanowiska w "Wojsku Polskim"
objęli ludzie oddelegowani z Armii Czerwonej, gdy nie tylko domniemana
"reakcyjność", ale nawet niewystarczająca gorliwość ideologiczna
wystarczy do degradacji - wspinał się szybko w górę. Świetna kariera
wojskowa w tym właśnie okresie nie może być przypadkiem. Bliższe praw-
dy będzie więc przypuszczenie, że to właśnie rosyjscy generałowie,
licząc się z możliwością opuszczenia armii PRL. przyspieszyli awans
Jaruzelskiego chcąc zostawić zaufanego człowieka na możliwie wpływowej
pozycji. Przemawia za tym fakt, że jesienią 1956 r. w okresie poważne-
go wzburzenia w wojsku, nieomal buntu antysowieckiego, Jaruzelski
publicznie protestował przeciwko żądaniom wyrzucenia z Polski marszał-
ka Rokossowskiego i innych sowieckich oficerów [8].

4. Dalsze awanse i najazd na Czechosłowację.

Nic dziwnego, że październik 1956 r. zachwiał tak pięknie rozwija-
jącą się karierą Jaruzelskiego. Można się domyślać, że właśnie jego
bliskie związki z sowieckimi generałami spowodowały odstawienie na
boczny tor, do Szczecina, gdzie objął dowództwo 12 dywizji zmechanizo-
wanej im. Armii Ludowej. Atmosfera w wojsku byla chwilowo niesprzyja-
jąca dla takich ludzi jak on. Na fali potężnego ludowego buntu do
władzy w armii doszli odsunięci, a nawet prześladowani na przełomie
lat 4O-tych i 5O-tych "krajowcy". Byli to na ogół komuniści "narodo-
wi", zwolennicy "polskiej drogi do socjalizmu", co w praktyce oznacza-
ło ochronę względnej niezależności armii PRL od Sowietów, niezależnoś-
ci uzyskanej "jednym skokiem" pod koniec 1956 r.

Po opuszczeniu Polski przez sowieckich oficerów i generałów, jednym
z niewielu Rosjan, którzy pozostali, aby bezpośrednio reprezentować
interesy Moskwy w "Wojsku Polskim" był wspomniany już protektor Jaru-
zelskiego gen. J. Bordziłowski. Przetrwał on październikową burzę na
kluczowym stanowisku szefa Sztabu Generalnego i stamtąd snuł intrygi,
mające na celu odzyskanie przez ZSRR pełnej kontroli nad armią PRL.

Jedną z pierwszych ofiar w tej zakulisowej walce był gen. Janusz
Zarzycki, przedwojenny komunista i AL-owiec, szef Głównego Zarządu
Politycznego Wojska Polskiego. W armii komunistycznej jest to stano-
wisko o ogromnym znaczeniu i z reguły bywa obsadzone nie przez wojsko-
wych ale przez działaczy politycznych wysokiej rangi (w PRL piastowali
je m.in. Ochab i Spychalski). Odsunięcie Zarzyckiego, któremu zarzuca-
no "rozluźnienie na froncie ideologicznym w wojsku", a nawet prowadze-
nie "rewizjonistycznej ofensywy", było poważnym sukcesem Moskwy. Dla
nas istotne jest, że stanowisko zwolnione przez Zarzyckiego objął, ku
zaskoczeniu wszystkich, Jaruzelski, przywołany w tym celu ze Szczecina
i awansowany do stopnia generała dywizji. Było to w maju 196O r.

Lata 6O-te to okres stopniowego tracenia przez armię PRL względnej
niezależności od Moskwy. Wiązało się to z usuwaniem ze stanowisk
dowódczych i sztabowych ludzi nie gwarantujących absolutnej uległości.
Był to równocześnie okres świetnej kariery Jaruzelskiego. Podczas gdy
odchodzą generałowie Uziembło, Frey-Bielecki, Fonkowicz, Duszyński
- Jaruzelski w maju 1962 zostaje wiceministrem obrony narodowej,
w czerwcu 1964 wchodzi w skład KC PZPR, a wreszcie w lutym 1965
obejmuje szefostwo Sztabu Generalnego (po gen. Bordziłowskim).

Okres paranoicznego polowania na "syjonistów" i "kryptosyjonis-
tów", kiedy w latach 1967-69 zwolniono z armii PRL 14 generałów i 2OO
pułkowników, Jaruzelski wykorzystuje dla zdobycia następnego szczebla
kariery. Po usunięciu ministra obrony narodowej Spychalskiego, na
zwolnionym fotelu zasiada właśnie on. Nie bez znaczenia jest, że
kolejny awans następuje 11 kwietnia 1968 r. gdy setki aktywnych
uczestników niedawnych zamieszek studenckich są karnie wcielane do
wojska i gdy sowieckie sztaby przygotowują plany Operacji "Dunaj"
- błyskawicznego osaczenia garnizonów armii czechosłowackiej.

O inwazji Czechosłowacji, mimo że była przecież akcją zbrojną,
rzadko mówi się jako o akcji zbrojnej. Dyskutuje się raczej jej stronę
polityczną: naciski Gomułki, porwanie Dubczeka, awans Husaka itp.,
wykonawcy brudnej roboty pozostają w cieniu. Warto więc przypomnieć,
że jednostkami polskimi, które 21 sierpnia 1968 r. wtargnęły do Cze-
chosłowacji, dowodził wspomniany już Florian Siwicki, generał, ówczes-
ny szef sztabu Śląskiego Okręgu Wojskowego. Warto też podkreślić, że
generał Jaruzelski, ówczesny minister obrony narodowej PRL, ponosi
pełną odpowiedzialność za udział polskich żołnierzy w operacji
"Dunaj".

Trudno zgodzić się z bagatelizowaniem roli Jaruzelskiego w tej
haniebnej akcji. Mógł nie tylko biernie zaprotestować odmawiając pod-
pisania odpowiednich rozkazów, ale nawet skutecznie przeciwstawić się
udziałowi swej armii w najezdzie na sąsiedni kraj. Przykład Rumunii
pokazuje, że było to możliwe (np. [9], [1O]). Jednakże nic takiego się
nie stało. Co więcej, to właśnie Jaruzelski, jako szef Głównego Zarzą-
du Politycznego do 1965 r. zbudował wojskową machinę psychicznego
przymusu, tak skutecznie deprawującą młodych żołnierzy. Całoroczny
marsz w kierunku granicy. I szkolenia ideologiczne - trzy tygodnie
dzień w dzień... - oto co najlepiej pamięta z tamtych dni ówczesny
kapral służby czynnej. [11]

Osobisty stosunek Jaruzelskiego do najazdu na Czechosłowację ujaw-
nił się być może w tym, że na jego rozkaz zakończenie operacji "Dunaj"
uczczono uroczystym "seminarium naukowym" w Sztabie Generalnym. Jego
uczestnicy prześcigali się w wychwalaniu działań jednostek pols-
kich. [9] Po 21 latach człowiek odpowiedzialny za wysłanie polskich
żołnierzy do Czechosłowacji zostaje wybrany prezydentem, a ci którzy
go wybrali, uroczyście deklarują potępienie owej operacji. Odnosi się
wrażenie, że Jaruzelski zdołał skutecznie zapobiec kojarzeniu swej
osoby z wydarzeniami sierpnia 1968 r.

5. Grudzień 197O r.

Jeszcze większy sukces propagandowy odniósł Jaruzelski w zakłamaniu
swej roli w pamiętnym grudniu 197O. Tym razem nie jest to zwykłe za-
cieranie śladów, ale barwna legenda o ministrze obrony, który odmówił
zgody na użycie wojska przeciwko robotnikom i został za to osadzony
w areszcie domowym. W powszechnym odczuciu winę za przelew krwi na
Wybrzeżu, podobnie jak za udział PRL w stłumieniu "Praskiej Wiosny",
ponosi wyłącznie Gomułka. Nawet udział wojsk w wielodniowych starciach
z demonstrantami (w Gdańsku i Gdyni) nie był do niedawna oczywisty dla
wszystkich - pod ogólnikowym określeniem "siły porządkowe", używanym
przez oficjalną propagandę, rozumiano raczej milicję i jednostki MSW,
krążyły też plotki o "Rosjanach" przebranych w polskie mundury.

Obecnie mamy już chyba jasny obraz roli armii PRL i samego Jaruzel-
skiego w tamtych wydarzeniach. Zaczęło się wszystko w sobotę
12 grudnia 197O r., o godz. 2O, gdy Gomułka osobiście ogłosił w radio
i telewizji podwyżkę cen żywności i innych podstawowych artykułów. Już
wcześniej tego dnia do organizacji partyjnych podstawowego szczebla
dotarł list Biura Politycznego w sprawie projektu "zmiany cen deta-
licznych". W poniedziałek od rana w całym kraju panuje silne wzburze-
nie, w Stoczni Gdańskiej trwa strajk od soboty, robotnicy wychodzą na
ulice, zaczynają się zamieszki. We wtorek 15 grudnia, w sali posiedzeń
Biura Politycznego w gmachu KC zbiera się "kierownictwo partyjno-
-państwowe". Jest szary grudniowy ranek, godzina 9, światło jest zga-
szone, bo Gomułka lubi oszczędność. Przy długim stole siedzą: Gomułka,
Spychalski, Cyrankiewicz, Strzelecki, Jaszczuk, Moczar, Kania, Jaru-
zelski, Świtała, Pietrzak. Nastrój przygnębienia, wiadomo już że
w Gdańsku od rana trwają walki uliczne, że milicja z trudem obroniła
gmach komendy wojewódzkiej i areszt, że strajkuje Gdynia i Elbląg.
"Pierwszy" jest wściekły, często mu się to ostatnio zdarza, krzyczy,
wali pięścią w stół. Tłusty Cyrankiewicz zachowuje spokój - może nie
docenia rozmiarów zagrożenia, a może już zastanawia się, jak najzręcz-
niej opuścić upadajacego Gomułkę. Zwalisty Moczar jest za to mniej
ponury niż zwykle. Nadchodzi jego dzień. Spogląda na obecnych: Gomułka
i jego banda już są przegrani, Kania się nie liczy, Świtała i Pietrzak
to swoi ludzie... Tylko jeszcze ten sztywny mydłek Jaruzelski ! Gomuł-
ka wkłada okulary, odczytuje z kartki projekt decyzji o użyciu broni
przez milicję i wojsko. Cyrankiewicz proponuje wprowadzenie stanu wy-
jątkowego i godziny milicyjnej w Gdańsku. Nikt z obecnych nie wysunął
zastrzeżeń wobec wniosków, co było równoznaczne z ich zaakcep-
towaniem. Decyzja ta wchodziła w życie o godz. 12 dnia 15 grudnia 197O
r. - stwierdza zwięźle nieopublikowana wersja raportu tzw. komisji
Kubiaka, podająca również pełną listę ludzi którzy tę decyzję podjęli.

Nie ma żadnych wątpliwości, że do stłumienia ludowego buntu na Wy-
brzeżu użyto jednostek armii PRL podległej Jaruzelskiemu i że działały
one z niezwyklą brutalnością. Dziennikarz duński na chwilę przed
aresztowaniem przez bezpiekę 18 grudnia zdążył nadać telefonicznie
relację ze Słupska. Tak brutalną i odrażającą przemoc - mówił - można
oglądać tylko w regularnej bitwie o zdobycie miasta. Reporter szwedzki
opisywał natarcie czołgów na tłum, którego świadkiem był w Szczecinie
17 grudnia. [8] Anonimowy żołnierz opisuje wstrząsające sceny walk
ulicznych w Gdańsku, w których brał udział "po drugiej stronie".[12]
W jego ocenie ilość ofiar śmiertelnych wśród ludności cywilnej w samym
Trójmieście przekroczyła 8OO. Odnotujmy jeszcze jego opinię na temat
motywów działania żołnierzy: Nie zetknąłem się z żadnymi narkotykami
ani z żadnym alkoholem... Po prostu umiejętny dobór słów przez ofice-
rów politycznych, umiejętne zagranie na ambicjach młodego człowieka
dawały taki sam skutek jak narkotyki. Rozpoznajemy znów działanie woj-
skowej machiny psychicznego zniewolenia-dzieło Jaruzelskiego.

Dalsza działalność ministra obrony narodowej w tamtych dniach nie
miała nic wspólnego z legendą: Generał Jaruzelski nie kierował akcja-
mi wojskowymi na Wybrzeżu, ale nie dlatego, że był w areszcie domowym,
lecz z tego prostego powodu, że dowodził w tym czasie całością sił
zbrojnych ze swego gabinetu przy ul. Klonowej. - stwierdza stanowczo
były wysoki oficer Sztabu Generalnego Wojska Polskiego [9]. Sam Jaru-
zelski również nie pozostawia żadnych wątpliwości: ...nie wyobrażam
sobie, by zarówno wówczas (tj. w grudniu 197O), jak i kiedykolwiek,
dowództwo naszej ludowej armii mogło nie wykonać decyzji kierownictwa
partyjno-państwowego, a tym bardziej wówczas, gdy uzasadnia się ją
zagrożeniem socjalistycznego ładu państwowego. (Z przemówienia na
posiedzeniu KC PZPR dn. 7 lutego 1971)

Pogłoski, mające poprawić reputację komunistycznych prominentów,
rozchodzą się zwykle za pośrednictwem zachodnich radiostacji, ich
źródłem są celowe "przecieki" z rozmaitych "kół zbliżonych". Informa-
cja o rzekomej niesubordynacji Jaruzelskiego w grudniu 197O r. musiała
mieć dla reżimu wielkie znaczenie propagandowe, gdyż została puszczona
w świat inną drogą; jako oficjalne kłamstwo poparte autorytetem Gier-
ka. To właśnie Gierek, na spotkaniu ze strajkującymi robotnikami
stoczni w Szczecinie 24.1.1971 r., któremu propaganda reżimowa nadała
wielki rozgłos, powiedział, że towarzysz Jaruzelski na ten okres był
wyłączony z decyzji. Jednakże sam generał, który na tym samym spotka-
niu przemawiał wcześniej, nie poruszył w ogóle problemu swojej odpo-
wiedzialności, a nawet dziarsko oświadczył: nasz żołnierz będzie
każdej ludowej władzy bronić. [7]

Przyczyny zaangażowania się Gierka w wybielanie Jaruzelskiego moż-
na się domyślać. W grudniu 197O r. najpoważniejszym pretendenterm do
spadku po Gomułce był Moczar, który zdołał poumieszczać swych "party-
zantów" w węzłowych punktach aparatu władzy. Jego ambitne plany zosta-
ły zapewne przekreślone przez decyzję Moskwy. Breżniew potrzebował
w tym czasie w Polsce kogoś, kto mógłby uchodzić za "liberała"
i "reformatora", nieomal "eurokomunistę". Nacjonal-komunista Moczar do
tej roli się nie nadawał. To przypuszczalnie Jaruzelski był tym, który
zrealizował "nie lzja" Breżniewa i zagrodził drogę Moczarowi. Oznacza-
łoby to, że już wtedy Jaruzelski był jednym z najpotężniejszych ludzi
w PRL, chociaż jeszcze ponad 1O lat pozostawał w cieniu. Zwycięski
Gierek nie mógł usunąć splamionego krwią generała, musiał więc zaryzy-
kować łatwe do wykrycia kłamstwo.

W uznaniu zasług Jaruzelskiego w obronie "każdej władzy ludowej"
Komitet Centralny awansował go 2O grudnia 197O r. na zastępcę członka
Politbiura (Na tym samym posiedzeniu z władz partyjnych został usunię-
ty Gomułka wraz z najbliższymi współpracownikami). W rok później, po
ostatecznym rozbiciu grupy Moczara, VI Zjazd PZPR z błogosławieństwem
samego Breżniewa wybiera Jaruzelskiego na członka Biura Politycznego.

6. Wojsko w Epoce Sukcesu.

W latach 7O-tych Jaruzelski nie wyprowadza armii na ulice. Mówi się
nawet, że sprzeciwił się na posiedzeniu Biura Politycznego użyciu
wojsk do stłumienia rozruchów w Radomiu, Ursusie i Płocku 25 czerwca
1976, przypisuje mu się nawet celne sformułowanie: Polski żołnierz
nie będzie strzelał do polskiego robotnika. Jest to grubymi nićmi
szyte oszustwo. Jak wiadomo, rozruchy czerwcowe władze PRL zdołały
szybko stłumić kombinacją metod policyjnych i politycznych - nie było
więc powodu dla interwencji wojska. W dodatku pokaz brutalności byłby
wyjątkowo niekorzystny politycznie: tanie kredyty, płynące szerokim
strumieniem z Zachodu na ręce "liberalnego" Gierka, mogłyby zostać
wstrzymane.

Jako minister Jaruzelski podobno energicznie broni interesów wojska
i zyskuje tym popularność wśród kadry. To ostatnie nie jest całkiem
pewne wobec trudnych do sprawdzenia plotek o jego rzekomo surowym
zwalczaniu nadużyć, typowych dla nomenklatury. Zresztą o liczeb-
ności, uzbrojeniu i budżecie "polskiego wojska" decyduje się na pewno
w Moskwie. Jest natomiast Jaruzelski współwinnym gigantycznych świad-
czeń społeczeństwa na zbrojenia. Publicysta "Tygodnika Solidarność"
[13], zakładając, że na głowę mieszkańca wydatki na armię w PRL są
w przybliżeniu takie jak w RFN, szacuje że budżet MON pochłania
rocznie ok. 2O miliardów dolarów czyli ponad 2O % "dochodu narodowego"
PRL (w krajach Zachodu - kilka procent). Jest to suma z pewnością
zaniżona, gdyż nie uwzględnia świadczeń militarnych na rzecz imperium
komunistycznego, które podobno wynoszą ponad 1O miliardów dolarów
rocznie (wg niektórych autorów - do 2O % "dochodu narodowego" [14].
Duża część tej kwoty jest tajnie przekazywana przez budżet MON do
państw satelickich imperium, np. na przełomie lat 6O-tych i 7O-tych
PRL dostarczyła Egiptowi sprzęt wojskowy łącznej wartości ponad 3 mi-
liardy dolarów w postaci bezzwrotnej pożyczki [14]. Nie może być chyba
podawane w wątpliwość, że ta rabunkowa eksploatacja gospodarki PRL
musiała być (i nadal jest) dokonywana rękami Jaruzelskiego. Nawet jeś-
li przecenimy jego ówczesne wpływy, to jednak jako członek ścisłej
elity władzy od 1968 r. ponosi swoją część odpowiedzialności za
gospodarcze "sukcesy" okresu rządów ekipy Gierka i za 2O miliardów
dolarów długu, jakim zamknął się bilans tego okresu.

Niemniejsze były sukcesy Jaruzelskiego w równie ważnej dla Sowietów
dziedzinie likwidacji resztek samodzielności armii PRL. Przypieczęto-
waniem tego procesu było posiedzenie Komitetu Ministrów Obrony państw
Układu Warszawskiego w grudniu 1979, na którym władze PRL przyjęły
"Statut Zjednoczonych sił zbrojnych i Organów kierowania nimi na czas
wojny". Zgodnie z nim w razie wojny ok. 9O % wojsk PRL będzie bezpo-
średnio podporządkowana rozkazom sowieckich dowódców, którzy będą nimi
dysponować bez żadnych uzgodnień z władzami PRL. O tym nieznanym
opinii publicznej układzie poinformował cytowany już płk. Kukliński
w głośnym wywiadzie dla paryskiej "Kultury" [9]. Tenże Kukliński mówi:
Od chwili, gdy gen. Jaruzelski został ministrem obrony narodowej,
w sferze polityki i rozwiązań militarnych Rosjanie nigdy nie mieli
kłopotów z Polską. W latach 1968-1981 otrzymywali wszystko co chcieli
bez potrzeby sięgania ponad głową polskiego narodowego dowództwa. Na
początku lat 8O-tych kontrolowali już właśiwie wszystko, co było
związane z obronnością PRL oraz funkcjonowaniem jej sił zbrojnych.
Dodajmy tylko, że nic nie wskazuje, by cokolwiek zmieniło się na lep-
sze po 1981 r. - w powyższej wypowiedzi rok ten pojawia się tylko
dlatego, że Kukliński opuścił Polskę w listopadzie 1981 r. Inni
autorzy opisują armię PRL jako wojsko źle uzbrojone, fatalnie dowodzo-
ne i, zgodnie z sowiecką doktryną wojenną, skazane na zagładę w pierw-
szych kilku dniach wojny między Paktem Warszawskim a Europą Zachodnią.
[14] [1O]. Wydaje się, że rzeczywiście jedyną "bronią strategiczną"
tej armii jest musztra, jak oznajmił w telewizji, cytując Jaruzel-
skiego, jego wieloletni najbliższy współpracownik, gen. Janiszewski.

Te uwagi o wynikach kilkunastoletnich rządów Jaruzelskiego w "Wojs-
ku Polskim" wypada zakończyć jego osobistym lirycznym wyznaniem:
Nasze wojsko było, jest i będzie zawsze moją wielką miłością. [5]

7. Sierpięń '8O

Po pełnych sukcesów latach 7O-tych następuje strajkowe lato 198O r.
Jawni i ukryci zwolennicy Jaruzelskiego znów przypisują mu zasługę
sprzeciwu wobec projektów stłumienia siłą strajku w Stoczni Gdańskiej.
Mają tym razem rację, ale tylko częściowo.

Istotnie, Jaruzelski był przeciwny. Ale nie był w swym sprzeciwie
osamotniony. Podobny pogląd głosił również Stanisław Kania, ówcześnie
członek Politbiura zajmujący się wojskiem i milicją. Już 18 i 19
sierpnia na dwu zebraniach komitetu wojewódzkiego PZPR w Gdańsku Kania
upierał się, wbrew większości, że obecną trudną sytuację trzeba roz-
wiązywać metodami politycznymi. Co więcej, również Gierek, który powi-
nien być żywotnie zainteresowany szybkim, a więc "siłowym" rozwiąza-
niem konfliktów, wykazuje zadziwiającą miękkość, chociaż w czerwcu
1956 r. poparł użycie wojska w Poznaniu, a w czerwcu 1976 r. bez wahań
wysłał milicję i ZOMO przeciwko robotnikom. Fala strajków przetacza
się przez kraj od początku lipca. W lipcu strajkowało podobno 177
zakładów, w sierpniu - 75O (te oficjalne dane należałoby przypuszczal-
nie potroić). Z dnia na dzień kruszy się władza ekipy Gierka, mimo to
pierwszy sekretarz uparcie żąda łagodzenia konfliktów i ustępowania
przed płacowymi postulatami strajkujących. Aby nie było wątpliwości,
osobiście instruuje dyrektorów wszelkich zakładów na naradzie 11 lip-
ca, a pierwszych sekretarzy wojewódzkich na naradzie 24 lipca
w Warszawie. Jest to zaiste samobójcza polityka - ciekawe, że nie po-
jawiła się legenda Gierka, patrioty i komunistycznego Wallenroda.

Nasuwa się podejrzenie, że jednak musiały być jakieś powody które
zmusiły Gierka, Kanię i Jaruzelskiego do wyboru tak ryzykownej tak-
tyki. Trzej najpotężniejsi wówczas ludzie w PRL realizowałi po prostu
ściśle i z samozaparciem wytyczne Moskwy, które służąc interesom impe-
rium, im bynajmniej nie służyły. Przypomnijmy, że pół roku wcześniej,
28 grudnia 1979 r. "ograniczony kontyngent" Armii Czerwonej wkracza do
Afganistanu. W zamierzeniu błyskawiczna operacja pacyfikacyjna zamie-
nia się w przewlekłą wojnę kolonialną o wątpliwym zakończeniu. Każdy
dzień tej wojny podkopuje prestiż i wpływy ZSRR w świecie. W lipcu
198O, gdy w Polsce rozpala się strajkowy pożar, w Moskwie odbywają się
igrzyska XII Olimpiady, bojkotowane - na wezwanie prezydenta USA przez
demokratyczne kraje Zachodu. Trudno o bardziej niesprzyjający czas dla
pokazu brutalności władzy komunistycznej. Przypuszczać należy, że Gie-
rek miał w tym względzie zupełnie jednoznaczne instrukcje.

Dla pełności obrazu wspomnijmy, że w ówczesnej elicie władzy PRL
byli też ludzie, którzy otwarcie nawoływali do użycia siły w stosunku
do strajków: Olszowski, Grabski, Żabiński, Moczar. Wywoływane przez
nich awantury na posiedzeniach najwyższych władz partyjnych musiały
mieć ciche poparcie jakiś antybreżniewowskich frakcji w Moskwie, ale
ich celem było zdobycie taniej popularności wśród funkcjonariuszy
reżimu, przerażonych rozwojem sytuacji. Każdy z wymienionych, będąc na
miejscu Gierka czy Jaruzelskiego, realizowałby dokładnie taką politykę
jak oni - bo tak funkcjonuje ten system. I rzeczywiście, realizowali
- patrz niżej.

Podobno przełomowe było posiedzenie Biura Politycznego 29 sierpnia.
Gierek już się nie liczył, od dwu tygodni było wiadomo, że jego los
jest przesądzony. Atmosfera zebrania była tak burzliwa, że Kania i
Jaruzelski musieli rzucić na szalę cały swój autorytet, by przeforso-
wać dalsze ustępstwa wobec strajkujących i doprowadzić do politycznego
zakończenia konfliktu. Można przypuszczać, że jednym z argumentów,
których użyli, by uciszyć demagogiczne żądania "twardogłowych", była
informacja, że "rozwiązanie siłowe" jest poważnie brane pod uwagę.
Tak, już wtedy !

Spekulacje na temat: kiedy władcy PRL podjęli decyzję o rozbiciu
siłą "Solidarności", zostały ostatecznie rozstrzygnięte przez wspom-
nianego płka Kuklińskiego. Według jego relacji, w niedziełę 24 sierp-
nia 198O r., w jedenastym dniu strajku w Stoczni Gdańskiej, a dokład-
nie tydzień przed podpisaniem słynnych porozumień, rozpoczął pracę
zespół partyjno-rządowy, zwany Sztabem Kierowniczym, który miał na
bieżąco decydować o postępowaniu ze zbuntowanymi robotnikami. Skład
owego "sztabu" daje wiele do myślenia. Zasiadają w nim: Pińkowski,
Barcikowski, Olszowski, Grabski, Jaruzelski, Milewski. Właśnie tak !
"Liberałowie" i "zwolennicy porozumienia" pomieszani ze skrajnym "be-
tonem" i "zwolennikami przemocy" wspólnie realizują taktykę wyciszania
porozumienia. Porównajmy jeszcze ową listę ze składem podobnego zespo-
łu z grudnia 197O. Jedno tylko nazwisko powtarza się: Jaruzelski.

Otóż ten właśnie "sztab kierowniczy" opracował długofalową stra-
tegię działania: poczynić taktyczne ustępstwa dla uspokojenia sytuacji
(klasyczna leninowska taktyka "wycofania"), następnie osłabić buntow-
ników metodami politycznymi i administracyjnymi, a w razie potrzeby -
dokończyć dzieła siłą, wprowadzając stan wojenny. Plan ów był wynikiem
chwilowego kompromisu tajnej policji (KGB i SB), wojska i aparatu
partyjnego. KGB nie był w stanie samodzielnie opanować sytuacji, a nie
chciał dopuścić do głosu armii, obawiając się utraty wpływów. Wojsko
z powodów technicznych i politycznych nie mogło przeprowadzić pacyfi-
kacji - dlatego razem z tajną policją przyjęło taktykę "porozumienia"
i działań "politycznych". Aparat partyjny, naciskający na rozwiązania
siłowe, musiał w tej sytuacji ustąpić poprzestając na demagogicznych
apelach i pogróżkach.

8. Przygotowania stanu wojennego.

Przygotowania do wprowadzenia stanu wojennego warto omówić bardziej
szczegółowo. Jednym z powodów jest, oczywiście, prześledzenie roli,
jaką odegrał w nich bohater tej opowieści. Innym powodem jest ukazanie
metod używanych przez komunistyczne państwo do trzymania w ryzach
swych poddanych. Kto wie, może jeszcze się ta wiedza przydać.

Zgodnie z ustaleniami "sztabu kierowniczego", 22 października 198O
r. (dwa dni przed rozprawą rejestracyjną "Solidarności") minister
obrony narodowej gen. Jaruzelski wydaje polecenie opracowania w trybie
pilnym przez Sztab Generalny wprowadzenia stanu wojennego na całym
obszarze kraju, równoległe prace prowadzone są w ministerstwie spraw
wewnętrznych. Jako ciekawostkę zauważmy, że w owym czasie PRL nie
miała takich planów. Obecnie Jaruzelski twierdzi z tupetem: Każde
państwo ma plany stanu wyjątkowego czy wojennego. I stale je aktuali-
zuje. My też mieliśmy takie plany. I teraz mamy. I także będą
aktualizowane przez Komitet Obrony Kraju... [19].

Już w listopadzie wstępna wersja planów jest gotowa i łącznie
z projektami niektórych aktów prawnych stanu wojennego zostaje przed-
stawiona Komitetowi Obrony Kraju. Wstępna wersja w ogólnym zarysie po-
krywa się z tym, czego zaznaliśmy w grudniu 1981 r. Jednakże nikt
z uczestników listopadowej narady KOK nie widział ówcześnie możliwości
wprowadzenia tej koncepcji w życie. [9]. Warto podkreślić ten fakt:
komuniści nie mogli wprowadzić wtedy stanu wojennego z powodów tech-
nicznych, społeczeństwo było zbyt silne, władza była zbyt słaba.
Musieli więc dalej stosować metody polityczne - z konieczności, nie
z dobrej woli !

Ponieważ stłumienie buntu w Polsce siłami reżimu PRL było chwilowo
niemożliwe, opracowano w Moskwie koncepcję zastępczą: wkroczenie na
obszar PRL dużych ilości wojsk sowieckich i państw satelickich, obsa-
dzenie kluczowych stanowisk ludźmi w pełni dyspozycyjnymi (propaganda
straszyła, że do tej roli pretendują "twardogłowi") i pacyfikacja
zastraszonego społeczeństwa. Byłby to więc plan przypominający
wkroczenie do Czechosłowacji w sierpniu 1968 r.

Jednak Polska 198O roku różniła się zasadniczo od Czechosłowacji
roku 1968 i te różnice powodowały, że plan wkroczenia Armii Czerwonej
był równie nierealny, jak koncepcja "stanu wojennego". Główną niewia-
domą dla kremlowskich strategów była reakcja wojska polskiego na
sowiecką inwazję. Zachodni eksperci [7] uważali, że wyższa kadra
stanęłaby po stronie najeźdźdcy pociagając jednostki elitarne, ale
wielu oficerów najwyższych stopni i większość poborowych stawiłaby
opór. Tajemniczy "specjalny wysłannik kierownictwa polskiego" w roz-
mowie z Brzezińskim na zapytanie, jak zachowałaby się armia w wypadku
inwazji sowieckiej (...) powiedział, że prawdopodobnie rozpierzchłaby
się po lasach, a następnie przyłączyłaby się do ruchu oporu w całym
kraju [16].

Samo społeczeństwo, już kilkakrotnie występujące przeciwko władzy
i zdolne do wzniesienia się na szczyty heroizmu, również budziło
obawy. Szczególnie odstraszające były doświadczenia walk ulicznych
w Poznaniu 1956 r. i w Gdańsku w grudniu 197O [12] - w obu wypadkach
straty wojska były poważne. Gdyby przeciw ludności stanęła Armia
Czerwona - z pewnością byłoby jeszcze gorzej. Ostateczny wynik walk
byłby przesądzony, ale straty polityczne dla Sowietów - zbyt wielkie.
Odprężenie nie przetrzyma jeszcze jednego Afganistanu - ujął sprawę
ówczesny kanclerz RFN Helmut Schmidt.

Ale "jeszcze jednego Afganistanu" nie przetrzymałaby przede wszyst-
kim armia sowiecka ! Przedłużające się zaangażowanie sowieckie w tym
kraju całkowicie przekreślało plan interwencji zbrojnej w Polsce -
ZSRR nie miał wystarczającej ilości dywizji zdolnych do takiej akcji
(pouczający jest opis przygotowań do wkroczenia do Czechosłowacji,
patrz książka Suworowa [17]). Dlatego sowieccy marszałkowie, którym
nie uśmiechało się pakowanie w nową awanturę i którzy najlepiej
zdawali sobie sprawę z trudności wojskowych, stawiali na Jaruzelskiego
i jego plan. W tej szczególnej sytuacji interesy wojskowych zbieżne
były z interesami KGB, reprezentowanymi przez Kanię: dla tajnej
policji inwazja Armii Czerwonej na Polskę oznaczała ostateczne prze-
jęcie władzy w PRL przez generałów, dlatego była przeciwna wkroczeniu
i stawiała na "polityczne" metody pacyfikacji.

Skąd więc wybuch paniki na Zachodzie z powodu rzekomego zamiaru
wkroczenia Rosjan w grudniu 198O ? Sprawa jest na tyle charakterys-
tyczna dla sowieckich metod uprawiania polityki, że warto jej
poświęcić chwilę uwagi. Pamiętniki Brzezińskiego [16] pokazują, że
nieuzasadniony, wręcz obsesyjny strach przed sowiecką interwencją
w Polsce panował w Białym Domu już od sierpnia 198O r. Szkoda, że
Brzeziński, przewodniczący Krajowej Rady Bezpieczeństwa Narodowego
w administracji prezydenta Cartera, snując swe apokaliptyczne wizje
sowieckiej ekspansji we wszystkich kierunkach, nie oparł się na
opiniach ekspertów wojskowych. Być może elementarne kalkulacje sił
i środków zachwiałyby jego wiarę w nieuchronność sowieckiej inter-
wencji w Polsce. Ponieważ oczekiwana inwazja armii sowieckich nie
następowała, niepokój administracji Cartera wzrastał, dochodząc nie-
omal do histerii. W tej atmosferze doniesienia wywiadu o ograniczeniu
ruchu na granicy NRD i PRL (3O XI 198O) zostały uznane w Białym Domu
za pewny sygnał planowanego ataku. Wszczęta została natychmiast akcja
dyplomatyczna alarmująca sojuszników USA że sytuacja w Polsce weszła w
najbardziej krytyczną fazę [16]. Te alarmy poprzez prasę zachodnią
trafiały do Polski wpływając silnie na nastroje społeczne, a szczegól-
nie na postawę przywódców "Solidarności" i jej ekspertów. O to właśnie
Sowietom chodziło !

Teraz wystarczyło umiejętnie podsycać panikę. 5 grudnia admirał
Turner, szef CIA, dzwoni o godz. 9.1O do Brzezińskiego, aby go powia-
domić, że 8 grudnia rano do Polski ma wkroczyć osiemnaście dywizji
sowieckich i że polski Sztab Generalny rozważa ponoć możliwość oporu
(!). Pierwsza z tych informacji, jak obecnie wiadomo, pochodziła od
płka Kuklińskiego [9], agenta CIA w Sztabie Generalnym, i dotyczyła
planowanych manewrów "Sojuz 8O", a druga jest kompletną bzdurą (może
chodziło o jakąś grę sztabową związaną z manewrami ? - ale admirał
Turner powinien to chyba wiedzieć). Tenże Kukliński uważał, że dla
opanowania Polski Rosjanie potrzebowaliby co najmniej 4O dywizji
i w grudniu 198O oceniał sceptycznie możliwość inwazji [7]. Nie wiado-
mo, czemu zmienił zdanie w 1986 r. Nie wiadomo również, dlaczego Brze-
ziński nie znał opinii Nicholasa Andrewsa, dyplomaty amerykańskiego
w Warszawie, który zaprzeczał możliwości sowieckiej inwazji [7].

Również 5 grudnia, gdy Turner dzwonił do Brzezińskiego, na Kremlu
odbywa się spotkanie przywódców państw Układu Warszawskiego. PRL jest
reprezentowana przez triumwirat: Kania, Jaruzelski, Olszowski (bezpie-
ka, wojsko, aparat partyjny). Generał Jaruzelski przedstawia zgroma-
dzonym koncepcję zlikwidowania "Solidarności" i opozycji własnymi
siłami, gdy tylko wystąpią pierwsze oznaki zmęczenia i wyczerpania
społeczeństwa [9]. Pod wrażeniem tego wystąpienia zapadają ważne de-
cyzje. Kania, który nieodmiennie opowiada się za "politycznymi"
i administracyjnymi metodami rozbicia "Solidarności", zyskuje ograni-
czoną aprobatę: jeśli jego koncepcja nie da oczekiwanych wyników do
wiosny 1981 roku, Jaruzelski uruchomi machinę stanu wojennego. Jeśli
i ten środek zawiedzie - nastąpi interwencja. Komunikat końcowy mos-
kiewskiej narady stwierdza optymistycznie, choć pokrętnie: Uczestnicy
spotkania wyrazili przekonanie, że komuniści, klasa robotnicza i lu-
dzie pracy bratniej Polski potrafią pokonać trudności, jakie wystąpi-
ły, oraz zapewnią dalszy rozwój kraju na drodze socjalistycznej.

Wielki blef trwa nadal. Sowieci rozstawiają jakieś namioty w pobli-
żu szpitala wojskowego w Kaliningradzie, na wszystkich drogach wokół
Polski obserwuje się jakieś ruchy wojsk, gdzieś tam na samoloty ładuje
się podobno wyposażenie spadochroniarzy itd. Mimo wysiłków, Rosjanie
są w stanie upozorować mobilizację jedynie 27 dywizji - ilość na pewno
niewystarczająca dla opanowania Polski, ale wystarczającą aż nadto dla
wystraszenia jednej z czołowych postaci administracji amerykańskiej.
Przygotowania są olbrzymie - twierdzi z przekonaniem Brzeziński
i alarmuje nadal: kolejny przewidywany termin wkroczenia to 11-16
grudnia. Znów oczywiście niewypał - niemniej zadufany "Zbig" i jego
konsultant Nowak-Jeziorański do tej pory twierdzą, że w tamtych dniach
ocalili Polskę.

W ten oto sposób Moskwa potrafiła wykorzystać rząd USA do uspoko-
jenia nastrojów w Polsce - nie bez goryczy zauważmy, że Brzeziński
świadomie brał udział w tej podejrzanej grze. W swych pamiętnikach
utrzymuje, że jednym z celów jego ówczesnych działań było uspokojenie
sytuacji w Polsce przez uświadomienie Polakom, że Związek Radziecki
rzeczywiście może dokonać inwazji. Aby już nie było żadnych wątpliwoś-
ci, dodaje: Dotychczas Polacy nie liczyli się właściwie z tą możliwoś-
cią, co mogło ich nadmiernie ośmielać. W tym punkcie zachodzi jakby
pewna zbieżność interesów naszych i radzieckich, bo przecież Moskwie
zależy na zastraszeniu Polaków. [16] Jeśli wziąć pod uwagę, że w rze-
czywistości groźby inwazji nie było, to... No cóż, zostawmy Brzeziń-
skiego, niech dalej współpracuje z Moskwą w wielkiej sprawie
pacyfikacji Polaków. Nas interesuje Jaruzelski.

Około 1O grudnia, gdy Brzeziński i Carter stawiają na nogi cały
świat, aby zapobiec "groźbie inwazji na Polskę", Jaruzelski najspokoj-
niej nakazuje przeprowadzenie nowelizacji planów stanu wojennego
z uwzględnieniem terminu wprowadzenia go w życie. Można się domyślać,
że od tej chwili najważniejsze posunięcie całej akcji - równoczesne
aresztowanie 6 tysięcy działaczy "Solidarności" i ugrupowań opozycyj-
nych - nosi romantyczny kryptonim "Operacja Wiosna".

Przygotowania do wiosennego uderzenia przebiegają systematycznie.
Wspomniany Kukliński opowiada [9], że w początku lutego 1981 r. Moskwa
wystąpiła formalnie z propozycją przeprowadzenia na obszarze PRL
i wokół jej granic nadzyczajnych (nieprzewidzianych uprzednio planami)
ćwiczen dowódczo-sztabowych. Ćwiczenia miały się rozpocząć 16 marca
z udziałem 15O tys. żołnierzy, w tym 3O tys. na terenie Polski. Władze
PRL, oczywiście, wyrażają zgodę i wkrótce Polskę odwiedza 18 sowiec-
kich generałów ze Zjednoczonego Dowództwa Wojsk Układu Warszawskiego.
Generałowie za zgodą Jaruzelskiego, wtedy jeszcze tylko ministra
obrony, rozjechali się po kraju odwiedzając wszystkie okręgi wojskowe.
Głównym przedmiotem ich zainteresowania był stosunek kadry dowódczej
do kontrrewolucji [9].

W związku z nadciągającym terminem wprowadzenia stanu wojennego
pozycja Jaruzelskiego jest coraz mocniejsza: dla konsolidacji władzy
w tak trudnym momencie zostaje mianowany premierem. Jego "wybór" (12
luty 81) poprzedzony jest bojowymi okrzykami na VIII Plenum KC, sam
generał po żołniersku zapowiada rozgromienie sił wrogich, godzących
w socjalizm. Mimo to trzy dni później z trybuny sejmowej przedstawia
się jako idealistyczny orędownik zgody narodowej i występuje z gorącym
patriotycznym apelem o "9O spokojnych dni" - oczywiście zakończeniem
tej sielanki miał być stan wojenny.

Zadziwia, jak wielu dało się oszukać patriotycznym frazesom męża
opatrznościowego Moskwy. Według badań OBOP (o ile można im wierzyć) na
początku marca 85 % Polaków akceptowało jego nominację. Również Wałę-
sa, a wraz z nim tysiące zapatrzonych w niego działaczy "Soli-
darności", był pełen entuzjazmu. W wywiadzie dla "Le Monde" mówi
o Jaruzelskim: mam szacunek dla niego, myślę, że jest on w porządku,
że jest dobrym Polakiem... [1]. W znanej autobiografii [18] Wałęsa
opisuje z kolei, jak to podczas pierwszego spotkania z Jaruzelskim
nawiązała się między nimi "nić porozumienia" i podkreśla swój szacunek
dla "partnera". Po wydarzeniach bydgoskich (marzec 1981 r.) na murach
pojawiają się plakaty "Solidarności": "Generale ! Wobec sił bezprawia
wspólnie tworzymy front społecznej samoobrony." [1]

Jak widać, nominacja Jaruzelskiego i upozowanie go na "żołnierza-
-patriotę" były posunięciami ze wszech miar udanymi. Wizerunek nowego
premiera trafiał w podświadome sentymenty Polaków do munduru, wyko-
rzystywał tkwiący w każdym rezerwiście odruch podporządkowania się
wyższej "szarży" i zabobonny strach przed "generałem", nawiązywał do
zamierzchłych chłopskich bajek o "dobrym panu" czy "carze-batiuszce".
Oczywiście, był to tylko wizerunek propagandowy. Bo tenże Jaruzelski,
rzekomy generał-patriota, niemal wprost z sali sejmowej udał się na
spotkanie z wysokimi oficerami ministerstwa obrony narodowej, gdzie
bez ogródek zapowiedział, że "Solidarność" zostanie zdławiona siłą. Na
spotkaniu tym był generał Dubicki, który w sierpniu 1981 r. uciekł do
RFN, a po 13 grudnia (czemu tak późno ?) opowiedział o nim w wywiadzie
dla tygodnika "Der Spiegel" [1]. Z kolei Kukliński, jak zwykle precy-
zyjny, opisuje, jak to już 16 lutego, gdy kraj jest pod wrażeniem wys-
tępu nowego premiera w Sejmie, odbywa się na polecenie Jaruzelskiego
"próba generalna" ponurego spektaklu rozgromienia "Solidarności".
W auli budynku Inspektoratu Obrony Terytorialnej i Wojsk Obrony
Wewnętrznej przy Alejach Niepodległości w Warszawie zebrała się grupa
45 wyższych oficerów MON i MSW oraz dwu funkcjonariuszy Wydziału
Propagandy KC PZPR, aby przeprowadzić grę decyzyjną i ostatecznie
zgrać plany wprowadzenia stanu wojennego. W relacji Kuklińskiego [9]
można znaleźć pełną listę uczestników tego przedsięwzięcia, nie pozos-
tawia on też żadnej wątpliwości, że nad całym przebiegiem przygotowań
czuwał od początku do końca Jaruzelski. Również Jaruzelski udaje się
na XXVI Zjazd KPZS, gdzie 3 marca, na osobistym spotkaniu z premierem
Tichonowem, przedstawia raport "O stanie przygotowań państwa do wpro-
wadzenia stanu wojennego".

Równolegle do tych wydarzeń trwają przygotowania do manewrów, które
tymczasem zyskały kryptonim "Sojuz 81". 14 lutego do Polski zaczynają
przybywać sowieckie grupy rozpoznawcze. Ich zainteresowanie skupia się
na takich obiektach jak lotnisko Okęcie, Centrum RTV w Warszawie,
kluczowe zakłady przemysłowe (m. in. Stocznia Gdańska). Manewry rozpo-
czynają się w planowanym terminie 16 marca.

Jeśli nie jest to jeszcze jasne, chciałbym teraz podkreślić, że 3O
tysięcy sowieckich żołnierzy, wprowadzonych do Polski w ramach tych
manewrów, nie stanowiło żadnych sił inwazyjnych, a same manewry nie
miały nic wspólnego ze zbrojną interwencją sowiecką w naszym kraju.
Dla zbrojnej pacyfikacji Polski trzeba było nie 3O tys., ale 2O razy
tyle krasnoarmiejców. Manewry "Sojuz 81" były oficjalnie i faktycznie
ćwiczeniami sztabowymi, mającymi sprawdzić różne warianty dowodzenia
wojskami i współdziałania różnych jednostek, rodzajów broni i szczebli
dowodzenia. Miały jednak wiele wspólnego z planami zaprowadzenia w PRL
"ładu i porządku": ich ukrytym celem było rozwinięcie na obszarze
kraju wojennego systemu dowodzenia, który miał służyć jako "system
nerwowy" wielkiej i precyzyjnej operacji wprowadzenia stanu wojennego.

Manewry "Sojuz 81" zostały też wykorzystane w inny sposób: jako
pretekst dla wytworzenia w społeczeństwie atmosfery zagrożenia sowiec-
ką inwazją. Kierowana wówczas przez Olszowskiego machina propagandowa
PRL natrętnie podkreślała obecność "bratniej armii" w kraju, dziennik
telewizyjny niemal codziennie pokazywał malownicze sceny leśnych
biwaków żołnierzy sowieckich i ich bratanie się z Polakami. Chcąc nie
chcąc w tej kampanii psychologicznych przygotowań do rozbicia "Soli-
darności" brały udział również radiostacje zachodnie, nadając histe-
ryczne korespondencje z Polski, oparte na sterowanych przez KC
"przeciekach". Ale czy można się dziwić zachodnim dziennikarzom, skoro
nawet ówczesny Sekretarz Stanu USA, generał Haig, nie miał właściwego
rozeznania sytuacji i zastanawiał się, czy w kwietniu Rosjanie będą
interweniowali w Polsce [7] ?

A więc mogło się wydawać, że i tym razem blef się udał. Jednakże
dla autorów stanu wojennego najważniejsza sprawa nie była jeszcze
jasna: jak zachowa się społeczeństwo ? Co prawda 1O marca Jaruzelski
spotkał się z Wałęsą i nawiązał wspomnianą "nić wzajemnego porozumie-
nia", ale przewodniczący "Solidarności" nie panował w pełni nad sytu-
acją w związku. Zdecydowano się więc na rozstrzygnięcie wątpliwości
metodą wojskową - rozpoznanie walką. To jest prawdziwa przyczyna tzw.
"prowokacji bydgoskiej".

19 marca 1981 r. na sesję Wojewódzkiej Rady Narodowej w Bydgoszczy
wtargnęła milicja i ciężko pobiła trzech (zaproszonych przez Radę)
działaczy "Solidarności". Cały incydent, włącznie z płaczącym z bólu
i upokorzenia Rulewskim, regionalnym przywódcą związku, sfilmowano i
pokazano natychmiast w ogólnopolskim programie telewizji z oczywis-
tym zamiarem sprowokowania reakcji "Solidarności". Była to gra ryzy-
kowna, ale wspomianą "nić porozumienia" oraz ćwiczenia "Sojuz 81"
uznano za wystarczające zabezpieczenie. Manewry, które miały się
zakończyć 25 marca, zostały demonstracyjnie przedłużone.

Niemal powszechnie przyjęta teza, podtrzymywana stanowczo przez
Wałęsę, że cała sprawa miała na celu storpedowanie polityki Jaruzel-
skiego, jest wierutną bzdurą. Obecnie wiadomo już, że "prowokacja
bydgoska" była dziełem kierownictwa przygotowywanego stanu wojennego.
Kukliński przytacza przekonywujące szczegóły świadczące o osobistym
zaangażowaniu Jaruzelskiego i Siwickiego (ówczesny szef Sztabu Gene-
ralnego) w całą akcję. W szczególności obaj generałowie śledzili na
bieżąco przebieg wypadków w sali posiedzeń WRN w Bydgoszczy. Jaruzel-
ski do tej pory nie chce przyznać (patrz wywiad dla "Gazety Wyborczej"
[19]), że ulotki szkalujące Rulewskiego, rozrzucone z samolotu jeszcze
w nocy z 19 na 2O marca nad Bydgoszczą, były zawczasu przygotowane
przez Oddział Propagandy Specjalnej Głównego Zarządu Politycznego WP
[9]. Przypomnę, że Głównym Zarządem Politycznym WP przez długie lata
kierował obecny prezydent RP.

Ryzyko "rozpoznania walką" okazało się dobrze skalkulowane, "nić
porozumienia" nie pękła. Mało kto o tym wie - pisze Konrad Maruszczyk
[18] - że dopiero trzaśnięcie drzwiami i wyjście Lecha zdecydowały, że
strajk generalny miał zostać ogłoszony dopiero po strajku ostrzegaw-
czym. Większość opowiadała się od razu za strajkiem generalnym. (Mowa
o dramatycznym posiedzeniu Komisji Krajowej "Solidarności" w Bydgosz-
czy 23-24 marca). O to właśnie chodziło - sprawdzić gotowość związku
do konfrontacji, ale nie dopuścić do prawdziwej konfrontacji.

Czterogodzinny strajk ostrzegawczy w piątek, 27 marca był ogromnym
sukcesem "Solidarności". To, co nastąpiło, stanowiło niewątpliwie
największą, dokonaną wbrew woli rządzących, mobilizację społeczeństwa,
jaka miała miejsce w Europie kiedykolwiek w czasach pokoju. Polska,
pokryta teraz flagami wywieszonymi na domach, sprawiała wrażenie kraju
szykującego się do wojny. Czerwono-białe afisze strajkowe oblepiały
mury, kobiety szyły czerwono-białe opaski dla mężczyzn, którzy mieli
pełnić straż w okupowanych zakładach. Tak to widział brytyjski histo-
ryk i dziennikarz [1] i tak było rzeczywiście. Ale bystry Anglik zau-
ważył też, że w czasie strajku Wałęsa odwiedzał warszawskie fabryki
i głosił zaufanie do generała Jaruzelskiego [1].

W ten właśnie piątek, gdy Polska sprawiała wrażenie kraju szykują-
cego się do wojny, na lotnisku wojskowym na Okęciu startuje rządowy
samolot sowiecki przywożąc 3O wysokich oficerów Armii Czerwonej i KGB,
wśród nich marszałka Kulikowa i zastępcę szefa KGB Andropowa. Wybór
daty tej wizyty nie mógł być przypadkowy - należy przypuszczać, że
sowiecka delegacja miała na miejscu ocenić siłę i zasięg strajku,
i opracować odpowiednie opinie. Przy okazji Sowieci zapoznali się
z planami stanu wojennego i wprowadzili szereg poprawek.

Ostateczna decyzja, jak zwykle, zapadła w Moskwie. 3 kwietnia
wieczorem radziecki samolot dostarczył Kanię i Jaruzelskiego przed
oblicze Leonida Breżniewa. Rozmowa była krotka, gdyż nad ranem 4
kwietnia tym samym radzieckim samolotem wojskowym powrócili oni do
Warszawy. Tyle Kukliński [9], który twierdzi, że nie zna treści tej
rozmowy. Jest wysoce prawdopodobne, że tej właśnie nocy moskiewski
samodzierżca zakomunikował "polskim towarzyszom" decyzję przesunięcia
terminu wprowadzenia stanu wojennego. Od tej chwili napięcie spada,
7 kwietnia Breżniew zarządza zakończenie ćwiczeń "Sojuz 81".

Od kwietnia marszałek Kulikow instaluje swoje specjalne stanowisko
dowodzenia w Legnicy, w legnickiej kwaterze Kulikowa przebywa od tej
pory ponad stu oficerów sowieckich. Mają oni komplet polskich planów
stanu wojennego i opracowują własne plany uzupełniajace [9]. Przez
cały rok 1981 Kulikow spotyka się kilkanaście razy z Jaruzelskim,
coraz wyraźniej ignorując Kanię. Natomiast na spotkaniu z Breżniewem
Kania zawsze jeździ z Jaruzelskim - tak też było 14 sierpnia, na
tradycyjnych konsultacjach na Krymie.

Wielokrotnie też zbiera się KOK. Na posiedzeniu 19 czerwca Jaruzel-
ski oświadcza: Na przeprowadzenie akcji "Wiosna" nie ma obecnie sił.
[9] Głównym powodem, obok determinacji społeczeństwa, jest trwający
zamęt w partii i ostra walka o władzę nad resortem spraw wewnętrznych.
Ponieważ pacyfikacja "Solidarności" metodami "politycznymi" jest wąt-
pliwa, staje się jasne, że Kania musi odejść. Nadzwyczajny zjazd PZPR
(14-21 lipca) potwierdza jego stanowisko I sekretarza, ale już 31 lip-
ca ministrem spraw wewnętrznych zostaje wojskowy, gen. Kiszczak -
dotychczasowy szef żandarmerii wojskowej (WSW), a poprzednio - szef
wywiadu. Nominacja Kiszczaka jest równoznaczna z odsunięciem od władzy
Kani, chociaż formalnie jeszcze ponad dwa miesiące jest przywódcą
partii.

Na kolejnym posiedzeniu KOK,13 września, starannie wyreżyserowanym
przez Jaruzelskiego (spostrzega to Kukliński), stwierdzono pełną goto-
wość wprowadzenia stanu wojennego i ustalono termin: listopad. Sprze-
ciw Kani był już bez znaczenia. Warto przytoczyć konkluzję referatu
gen. Siwickiego wygłoszonego na tym posiedzeniu [9]:

Stan wojenny jest niezwykle trudną i złożoną operacją. Już sam fakt
odwołania się władzy do tego środka obrony spowodować może różne,
nieznane nam dziś, reakcje społeczeństwa. Jak zwykle w takich przypad-
kach o charakterze szczególnym powstaje kwestia użycia broni. Mamy
jednak prawo sądzić, że przeciwko decyzji władz może aktywnie wystąpić
jedynie nieliczna ekstrema, natomiast większość społeczeństwa odczuwa-
jąc poważne dolegliwości obecnego stanu zachowa wstrzemięźliwość,
a następnie władzę poprze. (...) W przypadku niekorzystnego rozwoju
sytuacji zawsze możemy liczyć na pomoc naszych niezawodnych przyja-
ciół. (...) W ocenie Sztabu Generalnego WP istnieje jednak duża szansa
rozstrzygnięcia problemów własnymi siłami.

Termin listopadowy został wkrótce przesunięty na polecenie z Mosk-
wy: w listopadzie miały być sfinalizowane rozmowy z zachodnimi inwes-
torami w sprawie gazociągu syberyjskiego, a w końcu miesiąca Breżniew
udawał się do Bonn. Ale już we wrześniu przyjeżdżają do Polski wydru-
kowane w ZSRR obwieszczenia i plakaty stanu wojennego (kilka egzempla-
rzy w tym samym jeszcze miesiącu trafia do Waszyngtonu, przekazanych
przez płka Kuklińskiego). Również we wrześniu amerykański wywiad traci
na kilka miesięcy możliwość prowadzenia bieżącego nasłuchu sowieckich
i PRL-owskich urządzeń łącznościowych z powodu ich wymiany na nowe.
Równocześnie przystąpiono do przestawiania MON na wojenną strukturę
dowodzenia. Dla zamaskowania przygotowań na styku MON i MSW Jaruzelski
informuje 24 września zaskoczony Sejm, że wybrane jednostki wojskowe
zostały skierowane do pomocy milicji w utrzymaniu "ładu i porządku".

Od września przygotowania nabierają rozmachu, nieruchawa machina
totalitarnego państwa zaczyna się kręcić coraz szybciej. To nie był
chaos, rozkład władzy, walki frakcyjne - jak wówczas powszechnie
sądzono. To były precyzyjne, ze sztabową dokładnością opracowane przy-
gotowania do wielkiej bitwy państwa ze swoim społeczeństwem. Fabryka
po fabryce, jedna gałąź handlu po drugiej, instytucja po instytucji po
prostu wysiadały... W połowie listopada oświadczono oficjalnie, że
dochód narodowy zmniejszy się w tym roku o 15 % (...) Bardzo długo
przywódcy "Solidarności" nie chcieli poprzeć popularnego przeświadcze-
nia, zgodnie z którym upadek ten był rezultatem celowej strategii. [1]
Społeczeństwo musiało odczuć "dolegliwości obecnego stanu" - jak to
określił gen. Siwicki - aby kontratak państwa napotkał na słaby opór.

Duch oporu w społeczeństwie osłabiano rownież nieustannym mamieniem
go perspektywą "porozumienia". W czasie, gdy grupy wojskowych stano-
wiące forpocztę stanu wojennego rozjechały się po kraju, dochodzi do
szeroko reklamowanego spotkania Glemp - Wałęsa - Jaruzelski (4 listo-
pada). Spotkania bez celu i bez sensu, którego rezultatem, oprócz
wprowadzenia w błąd społeczeństwa, było ponowne usankcjonowanie wła-
dzy generała przez Kościół i "Solidarność".

W miarę nasilania się kontrolowanego chaosu następuje dalsza konso-
lidacja władzy - widoma oznaka zbliżającego się wydarzenia. 18 paź-
dziernika Jaruzelski zostaje I sekretarzem PZPR, co jest formalnym
przypieczętowaniem upadku Kani i zwycięstwa wojska nad tajną policją.
Przyszły prezydent RP skupia w swoim ręku niespotykaną od czasów
Stalina liczbę kluczowych stanowisk. Wojtek, kiedy zostaniesz kardyna-
łem ? - pyta dowcipna wrocławska ulica. Ale to nie żarty, to również
nie "koncentracja bezsilności" - to władza spręża się przed zadaniem
ciosu. 25 października wojskowe "grupy operacyjne" wyruszają do dwóch
tysięcy wsi, w miesiąc później podobne grupy pojawiają się w miastach
i dużych fabrykach. Wojsko wkracza we wszystkie dziedziny życia - rze-
komo dla zaprowadzenia "porządku", a bezpodstawne zaufanie do munduru
jest tak wielkie, że nikt nie zwraca uwagi na ukryty cel tej akcji.

Ważnym elementem tych systematycznych przygotowań było sprawdzenie
nastrojów ludności - twórcy stanu wojennego z niepokojem rozważali
możliwe reakcje społeczeństwa. I znów, jak w kwietniu, wybierają "roz-
poznanie walką", nie ufając widocznie raportom SB i wynikom badań
sondażowych. Następuje więc seria celowo wywołanych przez władzę incy-
dentów, mylnie interpretowanych jako prowokacje przeciwników "porozu-
mienia": fiolki z gazem w kopalni "Sosnowiec", przewlekły konflikt
w Lubogórze, strajk studencki w Radomiu, złamanie siłą strajku w szko-
le pożarnictwa w Warszawie. Najważniejszym testem jest jednak, podob-
nie jak w kwietniu, generalny strajk ostrzegawczy. Tym razem jest to
jednogodzinny strajk powszechny 28 października, ogłoszony z całkowi-
cie niejasnych powodów przez Komisję Krajową "Solidarności". O znacze-
niu tego strajku pisze Kukliński: W dniu tym byłem na posiedzeniu Rady
Wojskowej Zjednoczonych Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego w Budapesz-
cie i miałem możność obserwowania jak co najmniej połowa członkow tego
organu, w tym wszyscy Rosjanie i Polacy, śledziła przebieg tego straj-
ku i jego wyniki. Jeszcze tego samego dnia wieczorem otrzymaliśmy
w Budapeszcie oficjalne informacje, że strajk się nie udał. Według
szacunku Sztabu Generalnego WP i wstępnych obliczeń, strajk poparło
zaledwie niecałe 4O % członków "Solidarności" (...) Była to najlepsza
wiadomość, jaką Kulikow usłyszał od wielu miesięcy. Kiedy 31 paździer-
nika wraz z delegacją WP (...) wylądowaliśmy na płycie wojskowej
lotniska Okęcie, od jednej z najwyżej postawionych osobistości wojsko-
wych, które nas witały, usłydzałem (...): "Decyzja już zapadła. W tej
chwili 'Najwyższy' uzgadnia z sojusznikami konkretny termin i plan
operacji" [9]. "Najwyższy" to oczywiście Jaruzelski, ten sam "generał-
-patriota", który natychmiast po uzgodnieniu z "sojusznikami" osta-
tecznego terminu uderaenia udaje się na spotkanie z Glempem i Wałęsą,
aby budować "porozumienie narodowe".

Termin rozprawy z "Solidarnością" zbliżał się nieuchronnie. Rakow-
ski opowiada, że w piątek, 11 grudnia, generał wezwał go do swego
gabinetu. Jaruzelski był bardzo poważny, bardziej niż zazwyczaj.
Podniósł wzrok i powiedział: "Nadeszła chwila. Pojutrze, 13 grudnia".
Odpowiedziałem: "Rozumiem..." Nie było nic wiecej do powiedzenia...
W mroźny niedzielny ranek 13 grudnia miliony polskich dzieci zamiast
oczekiwanej bajki zobaczyły w telewizorze złowieszczą postać na tle
sztandaru z białym orłem.

9. Mniejsze zło.

Dalsze dzieje generała są równie barwne, ale nie wnoszą już wiele
nowego do jego charakterystyki. To historia żałosnej kompromitacji
idei rozciągnięcia koszarowych porządków na całe życie społeczne. To
historia nieubłaganego upadku gospodarki, załamującej się pod ciężarem
nieudolnego zarządzania i bezlitosnej eksploatacji przez imperium. To
historia upokarzających zabiegów o marne zapomogi z Zachodu i historia
nieustannego wzrostu zadłużenia państwa, aż do ponad 4O miliardów
dolarów (ponad połowa rocznego "dochodu narodowego" !). To historia
zaciekłych walk o władzę i walk o względy coraz to nowych moskiewskich
carów... Zespół przywódczy wytracił sporo dynamiki, jaką posiadał
w 1981 roku i w latach stanu wojennego. Nie jesteśmy już tak agresywni
wobec rzeczywistości, jak kilka lat temu. - wyznawał smętnie Rakowski
w 1987 r. [2O] i ta charakterystyka odnosiła się zapewne również do
"Najwyższego".

Po tych paru nędznych latach następuje długo oczekiwany zwrot.
W ZSRR dochodzi do władzy Gorbaczow i "polski Pinochet" okazuje się,
ku zaskoczeniu wszystkich obserwatorów, najbliższym sprzymierzeńcem
"wielkiego demokraty", "reformatora" i "liberała". Wszechstronnie
skompromitowany generał staje się "ojcem chrzestnym" przemian w Pols-
ce, jego duch unosi się nad Okrągłym Stołem, to on patronuje wejściu
"konstruktywnej opozycji" do rządu PRL... Czyżby Jaruzelski dostał,
mimo wszystko, nieoczekiwaną szansę rehabilitacji od Historii ?

Chyba nie. Wydaje się, że w początkach 199O roku nastąpił kolejny
zwrot w jego karierze i od tej pory będzie tylko czekał na chwilę, gdy
zostanie złożony w ofierze na ołtarzu "pierestrojki". Zbyt silna jest
nienawiść, za bardzo jego groteskowa postać zrosła się w powszechnej
świadomości z wojną państwa przeciwko swemu narodowi, zbyt brutalnie
"reforma gospodarki" zepchnęła w nędzę społeczeństwo. Jaruzelski zos-
tanie rytualnie zniszczony, aby uciszyć wzbierającą burzę społeczną.
Czyni jeszcze żałosne próby podreperowania swego obrazu, niezdarnie -
jak zawsze - stara się wytłumaczyć i usprawiedliwić. Może nawet już
nie przed nami, może przed Historią ?

Jaruzelski wie, że poprzednie jego zbrodnie poszły w zapomnienie
i że opinia publiczna obwinia go głównie o stan wojenny i jego skutki.
Jaruzelski sądzi, że usprawiedliwia go "teoria mniejszego zła". Nikt,
kto wybiera zło mniejsze zamiast większego, nie może liczyć na aplauz.
Zło zawsze pozostaje złem. - stwierdza melancholijnie w lutym 199O r.
na forum Komisji Praw Człowieka ONZ w Pałacu Narodów w Genewie [21].
Ale mało kto pamięta, że "teoria mniejszego zła" została podsunięta
generałowi dawno temu i z całkiem nieoczekiwanej strony.

W pamiętną mroźną niedzielę 13 grudnia 1981 r., gdy czołgi stały na
wszystkich skrzyżowaniach ulic i dróg w całej Polsce, gdy 6 tysięcy
rodzin szalało z niepokoju o swych bliskich zabranych z domu o północy
- do wiernych przemówił prymas Glemp. Jego kazanie władze stanu wojen-
nego uznały za tak krzepiące, że zezwoliły na transmisję radiową
i nadały parokrotnie fragmenty w telewizji. Duchowy ojciec narodu
powiedział wtedy: Władza uznała, że wyjątkowość stanu wojennego
podyktowana jest wyższą koniecznością, jest wyborem mniejszego zła
zamiast najgorszego. Przyjmując prawidłowość takiego rozumowania,
przeciętny człowiek podporządkuje się takiej sytuacji. [1]

"Teoria mniejszego zła" w odniesieniu do stanu wojennego, jest po
wielekroć fałszywa. Jej podstawowy, najgłębszy fałsz tkwi w założeniu,
że w 1981 roku "władza" (czyli Jaruzelski) w swym działaniu kierowała
się naszym, tzn. społecznym interesem. Bo stan wojenny był "złem"
(wszystko jedno czy mniejszym, czy większym) tylko z punktu widzenia
naszych, tzn. społecznych interesów. Dla władzy, z punktu widzenia jej
interesów, a nawet patrząc z właściwej perspektywy - z punktu widzenia
interesów Moskwy, stan wojenny był oczywistym "dobrem", a nawet był
większym "dobrem" niż każde inne w owym czasie możliwe rozwiązanie.
Mówiąc "mniejsze zło" Jaruzelski podsuwa nam obraz dobrotliwego ojca,
który musi dać bolesnego klapsa rozbrykanemu społeczeństwu, żeby unik-
nąć większych szkód. To rażące odwrócenie relacji między władzą
a społeczeństwem nie jest jednak rażące ani dla Jaruzelskiego, ani dla
Glempa.

Ale przyjmijmy na chwilę to zupełnie absurdalne założenie, że Jaru-
zelski istotnie chciał wtedy naszego "dobra", a znalazł się w sytua-
cji, w której musiał wybrać najmniejsze dla nas zło - stan wojenny.
Czy rzeczywiście wszystkie wyjścia były gorsze ? Czy nie mógł właśnie
wtedy, przed grudniem - zakładając, że chciał naszego dobra - wyko-
rzystać swą władzę dla zniszczenia znienawidzonego wroga, komunizmu ?
Czyż nie była to wymarzona okazja antykomunistycznego Wallenroda ?

Istotnie, była. Zbuntowane społeczeństwo z najwyższą ofiarnością
dałoby sobie nałożyć obrożę dyktatury - pod warunkiem, że byłaby to
dyktatura narodowa, antykomunistyczna, antysowiecka, prosolidarnościo-
wa. Świadectwem tej skłonności, tego oczekiwania na polskiego de
Gaulle'a, na współczesnego Piłsudskiego, był ten zaskakująco przychyl-
ny stosunek społeczeństwa do Jaruzelskiego w 1981 r. Mit, który tak
łatwo i tak szybko udało się wytworzyć jego współpracownikom, przeżył
- chociaż już w szczątkowej formie - do dziś.

Rosjanie wiele zaryzykowali oddając w 1981 roku tak wielką władzę
w ręce Jaruzelskiego. Sprzeniewierzyli się wtedy swej stałej taktyce
podtrzymywania w kraju satelickich na tyle silnej konkurencji, by
aktualny władca nie mógł się czuć zbyt pewnym. Tymczasem Jaruzelski
dostał, z zachowaniem proporcji, władzę Stalina - i nie zawiódł swych
panów. Ale jakże łatwo wyobrazić sobie inny bieg wydarzeń: komunis-
tyczny dyktator PRL zawiera prawdziwy sojusz z "Solidarnością", zysku-
je entuzjastyczne poparcie społeczne, zrywa zależność od Moskwy,
ukróca bez trudu próby buntów w aparacie bezpieczeństwa i w partii,
układa stosunki z imperium sowieckim na bazie suwerenności... Podob-
nie chyba sądzi Kukliński [9]: Gdyby po odejściu Gierka wyłoniło się
jakieś silne przywództwo partyjno-polityczne, zdolne do autentycz-
nego samodzielnego kierowania losem kraju, to wydaje mi się, więcej -
jestem absolutnie przekonany, że "Solidarność" by przetrwała.

Owszem, było ryzyko: interwencja zbrojna Sowietów. Było to jednak
ryzyko utrzymane w rozsądnych granicach, dalekie od szaleństwa, ryzy-
ko, jakie nieodmiennie towarzyszy śmiałym decyzjom politycznym. Od
1956 roku szansa wkroczenia Armii Czerwonej do Polski malała z roku na
rok, by teraz w 199O roku spaść do zera - nie z braku chęci, ale
z braku możliwości militarnych i politycznych. Już wtedy, w 1981 roku,
szansa ta była bliska zeru, mimo że sowieccy generałowie nie udawali
jeszcze gołąbków pokoju. Zacytujmy znów Kuklińskiego, fachowca znają-
cego te sprawy od podszewki: Obserwując radzieckie posunięcia militar-
ne z bliska, a nawet stykając się z nimi bezpośrednio, nigdy nie
miałem żadnych wątpliwości, że Związek Radziecki mógł sobie pozwolić
i był gotów do akcji militarnej w stylu inwazji Czechosłowacji (w za-
sadzie bez strat ludzkich i materialnych), natomiast z całą pewnością
Moskwa nie chciała lub nie mogła sobie pozwolić na wojnę z Polską,
gdzie po przeciwnej stronie stałoby dowództwo, armia i ludność.
Niechęć Sowietów do takiej interwencji dobrze ilustruje znany konflikt
Gomułki i Ochaba z Chruszczowem w październiku 1956. Nie jest tu
istotne, że Gomułka okazał się w końcu tępym aparatczykiem - ważne
jest, że Chruszczow i jego świta idąc wtedy na kompromis z samozwań-
czymi przywódcami PRL, nie wiedzieli, jak potoczy się dalsza historia.
Nawet Stalin nie odważył się w końcu wkroczyć do Jugosławii po
"zdradzie" marszałka Tito. Te historyczne precedensy świadczą prze-
ciwko Jaruzelskiemi. Obecny prezydent RP nie podjął w 1981 r. wielkiej
szansy wprowadzenia Polski na drogę niepodległości i odrodzenia. Nawet
nie zauważył tej szansy, zajęty gorliwym wypełnianiem poleceń
z Moskwy.

Jeśli jednak, będąc patriotą, znalazł się w sytuacji w której,
w jego mniemaniu, wszystkie wyjścia były złe ? Można wtedy zapytać:
dlaczego zgodził się to zło robić ? Czy nie mógł po prostu podać się
do dymisji ? Dochodzimy tu do innego wariantu "teorii mniejszego zła"
- tym mniejszym złem miałby być sam Jaruzelski ! Ktoś inny na jego
miejscu byłby gorszy. Sugestię taką można odnaleźć w wywiadzie Jaru-
zelskiego dla "Gazety Wyborczej" [19], pojawiła się ona jednak znacz-
nie wcześniej. Pozwolę sobie nazwać ten sposób rozumowania "argumentem
Warszawskiego", by w ten sposób uhonorować jednego z najbardziej
w swoim czasie znanych i najbardziej zadufanych publicystów nurtu
"konstruktywnego". Nazwa jest tym bardziej uzasadniona, że tenże War-
szawski sformułował ten argument najjaśniej i twórczo zastosował do
udowodnienia podstawowej tezy wszystkich kolaborantów: że temu oto
tyranowi trzeba się podporządkować, bo bywają gorsi [25].

Posłuchajmy więc: Porównanie naszego losu z losem chińskich bojow-
ników o demokrację pokazuje, jak daleki był przeciwnik od chęci
rzeczywistego zniszczenia oporu polskiego społeczeństwa ! Pozostał
przeciwnikiem, nie wrogiem.(...) Gwarancją trwałości "społecznego
rozejmu" jest więc właśnie to, że ten przeciwnik cofnął się przed
zniszczeniem. To jest właśnie oryginalny "argument Warszawskiego".
Jego zastosowanie jest wprost oszałamiająco szerokie. Chcemy na przy-
kład udowodnić, że Gorbaczow jest demokratą ? Proszę bardzo: porówna-
nie tego, co się wydarzyło w Tbilisi w maju 1989 r., z losem
kambodżańskiej inteligencji pod rządami Pol Pota pokazuje, jak daleki
był Gorbaczow od chęci rzeczywistego zniszczenia ruchu narodowego
Gruzinów. Gwarancją trwałości przemian demokratycznych w ZSRR jest
więc właśnie to, że Gorbaczow cofnął się przed zniszczeniem.

"Argument Warszawskiego" ma jeszcze szersze zastosowanie. Chcemy,
dajmy na to, udowodnić, że Warszawski jest wybitnie głębokim publicys-
tą ? Proszę bardzo: porównanie głębi publicystyki Warszawskiego
z idiotyzmami, które wypisuje Surdykowski, pokazuje, jak daleki jest
Warszawski od rzeczywistej głupoty. Albo, chcemy udowodnić, że Lenin
kochał dzieci ?

Ale dość żartów, sprawa jest poważna. Obecnie nikt rozsądny nie
może mieć wątpliwości, że celem działalności Jaruzelskiego od sierpnia
198O r. do chwili obecnej jest obrona interesów sowieckiego imperium
w Polsce i okiełznanie społeczeństwa. Środkiem do tego celu przez
długi czas było zniszczenie "Solidarności", tzn. zniszczenie organi-
zacji jako pewnej struktury społecznej oraz zniszczenie mitu, który
powstał w społecznej świadomości. Tylko dziecko może to mylić ze
zniszczeniem pana Warszawskiego lub z fizycznym zniszczeniem jakiej-
kolwiek fizycznej osoby.

Owszem, z czysto policyjnego punktu widzenia "Solidarność" nie zos-
tała zniszczona przez grudniowe uderzenie ani przez trwającą kilka lat
akcję nękającą, gdyż zakres i siła represji były za małe. Ale wia-
domo o tym dopiero po fakcie. Nie można zakładać, że Jaruzelski celowo
stosował zbyt słabe środki, bo chciał umożliwić p. Warszawskiemu ka-
rierę podziemnego publicysty, ani tym bardziej - zachować w podziemiu
szczątki "Solidarności". Może się pomylił, może nie miał dość sił,
może... A zresztą - liczą się rezultaty. A obecnie już widać że tamta
"Solidarność" została rzeczywiście zniszczona, a jej mit - dogorywa na
naszych oczach.

Jaruzelski i jego szefowie z Moskwy nie są maniakami. To politycy
- wyjątkowo agresywni, wyjątkowo przebiegli, wyjątkowo cyniczni jak na
standardy zachodnie. Mimo wszystko nawet dla nich zabijanie dla zabi-
jania jest bez sensu, bo polityka nie jest sztuką zabijania lecz
sztuką władzy. Dlatego ich akcje są planowane ze zdroworozsądkowymi
kalkulacjami, a siły i środki dopasowywane do zamierzonych celów. Nie
zachwycajmy się, na Boga, że dla rozbicia związku zawodowego nie
rzucili kilku bomb termojądrowych na Polskę ! Nie zrzucili ich nawet
na Afganistan - co za szlachetny umiar i pokaz pokojowych intencji !

1O. Poza i pycha.

I wreszcie, chociaż z niechęcią, trzeba przystąpić do omówienia
ostatniego zespołu usprawiedliwień Jaruzelskiego. Chodzi o cały szereg
napomknień i delikatnych aluzji, które razem układają się w popularny
schemat: "czy te oczy mogą kłamać ?". Innymi słowy, czy ktoś o takim
charakterze, takim pochodzeniu, takiej rodzinie mógłby być zdrajcą,
sprzedawczykiem, renegatem, targowiczaninem ? Odpowiedź "Chyba nie"
- nasuwa się sama. Rozważanie tych spraw jest trochę niezręczne, bo
siłą rzeczy musimy dać nura w bajoro plotek, i pogłosek, natomiast
wyciąganie wniosków o działalności politycznej na podstawie cech
charakteru polityka jest nieuczciwa. Ale trudno.

Zastanawiając się nad charakterem Jaruzelskiego jesteśmy zmuszeni
przyznać, że nie mamy relacji "prywatnych", dotyczących osobistych
stosunków z ludźmi. Wszystkie opisy spotkań z generałem mają jedną
cechę wspólną - oficjalność. Sztywność wyglądu idzie tutaj w parze ze
skrajną samokontrolą zachowania. Pod tym względem Jaruzelski jest
fenomenem - odnosi się wrażenie, że każdy moment jego życia jest sta-
rannie, ostrożnie i z namysłem wyreżyserowany. Ten, aż przerażający
brak spontaniczności nie pozwala na opisanie charakteru prezydenta RP
- jawi się on nam tym, kim chce być, a nie tym kim jest. Jedyna jego
autentyczna (ale ona też może być narzucona) cecha jest owo wszech-
obejmujące wyrachowanie. Podziwiam ludzi, którzy potrafią planować na
zapas, przewidzieć każdy szczegół - pisze Wałęsa o Jaruzelskim [19].

Ich pierwsze spotkanie było wyreżyserowane nadzwyczaj starannie !
Może jest to naturalne i oczywiste, że mąż stanu przed spotkaniem
wertuje dokładnie teczkę personalną rozmówcy i zna na pamięć wszystkie
szczegóły jego życiorysu. Ale umieszczenie w przedpokoju gabinetu
byłego dowódcy Wałęsy z czasów jego służby wojskowej to już coś
ekstra ! To nie była manipulacja - zastrzega szybko Wałęsa [18].
A więc jak to nazwać ? Często podkreślane "nieskazitelna grzeczność
i uprzejmość" Jaruzelskiego [7] są oczywistym wynikiem doprowadzonej
do skrajności samokontroli.

Nie zawsze jednak ta pedantyczna reżyseria i granie na sentymencie
do wojska przynosi zamierzony skutek. W dniu 16 grudnia 1981 roku, gdy
w czasie szturmu ZOMO na kopalnię "Wujek" oddział specjalny zabija
siedmiu ludzi, a w czasie gigantycznej manifestacji i walk ulicznych
w Gdańsku padło dziesięciu zabitych i tysiąc rannych - Jaruzelski
wprowadza do umundurowania Kompanii Reprezentacyjnej WP czapki roga-
tywki. Donosi o tym z nieukrywaną dumą telewizja.

Rogatywki miały podkreślić polski patriotyzm i związek z historycz-
ną tradycją władz stanu wojennego. Jest to najbardziej niezwykła cecha
propagandowego obrazu Jaruzelskiego. Jak świat długi i szeroki komu-
nista to internacjonalista, głosiciel idei ponadnarodowej, ogólno-
ludzkiej. "Prawdziwy patriotyzm", w odróżnieniu od patriotyzmu, to dla
komunisty miłość do wyimaginowanej ojczyzny światowego proletariatu,
co w praktyce oznacza podporządkowanie się centrali komunistycznej
w Moskwie (kiedyś również w Pekinie). Tymczasem Jaruzelski chce ucho-
dzić za żołnierza-patriotę. Podsuwa dyskretnie te skojarzenia: a to
ktoś z zaszczyconych rozmową w gabinecie spostrzega "porzuconą" na
biurku książkę Piłsudskiego, a to w wywiadzie dla jugosłowiańskiej
dziennikarki przewijają się bohaterowie lat młodości - książę Ponia-
towski i Traugutt [5], a to w przemówieniu wymknie się mimochodem
jakiś cytat Kościuszki... Nie takim językiem przemawiają inni komunis-
tyczni dyktatorzy, co zresztą nie świadczy o patriotyzmie Jaruzelskie-
go, a raczej o tym,że tradycyjne frazesy o sprawiedliwości społecznej,
postępie, walce z imperializmem itp. są w tym kraju doszczętnie
skompromitowane - gdy wygłaszają je komuniści.

Na punkcie swego "patriotyzmu" i "polskości" Jaruzelski jest szcze-
gólnie wyczulony. Jeden ze znamiennych epizodów, dotyczący jego stu-
diów w Moskwie, wspomniałem wyżej. Inny przykład to dyplomatyczna
burza, rozpętana przez MSZ po celnym określeniu Caspara Weinbergera,
ówczesnego sekretarza obrony USA, który nazwał bohatera "rosyjskim
generałem w polskim mundurze". Jednakże wobec tak totalnej samokon-
troli i wyrachowania i te odruchy oburzenia mogły być wyreżyserowane,
aby tym silniej podkreślać przywiązanie generała do polskości.

Ważnym elementem obrazu "żołnierza-patrioty" jest w miarę poprawna
polszczyzna, jaką posługuje się Jaruzelski w swych przemówieniach. Dla
nieuprzedzonego słuchacza styl jego wypowiedzi jest chyba tak samo
sztywny jak on sam - kurczowa samokontrola uniemożliwia krasomóstwo.
Są jednak ludzie zachwycający się sztuką oratorską Jaruzelskiego. Nie
dziwi, gdy należą do nich urzędowi wielbiciele generała (Rakowski np.
nazywa go człowiekiem mówiącym i piszącym pięknie po polsku) Podejrza-
nie wygląda, gdy robią to obcokrajowcy, którym trudno docenić piękno
polszczyzny (powitanie Papieża przez Jaruzelskiego w 1983 korespondent
"Neue Zurcher Zeitung" opisywał jako pojedynek słowny na wysokim ora-
torskim poziomie). Ale trudno znaleźć wytłumaczenie, dlaczego język
i styl wypowiedzi Jaruzelskiego wychwalają ludzie, którzy powinni być
nastawieni doń krytycznie. I tak np. Łatyński kilkakrotnie podkreśla,
że Generał jest czuły na urodę polszczyzny, a Wałęsa, pozujący prze-
cież na "prostego robociarza", pisze z uznaniem, że Jaruzelski mówi
nienaganną polszczyzną. Nawet prymas Glemp nie oparł się temu urokowi:
Jest u niego dbałość o język, oświadczył publicznie (bez specjalnej
dbałości o język). [15]

Może jednak owa "nienaganność" i "dbałość" nie są całkiem pewne, bo
w rozmowach z Polakami Jaruzelski chętnie przyjmuje pozę małomównego
żołnierza, a znacznie wylewniejszy jest wobec obcokrajowców. Ale nawet
wtedy nie ujawnia się jego talent krasomówczy: rekordowy pod względem
objętości wywiad dla Zrnki Novak (13O stron maszynopisu !) utrzymany
jest w nudnym, oficjalnym stylu, bliskim nowomowie.

Patrząc wstecz, na opisaną tu drogę życiową Jaruzelskiego, można
przypuszczać, że ten człowiek, który większość życia spędził w mun-
durze za biurkiem, powinien mieć cechy typowe dla zawodowego oficera
sztabowego w armii komunistycznej: jednostronność i schematyczność
myślenia, zamiłowanie do ładu i dyscypliny, skłonność do drobiazgowego
i długofalowego planowania połączonego z równie drobiazgową kontrolą.
W jego umyśle świat powinien się jawić jako wielkie koszary, ze ścisłą
hierarchią i bezwarunkową karnością, albo jako wielki mechanizm
w którym każdy element ma ściśle określoną rolę. Tymczasem świat jest
inny - zmienny przypadkowy, nieprzewidywalny, pełen nieokreślonych
możliwości i mglistych perspektyw. Widząc to oficer sztabowy blednie
i chowa się za swoje biurko, albo próbuje zmusić świat, by stał się
podobny do jego wyobrażeń: rozkazuje malować żółknącą trawę na zielono
(jak głosi zapomniana anegdota o Jaruzelskim) lub wprowadza stan wo-
jenny. Na co dzień lepiej nie patrzeć na otaczający chaos, a informa-
cje o świecie czerpać z dziennika telewizyjnego.

Nie wiem, czy powyższy opis pasuje do mentalności Jaruzelskiego,
chociaż wiele wskazuje, że tak. Jedno jest pewne: systematycznie
i z najwyższą uwagą oglądał "Dziennik Telewizyjny" (brak relacji, czy
ogląda obecne "Wiadomości"). To jest samo życie - wyjaśnia z żołnier-
ską prostotą dziennikarce [5], która zwraca uwagę na tę jego dziwną
manię. Z kolei Kukliński wspomina, jak Jaruzelski przerywa w pół zda-
nia konferencję w Sztabie Generalnym (na temat planów stanu wojenne-
go), bo musi obejrzeć wieczorny dziennik w TV. Tak, samo życie...

Wspomniana już Zrnka Novak odsłania nieoczekiwanie dość typową dla
polityka cechę Jaruzelskiego - próżność. Generał wyraźnie delektuje
się nachalnymi pochlebstwami, które cyniczna dziennikarka wplata
w swoje pytania, a widząc pozytywną reakcję, brnie śmiało dalej. Jest
więc twórca stanu wojennego "wielkim historycznym przywódcą", dostrze-
ga się jego podobieństwo z generałem de Gaulle, jest "osamotniony
w swej hermetycznej prostocie", a nawet zaczynają go otaczać "elementy
charyzmy" [5]. Generał puszy się i kryguje, ale jego sztywna samokon-
trola jakby nieco słabnie, spoza niewygodnej maski "europejskiego męża
stanu o poglądach marksistowskich" wydaje się przebijać jakieś ludzkie
oblicze. I cóż ? Jest to oblicze nieskończenie banalne, osobowość
tuzinkowa - coś jak emeryt ględzący na ławce w parku czy kobiecina
narzekająca w kolejce. Ale może nam się tylko zdawało ? Generał-
-marksista poprawia nerwowo maskę, splata i rozplata dłonie i zaczyna
perorować o walce klas...

Trzy lata później to przelotne wrażenie potwierdza się w telewizyj-
nym widowisku mającym przybliżyć Polakom osobę ich prezydenta [15].
Jaruzelski w rozpiętej koszuli i w kapciach, upozowany swobodnie na
kanapie nie jest w stanie niczym nas zainteresować i niczym porwać. Po
zdjęciu munduru i okularów staje się nikim; mogła to zobaczyć cała
Polska, ale nie były rzecznik rządu Jaruzelskiego. W niedawnym wywia-
dzie Urban oświadcza [22], że postać, która Generał pokazuje publicz-
nie, stanowi zasłonę niezwykłej osobowości, że jest człowiekiem wyjąt-
kowo ciepłym, wesołym, niekiedy bywa łobuzerski. Dalej następuje ciąg
pochlebstw tak piramidalnych, że aż groteskowych. Nie uwierzę, że
przebiegły "niedorzecznik" chciał zirytować prezydenta RP intymnymi
wyznaniami w rodzaju: wraz z poznaniem Generała w ogóle zmieniła się
moja skala wyobrażeń o człowieku jako gatunku biologicznym. Wcześniej
oceniałem skromniej skalę ludzkiego umysłu... itp. itd. Raczej chciał
mu sprawić przyjemność, a to jest potwierdzeniem naszego przypuszcze-
nia, że gigantyczna i bezkrytyczna pycha jest dominującą cechą
charakteru Jaruzelskiego.

Co do innych cech, to nie mamy żadnych wiarygodnych danych. To,
czym dysponujemy, to albo plotki rozpowszechniane celowo przez propa-
gandową ekipę generała (np. pogłoski o jego hamletowskiej rozterce
przed 13 grudnia, mająca uprawdopodobnić "teorię mniejszego zła"),
albo całkiem bałamutne interpretacje, jak niektóre fragmenty wielo-
krotnie cytowanego wywiadu Kuklińskiego dla paryskiej "Kultury". Można
przypuszczać, że strona merytoryczna tego wywiadu - fakty, nazwiska,
daty - jest w pełni godna zaufania. Natomiast opisy zachowań Jaruzel-
skiego są albo tendencyjne, albo nieprzemyślane. I tak np. Kukliński
z przejęciem opowiada, jak to Jaruzelski został doszczętnie zmaltreto-
wany psychicznie przez Rosjan w rozmowach przed 1 grudnia 198O r.
i jak potem, będąc w stanie szoku zamknął się w swoim gabinecie i był
niedostępny nawet dla najbliższego otoczenia przez dwa dni. Jeszcze
12 grudnia znajdował się ponoć w stanie kompletnej apatii. A wszystko
to niby z tego powodu, że Sowieci mieli zamiar zbrojnie interweniować
w Polsce. Rzuca się w oczy wyraźna niespójność tej wzruszającej his-
torii z wyrażoną wcześniej opinią Kuklińskiego o nierealności inwazji,
jak również z faktem (patrz wyżej), że w czasie rzekomego "szoku"
Jaruzelski bawi w Moskwie, gdzie dowiaduje się, że interwencji nie
będzie.

Wśród celowo rozpowszechnianych plotek (z niektórymi rozprawiliśmy
się już przy okazji śledzenia życiorysu generała) często powtarza się
opinia o tym, że Jaruzelski jest "człowiekiem honoru" (on sam lubi to
podkreślać, nie rezygnując równocześnie z "żołnierskiej skromności"
[19]. Nie będziemy tej sprawy dyskutować. niech przytoczone wyżej fak-
ty mówią za siebie. Urzędowi propagandyści twierdzą też, że przejawia
on wybitną, spartańską wręcz surowość obyczajów i niechęć do luksusu.
Ponoć nie pije, nie pali, sypia po cztery godziny na dobę, a przez
resztę czasu pracuje. Co więcej, jego skromność stała się w Polsce
przysłowiowa, jak napisano w oficjalnej biografii Jaruzelskiego, dos-
tarczonej angielskiemu wydawcy R. Maxwellowi. Trudno oceniać te rewe-
lacje - może nawet część z nich jest prawdą, bo nieźle pasuje do
wszystkiego, co napisaliśmy powyżej.

Mówi się też, i o dziwo opinie takie rozpowszechniają również publi-
cyści niezależni, że Jaruzelski jako polityk nie jest prymitywny [7],
a nawet, że ma spore umiejętności polityczne [24]. Jest to niewątpli-
wie przesada, choć daleka jeszcze od niesmacznych pochlebstw Urbana
[22]. Obecny prezydent RP jest solidnym sztabowym wyrobnikiem, ale to
nie jest jeszcze talent polityczny. Jego kariera nie jest karierą
wybitnego polityka - brakuje w niej wizji, rozmachu, ryzyka. Jest to
raczej kariera wiernego lokaja, który po latach solidnego wypełniania
swych obowiązków awansował na szefa służby. Nie wydaje się, żeby
przejawem "politycznej zręczności" była ostatnia, wręcz karkołomna
wolta generała, który oświadcza, po czterdziestu kilku latach wiernej
służby komunizmowi, że nie zdawał sobie sprawy, że można działać ina-
czej (Genewa, 9.II.9O) [21] i że obecnie jego celem jest wprowadzenie
w Polsce demokracji parlamentarnej i gospodarki rynkowej [23].

11. Śmierć na Syberii.

Jakoś nic więcej o charakterze generała nie udało mi się wyszperać.
Pora więc pomówić o jego pochodzeniu. Otóż pierwszy prezydent obecnej
Rzeczpospolitej pochodzi podobno ze starej szlacheckiej rodziny, pie-
czętującej się herbem Ślepowron. Jego ojciec, Władysław, był ochotni-
kiem w wojnie polsko-bolszewickiej 1919-192O roku, a dziadek,
Wojciech, walczył w Powstaniu Styczniowym. Trudno oficjalnie chwalić
się takim rodowodem będąc dyktatorem z łaski ZSRR - ale z pewnością
przemawia on do wyobraźni Polaków i dlatego postarano się, aby infor-
macje powyższe dotarły do kraju okrężną drogą, przez Zachód. Aby
ostudzić entuzjazm miłośników tradycji szlacheckiej, przypomnijmy, że
Dzierżyński też miał niezłe pochodzenie.

We wrześniu 1939 r. rodzina przyszłego prezydenta ucieka z Warszawy
do swoich posiadłości wołyńskich, ale tam dostaje się w ręce komunis-
tów. Wiosną 194O r. (akcja "oczyszczania terenów przygranicznych")
16-letni Jaruzelski wraz z rodziną zostaje wywieziony przez Sowietów
na Syberię, dzieląc ten los z dwoma milionami Polaków z terenów zaję-
tych przez ZSRR po 17 września 1939 r. Najbardziej rozpowszechniona
wersja powiada, że wkrótce potem ojciec Jaruzelskiego został osadzony
w łagrze w Krasnojarskim Kraju i tam rozstrzelany [7]. Krążą też inne
plotki: że ponoć zmarł śmiercią naturalną w 1942 r. na Syberii, że po-
noć zmarł w czasie ewakuacji Armii Andersa z ZSRR, a nawet, że żyje
dotąd w Londynie [3]. Wspomniany już były esbek Alexander przypuszcza
że Jaruzelski przyczynił się w jakiś sposób do zguby ojca i że właśnie
wtedy (mając 17 lat !) stał się agentem NKWD [3].

Skoro już puszczamy wodze fantazji, to mogło być również tak, że
jasnooki chłopak, przedwojenny uczeń ekskluzywnego liceum Księży Ma-
rianów na warszawskich Bielanach, członek Sodalicji Mariańskiej
i żarliwy harcerz, zmarł z głodu i wycieńczenia na "nieludzkiej
ziemi". A do obozu w Sielcach nad Oką przyjechał ktoś całkiem inny.
A może ta śmierć w śniegach winna być rozumiana symbolicznie: zmarł
młody polski patriota, a narodził się sowiecki agent ?

Coś się jednak w tamtym okresie stać musiało i dlatego historię ży-
cia prezydenta zacząłem od pewnego upalnego lata 1943 r. Sam Jaruzels-
ki z nieprawdopodobnym wręcz tupetem twierdzi, że owo zetknięcie się
z życiem w ZSRR przekonało go jak wielki i wspaniałomyślny jest naród
radziecki i jak wielkodusznie odnosi się do przybyszów (wywiad dla
włoskiej telewizji, luty 1986 r.[7]). Ale wszelkie rekordy bezczelnoś-
ci pobił występując "prywatnie" w telewizji polskiej (wrzesień 1989
r.) i wyznając, że pobyt na Syberii miał świetny wpływ na jego rozwój
fizyczny.

Przypuszczenie Alexandra, że Jaruzelski stał się w latach czter-
dziestych agentem NKWD (raczej wywiadu wojskowego GRU, często mylonego
z NKWD i KGB), jak i fantastyczne przypuszczenie, że dokonano wtedy
"podstawienia" - mają wątłe podstawy. Jako główny argument dla ich
poparcia można przytoczyć niezakłóconą karierę Jaruzelskiego od 1943
roku do chwili obecnej, poparcie udzielane mu przez sowieckich genera-
łów i niewytłumaczalne zaufanie, jakim obdarzali go Sowieci.

Matka i siostra generała wróciły z zesłania w 1946 roku, jednakże
ich stosunki z cudownie odnalezionym synem i bratem były więcej niż
chłodne. Obie posiadały dowody świadczące o niechlubnej przeszłości
generała i faktów tych nie taiły. - twierdzi Alexander [3]. Syn
odwiedzał ją raz w roku na jej imieniny - pisze Łatyński [7] o matce
Jaruzelskiego. - Siadał sztywno na krześle i starał się do immych
gości nie odzywać.

Właśnie, ciągle ta sztywność, i posunięta do skrajności samokontro-
la. I przeczulenie na punkcie podawania w wątpliwość jego polskości.
I przesadne podkreślanie dbałości ojęzyk polski. I rogatywka z orłem
białym na tle stanu wojennego. I służalczość wobec Moskwy... O czymś
to wszystko chyba świadczy ?

A więc, kim pan jest, panie prezydencie ?

(sierpień 1989-luty 199O) Alfred B. Gruba

------------

Przypisy:

(1) Timoty Garton Ash: Polska rewolucja - Solidarność. Wyd.Most, War-
szawa, 1987.

(2) Józef Golonka: Kto go wybrał ? PWA nr 198, 27.7.1989.

(3) W.M. Alexander: Agentura. Państwo policyjne Wyd. Pogląd, Berlin
1984.

(4) J. Garliński: Polska w Drugiej Wojnie Światowej Wyd.CDN, Warszawa
1988.

(5) Wywiad W. Jaruzelskiego dla Zrnki Nowak, KiW, Warszawa 1987.

(6) K. Zarzycki: Moje "Tak", Tak i Nie nr 27 (1989).

(7) M.Łatyński: Wariacje na temat Jaruzelskiego, Wyd. Nowa, Warszawa
1987.

(8) J. Nowak-Jeziorański: Wojna w eterze. Wyd. Krąg, Warszawa 1985.

(9) Wojna z narodem widziana od środka. Rozmowa z byłym płk. dypl.
Ryszardem J. Kuklińskim. Wyd. Kurs 1987.

(1O) Zespół W: Czy LWP musi być armią słabą, Warszawa 1986.

(11) Rozmowa z Andrzejem Karczem, Gazeta Wyborcza, 7.8.1989.

(12) Spojrzenie z drugiej strony, Wyd. Głos 1981.

(13) J. Kochanowicz: Ile kosztuje bezpieczeństwo państwa ? Tyg. Soli-

darność nr 11, 1989.

(14) S. Pitka: Sowietyzacja Ludowego Wojska Polskiego, Wyd. "Solidar-

ności Walczącej", Gdańsk 1986.

(15) "Chcę być prezydentem wszystkich Polaków", Program TV, scenariusz
i realizacja Zakrzewski, nadany 15.IX.1989 w I prog. TVP.

(16) Z. Brzeziński: Cztery lata w Białym Domu, Zeszyty Historyczne
Nr 75, 1989 str. 49-79.

(17) W. Suworow: Żołnierze wolności, Wyd. Oficyna Niepokornych. Wrocław
1988.

(18) L. Wałęsa: Droga Nadziei, Wyd. Rytm, Warszawa 1989.

(19) Wywiad W. Jaruzelskiego dla "Gazety Wyb." nr z 18 XII 1989.

(2O) PWA z dn. 27.VII 1989.

(21) Korespondencja PAP z Genewy, Tryb. Rob. 9.II 199O.

(22) Wywiad J.Urbana dla "Konfrontacji" nr 7-8, 1989.

(23) Wypowiedź Jaruzelskiego dla Agencji Unia-Pres, Trybuna Rob. 23 II
199O.

(24) E. Skalski, PWA nr 196, 1989.

(25) D. Warszawski: Milczące pytanie, Tyg. Solidarność nr 6, 1989.

----------------------------------------------------------------------

Olgierd Żmudzki

CIACH ICH KOŁKIEM !

Dyskusje nad dziejową rolą Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej
(skrót PZPR - może już ktoś zapomniał ?) powoli zaczynają wygasać,
znikają monopartyjne niegdyś wydawnictwa, koncerny, na budynkach
i ludzkich czołach pozostają coraz bardziej niknące ślady grubej
kreski oddzielające przeszłośc od przyszłości. Czy udało się już
zrobić wszystko ?

Równolegle z politycznymi przesileniami w nasze codzienne życie
wkroczyła telewizja z rozmaitością, także satelitarnych, programów,
z systemem mniej lub bardziej legalnych kaset video. Dotąd tylko
z omówień i opowiadań bardziej bywałych w świecie dowiadywaliśmy się
o wyczynach Jamesa Bonda w walce z komunistycznymi agentami, czy
słuchaliśmy o rzekach krwi ściekającej z ekranów, coraz młodsze rocz-
niki budzą się ścigane przez upiory z Elm Street. Z tej ostatniej
sfery doświadczeń warto przybliżyć receptę na uśmiercanie upiora:
bierze się dobrze zaostrzony kołek i wwierca się w upiorne serce
jeszcze przed zachodem słońca. Udana operacja skreśla nas z listy
potencjalnych mało honorowych krwiodawców.

Po tych wstępnych uwagach przenieśmy się teraz w świat polityczny
II Rzeczypospolitej u schyłku lat trzydziestych. Co ma wspólnego PZPR,
upiory i życie polityczne II Rzeczypospolitej ? Może jednak ma coś ?
W latach 1937-1938 istniały i działały w Polsce trzy partie wyraźnie
lewicowe: Polska Partia Socjalistyczna, Stronnictwo Ludowe i Stronnic-
two Demokratyczne. Działały też partie o wyraźnie prawicowym charak-
terze, wśród nich wyraźnie promoskiewska, totalitarna, dążąca do
przejęcia władzy Komunistyczna Partia Polski. Program tej partii był
tak dalece ekstremistyczny, że nie mógł liczyć na formalne zarejestro-
wanie, KPP działała jako partia nielegalna. Niemal całe dwudziestole-
cie międzywojenne było widownią walk prowadzonych zwłaszcza przez PPS
z KPP, istotą tych walk było strojeniue się przez KPP w fałszywe
piórka działalności prorobotniczej. Szczególne nasilenie walk miało
miejsce w związku ze świętem robotniczym 1 Maja, dochodziło wtedy do
prawie regularnych bójek i walk. Stawka była wysoka, była nią klasa
robotnicza, jej zarówno umysły, jak i serca, a przede wszystkim jej
społeczna siła.

W 1938 roku Stalin rozwiązuje KPP w ramach różnych prowadzonych
w tym czasie czystek, ale w 1943 roku rodzi się wyraźna potrzeba jej
reaktywowania. Ze względu na niedobre skojarzenia z Katyniem, z nazwy
partii wylatuje słowo "komunizm" i tak powstaje Polska Partia Robotni-
cza, oparta w początkach działalności niemal wyłącznie o sympatyków
związków z bolszewicką Rosją. Kamień węgielny pod istotę działania
został w ten sposób wyraźnie położony !

Nowa partia podejmuje działania dokładnie w tym miejscu, gdzie
przerwała ją KPP, a celem tych działań jest przejęcie absolutnej
władzy w sytuacji niesłychanie korzystniejszej niż kiedykolwiek, gdyż
to właśnie Związek Radziecki zdobywał na Niemcach całe terytorium
Polski i on właśnie dyktował w Jałcie warunki.

Znakomita większość Polaków, mimo radości z wyzwolenia, nie zmieni-
ła jednocześnie swoich politycznych zapatrywań, a były one w większoś-
ci wyraźnie antykomunistyczne. Niezależnie od nacisków politycznych
PPR przeprowadziła ciekawą manipulację. Ubrała się w szatki wyzwoli-
cieli chłopów i robotników, doprowadzając do reformy rolnej i nacjo-
nalizacji przemysłu, stosowane przed wojną przez KPP sposoby
prorobotniczych działań uległy wyraźnemu powtórzeniu i rozszerzeniu.
Było to posunięcie niezwykle potrzebne w starciu z centrowym i pra-
wicowym przeważnie społeczeństwem, pozostającym ponadto pod znacznym
wpływem Kościoła katolickiego. W oparciu o polityczny kapitał wynika-
jący z reformy rolnej i nacjonalizacji przystąpiono do bezpardonowej
walki politycznej najpierw ze wszystkimi ugrupowaniami centroprawico-
wymi, Mikołajczyk słusznie przewidywał, czym się to może dla niego
skończyć.

Nieco bardziej finezyjne posunięcia PPR musiała podejmować w sto-
sunku do ruchów określających się w II Rzeczypospolitej jako lewicowe,
choć w przypadku na przykład Stronnictwa Ludowego nie przebierano
w środkach - seria mordów politycznych wyraźnie to stronnictwo rozbi-
ła. Książę mruczał: kogo by jeszcze - cytując znaną nalladę Chyły.
Efektem tych pomruków był kongres zjednoczeniowy w 1948 r., w wyniku
którego PPS przestała faktycznie istnieć w zamian za obecność na wiele
lat Cyrankiewicza na fotelu premiera. Całkowicie podporządkowano
PPR-owi Stronnictwo Demokratyczne, desygnując tam ludzi, którzy nim
kierowali najpierw z ramienia PPR, a potem przez lata - PZPR.

Obraz tych przemian byłby niepełny, gdybyśmy nie wspomnieli o dzia-
łaczach komunistycznych biorących działalność prorobotniczą za całkiem
autentyczną i pełnowartościową monetę. Tych pozbyto się także, choć
nie bez sprzeciwów z ich strony.

W przedwojennym lewicowym gniazdku, w którym siedziały PPS, SL i SD,

teraz usadowiła się zwycięska lewicowa kukułka PPR, przekształcona
następnie w PZPR. Ważne jest także i to, że gdyśmy, nawiązując do
tradycji II Rzeczypospolitej, zapytali, spadkobiercą jakiego ruchu
politycznego jest PZPR, to usłyszelibyśmy równo brzmiące głosy z lewa,
centrum i prawa, że nie ich. Na tym polega ten przedziwny kukułczy
komunistyczny fenomen ! Komunizm jest doktryną jakby z innej planety,
doktryną, której nie można wywieść z dotychczasowych ruchów politycz-
nych. Pojawił się nagle, działa jak kukułka i przepoczwarza się jak
najbardziej złośliwy z wirusów - prawdziwy AIDS życia politycznego XX
wieku !

Problem jest wręcz fascynujący: jak ruch polityczny nie wynikający
z dotychczasowych tradycji przejmuje władzę i rządzi będąc wyraźnie
skłócony z chłopstwem, wyzyskując robotników i inteligencję, nie mając
faktycznego oparcia w żadnej z większych grup, czy warstw społecznych?
Jak komuniści poradzili sobie z rządzeniem większością społeczeństwa
terroryzując ją, a jak utrzymywali spokój oszukując członków
komunistycznej partii, czyli PZPR, którzy stanowili trzon kierowniczej
kadry rządzącej państwem ? Jak udawało się im rządzić tą partią, skoro
postępowali często wbrew podejmowanym uchwałom, omijali tworzone przez
siebie prawa, czy statuty ? Pogrzeb PZPR pod koniec stycznia 199O roku
udowodnił chyba już wszystkim, że rządząca elita może się nawet obejść
bez komunistycznej partii, bez bełkotu partyjnych obrad i partyjnych
składek !

Należy też zadać sobie i inne pytania: jakim prawem kukułcze komu-
nistyczne pisklę po wyrzuceniu z gniazda prawowitych lewicowych
lokatorów przez lata posługiwało się pojęciem: "lewicowy" ? W oparciu
o jakie historyczne i moralne kryteria Klub Parlamentarny, grupujący
byłych członków PZPR, nazwał się Lewicowym ? Czyżby dlatego, że w cza-
sie całej swojej historii z dużym zaparciem zawsze niszczył autentycz-
ne przejawy lewicowości ? A może z tego powodu, że także Stronnictwo
Demokratyczne i ZSL przez dziesięciolecia utraciło całkowicie swój
dawniej prawdziwie lewicowy charakter ?

A może już czas najwyższy wygonić tę komunistyczną kukułkę z lewi-
cowego gniazda ? Może trzebaby wreszcie wyraźnie powiedzieć, że:
Komunistyczna Partia Polski, Polska Partia Robotnicza, Polska Zjedno-
czona Partia Robotnicza, Parlamentarny Klub Lewicy i tworzące się jak
feniks z popiołów Socjaldemokracje nie mają z LEWICĄ nic wspólnego!
Nigdy nie miały, nie mają i nie będą NIGDY miały ! Najwyższy już czas
wykopać tę komunistyczną kukułkę do jej własnego gniazda - kukułczego,
najwyższy już czas wsadzić temu komunistycznemu upiorowi kołek w samo
serce, które nawet i u upiorów leży z LEWEJ strony !

Olgierd Żmudzki
----------------------------------------------------------------------

PRAWDA JEST PROSTA

Alfred B. Gruba

TAKTYKA SALCESONU

Niegdyś, kiedy komuniści byli bardziej pewni swego i wcale jeszcze
nie przychodziło im do głowy, by udawać, że ich nie ma, stosowali
prostą i skuteczną taktykę rozwalania partii niekomunistycznych.
Najpierw sprzymierzali się z nimi pod szczytnymi sztandarami ludowej
demokracji i walki z faszyzmem - cuchnący wódką enkawudzista za pleca-
mi niekomunistycznych polityków odgrywał, oczywiście, swoją rolę.
W rządzie koalicyjnym komuniści obsadzali resorty bezpieczeństwa
i wojska - reszta naplewat', jak mawiał twórca tej metody. Wkrótce
jednak bezpieka wykrywała, niestety, że politycy z "prawicowego"
skrzydła sprzymierzonych z komunistami partii są wrogami ludu, knują
z imperialistami i stwarzają śmiertelne zagrożenie dla ludowej demo-
kracji i walki z faszyzmem. Partyjni koledzy owych "zbrodniarzy"
natychmiast ich potępiali i deklarowali co trzeba, a "wrogowie ludu"
kończyli na ogół z kulą w potylicy. Ale niestrudzony resort bezpie-
czeństwa wykrywał niebawem, że "centrowi" politycy sprzymierzonych
z komunistami partii są wrogami ludu, knują z imperialistami i stwa-
rzają zagrożenie. I znów kolejni "zbrodniarze" kończyli z kulą
w potylicy, a ich pozostali przy życiu i ostatecznie sparaliżowani
strachem partyjni koledzy służyli wiernie komunistom do końca swych
dni.

Schemat powyższy z nieubłaganą monotonią powielany był po roku 1945
w krajach Europy Środkowej, zajętych przez Armię Czerwoną. W tamtych
czasach ludy zamieszkujące ten obszar wiedziały jeszcze co to dobra
wędlina - stąd ów schemat zyskał miano "taktyki salami" i pod tą ape-
tyczną nazwą występuje dotąd, nawet w uczonych rozprawach politolo-
gicznych.

Obecnie czasy bardzo się zmieniły. Komuniści najchętniej uchodzili-
by za reakcyjnych konserwo-liberałów, a ponieważ wiedzą, że nikt się
na to nie nabierze, próbują przyciągnąć na swą stronę jak największą
ilość polityków opozycyjnych, by zniknąć za ich plecami i roztopić się
w tłumie. Nie stosują więc taktyki odrzucania, ale taktykę przycią-
gania, jednak również etapami, plasterek po plasterku - nazwijmy ją
przeto taktyką salcesonu.

Aby przekonać się, że taktyka salcesonu faktycznie jest stosowana,
wystarczy usiąść w fotelu i przebiec myślą ostatnie dziesięć lat. Może
będziemy różnić się w szczegółach, ale wniosek z pewnością będzie taki
sam. Zacznijmy więc naszą podróż w czasie.

Przed 13 Grudnia nastroje antykomunistyczne w Polsce były tak sil-
ne, a ludzie tak zjednoczeni wokół "Solidarności", że szanującemu się
politykowi wprost nie wypadało opowiadać się po stronie czerwonych -
chyba że miał pecha i komuniści nie zdążyli go jeszcze wykopać ze swe-
go towarzystwa (takim pechowcem był chyba Reiff, obecnie szacowny
prezes Związku Sybiraków). Ale już parę dni po wprowadzeniu stanu
wojennego zjednoczone siły opozycji zaczęły się wykruszać i przez parę
miesięcy byliśmy świadkami, jak działacze związkowi mniejszego i
większego kalibru (któż dzisiaj pamięta Brunnego - rzecznika "Soli-
darności", czy Kułaja - przewodniczącego "Solidarności" Rolników ?),
publicznie odszczekiwali swe poglądy w umundurowanej telewizji. Ta
seria została świetnie zwieńczona przez samego Lecha, piszącego jak
kapral do generała - niektórzy badacze gnid uważają teraz, że było to
posunięcie genialne w swej nieprzewidywalności, co jest swoistym przy-
czynkiem do dziejów głupoty w Polsce.

Ważnym elementem taktyki salcesonu było tworzenie koncesjonowanej
opozycji, czyli grup i osób udających opozycję za zgodą komunistów.
Niesłusznie zapomnianym pionierem tej postawy jest prorok skrajnego
liberalizmu, Korwin-Mikke. Już wiosną 1982 r., gdy za miniaturowy
opornik w klapie marynarki można było stracić zęby i wolność, po kraju
krążyła bibuła liberałów z dokładnym adresem wydawcy na okładce - był
nim oczywiście Korwin-Mikke. Niech nas nie zmyli, że broszury a póź-
niej książki "Oficyny Liberałów" nie wychwalały komunizmu. W taktyce
salcesonu nie chodzi wszak o to, by było więcej komunistów - wprost
przeciwnie, chodzi o to by mieli się oni za kim schować. A skoro już
mówimy o obecnym liderze Unii Polityki Realnej, to warto przypomnieć,
że był on również pionierem innej formy współpracy z komuną: publi-
kował w prasie reżimowej lata całe przed innymi asami tak zwanej
"opozycji".

Innym zapomnianym prekursorem jest Aleksander Hall (teraz minister
w "naszym" rządzie, bohatersko broniący komunistów przed wywłaszcze-
niem z partyjnego majątku), który będąc członkiem konspiracyjnych
władz "Solidarności" Rejonu Gdańskiego, zdezerterował śmiało z podzie-
mia już w 1984 r. Wykazał w ten sposób o wiele większy polityczny ref-
leks niż ubóstwiany wówczas "Adaś", bo Michnik z pożałowania godnym
zacietrzewieniem pisał akurat głośny list opluwający swego przyszłego
partnera - Kiszczaka. Ale trzeba mu oddać sprawiedliwość: szybko po-
szedł po rozum do głowy i jeszcze w 1984 r., po zwolnieniu z więzienia
rozpoczął (w towarzystwie Frasyniuka i Lisa) rokowania z "dobrymi" ko-
munistami na temat sprzedaży podziemia. Niestety, w swym nowatorstwie
nieco się zagalopował, bo "źli" komuniści byli jeszcze silni i aresz-
towali go wraz z kolegami w trakcie dobrze zapowiadających się rozmów
(luty 85).

Pobyt w więzieniu miał zbawienny wpływ na poglądy "Adasia", bo stał
się pierwszym opozycjonistą, który dostrzegł nową światłość ze wscho-
du: błyszczącą łysinę Gorbiego. Wyprzedził w tym o pierś największego
opozycjonistę wśród sowietofilów - Drawicza, za co ma teraz swoją
"Gazetę" a Drawicz tylko nieswoją telewizję.

Kuroń, jak zwykle, trochę się spóźnił, bo wyścig na drugą stronę
rozgorzał już na dobre, gdy ukazał się jego "Krajobraz po bitwie", ob-
wieszczający zdumionemu światu śmierć całkiem jeszce żywej "Solidar-
ności" i wysuwający nieprzystojne propozycje pod adresem komuny.
Zresztą, nawet w tym nie był całkiem oryginalny, bo jego tezy zostały
wcześniej przedstawione w oświadczeniu władz podziemnej "Solidarności"
Regionu Mazowsze (grudzień 1985). Kto późno przychodzi, sam sobie
szkodzi - dlatego Kuroń teraz warzy zupki dla ubogich i pociesza
emerytki.

I tak, plasterek po plasterku, maleje opozycyjna elita. Marcin Król
dostaje wreszcie upragnioną zgodę na to, by jego "Res Publica" (zresz-
tą nie ukazująca się po 13 Grudnia) dostąpiła zaszczytu ocenzurowania
(1987). Wkrótce potem opozycyjny guru Geremek śmiało występuje z pro-
jektem pomocy czerwonym ("pakt antykryzysowy" - 1988) - nikt już nie
pamięta, że tą samą ideę wysunęła już w 1983 r. anonimowa "Grupa
Publicystów Politycznych", był to jednak wyraźny falstart. Taktyka
salcesonu rozwija się systematycznie, etap po etapie, i nadgorliwcy
dostają po nosie.

Inni nadgorliwcy próbowali załapać się do "rad konsultacyjnych"
(najpierw przy przewodniczącym Rady Państwa a potem przy wojewodach),
ale wtedy szybko powściągnęły ich opozycyjne autorytety: kolaborować
owszem - ale wszyscy razem, zgodnie, jak jedna drużyna. Oczywiście
"drużyna Lecha", ale nie wyprzedzajmy faktów, bo narazie Lechu ciągle
coś rozwiązuje, likwiduje i powołuje miotając się między potrzebą
społecznego poparcia a wymaganiami komunistów. Wreszcie mianuje Komi-
tet Obywatelski przy swej najjaśniejszej osobie - nie jest to bynaj-
mniej opozycyjny gabinet cieni, ale zespół przygotowujący największą
zdradę od czasów Targowicy.

I oto nadchodzi 1988 rok. Okrągły stół, jak UFO, pojawia się na
jesiennym niebie, niektórzy go widzą, inni krzyczą że to oszustwo. Ale
ci, którzy go wymyślili, nie chcą zasiadać sami na tej oślej ławie
polskiej historii. Obkom przy Najjaśniejszym Przewodniczącym wynajmuje
Moczulskiego by do Okrągłego Stołu zaciągnął tę resztę opozycji, która
nie uległa jeszcze taktyce salcesonu. Na szczęście nic z tego nie
wyszło. Tymczasem okrągłostołowe UFO raz opada, raz znika w chmurach,
by wreszcie z szumem wylądować 6 lutego 1989 r. i migać kolorowymi
światełkami aż przez 59 dni. Nie trzeba chyba dodawać, że wszystkie
transakcje kupna i sprzedaży uzgodniono wcześniej.

Teraz tama pęka. W dzikiej euforii walą wszyscy na drugą stronę,
kto pierwszy ten lepszy, kto szybszy ten zrobi sobie zdjęcie z Lechem,
w nagrodę zasiądzie w 35-procentowym Sejmie lub 1OO-procentowym Sena-
cie i będzie mógł wybrać Jaruzelskiego na prezydenta.

"Nasz" Sejm, gdzie co najmniej 65% to komuniści i ich sługusy,
"nasz" rząd, gdzie kluczowe resorty i większość stanowisk zajmują
komuniści i ich sługusy - czyżby to miał być naturalny kres taktyki
salcesonu ? Nie, bo ciągle jeszcze rzesze niezadowolonych demonstrują
na ulicach, a obaliwszy wszystkie pomniki, jakie pozwolono im obalić i
odebrawszy partii komunistycznej wszystkie budynki, które komuniści
chcieli oddać - mogłyby zagrozić tak pięknie rozwijającej się linii
porozumienia. Jedni twierdzą, że burzliwe demonstracje jesieni 1989 to
głos ludu, inni - że głos tych, którzy mieli słaby refleks i nie
zdążyli zrobić sobie zdjęcia z Lechem.

Rozstrzygnięcie wątpliwości nadeszło szybko - wraz z kolejnym eta-
pem taktyki salcesonu. Ogłoszenie wyborów do gmin powoduje kolejny
wybuch entuzjazmu i kolejny szaleńczy wyścig: tym razem już nie damy
się wyprzedzić, tym razem my będziemy pierwsi ! Niezłomni opozycjo-
niści, jeszcze parę miesięcy temu z niesmakiem odwracający się od
posłów OKP, jeszcze parę tygodni temu stwarzający fakty o znaczeniu
ogólnopolskim, teraz stają w szranki rywalizacji o fotel radnego w
gminie ! Cóż z tego, że nie da się sformułować żadnego sensownego
programu, bo nie są jeszcze gotowe ustawy o finansach gminy. Cóż z
tego, że kandydaci spoza obkomów nie mają żadnych szans. Cóż z tego,
że przywódcy organizacji o zasięgu krajowym będą wyglądać zgoła gro-
teskowo, dyskutując na spotkaniach wyborczych o (skądinąd ważnym)
pisuarze na rynku. Najważniejsze, że się pokażą (całe dwie minuty w
lokalnej telewizji !), że wystąpią na legalnym wiecu, że "zaistnieją",
że się "załapią", że wychyną z podziemnego mroku prosto w światła ref-
lektorów. Ze ściganego konspiratora choć na chwilę przeistoczyć się w
kandydata na radnego - czyż to nie cudowne ? Jakże tanio można się
sprzedać ...

Ciąg dalszy łatwo przewidzieć. Ci, którzy oprą się i tej pokusie,
będą kuszeni dalej - już zapowiadane są kolejne "wolne wybory", tym
razem do fasadowego parlamentu. Personalna karuzela musi przyśpieszyć
obroty, bo wielu jeszcze chciałoby zasiąść w sali na Wiejskiej, prze-
mówić z sejmowej mównicy i mieć to boskie uczucie, że jest się ważną
personą... A ci, którzy wciąż nie będza chcieli się poddać, będą ku-
szeni innymi mirażami: prezesura, ministerstwo, fotel premiera, prezy-
dentura - państwo ma sporo stanowisk, które można obiecywać naiwnym,
dla każdego coś się znajdzie.

Aż wreszcie zostaną najwytrwalsi, osamotnieni, sczerniali i pokie-
reszowani jak skały na pustyni. Zdarzało się, może tylko w legendzie,
że właśnie oni zwyciężali. A nawet jeśli nie, to właśnie oni tworzą
historię.

kwiecień 199O Alfred B. Gruba

----------------------------------------------------------------------
Olgierd Żmudzki

III RZECZPOSPOLITA - Wersje A i B

Prawdziwość i słuszność społecznych teorii zawsze weryfikowała
praktyka, koncepcje ideologiczne, które wydawały się czasami bardzo
słuszne nie chciały się jednak następnie sprawdzać w społecznej
praktyce. Przez wieki obowiązywała kolejność: najpierw teoria, a potem
jej praktyczna realizacja. Wiek XX przyniósł w tej materii prawdziwe
odkrycie, które zaskoczyło cały świat: grupy kilku czy kilkunastooso-
bowe w ciągu kilku lat osiągały władzę w dużych państwach, które
następnie przystępowały do podporządkowania sobie całych kontynentów.
Mowa tu o faszyzmie i komunizmie. Wiemy na temat ich podobieństw
i różnic wiele, ale ucieka nam ich cecha najbardziej istotna, decydu-
jąca o powodzeniu tych ruchów, tą cechą jest niezwykle daleko posunię-
ty pragmatyzm. Siłą tych ruchów było od początku rozpoczynanie działań
od praktyki, od możliwości wykorzystywania nadarzających się okazji,
a dopiero potem dostosowania do zaistniałych faktów odpowiednio spre-
parowanej ideologii. Słabością tych ruchów było w przypadku faszyzmu,
a jest w przypadku komunizmu uleganie wpływowi wymyślonej na doraźny
tylko użytek teoriom.

Koniec faszyzmu zaczął się z chwilą, gdy Hitler w Niemczech uwie-
rzył w realizację tysiącletniej Rzeszy, a Mussolini we Włoszech - w
kontynuację ponad dwutysiącletniego Imperium Rzymskiego, smok faszyzmu
zaczął ginąć, bo wziął się za zjadanie własnego ogona !

Nieco inaczej potoczyły się losy komunizmu, który działał w sposób
nieco bardziej elastyczny, mit zastąpienia ustroju kapitalistycznego
przez komunizm był tu dorobioną ideologią, ale w momencie, gdy okazała
się niemożliwa do realizacji, nastąpiły odpowiednie dostosowania te-
orii do praktyki. Istotą komunistycznego państwa była nacjonalizacja,
poza może polskim rolnictwem w komunistycznym obozie znacjonalizowano
niemal wszystko. Efekt takich działań okazał się mocno wątpliwy.
Gospodarka oparta o niemal wyłącznie państwową wartość okazała się
niewydolna nie tylko w rolnictwie, czy przemysłach rynkowych, co by
można jeszcze przeboleć, lecz także w osiąganiu światowego postępu
technologicznego. Wyszło na jaw, że przy pomocy presji administra-
cyjnej i politycznej nie można znusić podporządkowanych sobie ludzi do
twórczej i wydajnej pracy. Ten próg okazał się dla ustroju totali-
tarnego nie do przeskoczenia. Jak go pokonać nie tracąc równocześnie
pełni władzy ? To pytanie dręczy po nocach przywódców komunistycznych
prawie od ćwierćwiecza. Podstawą tych przemian była radykalna zmiana
nomenklatury. Polska stała się swoistym poletkiem doświadczalnym
w dziedzinie eksperymentów nomenklaturowych, w żadnym z państw komu-
nistycznych nie przeprowadzono na taką skalę eksperymentu w prze-
kształcaniu nomenklatury starej w nową, a ostatnio najnowszą.

Nomenklatura stara: Mechanizm tworzenia się nomenklatury we wszystkich
państwach komunistycznych był podobny, do jej szeregów trafiali
najpierw ci, których dotychczasowy porządek społeczny wyrzucał poza
pierwszą społeczną linię. Podstawą jej tworzenia była więc wyraźnie
selekcja negatywna. Nierzadko zamiast cytowanej do znudzenia dyktatury
ploteriatu mieliśmy w praktyce do czynienia z faktyczną dyktaturą
lumpenproletariatu. Trzon takiej nomenklatury stanowili Bierni,
Mierni, ale Wierni, a hierarchia posługiwała się także mechanizmem
negatywnej selekcji, charyzmatycznego przywódcę otaczała grupa ludzi
mniej od niego wybitnych, ci dążyli do współpracy z jeszcze mniej
wybitnymi, a w efekcie na najniższym szczeblu władzy kadra kierownicza
nie odbiegała umysłowym poziomem od stołków, na których siadywała.
Zdarzały się, oczywiście, pewne wyjątki, tak jak to było, na przykład,
w wypadku Cyrankiewicza, ale potwierdzały one jednak obowiązującą
regułę. Tego typu nomenklatura miała też pewne zalety, przede wszyst-
kim była tania, przy pomocy dorabianej do faktów ideologii utrzymywano
w posłuchu nie tylko całe społeczeństwo, ale także większość niezbyt
lotnej umysłowo przedstawicieli nomenklatury, których byt codzienny
niewiele różnił różnił się od skromnego bytu ludzi, których nadzorowa-
li w komunistycznym więzieniu. Tymczasem świat zaczął umysłowo
i technologicznie gwałtownie uciekać, potrzebne były mechanizmy przy-
stosowawcze do nowej sytuacji. Zaczęto eksperymentować w ramach obozu
komunistycznego, ale propozycja Dubczeka - radykalnych przemian
politycznych nie znalazła w 1968 roku uznania, natomiast eksperyment
zaproponowany przez Gierka, otworzenia się ekonomicznego i technolo-
gicznego w kierunku zachodnim, znalazł życzliwe poparcie. W ten sposób
zostały stworzone warunki do powstania

Nomenklatury nowej.

Cechą bardzo istotną tej nomenklatury było odrzucenie hierarchii poli-
tycznej. Nowy, charyzmatyczny przywódca zdobywał po cichutku dawniej
mu niepotrzebny dyplom wyższej uczelni i zaczął się otaczać doktorami
i profesorami. Nastąpiła zamiana selekcji negatywnej na selekcję
pozytywną. Dla starej nomenklatury oznaczało to jedno: będzie musiała
odejść ! Proces eliminacji członków starej nomenklatury, zapoczątkowa-
ny jeszcze przez Gierka, trwał niemal do chwili obecnej i jest aktu-
alnie na ukończeniu. Niezależnie od wymogów intelektualnych członkowie
i kandydaci na członków w pełni nowej nomenklatury zostali uczuleni
i poinformowani o tym, że polityczna i administracyjna władza, dająca
różne profity i korzyści, wcale nie będzie trwała wiecznie, że jeśli
chcą być faktyczną, czyli rządzącą nomenklaturą, muszą się nauczyć
robić pieniądze i wykorzystywać je dla utrzymywania i poszerzania
społecznych wpływów. Lata siedemdziesiąte to okres szkolenia ekono-
micznego nowej nomenklatury, która w latach osiemdziesiątych okazała
się gotowa do działania,

Dużym nakładem propagandowym starano się nas przekonywać, że komu-
nizm był najpierw teorią, a następnie jej praktyczną realizacją, stąd
twierdzenia, że jest akurat odwrotnie, może się wydać mało wiarygodne.
W procesie tworzenia się nowej nomenklatury nastąpiło zjawisko zdecy-
dowanego prymatu praktyki nad teorią. Teoria komunistyczna w sposób
wyjątkowo zdecydowany zawsze rozprawiała się z własnością prywatną.
Masy i przedstawiciele niskich szczebli nomenklatury starego typu
utrzymywane były w biedzie, luksus dostępny był wyłącznie przedstawi-
cielom komunistycznej elity. Cały system polegał na tym, aby bogaciło
się tylko państwo, a biednieli obywatele. W takim to systemie Gierek
nagle rzuca przedstawicielom nowej nomenklatury hasło: bogaćcie się !
Od tego, ile się wzbogacicie będzie zależał wasz społeczny prestiż,
aby nie wypaść ze zwartych szeregów, rozpoczęto walkę nie tylko
o dyplomy, ale też o osobiste majątki. Jak jednak się wzbogacić
w kraju, którego podstawą jest utrącanie takich dążeń ? Można to
zrobić wyłącznie nielegalnie kosztem bądź społeczeństwa, bądź państwa
co w sumie wychodzi na jedno. Wymiar sprawiedliwości został zawalony
działaniami zmierzającymi do tuszowania licznych gospodarczych afer,
między członkami nowej nomenklatury a przedstawicielami odradzającej
się przy okazji inicjatywy prywatnej powstały liczne sojusze i układy,
które pozwalały bogacić się i tym i tym. Niezwykle trudno byłoby,
jeśli to w ogóle możliwe, doszukać się ideowych podstaw takich związ-
ków, w tej właśnie dziedzinie praktyka zwyciężyła zdecydowanie jaką-
kolwiek teorię. Rozwój motoryzacji, konta dolarowe, wycieczki
zagraniczne, budowa licznych domów, wszystkie te dobra doczesne roz-
drapywane między nową nomenklaturą, a powstającym jak feniks z popio-
łów sektorem prywatnym i zdominowały życie społeczne lat
siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Przy pomocy tych mechanizmów
tworzył się grunt dla tworzenia jeszcze nowszej

Nomenklatury OKP-owskiej.

Lata osiemdziesiąte były okresem przystosowania się komunistycznej
władzy do realiów praktycznych. Powstanie "Solidarności" jako nowego,
atrakcyjnego społecznie ruchu, stało się okazją do dokonania ciekawego
manewru. Działania zmierzające do wzbogacania się nowej nomenklatury
zostały gwałtownie zintensyfikowane akcją tworzenia spółek nomenkla-
turowych. W kolejnych reformach dążono do zmniejszania wartości
majątku produkcyjnego znacznie ograniczając środki na amortyzację.
Niemała część produkcyjnego majątku została wręcz zdekapitalizowana,
co bardzo ułatwiało jego następnie przekazanie nomenklaturowym spółkom
nieodpłatnie. Dalsze operacje w tym zakresie scedowano na nomenklaturę
najnowszą - OKP-owską. Wejście w sojusz z przedstawicielami dotych-
czasowej opozycji był procesem planowanym przez lata. Do rozwiązania
i to zdecydowanego stały w kolejce dwa problemy: stara nomenklatura
i rezygnacja ze sprawowania władzy przy pomocy politycznych i adminis-
tracyjnych metod i nacisków. Bez rozwiązania tych dwóch problemów nie
można byłoby liczyć na efektywną pomoc czołowych krajów świata
w rozwiązaniu problemów gospodarczych sprokurowanych przez utrzymującą
się wyłącznie państwową własność w przemyśle. Prywatyzacja stała się
hasłem dnia, czy można byłoby w komunizmie wymyśleć coś bardziej z nim
sprzecznego ? Znowu praktyka i potrzeba chwili góruje nad teorią !
Nowa, OKP-owska nomenklatura nie działa, oczywiście, całkowicie samo-
dzielnie, kluczowe stanowiska i resorty w państwie są jeszcze nadal
w ręku nowej nomenklatury komunistycznej, spełnia jednak wiele poży-
tecznych funkcji. Jedną z tych fukcji jest oczyszczanie stanowisk
z przedstawicieli starej nomenklatury. Tę funkcję przedstawiciele
dawnej opozycji pełnić będą z dużą wewnętrzną przyjemnością. Istotą
porozumienia zawartego w Magdalence było rozpoczęcie procesu oddawania
władzy politycznej i administracyjnej przez nową nomenklaturę komu-
nistyczną przy zachowaniu przez nią pełni ekonomicznych wpływów.
Z umowy tej nomenklatura OKP-owska wywiązuje się, jak dotąd, wyjątkowo
rzetelnie. Takie posunięcia jak likwidacja możliwości przepadku mie-
nia, czy utrzymywanie wysokich rent i emerytur przez funkcjonariuszy
dawnego establishmentu są najlepiej widocznymi tego przejawami. Proces
ten będzie postępował zgodnie z zawartymi umowami, z czasem wycofają
się z politycznego życia Jaruzelski czy Kiszczak, ale za to Baka czy
Balcerowicz będą znacznie dłużej aktywni w życiu gospodarczym, broniąc
interesów nowej komunistycznej nomenklatury u samego finansowego
żłobu.

Ewolucje komunizmu przystosowujące go do kolejnych potrzeb prak-
tycznych można by ułożyć w pewien logiczny ciąg. Na początku mieliśmy
do czynienia ze Wspólnotą pierwotną,

która znalazła swój praktyczny wyraz w porewolucyjnej wspólnocie
wojennej. Optymiści bąkali przy okazji coś o wspólnych kobietach !
Kolejnym etapem było

Niewolnictwo,

wprowadzone przez system stalinowski. który nie liczył się ludzkim
życiem obojętne, czy było to życie rosyjskiego chłopa, który nie
chciał kołchozów, czy polskiego oficera siedzącego w obozie pod
Katyniem. Feudalizm socjalistyczny w swoich początkach w obozie
związany był w obozie z Chruszczowem, a u nas z Gomułką. Mechanizm
rządzenia oparto na skąpo udzielanych przywilejach, które wydzierali
sobie terenowi władcy województw i powiatów. Gierek przeprowadził
u nas reformę administracyjną tylko w tym celu, aby te feudalne
struktury rozbić tworząc nowy, podległy sobie system centralnej
monarchii. Nad rozwiązaniem tego problemu biedzi się w ZSRR obecnie
Gorbaczow. W tego typu przemianach jesteśmy w całym obozie zdecydo-
wanie do przodu ! Nie przechodziliśmy etapu cofania się przemian tak
jak było w ZSRR dzięki Breżniewowi.

Wypadnie teraz bliżej przyjrzeć się feudalnemu etapowi komunistycz-
nego rozwoju, jedną z jego przemian już zasygnowaliśmy, przechodzenie
od samodzielnych województw i powiatów rządzonych przez lokalnych
kacyków i przywódców do monarchii absolutnej i sprawnej w realizacji
poleceń państwowej i politycznej góry. Ciekawy był jednak sam mecha-
nizm funkcjonowania takiego układu, w którym władza czuła się w swojej
istocie rozdawczynią przywilejów. Totalne zbiurokratyzowanie codzien-
nego życia miało w istocie na celu uzmysłowieniu obywatelom, że nie
mają do niczego prawa, że prawo do wszystkiego ma państwo, które może
je, lub nie, łaskawie udzielać. System łapówek, afer gospodarczych
rozrastał się na wszystkie dziedziny życia, pracownicy tych dziedzin
życia, w których nie przyjęło się branie łapówek, czuli się życiowo
pokrzywdzeni przez los. Ze szczególną pasją system ten walczył z włas-
nością prywatną i takąż działalnością gospodarczą. Ze wszystkich praw
- prawo własności znajdowało się na szarym końcu. Wywłaszczanie,
domiary, obowiązkowe dostawy, to była codzienność tego systemu. Nisz-
cząc działalność gospodarczą niszczył też życie umysłowe, zwłaszcza
w Polsce ze szczególnym upodobaniem stawiano pracę umysłową zdecydo-
wanie niżej od fizycznej. Prowadziło to do rosnącego opóźnienia
cywilizacyjnego. Wyższe uczelnie kończyło kilkakrotnie mniej absol-
wentów z każdego rocznika niż w krajach cywilizacyjnie przodujących.
Absolwent wyższej uczelni szedł następnie do pracy dającej mu małe
twórcze impulsy, w przestarzałym przemyśle, przy użyciu nienowoczes-
nych urządzeń. Otrzymywał następnie wynagrodzenie, które z trudem
starczało mu na życie uniemożliwiając poprzez zakup książek i lite-
ratury fachowej utrzymywanie się choćby na osiągniętym na uczelni
poziomie. Feudalny socjalistyczny mecenas nie spełniał swoich funkcji,
dystans między najbardziej rozwijającymi krajami a komunistycznym
obozem, a w tym zwłaszcza Polską, gwałtownie się zwiększał. Może to
właśnie dlatego Polska została wyznaczona do eksperymentów ? Może
zadecydowało o tym przeważnie prywatne rolnictwo ? Faktem jest, że
decyzja taka zapadła. Oznaczała ona rozpoczęci ewolucji z socja-
listycznego feudalizmu do socjalistycznego kapitalizmu. Trwające dwa
dziesięciolecia wysiłki zmierzają obecnie do efektywnego finału - od-
dania powiązanej z komunistami opozycji pełni władzy politycznej
i administacyjnej i rozpoczęcie rządzenia państwem tylko przy pomocy
domiminujących w życiu ekonomicznym wpływów. Cały antykomunistyczny
świat jak byk na arenie nagonił się za czerwoną, komunistyczną szmata,
by teraz, skonany i wymęczony, patrzeć jak komunistyczni torreadorzy
grają mu na nosie !

Jesteśmy już coraz bliżej stworzenia trwałej:

III Rzeczypospolitej w wersji A,

której istota sprowadza się do układu społecznego akceptowanego przez
społeczeństwo i najbardziej znaczące państwa świata, a wyrażającego
się w podziale władzy w państwie pomiędzy nomenklaturę OKP-owską
a nową nomenklaturę komunistyczną. Obie nomenklatury będą ze sobą
współpracować i zobowiązały się wzajemnie nie czynić sobie szkód. No-
menklaturze OKP-owskiej wystarczy pełnia władzy politycznej i adminis-
tracyjnej, nowej nomenklaturze komunistycznej sprawowanie pełnej
kontroli nad życiem gospodarczym, przy stałym przejmowaniu we władanie
prywatne państwowej dotąd własności przemysłowej. Gdyby ten system
przekształceń sprawdził się w laboratoryjnej skali Polski, to w nie-
długim czasie mógłby zostać upowszechniony w ramach całego komunis-
tycznego imperium. Istnieje jeszcze tylko drobna sprawa - zgody całego
społeczeństwa na takie przekształcenia, zwłaszcza, że muszą się one
odbywać w atmosferze znacznego zubożenia tegoż społeczeństwa. Nie ma
społecznej zgody na taki program, nawet jeden z posłów obecnego Sejmu
zauważył, że trudno o akceptację sytuacji, kiedy ci sami ludzie,
którzy niedawno wydawali rozkazy, aby strzelać do robotników, będą
teraz jako właściciele fabryk wyrzucać ich na bruk. Rzeczpospolitą
w wersji A buduje się mimo braku społecznej akceptacji na totalne
uwłaszczenie komunistycznej nomenklatury poprzez przekazanie im praw
własńości do państwowej dotąd własności zwłaszcza środków produkcji.
Z ekonomicznego punktu widzenia jest to operacja całkowicie bezsen-
sowna, gdyż jednego monopolistę - socjalistyczne państwo zastąpi
inny - socjalistyczny, powiązany wzajemnymi układami nomenklaturowy
współwłaściciel. Nadal operacje finansowe będą sprowadzały się do
przekładania pieniędzy z jednej kieszeni do drugiej, nadal nie będzie
możliwości tworzenia zalążków choćby gospodarki rynkowej. Przemiany
komunistycznego państwa w państwo quasi demokratyczne, posiadające
gospodarkę quasi rynkową jest działaniem obliczonym na niezbyt długą
perspektywę. Przez jakiś czas dadzą się oszukiwać obywatele, gwał-
townie ubożejący, przez jakiś czas czołowe państwa świata będą
udzielały pożyczek, czy umarzały długi. W końcu prawda o grze pozorów
wyjdzie na jaw ! Chociaż przykłady totalnej krótkowzroczności wielu
czołowych przywódców świata nie są takie rzadkie, pamiętajmy, że bar-
dzo długo Stalin cieszył się uznaniem i autorytetem, nie przyjmowano
do wiadomości informacji o obozach zagłady zorganizowanych przez
Hitlera. Willi Brandt przestał być kanclerzem, bo się okazało, że jego
osobisty sekretarz był NRD-owskim agentem, może teraz, z tym samym
sekretarzem ponownie wejdzie na stołek kanclerski ? Świat chce być
oszukiwany, więc go oszukujmy ! - to dewiza stosowanna przez komunis-
tów na znaczną skalę.

Co ma jednak począć zwykły, szary obywatel, nieustannie atakowany
przez dobrze wyszkolonych propagandzistów, którzy się starają go
przekonać jak bardzo się stara o niego premier Mazowiecki, jak dużo
pracuje minister Kuroń, ile wdzięku ma pani minister-rzecznik Niezabi-
towska, jak bardzo zapracowany jest Sejm i Senat. Ponadto OKP-owskie
gazety przekonują go, że lepiej przekazać na własność cały przemysł
komunistycznej nomenklaturze, niż miałby się on jako państwowy
marnować. Od tego szumu i chaosu może się przewrócić w głowie. I o to
chodzi ! Jak wyjść z tego labiryntu informacji ? Pomyślmy spokojnie
przez chwilę, jaka powinna być ta nasza, wymarzona

III Rzeczypospolita, wersja B.

Czym powinna charakteryzować się władza, która swoją antykomunistycz-
ność nie tylko deklaruje, ale także, w odróżnieniu, realizuje ?

Na początek możemy stwierdzić tylko, czego rzeczywiście nowa władza
NIE zrobi - przede wszystkim nie usiądzie w fotelach jeszcze ciepłych
po tyłkach władzy dotychczasowej i NIE rozpocznie działań poprzez
wykonywanie dokładnie wszystkich zaleceń ekspertów starej władzy tak
jak zrobił to OKP.

Nowa, niekomunistyczna władza jako swój pierwszy krok podejmie
działania związane z oceną i wyceną całej państwowej komunistycznej
własności. Anuluje wszystkie decyzje podejmowane w zakresie przejmowa-
nia i nacjonalizacji prywatnej własności dążąc do uzgodnienia z byłymi
właścicielami nacjonalizowanego przemysłu i rozdzielanej ziemi, lub
ich prawnymi spadkobiercami do uzgodnień w zakresie ich zwrotu,
ewentualnie finansowej rekompensaty. Rozliczenia takie winny obejmować
także zwrot korzyści czerpanych przez państwo w całym okresie użyt-
kowania prywatnej własności, wraz z odsetkami i procentami.

Kolejnym krokiem nowej, niekomunistycznej władzy będzie ocena
i wycena ludzi pracujących w państwowych zakładach, którym wypłacany
zarobek wraz ze spożyciem zbiorowym nie rekompensował nawet 5O %
ponoszonego przez nich wysiłku. Dotyczy to zwłaszcza pracowników przez
lata pracujących w warunkach szkodliwych dla zdrowia, ale nie tylko,
także rolników zmuszanych do obowiązkowych dostaw. Są w naszym społe-
czeństwie rachunki ekonomicznych krzywd nie do naprawienia, całych
pokoleń dzieci wyrosłych na ulicy, bo ich rodzice zarabiali na skromną
egzystencję. Nowa władza musi podjąć się spłacania wszystkich tych
rachunków z państwowej komunistycznej własności.

Kolejnym krokiem, przed którym nowa władza się nie będzie mogła tak
jak obecna wykręcić, jest problem likwidacji wszystkich powstałych
spółek nomenklaturowych i przeznaczenie ich majątku jako część skarbu
państwa. Może podjąć tylko jedną decyzję - totalną likwidację tych
spółek, jakiekolwiek inne działania w tym zakresie ją zdyskredytują
w oczach społeczeństwa !

Warto, aby nowa władza podjęła też działania likwidujące podstawy
społecznej siły dotychczasowej komunistycznej władzy, poprzez przepro-
wadzenie akcji powszechnej deklaracji podatkowej o posiadanym majątku
i źródłach jego pochodzenia, z którego to majątku każdy z obywateli
III Rzeczypospolitej w wersji B miałby obowiązek się rozliczyć wstecz,
aż do dnia swojego urodzenia. Ustrój socjalistyczny czy komunistyczny,
niezależnie od tego jak go nazwiemy, polegał na działaniach zmierza-
jących do tego, aby państwo stało się bogate, a przeciętny obywatel
biedny. Istnienie w socjalistycznym państwie grupy zamożnych osób
wynikało z działań na trzech polach: poprzez ciężką pracę - stąd
powstała niewielka zamożność niewielkiej grupy osób. Dwa pozostałe
źródła bogactwa, to pieniądze rodzące następne pieniądze i polityka,
czyli powiązania nomenklaturowe. Dwie grupy zaradnych ludzi zagarniały
to, co w innym przypadku zagarnęłoby socjalistyczne państwo. Obie
grupy działały jednak w wyraźnej kolizji z prawem i na szkodę całego
społeczeństwa. Być może odzyskanie tego mienia może być trudne,
niemniej potrzeba podjąć takie działania w interesie społecznym.
Dziesiątki, może nawet setki tysięcy obywateli naszego kraju zdobyły
majątek w sposób sprzecznyu z obowiązującym prawem i tego majątku nie
chcą utracić. Nowa władza musi podjąć działania zmierzające do roz-
wiązania tego problemu, gdyż fakt wejścia w nieprawne posiadanie
majątku był straszakiem, przy pomocy którego przez dziesięciolecia
komunistyczne nomenklatury szantażował tych ludzi, zmuszając ich do
łapownictwa i innych na swoją korzyść świadczeń. Na tym polegała owa
dziwna symbioza komunistów i prywaciarzy !

Określenie posiadanego majątku i źródeł jego pochodzenia w dekla-
racji podatkowej, której fałszowanie nie będzie się nikomu opłacać,
doprowadzi do sytuacji, gdzie pewna część posiadanych dóbr nie będzie
znajdowała pokrycia w legalnych dochodach. W takiej sytuacji jedynym
racjonalnym rozwiązaniem będzie udzielenie takiemu obywatelowi nisko-
oprocentowanej pożyczki do pełnej wartości posiadanych dóbr, ze zobo-
wiązaniem spłacenia jej w ratach rozłożonych na lata, a nawet,
w skrajnych przypadkach, na dziesięciolecia. W ten sposób będzie
zlikwidowany ewentualny inflacyjny nawis, a ponadto kraj zyska zamiast
kilkuset złodziei drżących o jutro, kilku tysięcy o pojutrze i kilku-
set tysięcy o resztę życia - kilkaset tysięcy przykładnych obywateli,
spłacających zaciągnięte niegdyś pożyczki. Komunizm po tym pociągnię-
ciu straci swoją społeczną bazę, a ludzie znormalnieją, nie będą się
bać innym prosto w oczy patrzeć !

To tylko kilka pierwszych posunięć nowej, rzeczywiście niekomu-
nistycznej władzy. Czy mamy jakąkolwiek szansę na to, aby mogła kiedyś
w naszym kraju zacząć funkcjonować ? Sęk w tym, że zarówno władza
komunistyczna, jak komunistyczno-OKP-owska opiera się w naszym kraju
na niewielkiej grupie ją popierającej rzeczywiście i bez zastrzeżeń.
Cały naród trzymany jest w ryzach przy pomocy działań politycznych,
administracyjnych, zwłaszcza zaś ekonomicznych, ale głównie przy
pomocy propagandy, która swoimi mechanizmami podporządkowuje ludzi
uważających się za intelektualistów, nie mówiąc nawet o jeszcze więk-
szym wpływie na ludzi prostych. Im szerzej będziemy docierać z rzeczo-
wą informacją do większej rzeszy ludzi, tym prędzej ten propagandowy
domek z kart padnie, a potem wypadnie już tylko realizować hasło:
Proletariusze, czyli wszyscy zwykli obywatele krajów komunistycznych,
łączcie się !

Olgierd Żmudzki

----------------------------------------------------------------------
Jan Kalemba

WIERNY SOJUSZNIK

W komunistycznej propagandzie lat powojennych PRL przedstawiano
zawsze jako głównego partnera ZSRR w bloku wschodnim. Rola taka byłaby
konsekwencją potencjału demograficznego i gospodarczego Polski oraz
biegnących tędy tras komunikacyjnych o znaczeniu strategicznym.
Napisałem "byłaby", gdyż, oczywiście, tak by było, gdyby Sowiety
rzeczywiście chciały w nas mieć partnera. Jak jednak wiemy - z różnych
przyczyn, w tym również naszej "miłości" do Rosji i jej imperialnych
ambicji - ZSRR wolał mieć tu wasalnie podporządkowaną strukturę admi-
nistracyjną upozorowaną na samodzielne państwo.

Obecni administratorzy naszego kraju, wykreowani na "władzę" w wy-
niku ugody o nieujawnionej treści, ogłaszają się wszem i wobec
sprawcami przełomu w stosunkach sowiecko-polskich, od którego mieliśmy
się stać suwerennym podmiotem, a więc autentycznym partnerem. Sowieto-
filstwo teraźniejszej ekipy jest ponoć wyrazem racji stanu, a nie
przymusu, jak onegdaj. Są jednak przesłanki, aby sądzić, iż jest to
raczej przejaw ślepoty politycznej tzw. naszego rządu - żeby nie
podejrzewać brzydszych rzeczy - bowiem do czegoś, co się zwie partner-
stwem, niezbędna jest dobra wola obydwu stron układu.

Zjednoczenie Niemiec uzgodnił Gorbaczow z Kohlem 1O lutego, cał-
kowicie poza plecami swojego polskiego "partnera" politycznego, który
ustami premiera Mazowieckiego deklarował namiętnie dotrzymanie zobo-
wiązań sojuszniczych, w tym i stacjonowaniu armii sowieckiej w naszym
kraju. Nie tylko poza plecami, ale i z pominięciem interesu sojuszni-
ka, bowiem według interpretacji zachodnioniemieckiej, granica z Polską
jest de jure kwestią otwartą. Histeryczne zabiegi "naszego" rządu, aby
rozszerzona została formuła zjednoczeniowej konferencji 2 plus 4
o udział strony polskiej, zostały natychmiast poparte przez USA,
Anglię i Francję. Z poparciem takim zwlekał aż do końca marca tylko
jeden członek wielkiej czwórki: sojuszniczy ZSRR. Jeżeli to są
przejawy dobrej woli Sowietów wobec nas, to ja dziękuję...

Nawiasem mówiąc, niemiecki straszak, który uzasadniać ma zbliżenie
z Sowietami, a w efekcie tę czy inną formę zależności, jest pochodną
głupoty politycznej środowiska okapowskiego, lub dywersji czynników
pilnujących u nas służbowo interesu wschodniego sąsiada. RFN jest
państwem demokratycznym i bardzo zamożnym, a jak wiadomo takie kraje
nie dążą do awantur - wręcz przeciwnie, gotowe są zapłacić za spokój
i stabilizację, bo tylko to umożliwia życie w dostatku. Po przyłącze-
niu NRD, Niemcy będą co najmniej przez kilkanaście lat zajęci głównie
cywilizowaniem tej zdziczałej w znacznym stopniu krainy. Poza tym
mniemanie, iż jakiekolwiek zapisy traktatowe mogą zapewnić bezpieczeń-
stwo granicy, jest infantylnym marzeniem.

W końcu marca tego roku "International Herald Tribune" opublikował
interesujący tekst omawiający raport P.A. Petersena, wysokiego rangą
sowietologa z Departamentu Obrony USA (w "Tygodniku Solidarność" nr
16/83 były dwa artykuły na ten temat). Raport ów jest analizą europej-
skich koncepcji najbliższego otoczenia Gorbaczowa. Można się stamtąd
dowiedzieć, jaka jest wizja pojałtańskiej Europy, która stanowi cel
aktualnej polityki zagranicznej ZSRR. Wygląda to tak. Prosowiecki blok
polityczno-gospodarczy, a pewno i militarny, wcina się klinem w Euro-
pę, a jego czub stanowi Polska. Z byłych kadeelów przewidziano tam
prócz nas jeszcze Rumunię i Bułgarię. Blok wschodni styka się
z zachodnim jedynie na linii Odry i Nysy. W skład zachodniego wchodzą
tylko Niemcy, kraje Beneluksu, Francja i Hiszpania. Na północ od
wschodniego klina leży zneutralizowane i sfinlandyzowane ugrupowanie
nordyckie: Dania, Norwegia, Szwecja, Finlandia, Łotwa i Litwa. Połud-
niowy bok prosowieckiego klina styka się również ze zneutralizowanym
ugrupowaniem, będącym jakby restauracją habsburskiego cesarstwa. Sta-
nowią go: Austria, Czechosłowacja, Węgry, Jugosławia i Włochy.

Można wiele spekulować o funkcjonalności takiego układu, ale tym
niech się bawi Zachód. Nas powinna głównie bulwersować rola, jaką nam
się w tym wszystkim wyznacza - rola właściwie niezmieniona; shołdowa-
nego wasala. Uwierzyć bowiem w innego rodzaju powiązania z Rosją można
dopiero po latach polityki pozbawionej agresywnych ambicji imperial-
nych. A takiego przełomu to ja niestety nie dostrzegam !

Wizja pojałtańskiej Europy, jaką zareprezentował pan Petersen, jest
tylko zamiarem, który ZSRR zrealizuje albo nie. Na szczęście w tej
chwili wiele zależeć może też od nas, bowiem jest koniunktura na
zmiany, a możliwości sowieckich represji są niewielkie. Zależeć od nas
będzie, oczywiście, tylko wtedy, gdy zamierzeniom Rosji przeciwstawimy
własną i odmienną inicjatywę. System władzy państwowej ugadany
w Magdalence ma prawdopodobnie uniemożliwiać taką inicjatywę.

Co z tego, wszystkiego wyniknie? - przekonamy się niebawem.

Jan Kalemba

----------------------------------------------------------------------

Michał Kozak

SOWIETY - NIEMCY - POLSKA

Kiedy pod koniec pierwszej wojny światowej rozsypywał się dotych-
czasowy porządek polityczny w Europie, główne strony walczące zaczęły
zabiegać o pozyskanie Polski jako sojusznika. Najpierw (5 XI 1916 r.)
"wspaniałomyślnie" zachowały się Niemcy i Austria, tworząc na ziemiach
zaboru rosyjskiego tzw. Królestwo Polskie, a po obaleniu caratu zarów-
no Rząd Tymczasowy jak i Piotrogrodzka Rada Delegatów Robotniczych
i Żołnierskich ogłosiły w marcu 1917 r., że uznają prawo Polski do
niepodległości. W radzie tej, podobnie jak w innych, większość mieli
mienszewicy, ale nawet Lenin krytykował wtedy polskich socjaldemokra-
tów (SDKPiL) za wrogość wobec idei niepodległej Polski. Mówiąc o spra-
wach narodowościowych 12 V 1917 r. Lenin stwierdził:

Owi towarzysze przychodzą do nas i mówią, że powinniśmy się wyrzec
wolności Polski, jej oddzielenia... Dlaczegoż to my, Wielkorusini,
ujarzmiający więcej narodowości niż jakikolwiek inny naród, powinniśmy
wyrzec się uznania prawa do oddzielenia się Polski, Ukrainy, Finlan-
dii ? Proponuje się, abyśmy zostali szowinistami, dlatego, że w ten
sposób ułatwimy sytuację socjal-demokratów.

Być może Lenin pragnął, by Polska miała są państwowość, ale nie
ulega wątpliwości, że miałaby to być Polska o rządach komunistycznych.
Tak więc już po objęciu władzy, zgodził się na tworzenie armii pols-
kiej w Rosji Sowieckiej, a gdy wojska sowieckie zajęły Wilno, utworzył
z działaczy spadkobierczyni SDKPiL - Komunistycznej Partii Robotniczej
Polski "niezawisły sowiecki rząd Polski" i już w styczniu i lutym 1919
r. zawierał z nim umowy. Oficjalnie nie ogłoszono o utworzeniu tego
rządu, a gdy sytuacja zmusiła Rosję Sowiecką do pohamowania jej
zapędów, sprawa poszła w zapomnienie. Jednakże nie na długo. Następny
"niezawisły rząd sowiecki" pod nazwą Polskiego Tymczasowego Komitetu
Rewolucyjnego utworzono w okupowanym Białymstoku 3O lipca 192O r.
W skład tego "rządu" wchodzili m.in. Feliks Dzierżyński, Julian
Marchlewski, Feliks Kohn, Józef Unszlicht, Edward Próchnik i Stanisław
Bobiński.

Wielkie zwycięstwo wojsk polskich w bitwie pod Warszawą 15 VIII
192O r. pokrzyżowało plany komunistów sowieckich i polskich. Jak
niepyszni musieli członkowie tego "rządu" wracać do Rosji, gdzie tylko
Dzierżyńskiemu udało się utrzymać na szczytach władzy i "zasłynąć"
jako najbardziej krwawy szef sowieckiej bezpieki.

Stefan Żeromski napisał w jednym ze swych listów o wizycie w Wysz-
kowie, skąd na krótko przedtem wyniósł się ten przywieziony na
bagnetach sowieckich "rząd polski". Przypomnę tu fragment tego listu,
umieszczonego na liście utworów najściślej zakazanych przez inny rząd,
przywieziony do Polski w podobnych okolicznościach:

Na odgłos strzałów, rozlegających się za Bugiem doktor Julian
Marchlewski, jego kolega Feliks Dzierżyński pomazany od stóp do głów
krwią ludzką, i szanowny weteran socjalizmu Feliks Kohn - dali drapaka
z Wyszkowa...

...Kto na ziemię ojczystą, chociażby grzeszną i złą, wroga odwiecz-
nego naprowadził, zdeptał ją, stratował, splądrował, spalił, złupił
rękoma cudzoziemskiego żołdactwa, ten się wyzuł z ojczyzny. Nie może
ona być dla niego już nigdy domem, ni miejscem spoczynku. Na ziemi
polskiej nie ma dla tych ludzi już ani tyle miejsca, ile zajmą stopy
człowieka, ani tyle, ile zajmie mogiła.

Wielkie zwycięstwo nad najeźdźcami sowieckimi nad Wisłą, rozgromie-
nie konnicy Budionnego i wyzwolenie całego obszaru przyszłej Rzeczy-
pospolitej, uwolniły Europę od widma komunizmu i opóźniły narzucenie
Polsce rządów sowieckich o ćwierć wieku.

Polska, choć zwycięska, zatrzymała tylko te tereny, na których była
zdecydowana większość ludności polskiej, lub gdzie dominowała polska
kultura i tradycja. W Traktacie Ryskim - 18 III 1921 r. - Polska
zrzekła się praw do blisko 3OO.OOO kilometrów kwadratowych ziem, nale-
żących do niej przed rozbiorami. Sowiety niejednokrotnie dawały wyraz
zadowoleniu z nowej granicy z Polską. Lenin oświadczył na ósmym
zjezdzie Sowietów w grudniu 192O r., że wojna zakończyła się dla Rosji
Sowieckiej pokojem bardziej korzystnym, niż ten, który proponowano
Polsce w kwietniu. W Pakcie Nieagresji między Polską a Rosją Sowiecką
z 1932 r. stwierdzono, że Traktat Ryski stanowi podstawę wzajemnych
stosunków i zobowiązań między obu państwami.

Oficjalne stosunki polsko-sowieckie były dobre. Jeszcze w lutym
1939 r. ogłoszono wspólny komunikat o rozwoju dobrosąsiedzkich stosun-
ków, a miesiąc później zawarto porozumienie handlowe.

Związek Sowiecki jednak już wtedy czynił umizgi pod adresem Niemiec
hitlerowskich. Z drugiej strony udawał zainteresowanie antyhitlerowską
koalicją i przymierzem wojskowym, pod warunkiem, że jego wojska otrzy-
mają prawo działań w Polsce i Rumunii. Jak moglibyśmy prowadzić wojnę
- pytał marszałek Woroszyłow przedstawicieli Anglii i Francji - jeśli
nasza armia nie może dojść do granicy Rzeszy ? Lecz każdy już wtedy
zdawał sobie sprawę z tego, że żadna siła nie zmusiłaby Armii Czer-
wonej do wycofania się z Polski, gdy raz by się tam znalazła. Minister
spraw zagranicznych RP Józef Beck powiedział wtedy:

To co mielibyśmy podpisać, jest nowym rozbiorem. Jeśli rozbiór ma
nastąpić to przynajmniej będziemy się bronić. Nic nie daje nam gwaran-
cji, że Rosjanie rzeczywiście wezmą udział w wojnie, jeśli najpierw
usadowią się we wschodniej części naszego kraju.

Brytyjski ambasador w Warszawie przekazał wtedy do Londynu wiado-
mość, że żaden Polak nie liczy na możliwość odzyskania z powrotem
terenów, na których znalazłybyy się wojska sowieckie. Gdy 2O VIII 1939
r. ambasador Francji w Warszawie podjął jeszce jedną próbę doprowadze-
nia do zmiany polskiego stanowiska, usłyszał od marszałka Śmigłego -
Rydza odpowiedź:

Z Niemcami ryzykujemy utratę naszej wolności, z Rosjanami natomiast
utracilibyśmy naszą duszę.

Ponieważ niemal do samego końca Rosjanie prowadzili rozmowy
z aliantami zachodnimi, nikt nie przypuszczał, że Związek Sowiecki
zdecydował się już na osiągnięcie swych celów w Polsce nie dzięki
koalicji z Zachodem, lecz z Niemcami hitlerowskimi. 19 VIII 1939 r.
zawarte zostało sowiecko-niemieckie porozumienie handlowe i tego same-
go dnia minister spraw Zagranicznych Wiaczesław Mołotow zgodził się na
wizytę w Moskwie swego hitlewskiego kolegi - Joachima von Ribbentropa.
Pięć dni później świat został zaskoczony wiadomością, że w nocy z 23
na 24 sierpnia w Moskwie podpisany został niemiecko-sowiecki Pakt
o Nieagresji. Po złożeniu podpisów dyktator sowiecki Józef Stalin
wzniósł toast:

Wiem jak bardzo naród niemiecki kocha swego Fthrera. Dlatego
chciałbym wypić za jego zdrowie.

W Polsce i na świecie nie wiedziano wtedy jeszcze o istnieniu taj-
nej klauzuli Paktu. Mimo to nie ulegało wątpliwości, że stanowi on
pogwałcenie Paktu o Nieagresji, zawartego między Polską a Związkiem
Sowieckim w 1932 r. i przedłużonym dwa lata później do końca 1945 r.
Artykuł trzeci Paktu sowiecko-polskiego głosił:

Każda z układających się stron zobowiązuje się nie brać udziału
w żadnych porozumieniach, z punktu widzenia agresywności wyraźnie
wrogich w stosunku do drugiej strony.

Związek Sowiecki pogwałcił ten Pakt z Polską tak jak wszelkie inne
umowy i traktaty, jakie podpisywał. Jedynym układem, jakiego nie udało
mu się pierwszemu naruszyć, miał być właśnie ten, zawarty z Niemcami
hitlerowskimi układ o czwartym rozbiorze Polski. Punkt drugi tajnej
klauzuli Paktu Ribbentrop-Mołotow głosił:

W wypadku zmian terytorialno-politycznych na terenach należących do
Państwa Polskiego, granica stref interesów Niemiec i ZSRR będzie
przebiegać w przybliżeniu po linii rzek Narew, Wisła i San.

Kwestia czy w interesie obu stron będzie pożądanym utrzymanie
niezależnego Państwa Polskiego i w jakich granicach, będzie mogła być
ostatecznie wyjaśniona dopiero w toku dalszego rozwoju sytuacji
politycznej.

Pakt Ribbentrop-Mołotow przesądził o losach Polski i Europy oraz
odsunął od Hitlera zmorę walki na dwóch frontach.

Od dojścia do władzy w 1933 r., Hitler konsekwentnie realizował swe
zamierzenia, tak szczerze przedstawione w książce "Mein Kampf". Cała
jego polityka zagraniczna była nastawiona na rozszerzanie granic
Rzeszy, co przychodziło bez większego trudu, dzięki krótkowzroczności,
egoizmowi i nieprzygotowaniu mocarstw zachodnich do wojny. Hitler
zdawał sobie jednak sprawę z tego, że realizacja dalszego etapu -
podboju Polski - drogą pokojową nie będzie możliwa. Politycy polscy
jako pierwsi, i niestety - jako jedyni w Europie, trzeźwo oceniali
sytuację już w połowie lat trzydziestych. Ich poufne rozmowy z rządami
Francji i Wielkiej Brytanii na temat wojny prewencyjnej przeciw Niem-
com hitlerowskim wykazały jednak brak zainteresowania mocarstw zachod-
nich w szybkiej likwidacji zagrożenia Europy. Również później, gdy
Hitler już wyraźnie szykował się do wojny, państwa te nie poczyniły
niezbędnych kroków, by wzmocnić swe siły zbrojne. Mocarstwa te
sądziły, że ich haniebna zgoda w Monachium na rozbiów Czechosłowacji,
zaspokoi apetyt Hitlera i zapewni im bezpieczeństwo.

Dyktator niemiecki trafnie oceniał chwiejność i brak konsekwencji
u mocarstw zachodnich, mógł więc podjąć ryzyko rzucenia niemal wszyst-
kich swych sił zbrojnych na Polskę, pozostawiając zachodnie granice
Rzeszy bez należytej obrony. Zdając sobie sprawę z tego, że Francja
i Anglia, związane układami z Polską, prawdopodobnie jednak przystąpią
do wojny, Hitler musiał zapewnić jak najszybsze zakończenie działań
wojennych w Polsce, by móc potem przerzucić swe wojska na zachód.

Niemcy miały olbrzymią przewagą militarną nad Polską, ale "Blitz-
krieg" mógł się udać tylko wtedy, kiedy armie polskie nie będą mogły
przegrupować się na terenach wschodnich i ruszyć do kontrataku. Unie-
możliwienie wojskom polskim wykonania tego manewru było celem, jaki
przyświecał Hitlerowi, gdy wysyłał Ribbentropa do Moskwy z zadaniem
zawarcia układu o rozbiorze Polski. W zamian za zaspojenie ekspansyw-
nych ambicji sowieckich, Hitler pozyskał sojusznika, który wbijając
Polsce nóż w plecy, pozwoli Niemcom na szybkie rozprawienie się
z nią. Układ ten Hitler traktował jedynie jako przejściowy manewr tak-
tyczny. Dobrze wiedział, że w odpowiedniej chwili odbierze Rosji
Sowieckiej to, co podarował, i ruszy dalej na wschód.

Pierwszego września 1939 r. o 4.45 nad ranem padły pierwsze wys-
trzały drugiej wojny światowej. Wojska hitlerowskie ruszyły na Polskę
z Prus Wschodnich, Pomorza, Śląska i Moraw. Parę dni później nastąpił
atak od strony Słowacji. Już 3 IX 1939 r. Ribbentrop wysłał do Moskwy
ściśle tajną, zaszyfrowaną depeszę:

Spodziewamy się stanowczo w ciągu kilku tygodni rozbić armię polską
w sposób zdecydowany. Wówczas utrzymamy teren ustalony w Moskwie jako
niemiecka strefa interesów pod okupacją wojskową. Jednakże ze względów
wojskowych będziemy oczywiście musieli posunąć się dalej przeciwko tym
polskim siłom zbrojnym, które będą wówczas rozlokowane na polskich
terenach, należących do rosyjskiej strefy interesów.

Proszę natychmiast przedyskutować to z Mołotowem i wyjaśnić, czy
Związek Sowiecki nie uważałby za właściwe, aby rosyjskie siły zbrojne
wystąpiły we właściwym czasie przeciwko siłom polskim w rosyjskiej
strefie interesów i same zajęły te terytoria. W naszym rozumieniu
byłaby to nie tylko pomoc dla nas, lecz również leżałoby to w intere-
sie Sowietów, zgodnie z porozumieniem moskiewskim.

Mołotow zgodził się, że sowiecka akcja wojskowa będzie konieczna,
lecz stwierdził, że czas na nią jeszcze nie nadszedł. 9 IX 1939 r.,
gdy nadeszła nieprawdziwa, jak się potem okazało, wiadomość o zdobyciu
Warszawy przez Niemców, Mołotow telefonicznie gratulował ambasadorowi
Niemiec w Moskwie i zapowiedział, że sowiecka akcja wojskowa nastąpi
w najbliższych dniach. Dzień później ogłoszono w Sowietach mobilizację
kilku roczników. Z akcją wojskową jednak zwlekano, szukając jednocześ-
nie gorączkowo takiego dla niej usprawiedliwienia, które miałoby pozo-
ry prawdopodobieństwa. 14 IX 1939 r. ambasador niemicki w depeszy do
Ribbentropa tak opisał co usłyszał od Mołotowa:

Dla umotywowania politycznego akcji sowieckiej - upadek Polski i
opieka nad "rosyjskimi" mniejszościami - bardzo ważne jest, aby do
akcji nie doszło przed upadkiem ośrodka rządowego Polski - miasta
Warszawy. Dlatego też Mołotow prosił o możliwie dokładne poinformowa-
nie, kiedy można liczyć na zajęcie Warszawy.

Następnego dnia ambasador niemiecki w Moskwie otrzymał od Ribben-
tropa instrukcje, w których między innymi zalecano:

Aby politycznie podbudować wkroczenie armii sowieckiej proponuje-
my ogłoszenie wspólnego komunikatu następującej treści:

Ze względu na całkowity upadek uprzedniej formy rządów w Polsce,
rząd Rzeszy i rząd ZSRR uważają za konieczne położenie kresu nieznoś-
nym politycznym i gospodarczym warunkom, jakie istnieją na tych tere-
nach. Uważają one za swój wspólny obowiązek przywrócenia pokoju
i porządku na tych terytoriach, które stanowią naturalny teren ich
zainteresowań, i ustalenie tam nowego porządku przez ustanowienie na-
turalnych granic i zdolnych do, życia organizmów gospodarczych.

Proponując wydanie takiego komunikatu, zakładamy, że rząd sowiecki
zrezygnował z koncepcji, wypowiedzianej przez Mołotowa w uprzednich
rozmowach, wysunięcia zagrożenia przez Niemcy ludności ukraińskiej
i białoruskiej, jako podstawy sowieckiej akcji.

Szesnastego września ambasador niemiecki w Moskwie w odpowiedzi
poinformował Ribbentropa, że sowiecka akcja wojskowa nastąpi lada
chwila oraz tak przedstawił wyniki rozmowy z Mołotowem:

Mołotow powiedział, że przekaże moje oświadczenia swemu rządowi,
nie sądzi jednak, by wydanie wspólnego komunkatu było już teraz po-
trzebne. Rząd sowiecki zamierza motywować swe postępowanie jak nastę-
puje: Państwo Polskie rozpadło się i przestało istnieć; dlatego też
wszystkie zawarte z Polską umowy utraciły swą moc; trzecie mocarstwa
mogą usiłować wykorzystać powstały chaos. Związek Sowiecki uważa za
swój obowiązek wystąpić, aby udzielić opieki swym ukraińskim i biało-
ruskim braciom i umożliwić nieszczęsnej ludności pracę w spokoju.

Mołotow przyznał, że projektowana przez rząd sowiecki motywacja za-
wiera nutkę, mogącą urazić niemieckie uczucia, prosił jednak, żeby ze
względu na trudną sytuację rządu sowieckiego przejść nad tą drobnostką
do porządku.

Inwazja Armii Czerwonej na Polskę, rozpoczęta 17 IX 1939 r. przed
świtem, całkowicie zaskoczyła zarówno społeczeństwo polskie jak i do-
wódców wojskowych. Nie wiedziano czy jest to atak na Polskę, czy też
Sowieci przychodzą Polsce z pomocą. W niektórych miejscowościach wojs-
ka sowieckie były witane jako sprzymierzeńcy, w innych oddziały
polskie stawiały opór lub wycofywały się. W Grodnie ludność przez
kilka dni walczyła z najeźdźcą, niszcząc wiele sowieckich czołgów. Do
krwawych walk doszło też w rejonie Krukienic, Brześcia Litewskiego,
Sarn, Kowla i w innych miejscach.

Później, głównie w ulotkach, zredagowanych zresztą fatalną polsz-
czyzną, propaganda sowiecka chciała wojsko interwencyjne przedstawić
jako wyzwolicieli Białorusinów, Ukraińców i wszystkich "uciemiężo-
nych". Warto przytoczyć tu szerszy fragment jednej z ulotek, aby czy-
telnik mógł zdać sobie sprawę z prymitywnego i demagogicznego stylu
ówczesnej propagandy sowieckiej:

Winowajcy tej rzezi krwawej to są obszarnicy-kapitaliści - mościc-
kie, śmigły-rydze, radziwiłowie, sapiedzy, sławoj-składkowskie - psy
brutalne, które rzuciły naród polski do rzezi krwawej. To oni przez
eksploatację niepowstrzymaną, ujarzmienie narodowościowe, wrogość
narodowościową doprowadzili naród polski do całkowitego wycieńczenia
ekonomicznego i rozgromienia wojskowego. W jarzmie obszarnika i kapi-
talisty jęczą robotnicy i włościanie Ukrainy Zachodniej i Białorusi
Zachodniej.

Żołnierze ! Armia Czerwona nie chce ani przywłaszczenia cudzych
terytorii, ani cudzego dobra. Armia Czerwona - armia wyzwolenia przy-
gnębionych od jarzma kapitalistycznego. Ona niesie szczęście, spokój,
wolność ujarzmionemu człowieczeństwu. Żołnierze ! Obracajcie swą broń
przeciw obszarników i kapitalistów. Nie strzelajcie do swych braci po
klasie. Niech z was każdy dopomaga przesunięciu naprzód oddziałów
Armii Czerwonej. Walczcie o wyzwolenie od jarzma obszarniczo-
-kapitalistycznego !

Nie było Polaków, których te bałamutne i naiwne ulotki byłyby
w stanie przekonać. Ale wojsko polskie było już zbyt wyczerpane walką
i odwrotami. Większe związki taktyczne były w rozsypce i w wyniku
agresji ze wschodu nie miały już gdzie dokonać koncentracji i reorga-
nizacji.

Tymczasem już 23 IX 1939 r. w gazetach sowieckich, między innymi
w "Prawdzie" i "Izwiestiach", ukazała się mapka Polski z przecinającą
ją na pół podwójną linią, określoną jako linia demarkacyjna między
wojskami hitlerowskimi i sowieckimi. Linia ta biegła tak, jak ustalono
w tajnej klauzuli Paktu Ribbentrop-Mołotow, po linii rzek Pisa, Narew,
Wisła i San. Mapę tę zamieszczano codziennie aż do 28 września. W tym
samym czasie prowadzono kanałami dyplomatycznymi rozmowy, w których
strona sowiecka proponowała zmianę tej rozbiorowej granicy, polegającą
na przesunięciu strefy niemieckiej aż do Bugu w zamian za włączenie
Litwy do sowieckiej strefy interesów. W czasie jednej z rozmów Stalin
oświadczył ambasadorowi niemieckiemu:

Przy ostatecznym załatwianiu sprawy polskiej należy uniknąć wszyst-
kiego, co mogłoby w przyszłości wywołać tarcia pomiędzy Niemcami
i Związkiem Sowieckim. Z tego punktu widzenia byłoby błędem zachowanie
niezależnego polskiego państwa szczątkowego.

27 IX 1939 r. Ribbentrop ponownie złożył wizytę w Moskwie. W nocy
z 28 na 29 września nastąpiło na Kremlu podpisanie Niemiecko-Sowiec-
kiego Traktatu o Granicy i Przyjaźni, który przypieczętował rozbiór
Polski i przesądził o losie Państw Nadbałtyckich. W tajnej klauzuli
czytamy:

Tajny Protokół Dodatkowy podpisany 23 sierpnia 1939 r. ulega zmia-
nie w punkcie pierwszym w ten sposób, że terytorium Państwa Litewskie-
go wchodzi do strefy wpływów ZSRR, podczas gdy województwo lubelskie
oraz część województwa warszawskiego wchodzą do strefy wpływów
Niemiec.

W drugim tajnym protokole dodatkowym, podpisanym przez Ribbentropa
i Mołotowa 28 IX 1939 r. postanowiono wspólnie strzec interesów
Związku Sowieckiego i hitlerowskich Niemiec:

Obie strony nie dopuszczą na swych terytoriach polskiej agitacji
wymierzonej przeciw terytorium drugiej strony. Będą one dławiły na
swoich terytoriach wszelkie zalążki takiej agitacji oraz udzielały
sobie wzajemnie informacji o podejmowanych w tym celu zarządzeniach.

Trzy dni później - 1 X 1939 r. - nastąpiło formalne włączenie
wschodnich ziem Polski, czyli tak zwanej Zachodniej Ukrainy i Zachod-
niej Białorusi do Związku Sowieckiego. Zaczęła się gehenna milionów
Polaków na tych ziemiach. Tępieniu wszelkich przejawów polskości towa-
rzyszył okrutny terror i masowe wywózki Polaków na Syberię i do
Kazachstanu.

W granicach ZSRR znalazło się prawie 2O1.OOO kilometrów kwadrato-
wych czyli 51 % obszaru przedwojennej Polski z ponad 13 milionami
mieszkańców, co stanowiło 37 % ludności Polski.

Litwa, której Stalin wspaniałomyślnie "podarował" Wileńszczyznę,
została 15 VI 194O r. zajęta przez wojska sowieckie, a sześć tygodni
później włączona do Związku Sowieckiego.

Tak oto, 2O lat po swej pierwszej, nieudanej próbie, Sowiety osiąg-
nęły swe cele w tej części Europy. Mołotow triumfalnie oznajmił na
nadzwyczajnej sesji Rady Najwyższej ZSRR, 3O X 1939 r., że wystarcza-
jące okazało się krótkie uderzenie w Polskę najpierw ze strony armii
niemieckiej, a potem Armii Czerwonej, aby nic nie zostało z owego
poczwarnego bękarta Traktatu Wersalskiego. W tym samym przemówieniu
Mołotow powiedział:

O odbudowie dawnej Polski, jak to jest zrozumiałe dla każdego, nie
może nawet być mowy. Dlatego bezsensowne jest kontynuowanie obecnej
wojny pod hasłem przywrócenia byłego Państwa Polskiego. Rozumiejąc to,
rządy Anglii i Francji nie chcą jednak zakończenia wojny i przywró-
cenia pokoju, lecz szukają nowego uzasadnienia dla prowadzenia wojny
z Niemcami w dalszym ciągu.

Ostatnio koła rządzące Anglii i Francji usiłują występować w roli
bojowników o demokratyczne prawa ludów przeciwko hitleryzmowi, przy
czym rząd angielski ogłosił, że rzekomym celem jego wojny z Niemcami
jest ni mniej ni więcej tylko "zniszczenie hitleryzmu".

Ideologię hitleryzmu, jak każdy system ideologiczny, można przyj-
mować lub odrzucać, jest to kwestia poglądów politycznych. Lecz każdy
człowiek zrozumie, że ideologii nie można zniszczyć siłą, nie można
jej wykończyć drogą wojny. Dlatego też jest nie tylko bezsensowne, ale
i zbrodnicze prowadzenie takiej wojny, jak wojna o "zniszczenie hitle-
ryzmu", ukrywanej pod fałszywym sztandarem walki o "demokrację".

Niecałe dwa lata później, po hitlerowskim ataku na Sowiety, Mołotow
został zmuszony do zmiany retoryki. Oto z dnia na dzień wojna "im-
perialistyczna" zmieniła się dla niego w "wojnę wyzwoleńczą", prowa-
dzoną przeciwko hitlerowskiej "gadzinie". Zanim jednak do tego doszło,
Stalin napisał w telegramie do Ribbentropa, któremu dziękował za
życzenia z okazji swych sześdziesiątych urodzin:

Przypieczętowana krwią przyjaźń narodów Niemiec i Związku
Sowieckiego ma podstawy do tego, by była długotrwała i mocna.

Michał Kozak

Od autora:

W powyższym szkicu świadomie większy nacisk położyłem na knowania
sowieckie niż na niemieckie, gdyż one to właśnie zdeterminowały narzu-
cenie Polsce systemu politycznego, z którego zaczęliśmy się uwalniać.
Dodam więc tylko, że konszachty komunistów sowieckich z Niemcami
zaczęły się jeszcze gdy Lenin i spółka przebywali w Szwajcarii. To
właśnie Niemcy, prowadzące wówczas wojnę z Rosją, umożliwiły Leninowi
i jego towarzyszom powrót do Rosji przez teren Niemiec w zaplombowanym
wagonie. Dalszy etap przyjaznej współpracy między Niemcami a Rosją So-
wiecką nastąpił w wyniku układu zawartego w Rapallo. Dzięki temu
układowi zdemilitaryzowane po pierwszej wojnie światowej Niemcy mogły
szkolić swych pilotów i czołgistów na terenie ZSRR i otrzymywać od
Sowietów sprzęt wojskowy.

A w odpowiedzi na histeryczną politykę zagraniczną rządu T. Mazo-
wieckiego chcę dorzucić, że to nie wojska sowieckie, których wycofaniu
ten rząd się sprzeciwia, mogą stanowić skuteczną obronę polskich
interesów, lecz wojska Przymierza Atlantyckiego, jeśli w jego struktu-
rze pozostaną Niemcy po zjednoczeniu. Nie wolno nam zapominać lekcji
z historii, że mając do wyboru Polskę lub Niemcy, Sowiety zawsze wy-
biorą układy z Niemcami, gdyż gwarantuje to podporządkowanie Polski
Kremlowi. W naszym interesie narodowym leży właśnie zjednoczenie Nie-
miec w strukturze NATO i EWG. Jeśli chcemy demokracji, a nie totali-
taryzmu, jeśli opowiadamy się za Zachodem, a nie za Wschodem, jeśli
chcemy powrócić do Europy, to pamiętajmy, że droga prowadzi przez
Niemcy i w naszym interesie jest mieć z nimi jak najlepsze stosunki.
Zgodne z naszym interesem narodowym byłoby również przystąpienie do
Przymierza Atlantyckiego i do EWG. Jakże słusznie powiedział nasz Mar-
szałek: Z Rosjanami utracilibyśmy naszą duszę. Najlepszym przykładem
prawdziwości tego stwierdzenia jest T. Mazowiecki. W chwili, gdy cały
świat cieszy się z upadku "Muru Berlińskiego", uważa połączenie obu
państw niemieckich za rzecz naturalną i uznaje obecne zachodnie grani-
ce Polski, prowincjonalny politykier głosi wierność Układowi Warszaws-
kiemu i dostaje nerwicy na myśl o możliwości uwolnienia się Polski od
wojsk sowieckich. Przedkłada totalitarną Rosję Sowiecką nad demokra-
tyczny Zachód tylko dlatego, że częścią tego Zachodu są Niemcy.

Gdy był posłem w PRL-owskim Sejmie głosował tak jak wszyscy, gdy
przyjechał "doradzać" strajkującym stoczniowcom w 198O r. namawiał ich
do rezygnacji z postulatu o wolnych związkach zawodowych, a teraz
namawia naa do pozostania na uboczu Europy, ale za to blisko tych, co
to przecież - jak zawsze argumentował - "mogą przysłać czołgi". Tak
przegrywa się historyczne szanse. A płacić znowu będzie naród.

Michał Kozak

----------------------------------------------------------------------

DEMOKRACJA TERAZ

Trudno powiedzieć dziś z pełnym przekonaniem, że żyjemy w kraju ko-
munistycznym. Komunizm należy już do przeszłości, wkroczyliśmy w nową
erę. Czy jest to jednak era demokracji? Czy rzeczywiście komunizm nie
odgrywa żadnej roli w polskim życiu politycznym? Na oba te pytania
trzeba niestety odpowiedzieć negatywnie. Rodząca się niepodległa Pols-
ka ruszyła ku nowym czasom po niewłaściwej drodze. W przeciwieństwie
do NRD i Węgier, których społeczeństwa wyłoniły konkurencyjne partie i
doprowadziły je do wolnych wyborów, w naszym kraju hołdujemy nadal
tradycjom władzy monopartii. Obecnie ruch obywatelski, z OKP na czele,
przejął pałeczkę po komunistach. Komunizm odszedł jako system poli-
tyczny i ideologiczny, poozostał po nim sposób widzenia i uprawiania
polityki.

Aktualna elita władzy w dużym sttopniu wywodzi się z ludzi,będących
w okresie walki z PZPR na styku opozycji i reżimu. Działacze podzie-
mia, tak solidarnościowego, jak i pozostałych grup, znaleźli się poza
układem wypracowanym w Magdalence, lub na jego obrzeżach. Nowa władza
utrwala swoje rządy, czerpiąc profity z popularności idei NSZZ"S",
przyswaja sobie symbolikę i tradycję ruchu oporu społecznego. Jedno-
cześnie stosuje styl działania bliższy komunistom niż demokratom i
liberałom, za których tak wielu jej członków chętnie dziś się podaje.

Od początków istnienia NSZZ"S" doradcy Związku, w tym T.Mazowiecki
i B.Geremek, odgrywali nieproporcjonalnie dużą rolę w kształtowaniu
jego polityki. Wielokrotnie oddziałyywali na "Solidarność" po myśli
ówczesnego rządu.

Porozumienia okrągłego stołu i układ polityczny zbudowany na tym
fundamencie wypchnęły "doradców" na wyżyny. To oni wraz z pozostałoś-
ciami komunistycznymi (Kiszczak, Jaruzelski) stanowią dziś najwyższą
władzę. Kadłubowy parlament - wybrany wdług wzorów dalekich od demok-
racji - chroni ich przed gwałtownymi zmianami politycznymi. Nowa elita
i kaleki parlament budują obecnie podwaliny prawne i organizacyjne
Rzeczypospolitej. Nie mają do tego prawa.

Nowa "monopartia" ogranicza możliwości swobodnego rozwoju innym
partiom i grupom politycznym. Ogromna popularność "Solidarności",mimo
wyraźnych oznak spadkowych, umożliwiła "doradcom" przejęcie kontroli
nad państwem. Wystarczyło przypiąć znaczek Związku, użyć jego nazwy,
symboliki, by być uznanym za "swojego". Społeczeństwo wpadło w soli-
darnościową pułapkę. Doszło do praktycznego zmonopolizowania polskiej
sceny politycznej przez ludzi, nawiązujących do tradycji NSZZ"S".

W tym kontekście nie dziwią pojawiające się z ław rządu, sejmu i
senatu głosy przeciwko szybkim, wolnym wyborom parlamentarnym. Podobno
jeszcze nie czas, nie wolno niszczyć kruchej równowagi powstałej po
czerwcowych wyborach. Tymczasem w porównaniu z Węgrami i NRD, Polska
pozostaje wyraźnie w tyle. Półdemokracja nie jest i nigdy nie będzie
demokracją.

Niezbędne warunki do uformowania w Polsce normalnego systemu rządów
parlamentarnych to:

- natychmiastowe rozbicie starej nomenklatury i jej nowych form hybry-
dalnych (wszelkich spółek itp.),

- równouprawnienie wszystkich sił politycznych,

- wolne wybory do sejmu i senatu,

- wycofanie wojsk radzieckich i wszelkich służb specajalnych.

Czy rząd i parlament rzeczywiście dążą do tego?

Dotychczasowa praktyka dowodzi, iż w pracach ustawodawczych par-
lament respektuje interesy starej władzy i rodzącej się nowej nomen-
klatury. Kolejne akty prawne podbudowują sojusz solidarnościowo -
komunistyczny, nie tworzą przy tym rzetelnych podstaw funkcjonowania
państwa demokratycznego.

Przyznano SDRP sporą część majątku PZPR, zagrabionego uprzednio
społeczeństwu, pozostawiono MSW decydujący głos w sprawie składu per-
sonalnego nowej SB itd. Przykłady można mnożyć.

Brak opozycji w parlamencie i ponoć powszechne poparcie dla rządu
T.Mazowieckiego, pozwalają władzy na pełną swobodę, pozostawiają ją
poza kontrolą społeczną. Niektóre jej działania, np. poparcie obecnoś-
ci wojsk radzieckich w Polsce i protekcyjna polityka wobec ex - komu-
nistów, rozmijają się skrajnie z oczekiwaniami ogółu obywateli.

Kadłubowy parlament nie ma prawa uchwalać ustaw o zasadniczym zna-
czeniu dla ustroju i przyszłosci państwa. Wielkim i niedopuszczalnym
błędem byłoby pozwolenie obecnym posłom i senatorom na opracowanie i
przegłosowanie nowej konstytucji. Czas najwyższy domagać się natych-
miastowych, wolnych wyborów do sejmu i senatu, powołania rządu więk-
szości parlamentarnej. Tylko taka władza będzie naszą władzą. Jedynie
reprezentatywny dla społeczeństwa parlament ma prawo kształtować
poprzez działalność ustawodawczą przyszły ustrój państwa. Jesteśmy
dojrzali do wyborów, ci którzy wmawiają nam, że jeszcze nie, pragną
powstrzymać przemiany, utrwalić monopol nowej - starej nomenklatury.

Demokracja już teraz - oto racjonalny program naprawy Polski. Nie
wolno czekać.

T.Czech

----------------------------------------------------------------------

SKANDAL

Senat na posiedzeniu 28 kwietnia przyjął zdecydowaną większością
głosów ustawy policyjne: o Urzędzie Ministra Spraw Wewnętrznych,
o Urzędzie Ochrony Państwa, o Policji Państwowej. Uczynił to wbrew
wnioskowi senackiej Komisji Praw Człowieka i Praworządności o odrzu-
cenie ustaw. Komisja zaproponowała przedłożenie własnych projektów.
Z. Romaszewski uznał uchwalone ustawy za fatalną nowelizację ustawy
policyjnej z 1983 roku. Zaproponował, by ustawy obowiązywały do 31
grudnia 199O r. Senator K. Kozłowski, wiceminister MSW zaapelował
o przyjęcie ustaw bez poprawek. Należy przyjąć ustawy i to bez ograni-
czeń terminów działania, co utrwalałoby w resorcie poczucie tymczaso-
wości i niepewności. Ustawy przeszły. Teraz społeczeństwo może być
pewne skutecznej opieki MSW.

Uważamy, że Senat skompromitował się całkowicie. Nic już nie
uzasadnia śmierdzącego kompromisu z Magdalenki. Solidarnościowy w 99 %
Senat legalizuje zmodyfikowaną strukturę państwa policyjnego, państwa
stanu wojennego.

SW

----------------------------------------------------------------------

SPOTKANIE WROCŁAWSKIEJ TYMCZASOWEJ RADY ŚRDOWISKA NAUKOWEGO

/Akademia Rolnicza, 1O maja 199O/

Majowe spotkanie rady miało charakter nadwyczajny, z powodu napię-
tej sytuacji na uczelniach całego kraju. W tym dniu rozpoczął się ge-
neralny strajk studencki, wywołany impasem w pracach nad ustawą o
szkolnictwie wyższym, a co za tym idzie, przedłużeniem kadencji władz
akademickich do listopada. Nieaktualne stały się, przewidywane na maj,
wybory nowych władz, nieaktualny temat bieżącego spotkania, na którym
miano debatować o zależnościach pomiędzy ustawą a statutami wyższych
uczelni. Zamiast tekstem ustawy, środowisko akademickie dysponuje
fragmentarycznymi danymi z aktualnej wersji projektu, które jego
współautor, obecny na spotkaniu doc. Antoni Hoffman z ministerstwa,
określił jako "przecieki", ponieważ kompletnego materiału nie posiada
nawet on sam.

Podkomisja sejmowa zakończyła wprawdzie pierwsze czytanie dokumen-
tu, będącego "entą" mutacją projektu rządowego sprzed dwóch miesięcy
(zostało z niego 15 - 2O%), ale jest on na tyle niespójny i
kontrowersyjny, że szef zespołu apelował, by go nie rozpowszechniać.
Zdaniem profesora Andrzeja Wiszniewskiego z Politechniki Wrocławskiej,
już pierwsza wersja projektu była sprzeczna z deklaracjami ministra
Samsonowicza, który zapowiadał, że ustawa będzie zwięzła,
kilkustronicowa, o dużym stopniu ogólności, pozostawiająca większość
szczegółowych rozwiązań senatom wyższych uczelni. Tylko przy takich
założeniach istniała szansa dotrzymania terminu zakończenia prac nad
ustawą, tylko wówczas miało sens porywanie się na całokształt ustawy,
gdy względy czasowe przemawiały raczej za jej nowelizacją. Tymczasem
zapowiada się, że efekt prac legislacyjnych będzie opasłym tomem, co
nie rozwiąże, niestety, problemu jego tymczasowości.

Dr Roman Dąbrowski z Ogólnopolskiego Forum Asystentów i Adiunktów
zaopiniował projekt ustawy w imieniu środowiska, które reprezentuje.
Jego zalety, to większa niż dotąd ilość odsyłaczy do statutu uczelni,
ograniczenie interwencji ministra w jej sprawy, otwarcie gospodarcze.
Krytycznie oceniono "proprofesorski" charakter ustawy, jej niekon-
sekwencję w stosunku do młodszych pracowników naukowych (proponuje się
zatrudnienie adiunktów "na czas nieokreślony", ale "w zasadzie nie
przekraczający ośmiu lat"), nie w pełni demokratyczny sposób wyła-
niania składu senatu - przedstawiciele Forum są zdania, że całe to
ciało powinno pochodzić z wyboru).

Niepokojący jest wymóg zgody 2/3 wszystkich członków senatu (nie
quorum !) przy uchwalaniu statutu uczelni. Oznacza to, że statut bę-
dzie tworem całkowicie "przemielonym", nie zawierającym żadnych
istotnych postanowień.

Sytuacja w polskim szkolnictwie wyższym osiągnęła stadium ostrego
kryzysu, stadium strajku powszechnego. Zasadnicze punkty sporne, to
skład kolegium elektorów (studenci żądają szerszej reprezentacji, niż
przewiduje to projekt ustawy), planowana odpłatność za powtarzany rok
studiów, wreszcie kwestia osobowości prawnej samorządu. Ta krótka
lista, to typowe "postulaty", które, choć istotne, stanowią bardziej
wizytówkę protestu, niż odzwierciedlają jego przyczyny. Prawdziwą
przyczyną jest marazm w szkolnictwie wyższym, anachroniczna struktura
uczelni, brak jasnych, jednoznacznych regulacji prawnych, brak
możliwości wpływu najbardziej zainteresowanych na to, jak uczelnia
będzie funkcjonować. O tym wszystkim mówił przedstawiciel NZS-u,
Radosław Hubka z Politechniki Wrocłwskiej.

Doc. Hoffman poinformował, że władze resortu podjęły rozmowy
z przedstawicielami strajkujących. Aby uspokoić wzburzone nastroje,
minister Samosonowicz wystosował rankiem 1O maja teleks do wszystkich
uczelni w kraju. W opinii profesora Wiszniewskiego, tekst ten sprawia
wrażenie, jakby wyszedł nie spod pióra szefa resortu, ale głównego
księgowego. Długie, niekomunikatywne, pełne drobiazgowych wyjaśnień
pismo zawiera wszystko, oprócz tego, co w tej chwili najbardziej
potrzebne - wyrażenia gotowości do kompromisu.

Od wielu miesięcy wszystko robiliśmy w pośpiechu, "bo kraj się wa-
li" - powiedział profesor Wiszniewski - wybory do Sejmu, prace legis-
lacyjne, organizacyjne, wszystko to było prowizoryczne. W ten sposób,
paradoksalnie, wybory do władz uczelni odsunięte zostały co najmniej
o pół roku. Przez ten czas będziemy patrzeć, jak wali się szkolnictwo
wyższe, a wraz z nim polska nauka.

M.

----------------------------------------------------------------------

POLSKA A ROSJA

W chwili obecnej Rosja, to wciąż jeszcze ZSRR. Część posłów z OKP -
m.in. Jan Rokita i Adam Michnik - sądzi, że Polska winna nawiązać z
ZSRR stosunki trwałe i uczciwe. Takie, które wyrastałyby z odkłamania
licznych nieprawości, które łagodziłby zadawnione rany i urazy, i któ-
re mogłyby stanowić fundament prawdziwej zgody między narodami oraz
współpracy między państwami. Posłowie ci akceptują trzy przesłanki
praktyczne. Pierwsza: Związek Sowiecki należy ujmować jako całość.
Druga: reprezentantem tej całości jest prezydent Gorbaczow. Trzecia:
Polskę reprezentują prezydent Jaruzelski oraz premier Mazowiecki i je-
go rząd. Pojawiają się w tym kontekście słowa o przełomowym znaczeniu
niedawnych wizyt w ZSRR W.Jaruzelskiego i T.Mazowieckiego. Ten przełom
to dobry początek dla uczciwego budowania trwałej przyjaźni.

A przecież wszystko wygląda inaczej. Generał Jaruzelski nigdy już
nie będzie mógł symbolizować przełomu w stosunkach polsko - so-
wieckich. Przeciwnie - symbolizuje on trwałość ładu pojałtańskiego i
ciągłość komunistycznych rządów w PRL. Tadeusz Mazowiecki (zawsze
wierzgał, jak przeciwko socjalizmowi się coś mówiło - wspomina w swym
"Alfabecie" Kisiel) nie jest premierem, wyłonionym w sposób demokra-
tyczny. Związek Sowiecki nie stanowi ustabilizowanej całości, lecz
jest najmniej dziś stabilnym na świecie molochem, stworzonym sztucznie
przy użyciu siły, obejmująccym wiele państw i narodów, domagających
się właśnie suwerenności. Wreszcie Michaił Gorbaczow - wygwizdany i
zmuszony do zejścia z trybuny 1 maja br. w Moskwie - nie jest czyim-
kolwiek w ZSRR reprezentantem.

Mielibyśmy więc znowu żywić się politycznymi iluzjami, wiążąc się z
niewiarygodnym partnerem? Mielibyśmy dopuścić się łajdactwa, ignorując
podmiotowość ciemiężonych w Rosji narodów?

R.P.

/SW Trójmiasto/

----------------------------------------------------------------------

TORTUROWANIE GŁODEM W WIĘZIENIACH ZSRR

Dekretem z 25 lipca 1988 r. Prezydium Rady Najwyższej ZSRR zmieniło
minimalne stawki wyżyuwienia w aresztach i więzieniach. Pojawiła się
nadzieja na zniesienie tortur.

W rzeczywistości nadal jednak się je stosuje. Więźniowie odbywający
karę o tzw. "zaostrzonym reżimie" w dalszym ciągu są poddawani w
trakcie pierwszego miesiąca odbywania kary "wychowywaniu" przez głód.

Stawki żywieniowe (kaloryczność itd.) są określane w instrukcjach
MSW, niedostępnych społecznej kontroli. Szacunkowe wyliczenia wskazują
jednak, że są one dużo niższe od minimum biologicznego. Takie zani-
żanie norm żywieniowych jest kwalifikowane przez Trybunał Norymberski
jako zbrodnia przeciw ludzkości.

Na telefoniczne pytanie w tej sprawie, naczelnik Wydziału Socjalno-
-Bytowego GUITU A. Kuropatka odmówił odpowiedzi, powołując się na
tajemnicę służbową.

Moskiewska grupa

Międzynarodowej Organizacji Praw Człowieka

/"Russkaja Mysl", 27 kwietnia 199O/

----------------------------------------------------------------------

CZY KONIEC GORBACZOWA ?

Sensacyjny obrót przybrała 1-majowa manifestacja na Placu Czerwonym
w Moskwie. Po zakończeniu oficjalnego pochodu komunistów na Plac
wkroczyła kilkudziesięciotysięczna manifestacja sił demokratycznych.
Na czele niesiono olbrzymi krzyż z postacią Chrystusa i transparent
z napisem: Precz z imperium czerwonego faszyzmu ! Gorbaczow, wygwizda-
ny, ostentacyjnie zszedł z trybuny na Mauzoleum Lenina. Pozostał zaś
na niej szef KGB - Kriuczkow.

Kto pozwolił wejść demonstrantom na najsilniej strzeżony plac
świata ? Kto za tym stoi ? O co idzie gra ? Czy o głowę Gorbaczowa ?

Demonstracja na Pl. Czerwonym to niewątpliwie jedno z najważniej-
szych ostatnich wydarzeń. Czy był to kolejny element z kampanii
dezinformacji, czy też próba sił lub ostrzeżenie dla Gorbaczowa ?
Aleksander Jakowlew, członek Biura Politycznego KC KPZR zdementował
4 maja pogłoskę o przygotowywaniu w armii zamachu przeciwko Gorbaczo-
wowi.

Bogdan Zaremba

3 maja, podczas defilady, reprezentacyjna kompania MSW zmyliła krok
przed trybuną na której stoi Jaruzelski z Mazowieckim. Co to znaczy ?

----------------------------------------------------------------------

ŻYJEMY W CIEKAWYCH CZASACH...

(fragmenty wypowiedzi Tarasa Kuzio z Ukraińskiego Biura Informacyjnego
w Londynie, redaktora pisma emigracyjnego "Suczasnist")

(...) Najważniejszą rzeczą jest to, aby emigracyjne ugrupowania opozy-
cyjne powiedziały Zachodowi, że istnieje alternatywa w stosunku do
Gorbaczowa. Tą alternatywą nie jest Ligaczow i czasy Breżniewszczyzny
nie wrócą. Tą trzecią alternatywą jest pomoc demokratycznym ugrupo-
waniom w ZSRR, które pokojową drogą chcą zdobyć prawdziwą demokrację,
a nie fałszywą demokrację, jaką proponuje nam Gorbaczow. Powinno się
pomóc nauczyć demokracji zachodnich, pomóc w dezintegracji Sowieckiego
Imperium.(...)

Politycy powinni zostawić historię historykom, a historycy politykę
politykom. Problemy tragicznej historii stosunków polsko-ukraińskich
powinny być domeną historyków, a nie polityków. Obecnie nie powinno
być żadnych problemów we współpracy politycznej Polaków i Ukraińców.
Konflikty wynikają z przypominania zaszłości historycznych. Tym powin-
ni się zająć historycy. Tragedia naszych narodów zasługuje na zbadanie
i rzetelne, obiektywne opisanie, te problemy nie powinny nas pochła-
niać. Naszym zadaniem jest organizowanie współpracy między Ukrainą
i Polską. (...)

Potrzebna jest też konkretna pomoc. Można by w Polsce drukować dla
Ukraińców ulotki, książki. Najważniejsze to zorganizować szkolenia,
aby druk mógł się odbywać na Ukrainie. Wszystko to trzeba robić. Ważne
jest, aby ludzie z Polski wyjeżdżali na Ukrainę, a z Ukrainy przy-
jeżdżali do Polski. Dotąd kontakty były bardzo słabe, a przecież jest
rzeczą bardzo ważną, aby Polacy i Ukraińcy nie tylko poznali się, ale
i zaczęli rozumieć. (...)

Ludzie z całej wielkiej Ukrainy muszą znaleźć kontakty z Zachodem
i z Polską. Właśnie w Polsce mogą przejść najlepsze przeszkolenia
w ugrupowaniach opozycyjnych. Bardzo się cieszę, że Wasza organizacja,
Solidarność Walcząca wspiera grupy niepodległościowe na Ukrainie.

Wieloletnia współpraca polsko-ukraińska powinna się teraz skonkretyzo-
wać. Polacy powinni zrozumieć, że to jest w ich interesie. Niepodległa
Ukraina byłaby buforem między Polską i Rosją - stary pomysł Piłsud-
skiego. (...)

Żyjemy w ciekawych czasach. Będziemy świadkami rozpadu sowieckiego
imperium, wyrzucenia komunizmu na śmietnik historii. Uważam, że nasze
narody powinny współpracować. Nie można dopuścić, aby kiedykolwiek
polała się między nami krew. Pragnę abyście przyjechali na Ukrainę
i zaprosili ludzi z Ukrainy do Polski, zapoznali się z sytuacją i po-
magali Ukrainie.

Chciałbym na koniec pozdrowić serdecznie wszystkich tych Polaków,
którzy 1O lat walczą o prawdę, niepodległość i demokrację. Mam nadzie-
ję, że nie przyjdzie nam walczyć tak długo, że może za 5 lat będziemy
już świętować razem w WOLNYM KIJOWIE.

/SW Kraków/

----------------------------------------------------------------------

S O S DLA WASYLA STECYKA

Wasyl Stecyk jest pierwszym obywatelem radzieckim, ubiegającym się
o azyl polityczny w naszym kraju, gdzie przebywa od kilku miesięcy.
Granicę polską przekroczył jako zbieg, chociaż legitymujący się pasz-
portem; nie wie, czy kiedykolwiek zobaczy żonę i dwie córeczki, które
zostały po tamtej stronie.

Jest człowiekiem odważnym, czego dowiódł wielokrotnie. Zanim zdecy-
dował się na emigrację, przez wiele lat usiłował samotnie stawiać czo-
ła czemuś, na co znajduje tylko jedno określenie: mafia. Specyficzna,
zupełnie różna od zachodniej, żerującej na zdrowej tkance zasobnych
społeczeństw. Mafia w ZSRR, to krwiobieg systemu - na jej czele stoją
członkowie najwyższych władz - rządu, partii, KGB...

Swoimi mackami sięga wszędzie, ma swoich ludzi w milicji (gdzie Wa-
syl Stecyk podjął swoją pierwszą pracę), w kadrze kierowniczej przed-
siębiorstw, w urzędach, sądach, prokuraturze. Wyciska piętno na życiu
każdej komórki społecznej, sprawiając, że funkcjonuje ona w sposób
chory, zdegenerowany, eliminując wszystko, co nie podporządkowuje się
mafijnym regułom gry.

I tak, pracownicy służby kryminalnej w Geniczewsku nad morzem Azow-
skim mają swój udział w wielkich aferach rybnych, a funkcjonariusz,
który - jak Stecyk - chce składać "normalne raporty, zgodnie ze swoimi
obowiązkami", musi prędzej czy później zmienić tak pracę, jak i miejs-
ce zamieszkania. W kombinacie metalurgicznym w Nowotroicku na Uralu,
gdzie w 1986 r. rozpoczął pracę jako szef kancelarii, mafia obejmuje
pracowników wielu wydziałów w przedsiębiorstwie, dyrekcję, prócz tego
prokuraturę, milicję i członków zakładowej oraz miejskiej instancji
partyjnej. Prowadzi szeroką "działalność": od sprzedaży "na lewo" peł-
nowartościowych produktów, jako wybrakowanych, przez łapówkarstwo, po
zwyczajną kradzież wartościowych przedmiotów z kombinatu.

Dochodzenie, wszczęte z inicjatywy Stecyka, doprowadza wprawdzie do
postawienia dyrektora naczelnego, Czerichina, w stan oskarżenia, ale
wkrótce grzęźnie, gdy do sprawy włącza się Komisja Kontroli Partyjnej
KC KPZR. Niepokorny szef kancelarii traci pracę i - mimo korzystnej
dlań decyzji sądu - nie ma możliwości ponownego jej podjęcia. Figuruje
wprawdzie ma liście zatrudnionych, ale jako "martwa dusza". Byłych
podwładnych Stecyka usiłuje się zmusić, by "spontanicznie" zażądali od
dyrekcji jego zwolnienia.

Szykany i prześladowania nabierają groźnych rozmiarów, gdy Wasyl
Stecyk decyduje się napisać do Gorbaczowa list, w którym nie tylko in-
formuje o patologiach, z jakimi miał i ma do czynienia, ale również...
podejmuje próbę głębszej ich analizy, wyświetlenia przyczyn takiego
stanu rzeczy. Zaczyna się permanentna inwigilacja, najścia i dewas-
tacja mieszkania pod nieobecność gospodarzy, wreszcie dwukrotna próba
przejechania samochodem, po raz drugi - podczas spaceru z siedmiolet-
nią córeczką.

Ostatni akord nierównej walki to oskarżenie, wniesione przez Wasyla
Stecyka przeciwko Michaiłowi Gorbaczowowi, w oparciu o przepisy kons-
tytucji ZSRR, które przewidują odpowiedzialność karną osób, piastują-
cych wysokie stanowiska państwowe, winnych prześladowania obywateli za
krytykę. Nie był zdziwiony, gdy przyjmujący go urzędnik odmówił
wszczęcia postępowania.

Coraz bardziej zaszczuty, nie czujący się już bezpiecznie nawet we
własnym mieszkaniu, Wasyl Stecyk chwyta się ostatniej możliwości -
emigracji. Wybiera Polskę, gdyż słyszał, że w tym kraju udało się
przezwyciężyć komunizm. Początkowo jego starania są bezskuteczne, jed-
nak otrzymuje paszport po przedstawieniu swojej sprawy na leningradz-
kiej konferencji Niezależnej Organizacji Praw Człowieka.

Już po paru dniach funkcjonariusze miejscowej milicji usiłują mu go
odebrać. Po kilku najściach, przeszukaniach, pobiciu, wymyka się
chyłkiem z mieszkania, wsiada w pociąg, i szczęśliwie, nie zatrzymany,
przekracza granicę.

I tu rozpoczyna się najdziwniejszy może rozdział tej nietuzinkowej
biografii. Wasyl Stecyk jest w Polsce "człowiekiem - widmem". Choć
wiedzą o nim wszyscy, od najwyższych władz po szeregowe "organy", w
ciągu kilku miesięcy nie następuje żadna reakcja na jego starania o
azyl polityczny i prawo stałego pobytu. Choć nikt go nie prześladuje,
nie wysiedla, nie uzyskał też żadnego konkretnego statusu, pracy, da-
chu nad głową, poczucia minimum bezpieczeństwa. Oficjalne instytucje
zachowują się tak, jakby problemu nie było. Również zwykli, często
życzliwi ludzie, nie są przekonani o dramatyzmie sytuacji. Nie rozu-
mieją, dlaczego obywatel radziecki wystąpił przeciwko "postępowemu"
Gorbaczowowi, przed czym ucieka, co miał nadzieję znaleźć w naszej
ojczyźnie.

Cywilizowana Europa nie po raz pierwszy odmawia przyjęcia do wiado-
mości, że za miedzą rozpoczyna się inny świat - świat totalitaryzmu,
wobec którego pojedynczy człowiek jest bezsilny. Na ile "europejskie"
okaże się polskie społeczeństwo, ze swoimi ponoć demokratycznymi in-
stytucjami, i suwerennym jakoby państwem? Od tego zależy dalszy los
człowieka, dla którego aktualnie nie ma ani odwrotu, ani perspektyw.

M.

----------------------------------------------------------------------

Nick Worrall

RUCH NIEPODLEGŁOŚCIOWY W GRUZJI

Zabicie dwudziestu osób i ranienie trzech tysięcy, spowodowane
użyciem broni białej i gazów w czasie pokojowej demonstracji rok temu
nie pomogło rządowi sowieckiemu w opanowaniu wzrastającej fali uczuć
narodowych w Gruzji.

Podczas weekendu 7-8 kwietnia centrum Tbilisi zostało w rzeczy-
wistości oddane w panowanie protestującym tłumom - ponad ćwierć
miliona Gruzinów, a także sympatyków z innych republik próbujących
odzyskać niepodległość - z Litwy, Estonii, Azerbejdżanu - wzięło
udział w demonstracjach poświęconych pamięci ofiar tego ataku i doma-
gało się zakończenia okupacji sowieckiej.

Pomimo dążenia do wspólnych celów, gruzińskie ruchy narodowe muszą
jeszcze osiągnąć porozumienie co do wspólnej strategii politycznej
w walce o niepodległość. Do wyborów do władz republikańskich pozostało
jeszcze sześć miesięcy, ale na razie nie ma oznak wskazujących na
możliwość osiągnięcia takiego porozumienia.

W ciągu ostatniego roku powstało około stu dwudziestu organiza-
cji politycznych, choć żadna z nich nie została zarejestrowana jako
partia polityczna. Te, które osiągnęły porozumienie w ramach Forum
Narodowego, stanowczo stwierdzają, że każde wybory w ramach systemu
sowieckiego są bezprawne jako uznające zwierzchnictwo Moskwy, a zatem
należy je zbojkotować.

Dzień 9 kwietnia zeszłego roku wpłynął na całkowitą zmianę
sytuacji w Gruzji. Z powodu tej masakry ludzie obudzili się - mówi
przywódca Forum, Zviad Gamsakhurdia, który ma poparcie zwłaszcza wśród
młodzieży i robotników. - Ale wzięcie udziału w wyborach organizowanych
przez Moskwę jest uznaniem zwierzchnictwa Moskwy. A tego nie wolno nam
robić.

Przywódcy Forum pragną zorganizować alternatywne wybory, dzięki
którym będzie można wybrać radę, która będzie się domagać prawa do
rządzenia Gruzją. Planują również strajki i akcję nieposłuszeństwa
wobec zarządzeń Moskwy.

Mniej radykalny Front Ludowy zgadza się z tym, że rządy sowiec-
kie w Gruzji są, z powodu inwazji bolszewików w 1921 roku, nielegalne.
Jednak parlament jest legalny - ostrzega przywódca Frontu Ludowego,
Nodar Notadze, profesor filozofii Gruzińskiej Akademii Nauk. -
Spełnia on swe funkcje. Wierzymy, że może on być narzędziem walki
i będziemy walczyć z komunistami o każde miejsce.

Trzecia grupa intelektualistów, powstała 7-8 kwietnia, dąży do
zajęcia pozycji centralnej. Na spotkaniu delegatów w Tbilisi wyrażono
niezadowolenie z powodu tego, co określono jako brak silnego kierow-
nictwa we Froncie Ludowym, który ta grupa popiera.

Obserwatorzy polityczni uważają, że obecna sytuacja jest bardzo
korzystna dla komunistów - podzielona opozycja i przewidywane - pełne
niepokojów społecznych lato. Są jednak podstawy do obaw:- niepokoje
społeczne, w połączeniu z możliwością ponownych rozruchów na tle
narodowościowym między Gruzinami, Osetyńcami i Abchazami, może
doprowadzić do bezpośrednich rządów Moskwy - co byłoby wynikiem utwo-
rzenia silnej władzy prezydenckiej.

Obecny parlament gruziński jest zdominowany przez komunistów,
jest w nim też kilku deputowanych niezależnych. Pod przewodnictwem
nowego szefa Gruzińskiej Partii Komunistycznej, Givi Gumbaridze, który
zresztą poprzednio był szefem lokalnego KGB, parlament z zadowoleniem
przyjął propozycję Frontu, dotyczącą odroczenia planowanych wyborów.

Front pragnie mieć czas na zarejestrowanie nowych partii, co stało
się możliwe po usunięciu przez Radę najwyższą zapisu konstytucyjnego
o kierowniczej roli KPZR i przyjęciu zasady wielopartyjności.

Gruzja jest starożytnym, zamieszkałym przez chrześcijan, górskim
krajem, o żyznej ziemi i dramatycznym pięknie krajobrazu, położonym
między Morzem Czarnym a Kaspijskim, Dwie trzecie pięciomilionowej
ludności to etniczni Gruzini, posługujący się unikalnym językiem
i należący do jednego z najstarszych wyznań chrześcijańskich, mających
początek w drugim wieku po Chrystusie. W Gruzji mieszka równocześnie
około osiemdziesięciu innych narodowości - Źydzi, Grecy, Niemcy,
Turcy, Rosjanie i Azerbejdżanie.

Gruzini zawsze czuli się niepewnie z powodu otoczenia przez
narody muzułmańskie i dlatego dążyli do utrzymania przyjaznych stosun-
ków z Armenią i Rosją.

Mieszkańcy Gruzji są przeważnie introwertykami i są bardzo przy-
jaźnie i gościnnie nastawieni do przybyszów. Nigdzie w dzisiejszym
ZSRR ludzie nie uśmiechają się tak często, jak w Gruzji.

Gruzini z przykrością przyjmują uwagi, że Stalin i jego współpra-
cownik Beria byli Gruzinami. Mówią, że wycierpieli tyle samo co inne
narody z powodu aresztowań, zsyłek i egzekucji lat trzydziestych.
Stalinowscy oprawcy - mówią - byli w Gruzji tak samo aktywni, jak
Leningradzie czy w Mińsku.

Gruzińskie losy pod panowaniem Moskwy nie były łatwe i szczęś-
liwe. Ludzie czują, że rozlew krwi z 9 kwietnia 1989 jest typowy dla
podejścia Moskwy do Gruzinów.

Dla młodych mieszkańców Gruzji symbolicznym krokiem w kierunku
odzyskania niepodległości jest usunięcie pomników twórców partii
komunistycznej. Co najmniej dziesięć pomników Lenina już usunięto na
prowincji, a głowa pomnika Lenina stojącego przed budynkiem związków
zawodowych w Tbilisi jest zasłonięta.

Głównym celem ataków jest wielki, granitowo-brązowy pomnik Leni-
na stojący na placu Lenina w centrum Tbilisi. Dwa tygodnie temu trzeba
było użyć sto ciężarówek do otoczenia tego pomnika w obronie przed
Gruzinami..

Nick Worrall

/"The Christian Science Monitor", 13-19 kwietnia 199O. Oryginalny
tytuł artykułu: "FALA NACJONALIZMU PODNOSI SIĘ W GRUZJI", uznaliśmy za
nieodpowiedni - nie o nacjonalizm tu bowiem chodzi. W terminologii an-
glosaskiej zresztą słowo to nie musi mieć - w przeciwieństwie do
języka polskiego - wymowy pejoratywnej. - AISW/

----------------------------------------------------------------------

John Battersby

EUROPA WSCHODNIA OTWIERA DRZWI PRZED AFRYKĄ POŁUDNIOWĄ

Afryka Poludniowa nawiązała kontakty dyplomatyczne z Węgrami
celem zawarcia dwustronnych umów handlowych i przerwania ciągu sankcji
ekonomicznych nakładanych na RPA z powodu apartheidu.

Ostatnio podano do wiadomości o nawiązaniu stosunków dyploma-
tycznych poprzez otwarcie konsulatów w Pretorii i w Budapeszcie,
a w niedługim czasie - zgodnie z wypowiedzią urzędnika południowoafry-
kańskiego ministerstwa spraw zagranicznych - oczekiwane są kontakty
z Polską, Czechosłowacją i ZSRR.

Te nowe kontakty pomogą rządowi Afryki Południowej w przerwaniu
międzynarodowej izolacji wywołanej przez ostatnie czterdzieści lat
apartheidu. Wraz z przerwaniem barier między Budapesztem i Pretorią
staje się możliwy handel między Afryką Południową a Europą Wschodnią
- mówi Judith Balazs, ekonomistka z Węgierskiej Akademii Nauk.

Te nowe stosunki umożliwią Afryce Południowej po raz pierwszy
w historii bezpośredni dostęp do krajów Europy Wschodniej i w szybkim
tempie doprowadzą do wolnego handlu.

Nowe stosunki handlowe postawią pod znakiem zapytania sankcje
nałożone na ten kraj przez USA i EWG, powiedział Gerald Prosalendis,
wydawca "The Executive".

Stosunki handlowe z Afryką Południową pozwolą krajom Europy
Wschodniej zmniejszyć ich zależność od ZSRR, szczególnie jeśli chodzi
o dostawy metali o znaczeniu strategicznym - mówi p. Prosalendis.

Do dnia dzisiejszego kontakty między Afryką Południową a krajami
Europy Wschodniej - które popierały sankcje gospodarcze wymierzone
przeciw temu państwu - były nieoficjalne, a handel prawie nie istniał.

Zbliżenie między Węgrami a Afryką Południową stanowi poważną
niedogodność dla ANC (Afrykański Kongres Narodowy, partia o zabarwie-
niu komunistycznym). Po styczniowej wizycie Roelofa Bothy, ministra
spraw zagranicznych Afryki Południowej, w Budapeszcie ANC wydał nie-
przychylne Węgrom oświadczenie

Zdanie ANC ma jednak bardzo mały wpływ na dawniej zaprzyjażnione
z tą partią kraje Europy wschodniej, w tym także ZSRR, które to
państwo było najważniejszym dostawcą broni dla ANC, a obecnie popiera
przede wszystkim postępowanie ugodowe.

Po utracie władzy przez partie komunistyczne w Europie Wschod-
niej, ANC i jego sprzymierzeniec - Południowoafrykańska Partia Komu-
nistyczna (SACP) - zaczynają zmieniać swój program w celu
zaadaptowania do warunków miejscowych "głasnosti" i "pierestrojki".

To nowe podejście do socjalizmu nie znajduje poparcia wśród rady-
kalizyjącej młodzieży, która nadal widzi upaństwowienie gospodarki
jako jedynie słuszne rozwiązanie.

W wyniku tego ANC oficjalnie nadal nawołuje do nacjonalizacji
banków i kopalń, mimo negatywnych opinii ekonomistów wschodnio-
europejskich na temat gospodarczych perspektyw takiego kroku.

Zmiany w Europie Wschodniej przyniosły rządowi Afryki Południo-
wej pewność, że socjalistyczna polityka ANC i SACP jest skazana na
niepowodzenie.

Poprzez swe działania Afryka Południowa otwiera sobie drogę do
powrotu do społeczeństwa światowego jako jego pełnoprawny członek
- powiedział Wiaczesław Ustinow, przedstawiciel ministerstwa spraw
zagranicznych. Jest on również przewodniczącym delegacji ZSRR na
konferencję na temat Angoli i Namibii.

Nagłe polepszenie stosunków między Europą Wschodnią a Afryką
Południową nastąpiło po dwu latach zabiegów dyplomatycznych doty-
czących sprawy niepodległości Namibii, co wymagało częstych kontaktów
dyplomatycznych między ZSRR a Afryką Południową. 1 kwietnia p. Ustinow
wypowiedział się na temat możliwości nawiązania kontaktów dyploma-
tycznych na poziomie konsularnym między ZSRR a Afryką Południową
- o czym nie mogło być mowy jeszcze pół roku wcześniej.

Węgrzy nawiązali już kontakty handlowe. W styczniu Edo Sorger,
południowoafrykański biznesmen pochodzenia węgierskiego, otworzył
biuro handlowe w Budapeszcie, zajmujące się eksportem węgierskich
materiałów włókienniczych i autobusów. Węgry będą importować owoce,
metale szlachetne i silniki Diesla.

Dr. Balazs sądzi, że możliwa jest współpraca w dziedzinach polep-
szenia wydajności płodów rolnych, technologii komputerowych i górnic-
twa.

Wielka Anglo-Amerykańska Korporacja, działająca w Afryce Połud-
niowej firma górnicza, wysyła na Węgry ekipę mającą zbadać możliwości
wydobywania tam boksytów i węgla.

Pierwsi oficjalni przedstawiciele Afryki Południowej wyjechali do
Budapesztu w zeszłym tygodniu. Przedstawicielem Węgier będzie najpraw-
dopodobniej Tamas Gal, który kierował w ramach ONZ węgierską ekipą
obserwującą sytuację w Namibii.

John Battersby

/"The Christian Science Monitor", 13-19 kwietnia 199O/

----------------------------------------------------------------------
TENDENCYJNY PRZEGLĄD PRASY

Janusz Korwin-Mikke kontynuuje w "Czasie" z % maja wątek domniema-
nych agentów SB wśród byłych członków opozycji. Przypomniał sobie, że
w MSW był osobny wydział, kontrolowany przez Moskwę. W wydziale tym
dopiero po mordzie na ks. Popiełuszce Czesław Kiszczak dokonał pewnych
zmian. Można więc być niemal pewnym, że agenci mogą szantażować wysoko
postawionych dygnitarzy nowej elity !

Ujawnienie prawdy to nie kwestia samopoczucia kilku tysięcy konfiden-
tów, lecz kwestia suwerenności i bezpieczeństwa Rzeczypospolitej.
JK-M domaga się od Krzysztofa Kozłowskiego (obecnego szefa Urzędu
Ochrony Państwa) ujawnienia listy konfidentów. Jeśli tego nie uczyni
- będę uważał za agentów Jego lub jego najbliższych kolegów.

Nic dodać, nic ująć.

-----------------------

Zdzisław Najder za pośrednictwem "Tygodnika Solidarność" (27.4)
"Rozpętuje jakieś moce" w Komitecie Obywatelskim przy Lechu Wałęsie.
Co jest powodem tego, że człowiek trzeźwy odwołuje się do sytuacji
magicznej ? Okazuje się, że Przewodniczący po raz kolejny "zadekreto-
wał demokrację", po to, by dominacja Solidarności nie mogła zniszczyć
odradzającego się życia politycznego. Wiąże się to ze zmianą formuły
działania Komitetu Obywatelskiego na tę, która przegrała rok temu.
Opcja pluralistyczna przegrała wprawdzie w kwietniu 89 r. (odsunięcie
się Mazowieckiego, Strzembosza, Olszewskiego, Halla) - ale ona wygrała
już we wrześniu 89, kiedy T. Mazowiecki, jej zwolennik, został premie-
rem. Z. Najder ma więc za zadanie "zamienić" dotychczasowy centralizm
KO, ten na zasadzie "kupą mości panowie" - na jedność, wspólność dzia-
łań na zasadzie porozumień, sojuszy różnych opcji. Z. Najder mówi:
Myślałem, wprawdzie, że będzie łatwiej... Teraz zdaję sobie sprawę z
tego, że rozpętałem jakieś moce, w których istnienie wątpiłem /.../ Ja
będę jednak upierał się przy swoim sceptycyzmie... może te moce nie są
aż tak skoordynowane, jak się zdaje ? /.../ Wprawdzie wydawało mi się,
że jestem uodporniony na wszystkie teorie powiązań i grup, a teraz
okazuje się, że i mnie dopadają chwile wątpliwości. Straszenie przez
Mazowieckiego "polskim piekłem swarów" dodaje do tej sytuacji magicz-
nej dodatkowy element schizofreniczny. Może więc, jeśli Z. Najder chce
organizować życie polityczne na bazie europejskiej, a nie wewnątrzna-
rodowej, powinien wyjaśnić publicznie swoje wątpliwości z Krzysztofem
Kozłowskim i jego "magicznym" sumieniem. Może też poseł Bartoszcze
ujawni siłę magiczną, która spowodowała tak radykalną zmianę postawy
poselskiej.

-----------------------

Stanisław Kania w swoim komentarzu do książki - wywiadu Edwarda
Gierka "przerwana dekada" w "Polityce" z 28 kwietnia pisze m.in.:
Stanisław Kowalczyk (szef MSW) - pisze Gierek - rzekomo zgłosił propo-
zycję Jurija Andropowa w sprawie ujawnienia agentów polskiego wywiadu
na Zachodzie radzieckiemu wywiadowi. Wykluczam taką możliwość, wynika
to z elementarnych zasad działania takich służb w każdym kraju. Cho-
dziło chyba o podkreślenie ograniczoności ówczesnego ministra spraw
wewnętrznych. Sądzę jednak, że jak E. Gierek dobrze pomyśli, to doj-
dzie do wniosku, że jest winien dozgonną wdzięczność S. Kowalczykowi
--------------------
również za to, czego nie zrobił. Czyż nie jest to piękna w każdym
-----------------------
słowie wypowiedź byłego władcy PRL-u ? Prez. gen. Jaruzelski poinfor-
mował (PR program III), że zgadza się całkowicie z wypowiedziami
Stanisława Kani. W państwie policyjnym problem, czego nie zrobił szef
MSW jest na pewno ciekawy. Chcielibyśmy się jednak dowiedzieć, co szef
MSW zrobił. Zwłaszcza, gdy as wywiadu i kontrwywiadu, współtwórca
"porozumienia narodowego" trzyma "sumienie" elity solidarnościowej
w garści. Oj, nie wyjaśni tego płk Garstka...

-----------------------

Państwotwórczy Jerzy Krajewski w "Gazecie Bankowej" (5.5) "przy-
dziela" po 26 mln zł na głowę każdego wolnego obywatela Polski.
Krajewski proponuje kompromisowy sposób prywatyzacji polskiej gospo-
darki, gdyż jego zdaniem sejm, zdominowany przez lewicę, także
postsolidarnościową, nie zaakceptuje rządowego projektu autorstwa min.
Lisa. Chce zadowolić lewicę i prawicę bonami majątkowego Banku Gospo-
darstwa Krajowego. Pomysł ten to kontynuacja propozycji J. Szomburga
i J. Lewandowskiego, inspirowana rórnież rozwiązaniami z NRD, gdzie
każdy obywatel ma otrzymać 4O tys. marek na zakup należnej mu części
majątku narodowego.

Pomysł jest genialnie prosty: szacunkowa wartość polskiego majątku
narodowego wynosi ok. 1OO mld USD, tj. ok. 1 tys. bln zł - sumę tę na-
leży podzielić przez ilość obywateli RP w dniu 1.1.199O (cóż to byłby
za Sylwester !) i rozdać obywatelom w formie bonów majątkowych o nomi-
nale 26 mln zł na osobę. Równolegle należy ogłosić listę prywatyzowa-
nych przedsiębiorstw i instytucji, zaczynając od banków (oprócz NBP
i BGK). Prywatyzowane przedsiębiorstwa wypuszczają akcje - obywatele
kupują akcje za bony po cenie przetargowej. Właściciele mogliby też
sprzedać bony na giełdzie lub w kantorze - oczywiście, po niższej niż
nominalna cenie. Jeśli do prywatyzacji dopuszczony byłby kapitał za-
graniczny, cena 1 zł bonu, wg Krajewskiego, mogłaby osiągnąć nawet
7O groszy. Jeśli prywatyzacja bez "obcych" - to tylko 25 groszy na
1 zł bonu. Krajewski pisze też o wadach tej koncepcji - co na pewno
dobrze świadczy o autorze.

-----------------------

"Solidarność" rządu nie obali - to komentarz WJG w tym samym numerze
"Gazety Bankowej" do II zjazdu "Solidarności" w Gdańsku. Komentator
zauważa dziwne propozycje, które nijak się mają do roli społecznej
związków zawodowych. Sprawy gospodarcze nie cieszyły się zainteresowa-
niem, w przeciwieństwie do spraw personalnych. WJG zauważa, że wśród
delegatów przeważali nie-robotnicy, co jego zdaniem jest jednoznaczne
ze spadkiem znaczenia "Solidarności". Sprawa przekształceń własnościo-
wych nie spotkała się też na zjezdzie z większym zainteresowaniem
- a przecież to właśnie już niedługo może być czynnikiem decydującym
o pozycji pracowników. Wniosek: "Solidarność ze zjazdu wyjdzie jeszcze
słabsza niż przed nim. Także dlatego, że delegaci po prostu nie wie-
dzą, kim mają być - partią czy związkiem zawodowym. Także wobec Balce-
rowicza nie potrafili sformułować żadnych zarzutów merytorycznych.

Konkluzja: W 1981 r. Zjazd sformułował aż dwa alternatywne programy
gospodarcze wobec rządu, w 199O r. nie potrafił określić nawet zaląż-
ków programu. I w obecnym stanie "Solidarność" nie obali rządu, i to
nie dlatego, że rząd jest "nasz". Jest po prostu za słaba.

-----------------------

"Gazeta Wyborcza" z 7 maja przytacza wypowiedzi generałprezydenta
Jaruzelskiego na spotkaniu w klubie poselskim PSL "Odrodzenie", które
odbyło się trzy dni wcześniej. Jaruzelski stwierdził, że dwa razy za-
walił mu się świat - w 1939 r. i w roku 1989. Polska jest jeszcze
krajem socjalistycznym - większość środków produkcji jest własnością
państwa i spółdzielni. Fakt, że to nieefektywne. Obecne zmiany idą w
dobrym kierunku. To stwierdzenie generała, który w innym miejscu mówi:
Wreszcie mamy szansę. Nie to, że jesteśmy wreszcie we własnym domu, bo
zawsze byliśmy, wcale, jak należy wnioskować, nie jest dla niego
wewnętrznie sprzeczna. To jeszcze jeden dowód, że na najwyższych
stanowiskach "RP" zwykła logika nie ma zastosowania. W innym miejscu
relacji czytamy: Mam poczucie ciężkiej odpowiedzialności za okres, w
którym odgrywałem czołową rolę. Wziąłem na barki diabelny ciężar, aby
nie zdarzyło się najgorsze. Inaczej nie byłoby Gorbaczowa, Okrągłego
Stołu i Mazowieckiego. A co by było ? Jaruzelski mówi: Mam dobre sto-
sunki z Gorbaczowem. Trudno się dziwić temu intymnemu wyznaniu - skoro
dzięki Jaruzelskiemu doszedł Gorbaczow do władzy, to między obu musi
panować sielanka. Problem w tym, że prezydent powinien mieć zaufanie
własnego społeczeństwa raczej, niż miłość władcy ościennego mocarstwa.
Tutaj zapewne przewodniczący KOK również nie dostrzega sprzeczności.

Na zakończenie generał dostarcza klucza do zrozumienia wewnętrznej
sytuacji w elicie władzy. Gdybym uważał, że program Balcerowicza jest
nie do zrealizowania, zrezygnowałbym szybciej niż tego chcą moi anta-
goniści. W program gospodarczy SdRP nie wgłębiałem się, bo na ekonomii
się nie znam, ale jego generalne założenia są takie, jak u Balcerowi-
cza. /.../ Gdyby poprzedni układ podjął jedną dziesiątą tych reform
gospodarczych, to skończyłoby się to falą strajków. To chyba jasno
tłumaczy "konstruktywnym", dlaczego doszło do Magdalenki i dlaczego
nie powinni tam się znaleźć na warunkach dyktowanych przez komunistów.

-----------------------

"Gazeta Gdańska" zamieszcza rozmowę z J.Korwinem-Mikke (UPR). Oto
główne tezy JK-M: parlament powinien być rozwiązany w drodze referen-
dum; nie ma dziś w Polsce odpowiedniego kandydata na urząd prezydencki
(mógłby być nim Wałęsa, gdyby prezydent RP, jak ma to miejsce np. w
RFN - miał kompetencje bliskie zerowym); ustawa o samorządach - w
oparciu o którą przeprowadzi się najbliże wybory terytorialne - jest
ustawą kryminalną, a jej autorzy będą ścigani sądownie za sabotaż gos-
podarczy.

-----------------------

"Tygodnik Solidarność" z 4 maja, oprócz bardzo umiarkowanych zach-
wytów nad II Zjazdem i "odrodzoną" "Solidarnością" oraz wielkością
przewodniczącego Wałęsy, zamieszcza wywiad z Normanem Daviesem. Znany
brytjski historyk i dziennikarz mówi: Prezydentem jest nadal generał
komunistyczny, ściślej - ex-lider komunistyczny. Nie ma już PRL, jest
Rzeczpospolita, ale na jej czele stoi ten sam prezydent i ci sami
ministrowie, którzy odgrywali ważną rolę przed rokiem i kilka lat
temu. Na przykład Kiszczak, Siwicki - przecież to są kluczowe stano-
wiska. Poza tym już dwa-trzy lata temu zauważyłem, że dygnitarze
z nomenklatury jakoś zbyt chętnie mówili o wolnym rynku kapitalistycz-
nym, jakby już wtedy mieli nadzieję, że wejdą w skład nowych elit,
jeśli nie ściśle politycznych, to przynajmniej gospodarczych.

Na pytanie Jacka Maziarskiego: Czy sądzi, Pan że transformacja
komunistów została zaplanowana ? Oznaczałoby to przecież, że "jesień
narodów", "okrągłe stoły", rozwiązywanie partii komunistycznych, że to
wszystko było zainscenizowaną lipą..., Davies nie mówi "tak". Zdziwił-
by się jednak bardzo, gdyby komuniści zgodzili się nie usiłowali
zachować wpływów i oddać władzę dobrowolnie i za darmo. Odpowiedź, jak
można sądzić, satysfakcjonuje Maziarskiego. Dlaczego więc TS nie przy-
tacza opinii "niekonstruktywnych", którzy mówią to samo od dawna, a na
dodatek muszą znosić skutki tej trafnej diagnozy ? To proste. Norman
Davies odnosi ostatnio wrażenie, że Wałęsa zamierza wykonać kolejny
krok i przekształcić system o wiele gruntowniej. Partnerzy tego
kompromisu - komuniści i antykomuniści - nie mogą w nieskończoność
spać razem w jednym łóżku. Ale jak wobec tego Przewodniczący Wałęsa
udowodni, że w Magdalence nie "dał tyłka" komunistom, skoro efekty są
takie, jakie są ?

WIADOMOŚCI DROBNE

B.Jeznach ("Najwyższy Czas" nr 5) informuje o doświadczeniach, pro-
wadzonych na kobietach z suwalskiego, w dziedzinie niestosowanych do-
tąd środków antykoncepcyjnych i wczesnoporonnych. Zdumiewające jest
- pisze Jeznach - obojętne stanowisko rządu RP.

*

Trwa recesja gospodarcza. Balcerowicz jest bardziej skrzętnym mi-
nistrem finansów, niż odpowiedzialnym za gospodarkę wicepremierem.
Warto wspomnieć Miltona Friedmanna, który wykazał, że właśnie zmniej-
szenie o 1/3 iloości pieniędzy, będących w obiegu, stało się przyczyną
Wielkiego Kryzysu w USA w latach trzydziestych.

*

Były szef rządzącej w Mongolii partii komunistycznej, Jumdżagin Ce-
denbał, został decyzją prezydium parlamentu mongolskiego pozbawiony
tytułów "Bohatera Pracy MRL", oraz stopnia marszałka.

*

A.Michnik ("GW" 1O1) zabiera głos z okazji święta 3 Maja. Konsty-
tucja trzeciomajowa jest według niego wyrazem programu reform, którym
zawsze sprzeciwiali się ludzie, nie rozumiejący nadchodzących czasów,
przeciwni powrotowi Polski do Europy, mówiący dużo o demokracji, o
wolności, a pełni ksenofobii i warcholstwa, jednym słowem, ludzie two-
rzący polskie piekło.Czy nie mógł Michnik po prostu milczeć tego dnia?

*

W wydawnictwie "Pomorze" ukazała się autobiografia J.Przymanow-
skiego pt. "Kim jestem?". W zapowiedziach prace pod tym samym tytułem,
autorstwa W.Żukrowskiego, Wł.Sokorskiego i innych. Czy nie szkoda na
to wszystko papieru? Przecież wszyscy doskonale wiedzą, kim są Przyma-
nowski czy Żukrowski.

*

Lech Wałęsa, po przeczytaniu (sic !) "Przerwanej dekady" E.Gierka
stwierdził: "Irytująca jest pewność siebie i buta, przekonanie o włas-
nej wartości". Czy nie za surowa krytyka?

*

13 maja polska telewizja zadawała "1OO pytań" "solidarnościowemu"
wiceministrowi obrony, Januszowi Onyszkiewiczowi. Jedno z pytań doty-
czyło obecności wojsk sowieckich w Polsce. Onyszkiewicz stwierdził, że
była ona dotychczas symbolem satelickiego statusu Polski wobec ZSRR,
ale obecnie każdy widzi, że nasz kraj jest suwerenny. A zresztą obec-
ność obcych wojsk w jakimś kraju nie musi - zdaniem ministra - świad-
czyć o braku jego suwerenności. Onyszkiewicz przywołał tu przykłady
Wielkiej Brytanii i Hiszpanii. Rząd uważa - dodał - iż ze względów
bezpieczeństwa na terytorium obecnego NRD stacjonować musi kontyngent
wojsk sowieckich. Ze względów zaś komunikacyjnych i innych na terenie
Polski niezbędna jest obecność wojsk sowieckich stanowiących zaplecze
dla tamtych. Rząd dąży jedynie do ograniczenia ich ilości.

Poglądy (i idącą za nimi działalność) "solidarnościowego" ministra
obrony i rządu, który reprezentuje, uznać można za niezwykle groźne
i szkodliwe dla Polski i jej niepodległości. To, że "nasz" rząd
upatruje bezpieczeństwa Polski w sowieckiej obecności w Niemczech (i w
Polsce) jest doprawdy tragiczne. To, że polski minister obrony nie
dostrzega różnicy między amerykańską a sowiecką obecnością wojskową
w Europie, to nie tylko głupota, to świadomie przyjęta, niezwykle
szkodliwa dla interesów naszego kraju opcja polityczna o dalekosięż-
nych skutkach.

Enuncjacje przedstawicieli tego rządu uchodzą w świecie za reprezen-
tatywne dla polskiego społeczeństwa i kształtują opinie na temat
naszego kraju. Trzeba więc przeciwstawić im głos protestu - żądamy
wycofania wszystkich wojsk sowieckich, i to nie tylko z Polski.
Z całej Europy Wschodniej. Uznawanie, że wojska sowieckie nie tylko
nie stanowią zagrożenia dla wolności Polski i innych krajów, ale są
gwarantem ich suwerenności i granic to zdumiewająca, po ponad 7O la-
tach doświadczeń z komunizmem, naiwność. Dodajmy - naiwność próbująca
stroić się w szaty racji stanu, aspirująca do miana politycznej
mądrości, pełna pychy i zarozumiałości.

*

23 kwietnia 199O r. przedstawiciel Solidarności Walczącej uczestniczył
w posiedzeniu Ruchu Tatarów Krymskich. Omówiono możliwości współpracy
polityczno-informacyjnej obu stron. Przedstawiciel SW spotkał się
również z przywódcą Ruchu - Mustafą Dżemilewem.

*

Prezydent Krakowa Jerzy Rościszewski ma kłopoty za sprawą nieznanych
sprawców. Najpierw okradziono jego mieszkanie w Krakowie, a dzień
później spłonął dach i strych jego domu pod Krakowem. Wygląda na to,
że atmosfera polityczna w Krakowie jest gorąca. Dodajmy, że wybrano go
wbrew stanowisku Krakowskiego Komitetu Okręgowego Solidarności.

*

Stanisław Barańczak znów w kraju, po prawie 1O latach nieobecności.
Poeta, eseista, tłumacz. Jak oświadczył na lotnisku Okęcie (2 maja br)
była to przymusowa nieobecność spowodowana brakiem dokumentów, odebra-
nych mu przez ówczesne władze PRL.

*

W Czechosłowacji przeprowadzono czystkę w MSW. Zawieszono w czyn-
nościach 35 szefów wywiadu i zablokowano konta, z którego finansowano
szpiegostwo. Zweryfikowano czechosłowacki WOP i wojska MSW. Usunięto
7O oficerów, 2OO - pozbawiono pełnionych funkcji, 15O - odeszło, nie
chcąc się poddać weryfikacji.

*

W Bachczysaraju Tatarzy Krymscy przez ponad dwa tygodnie pikietowali
siedzibę władz miejskich. Domagano się przyznania działek pod budowę
domów dla powracających na rodzinną ziemię Tatarów. Władze ustąpiły
w końcu i zaczęły działki przyznawać.

*
22 kwietnia 199O r. (urodziny Lenina) w Tbilisi od godzin rannych
milicja obstawiała pl. Lenina, na którym stoi ostatni w Gruzji pomnik
wodza światowej rewolucji. Ulice dojazdowe do placu zastawiono autobu-
sami. Nie przepuszczano nawet mieszkańców okolicznych domów. Sam
pomnik obstawiony był szczelnie przez oddziały Specnazu. Okupacja
placu trwała do wieczora. W tym samym dniu odbył się masowy wiec
opozycji niepodległościowej, na którym przemawiał Heraklij Cereteli,
jeden z liderów Towarzystwa im. Ilji Czawczawadze.

----------------------------------------------------------------------

WIADOMOŚCI GOSPODARCZE

Według duńskich ekonomistów, Polska osiągnie standard życia zbliżo-
ny do obecnego poziomu Hiszpanii w 2O1O r.!

*

Hodowla zwierząt znajduje się na poziomie ub. roku. Pogłowie bydła
wynosi 1O,1 mln sztuk, trzody chlewnej - 18,7 mln szt. Struktura stada
wskazuje jednak, że w IV kwartale b.r. wystąpi 2O % spadek podaży.

*

Do końca marca br. zamknięto ponad 33 tys. zakładów produkcyjnych,
handlowych i usługowych. 77,5 tys. zawiesiło działalność. Jednocześnie
uruchomiono 65 tys. nowych firm.

*

Państwowa Inspekcja Ochrony Środowiska przekazała ministrowi
przemysłu, T. Syryjczykowi listę ponad 8O przedsiębiorstw i wydziałów
produkcyjnych, które decyzją wojewódzkich wydziałów ochrony środowiska
powinny zostać zlikwidowane. Min. Syryjczyk powiedział, że obecnie nie
ma pieniędzy nawet na przeprowadzenie procesów likwidacyjnych.

*
Znikome jest zainteresowanie wypuszczonymi w grudniu 1989 r. obli-
gacjami państwowymi. Założono, że ich sprzedaż przyniesie budżetowi
4,2 bln zł. Dotychczasowe wpływy wyniosły zaś 38 mld zł.

*

Nadwyżka budżetu centralnego 23 kwietnia wyniosła 4.646 mld zł.

*

Rząd podjął decyzję o płaceniu przez budżet odsetków od kredytów na
zakup węgla przez elektrownie i pośredników. Zapowiedziano, że od
lipca lub nieco później ceny węgla zostaną uwolnione. Obecna decyzja
ma stabilizować rynek w przyszłości oraz zapewnić kopalniom zbyt węgla.

*

W kwietniu nastąpiło dalsze zaostrzenie tempa wzrostu eksportu
i spadku importu. Nadwyżka eksportu nad importem wynosi 857,9 USD
i 1.1O6,2 mln rubli od początku roku.

*

Włoscy producenci i handlowcy wykazują pewne zainteresowanie współ-
pracą z Polską. Rząd włoski przygotowuje projekt ustawy o finansowaniu
inwestycji w Polsce. Na razie Włosi proponują prostą kooperację: ich
technologia, polskie płace.

*

W połowie kwietnia liczba bezrobotnych osiągnęła w Polsce 318 tys.
osób i zwiększa się o 5O tys. tygodniowo. W 17 województwach stopa
bezrobocia osiągnęła 3 %.

*

Ceny materiałów budowlanych utrzymują się na stałym poziomie, mimo
sezonowego wzrostu popytu. Nie ma popytu na węgiel. Wg fachowców, ko-
palnie obniżają ceny niejawnie, tzn. oferują mieszanki węgla lepszego
po cenach gatunków gorszych.

*

Cena rubla w kantorach - 7OO zł, państwowa - 21OO zł.

*

Cennik broni na łotewskim czarnym rynku (za pismem "Delo"): pisto-
let Makarow - 5OO-8OO rb, pistolet Margolin - 5OO rb, pistolety zagra-
niczne: Parabellum - 8OO rb, najnowszy model - 3.OOO rb, Phython -
3.OOO rb, Walter - 4OO-6OO rb, "wiatrówki" (ukradzione ze strzelnic)
- 1OO rb, broń automatyczna: karabiny AKM - 1.OOO-3.OOO rb, AKSU-14 -
5OO rb, pojemniki z gazem łzawiącym i paraliżującym - 3OO-5OO rb, para
przenośnych radiostacji - 1.OOO-1.2OO rb.

*

W Bułgarii produkcja przemysłowa spadła w I kwartale br. o 9 %
w porównaniu z analogicznym okresem ub.r.

Deutsche Bank w porozumieniu z bułgarskim bankiem handlu zagranicznego
otrzymał mandat sformułowania komitetu wierzycieli Bułgarii, który
opracuje program restrukturalizacji jej zadłużenia. Bułgaria zawiesiła
niedawno spłatę zadłużenia.

*

Parlament czechosłowacki uchwalił szereg regulacji prawnych,
otwierających możliwość rozwoju prywatnej przedsiębiorczości. Podsta-
wowym aktem jest ustawa o spółkach anonimowych, wzorowana na ustawie
zachodnioniemieckiej. Stwarza ona możliwość prywatyzacji przedsię-
biorstw państwowych.

*

Vaclav Klaus przedstawił w czechosłowackim parlamencie swój projekt
prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych. Zakłada on podział wszyst-
kich przedsiębiorstw na trzy kategorie:

I - świadczące usługi publiczne (komunikacja, wodociągi itp.) - pozo-
staną w rękach państwa;

II - małe przedsiębiorstwa produkcyjne, gastronomiczne, handlowe -
byłyby sprzedawane natychmiast;

III - pozostałe przedsiębiorstwa zostałyby pprzekształcone w "państwo-
we towarzystwa akcyjne". Dokona się rozdania udziałów wszystkim
obywatelom po równo. Następnie, gdy spółki wyemitują akcje, obywatele
będą je mogli kupić za swoje "udziały". Dopiero akcje będą mogły być
wycenione na rynku, także z udziałem zagranicznych inwestorów. Należy
jednak wątpić, czy parlament CSRF uchwali tę wersję prywatyzacji przed
czerwcowymi wyborami.

*

Bułgarski Związek Inicjatyw Gospodarczych zarejestrował 3OO tys.
przedsiębiorstw prywatnych. Związek ma bronić ich interesów.

*

Europejska Komisja Gospodarcza ONZ w swoim dorocznym raporcie
radzi krajom zachodnim zmianę strategii pomocy krajom wschodnioeuro-
pejskim, ponieważ nie są jej w stanie wchłonąć w całości.
*

Według Banku Państwowego NRD, obywatele tego kraju mają na rachun-
kach oszczędnościowych 162,4 mld marek.

*

Zachodnioniemiecka Lufthansa zamierza wykupić 26 % akcji we wschod-
nioniemieckim Interflugu. Lufthansa musi uzyskać na tę transakcję
zgodę federalnego Urzędu d.s. Karteli (urząd antymonopolowy). Zgoda
taka jest wymagana przy zakupie ponad 25 % udziałów w jakimkolwiek
przedsiębiorstwie. Jeśli Lufthansa ją uzyska, stanie się monopolistą
w Niemczech Wschodnich.

Obecnie obie firmy tworzą spółkę z oo Inter Penta Hotels, która zajmu-
je się budową 4- i 5-gwiazdkowych hoteli.

*

Kuba, aby wywiązać się z umów z ZSRR na dostawy cukru, dokupuje od
pewnego czasu cukier na rynkach światowych, zarabiając na tym ok.
3O % (Sowieci za cukier kubański płacą znacznie powyżej ceen świato-
wych). Po co więc Kubańczycy męczą się z własną prokukcją ? RWPG
sfinansuje Kubę i jej dziejową misję.

*

Etiopski dyktator Mengistu Haile Mariam przyznał publicznie, że
program budowy socjalizmu w jego kraju poniósł klęskę. Teraz etiopski
przywódca, przy pomocy Banku Świata i Międzynarodowego Funduszu Walu-
towego, będzie budował kapitalizm.

*

Wg CIA, rok 1989 był dla ZSRR najgorszy, jeśli chodzi o wskaźniki
gospodarcze. Spośród 1.2OO podstawowych artykułów konsumpcyjnych jedy-
nie 5O było łatwo dostępnych.

*

Wicepremier ZSRR Abałkin bardzo negatywnie ocenił sytuację gospo-
darki sowieckiej. W pierwszym kwartale b.r. zanotowano spadek produk-
cji o 1 % i wzrost dochodów realnych ludności o 15 %. Stwarza to
konieczność radykalnej reformy systemu cen. Istnieją trzy możliwości:
droga polska - 3-5-krotny wzrost cen, bankructwa i bezrobocie; rozwią-
zanie tradycyjne, tzn. wzrost cen detalicznych o 2O-3O % i energii
- o 8O % oraz 5O % dewaluacja rubla. Trzecie rozwiązanie, do którego
skłania się sowiecki rząd, to "synteza" obu rozwiązań. Sytuacja zdaje
się zmierzać do sowieckiego "Sierpnia 8O".

*

ZSRR zakupił dodatkowo w USA 149 tys. ton zboża, z dostawą w maju,
po subsysiowanych cenach. Cenę tego zboża ocenia się na 19 mln USD,
z czego subsydia rządu amerykańskiego wynoszą 28,87 USD do każdej
tony. W sumie ZSRR kupił w USA 3,2 mln ton zboża (dostawy - 1989-9O)
oraz ponad 13,1 mln t. nasion kukurydzy, soi, mączki sojowej.

*

Na spotkaniu z robotnikami Ultramaszu Gorbaczow zapowiedział
uwzględnienie w programie reformy gospodarczej wyników konsultacji
społecznych. Oznaczałoby to wycofanie się z radykalnej reformy na wzór
polski. W tym roku Gorbaczow będzie "stabilizował rynek wewnętrzny".
Dopiero w roku przyszłym ma zostać uchwalona większość ustaw, mających
wprowadzić system "regulowanej gospodarki rynkowej".

*

Dobiegają końca negocjacje nowego układu handlowego ZSRR-USA.
Sowieci uzyskają utraconą w 1951 r. klauzulę najwyższego uprzywilejo-
wania. Będzie to czytelne i jasne poparcie amerykańskie dla sowieckiej
blokady Litwy.

*

Banco Hispanoamericano i sowiecki Promstrojbank podpisały porozu-
mienie w sprawie finansowania wspólnych przedsięwzięć.

*

David Knox, były wiceprezes Banku Światowego poradził krajom laty-
noamerykańskim, aby ogłosiły niewypłacalność, gdyż i tak nigdy nie
będą w stanie wypełnić swych zobowiązań. Jest to, według niego, jedyna
możliwość rozwiązania kryzysu zadłużeniowego.

*

Bank Świata przyznał Jugosławii 4OO mln USD na sfinansowanie refor-
my gospodarczej. W marcu Jugosławia otrzymała 598 mln USD od Międzyna-
rodowego Funduszu Walutowego.

*

Bank Światowy ma tak samo zbiurokratyzowane i nieefektywne struktu-
ry jak wiele innych organizacji międzynarodowych - stwierdził Michael
Irvin, były wysoki funkcjonariusz tego banku.

*

Nasiliły się spory handlowe pomiędzy USA a Japonią. Amerykanie
żądają otwarcia Japonii dla produktów amerykańskich, Japończycy zaś
- zmniejszenia deficytu budżetowego USA (poprzez m.in. zwiększenie po-
datków, opodatkowanie benzyny). Nadwyżka handlowa Japonii wobec USA
wynosi 5O mld USD.

*

Austria i Norwegia prowadzą w Brukseli rozmowy na temat warunków
przyłączenia się do walutowo-finansowego systemu EWG.

*

14 maja Włochy zniosły ostatnie ograniczenia przepływu kapitału
przez granicę kraju.
----------------------------------------------------------------------

KRAJOWI PRZEDSTAWICIELE SW

Marek Czachor, Gdynia, ul. Czerwonych kosynierów 69/1

Włodzimierz Domagalski, Łódź, ul. Nowopolska 2O/37, tel. 57-97-9O

Maciej Frankiewicz, Poznań, ul. Gromadzka 23, tel. 53-28-57

Stanisław Janusz, Szczecin, ul. Sikorskiego 9/4, tel. 8O6-86

Piotr Komorowski, Gdynia, ul. Górna 21/2, tel. 22-35-82

Antoni Kopaczewski, Rzeszów, ul. Warskiego 1/25, tel. 44-762

Krzysztof Korczak, Szczecin, ul. Mazurska 14/4

Wojciech Myślecki, Wrocław, ul. Śniegockiego 29, tel. 61-O3-89

Seweryn Jaworski, Warszawa, ul. Gen. Zajączka 8/43, tel. 39-23-63

----------------------------------------------------------------------

Ruch Antykomunistyczny: