1989 - 03 (marzec - materiały dodatkowe)
******************************************************************
SERWIS AGENCJI INFORMACYJNEJ SOLIDARNOŚCI WALCZĄCEJ
MARZEC 1989
MATERIAŁY DODATKOWE
******************************************************************
*******************************************************************
CZASOPISMA WYDAWANE PRZEZ AISW, PRZY KORZYSTANIU Z NINIEJSZEGO
SERWISU, NIE SĄ ZOBOWIĄZANE DO PODAWANIA ŹRÓDŁA INFORMACJI.
PRZEDRUKI W INNYCH CZASOPISMACH - DOZWOLONE Z PODANIEM ŹRÓDŁA: AISW
*******************************************************************
_
ARTYKULY * KOMENTARZE
__________________
Zbigniew Romaszewski
MINIMALIZM RADYKALNY
PROPOZYCJE PROGRAMOWE DLA NSZZ "SOLIDARNOŚĆ"
Z zamiarem napisania dłuższego artykułu omawiającego sytuację
w Polsce nosiłem się już od dłuższego czasu, ale tempo wydarzeń
zachodzących w kraju nie pozostawiało czasu koniecznego dla zdys-
tannsowania się od codziennej bieganiny i szerokiego rozejrzenia
się wokół siebie. Strajki majowe, wypłaty rekompensat postrajko-
wych, przygotowania do Międzynarodowej Konferencji Praw Człowieka
w Krakowie, konferencja, strajki sierpniowe, ponowna wypłata tym
razem ogromnych rekompensat, masowe wyrzucenia z pracy - wszystko
to przeplatane nasilającymi się lub słabnącymi zatrzymaniami,
kolegiami, pobiciami i konfiskatami stanowiło tę najbardziej real-
ną, wręcz dotykalną rzeczywistość, otaczającą Komisję Interwencji
i Praworządności i stało na przeszkodzie w entuzjazmowaniu się
okrągłym stołem, debatą telewizyjną czy francuskim sukcesem Lecha
Wałęsy.
Dziś, kiedy nastał okres świąteczny i nawet najbardziej zatwar-
dziali opozycjoniści zasiedli za świątecznymi stołami i telefon
dzwoni tyko z rzadka, jest pora na refleksje i podsumowanie zysków
i strat odchodzącego 1988 roku. Bilans chyba nie jest zły.
Co napawa optymizmem ? Na pewno jakieś przełamanie apatii przez
społeczeństwo, odradzanie się potrzeby działania, branie swojego
losu we własne ręce, powolne, ale systematyczne odradzanie się
szerszego ruchu społecznego. Strajki, majowe czy sierpniowe, to
nie realizacja jakichś głębokich koncepcji politycznych, ale
bardzo jednoznaczny wyraz aspiracji masowych. Myślę, że stały się
one dla władz sygnałem alarmowym, nakazującym podjęcie kroków
ure alniających zapowiedziane bodajże od początku stanu wojennego
reformy.
Jakie negatywy ujawnił rok 1988 ? Myślę, że przede wszystkim
- i to zarówno po stronie władzy, jak i opozycji - brak koncepcji
reformatorskich, które by w sposób jednoznacznie zrozumiały
docierały do społeczeństwa i które by korespondowały z trudnościa-
mi dnia codziennego, przeżywanymi przez naród. Ten bardzo niebez-
pieczny proces określiłbym jako alienację elit, grożącą utratą
społecznego autorytetu i stwarzającą ryzyko nie kontrolowanych
wybuchów społecznych.
Dotychczas, kiedy próbowaliśmy opisywać sytuację w Polsce,
posługiwaliśmy się modelem silnie spolaryzowanych przeciwieństw:
naród - czerwoni, opozycja - władza, Wałęsa - Jaruzelski, demokra-
ci - totalitaryści, "Solidarność" - PZPR, dobrzy i źli.
Dziś, mimo iż tak zarysowany dwubiegunowy model jest ciągle
najszerzej w opinii publicznej rozumianym modelem polskiego
społeczeństwa, to nie jest on w stanie wyjaśnić całego szeregu
zjawisk społecznych, a z istniejącymi sprzecznościami zaczynają
już konkurować nowe, które ulegając dalszemu pogłębieniu mogą
w ciągu roku całkowicie zmienić obraz społeczeństwa polskiego
i polskich problemów. Młodzi - starzy, bogaci i biedni, radykalni
i umiarkowani, lewica i prawica - cokolwiek miałoby to dziś
w polskich warunkach oznaczać - czy wreszcie politycznie aktywne
elity - reszta społeczeństwa, to wszystko problemy, które mogą
bardzo szybko swą wagą zdominować dotychczasowy schemat.
Być może świadczy to o ewolucji systemu i jest wyrazem norma-
lizowania się polskiej sytuacji, nie mniej jednak wyrastanie
problemów nowych bez rozwiązania starych trudno uważać za remedium
na bolączki, odczuwane przez wszystkich.
Trudno również ocenić wagę poszczególnych problemów, ponieważ
skuteczne zablokowanie mechanizmów demokratycznych tak po stronie
władzy, jak i opozycji zaciemnia obraz i przesłania go fasadą
porozumień i nieporozumień, sukcesów i klęsk, dających się jedno-
znacznie interpretować w modelu czarno-białym, ale niekoniecznie
przystających do realiów dzisiejszej Polski.
Na dodatek wszystko to pokrywa jeszcze sieć osobistych senty-
mentów i resentymentów, czyniących obraz stosunków w Polsce
całkowicie nieczytelnym lub - co gorzej - odczytywalnym opacznie.
Strajki sierpniowe i powstała w ich wyniku ewentualność prowa-
dzenia negocjacji przy okrągłym stole zapoczątkowały proces
gruntownych przemian w układzie sił politycznych w Polsce. Prze-
miany te to z jednej strony powstanie szeregu silnych centrów
ruchu zawodowego, z drugiej strony polaryzacja środowisk zarówno
w obozie władzy, jak i opozycji.
O ile pierwszy punkt właściwie nie wymaga komentarzy i jest po
prostu stwierdzeniem faktu, że na terenie Jastrzębia, Stalowej
Woli, Szczecina, Gdańska, Bełchatowa powstały silne, choć na pewno
dalekie od doskonałości, ośrodki robotniczego ruchu związkowego,
o tyle drugi punkt wymaga już szerszego omówienia.
Dyskusja na plenum ujawniła istnienie wewnątrz PZPR bardzo
silnych podziałów, dotyczących koncepcji władzy oraz negocjacji
i porozumienia z opozycją.
Jest rzeczą zupełnie oczywistą, że sam pomysł dzielenia się
władzą był dla większości uczestników plenum nie do przyjęcia.
PZPR już bardzo dawno przestała reprezentować zauważalne oblicze
ideologiczne i uczestnictwo w niej oznaczało w praktyce akces do
władzy i akceptację mechanizmów totalitarnych. Akces ten opłacany
był często społecznym ostracyzmem i stanowił o bilansie strat i
zysków poszczególnych karierowiczów. Zakomunikowanie im, że są
ideowymi komunistami, a władzą trzeba się będzie w jakiś sposób
dzielić z opozycją, musiało wywołać silne rozczarowanie i żal,
jakże wyraziście przezierający z poszczególnych wypowiedzi.
Ostateczny rezultat plenum - stanowisko w sprawie pluralizmu
związkowego i politycznego, należy uznać za jednoznaczny przejaw
istnienia wewnątrz PZPR grupy reformistycznej i jej realne
zwycięstwo.
Problem, czy grupa ta działa w imię właściwie rozumianego inte-
resu kraju, czy też celem jej jest realizacja partykularnych
interesów grupowych leży raczej w sferze sterowanych emocjami
domniemywań niż faktów i nie bardzo poddaje się ocenom. Ja
osobiście uważam, że jest zapewne i tak, i tak, jak wewnątrz każ-
dej działającej politycznie grupy. Faktem jest natomiast zmiana
koncepcji politycznej, a problemem - perspektywa jej realizacji
oraz pojmowanie tego, co nazywamy dobrem kraju.
Podziałów nie uniknęła również opozycja. Można tu wyróżnić dwie
przyczyny. Jedna - to poddanie się magii zabiegów socjotechnicz-
nych władzy. Druga - to elitarność, a przede wszyztkim hermetycz-
ność prowadzonych rozmów.
Rzucony przez władzę pomysł istnienia opozycji konstruktywnej
i niekonstruktywnej odbił się w niej szerokim echem.
W każdym razie, kiedy ostatecznie władza przestała wysuwać
obiekcje w stosunku do doradców Związku, problem przestał istnieć,
mimo iż kilka dość poważnych organizmów opozycyjnych, jak KPN,
"Solidarność Walcząca", PPS-RD, Grupa Robocza Komisji Krajowej
pozostały w "niekonstruktywnym" polu. Taki oto prosty zabieg,
zastosowany przez władze, doprowadził do tego, że ludzi bardziej
zaczęła dzielić ich "konstruktywność" lub "niekonstruktywność" niż
łączyć opozycyjność.
Nie sposób odmówić zasług w tym zbożnym dziele również opozycji
- ani konstruktywnej, ani tej drugiej. Jedni - celebrując herme-
tyczność rozmów i nie przedstawiając sensownych, konkretnych
postulatów, podważali swą wiarygodność, drudzy nie usiłowali nawet
dojrzeć możliwości, płynących z jakichkolwiek rozmów z władzami.
Jedni dbali, by przy stole nie powstał zbyt duży ścisk, drudzy
- obrażeni - osądzili całą rzecz a priori.
* * *
Jeśli chodzi o hermetyczność i elitaryzm prowadzonych negocja-
cji, to sądzę, że bardzo wyraźnie przekroczył on granice,
podyktowane taktyką negocjacyjną i stał się w jakiejś mierze
osłoną interesów grupowych wybranych elit "Solidarności". Nie bez
znaczenia dla hermetyczności prowadzonych rozmów był również brak
jednoznacznej własnej koncepcji porozumienia i wynikający stąd
pasywizm.
W każdym razie podważyło to autorytet kierownictwa "Solidarnoś-
ci" (co by przez nie nie rozumieć) i zaważyło na rysujących się
podziałach.
Tak więc w chwili obecnej można próbować opisać sytuację
w Polsce, konstatując istnienie z grubsza czterech grup politycz-
nych - opozycji w opozycji, koncyliacyjnych grup Wałęsy i Jaru-
zelskiego oraz opozycji partyjnej.
Łatwo zauważyć, że wraz z usuwaniem sprzeczności pomiędzy
"Solidarnością" i partią, równolegle będą narastały sprzeczności
wewnątrz poszczególnych obozów. Uprawiane bardzo często lekceważe-
nie ugrupowań, pozostających w opozycji w stosunku do Lecha Wałęsy
jest poważnym nieporozumieniem, gdyż fakt poparcia Wałęsy przez
szerokie kręgi opiniotwórcze nie jest wcale równoznaczny z rozleg-
łością bazy społecznej. Zablokowanie mechanizmów demokratycznych
wewnątrz "Solidarności", wywołane wprowadzeniem stanu wojennego,
stworzyło sytuację, w której najbardziej obecnie aktywne elementy
młodzieży akademickiej i robotniczej nie posiadają reprezentacji
w gremiach kierowniczych "Solidarności".
Tak więc zapoczątkowany proces porozumienia jest o tyle atrak-
cyjny politycznie, o ile wyłaniające się centrum zdoła zgromadzić
wokół siebie szeroką bazę społeczną. w przeciwnym razie albo próba
porozumienia zakończy się fiaskiem, albo koniecznością stworzenia
nowej formuły rządów autorytarnych.
Osobiście uważam, że wobec porozumienia nie ma innej alterna-
tywy, jednakże jeśli próba porozumienia ma się zakończyć sukcesem,
to nie mniejszą uwagę niż sam proces negocjacyjny powinny przycią-
gać procesy, zachodzące wewnątrz opozycji.
Dziś mniej więcej zdajemy sobie sprawę z ceny, jaką mamy zapła-
cić za relegalizację Związku. Jest ona w gruncie rzeczy wyższa niż
rachowaliśmy i dotyczy w pierwszym rzędzie uczestnictwa w wyborach
i obsadzenia mandatów w Sejmie.
Dlaczego uważam ją za bardzo wysoką ? Dlatego, że nie dając
realnego uczestnictwa w sprawowaniu władzy - czyni nas odpowie-
dzialnymi za stan państwa, stan, który jest katastrofalny i na
który przez ponad 4O lat nie mieliśmy wpływu. Z tego dziś wszyscy
zdają sobie sprawę, ale za pół roku - rok, za krach gospodarczy,
inflację, ubożenie społeczeństwa w oczach najszerszej opinii
publicznej odpowiadać będziemy na równi z Jaruzelskim, Rakowskim
i ich współpracownikami.
Myślę, że przyjęcie tej ceny możliwe jest tylko pod dwoma
warunkami: po pierwsze, że reforma gospodarcza nie będzie się
odbywała na koszt społeczeństwa i po drugie, że to nie "Solidar-
ność" stanie się uczestnikiem problematycznej władzy.
"Solidarność" jako ruch społeczny nie posiada odpowiednich
struktur organizacyjnych, które mogłyby jej zapewnić autentyczny
udział w rządzeniu, natomiast "Solidarność" jako związek zawodowy
powinna się bać takich schizofrenicznych rozwiązań jak ognia. 4O
lat doświadczeń z "przewodnią siłą narodu" powinno być dla nas
ostrzeżeniem przed tworzeniem tego rodzaju tworów, które są odpo-
wiedzialne za wszystko i wszystkim kierują, są jedynym słusznym
przedstawicielem społeczeństwa, dbają o gospodarkę, otaczają opie-
ką pracowników, uczestniczą w polityce międzynarodowej - i tak
dalej, i tak dalej. To już przerabialiśmy.
Niech każdy odpowiada do końca za to, czego się podjął. Związek
jest instytucją, która - jeśli ma być wiarygodna dla społeczeństwa
- to musi po pierwsze reprezentować interesy pracowników. Może,
rozumiejąc konieczności gospodarcze, zawierać kompromisy, ale nie
może jednocześnie reprezentować i pracownika i pracodawcy, nieza-
leżnie od tego, czy jest nim państwo, czy spółka z ograniczoną
odpowiedzialnością.
Dla polityków i ich wszechogarniających doktryn naprawy Rzeczy-
pospolitej są partie polityczne, które - daj Boże - będą się
rozwijały, tworzyły koalicje, zrywały je, wysuwały swoich kandy-
datów lub bojkotowały wybory. Oczywiście Związek będzie udzielał
poparcia jednym partiom, a odmawiał go innym, w zależności od
tego, jak ich programy będą uwzględniały interesy pracowników
i Związku. Co więcej, w początkowym okresie Związek będzie miał
niezmiernie silny wpływ na politykę tak, jak to miało miejsce na
Zachodzie w latach pięćdziesiątych-sześćdziesiątych, ale ten wpływ
będzie miał tylko wtedy, jeśli zachowa swój związkowy charakter,
jeśli będzie reprezentantem pracowników, jeśli odzyska swoją
tożsamość.
W procesie reformy rola Związku jest niezbywalna. Musi on być
amortyzatorem przemian społecznych, musi mieć wpływ na ich tempo i
rozmiary, musi negocjować w imieniu załóg warunki reformy, ale nie
noże przyjmować za nich odpowiedzialności. Reforma, która miałaby
przynieść odrodzenie gospodarcze, wymaga głębokich przemian spo-
łecznych, będzie powodowała utratę pracy przez ludzi, będzie
wymagała przekwalifikowania się ludzi, podjęcia i rozwiązania tych
problemów. To gigantyczne zadanie dla Związku i jego podstawowy
wkład w dzieło reformy i nie bardzo sobie wyobrażam, aby Związek
było stać na coś więcej. Postarajmy się w ramach reformy zabezpie-
czyć interesy pracownicze, a wtedy odzyskamy społeczną wiarygod-
ność i odbudujemy Związek. Wykonamy pracę pożyteczną dla
społeczeństwa i dla kraju. Jeśli tego nie zrobimy, wątpię, abyśmy
mogli w jakikolwiek sposób oddziaływać pozytywnie na losy Państwa
Polskiego.
***
Spośród licznych problemów, które mają być przedmiotem debaty
przy okrągłym stole, poza reformą polityczną główną uwagę przycią-
ga stolik reform gospodarczych. Wszyscy wiedzą, że jest bardzo
źle, że bez gruntownych reform nie pojedzie się dalej, że kryzys,
że inflacja, że trzeba temu jakoś zaradzić. Można by nawet twier-
dzić, że generalny kształt reformy uzyskał w jakiejś mierze
spłeczny consensus.
Na pewno prof. Kurowski czy dr Bugaj wyparliby się ojcostwa
reformy, podkreślając szereg wypaczeń, niekonsekwencji i absurdów,
tym niemniej wśród wyżej wymienionych niekonsekwencji można przy
dobrej woli odczytać postulaty ekonomiczne, zawarte w programie
Związku, uchwalonym na I Krajowym Zjeździe Delegatów "Solidar-
ności" i powtórzone w szeregu innych dokumentach związkowych.
Poniewaź, jak by nie było, program związku był wyrazem aspiracji
jego 1O milionów członków, a władze - chcąc, nie chcąc - musiały
go zaakceptować, to można by twierdzić, że zostało osiągnięte
porozumienie narodowe.
Zrównanie trzech sektorów, poparcie dla niezależnych inicjatyw
gospodarczych, uruchomienie rynku, dopuszcenie zagranicznego kapi-
tału, obrót środkami dewizowymi, restrukturyzacja przemysłu, prio-
rytety dla rolnictwa, budownictwa, ekologii - to wszystko wygląda
słusznie. Oczywiście reforma, prowadzona pod kierunkiem premiera
Rakowskiego i ministra Wilczka w oparciu o stale ten sam aparat
partyjny i gospodarczy przywodzi na pamięć nepotyzm epoki gierkow-
skiej, jednakże nie to budzi mój największy niepokój. Najbardziej
niepokoi mnie, że obydwie proreformistycznie nastawione strony
- i władza, i opozycja - ani nie zająkną, jakie to przykre konse-
kwencje niesie ze sobą reforma dla społeczeństwa. Nie chcę
wchodzić w to, czy władza ma reformatorskie intencje, czy nie, czy
spetryfikowany aparat partyjny - legendarny beton - zdoła reformę
zablokować, czy też reforma obejmie równieź partię. Interesuje
mnie tylko przypadek pozytywny, a mianowicie: kiedy w ramach paktu
antykryzysowego będziemy reformowali gospodarkę to - po pierwsze -
skąd weźmiemy na to pieniądze, po drugie - co się podczas reformy
będzie działo ze społeczeństwem ?
Jeśli chodzi o pierwsze pytanie, to podejrzewam, że odpowiedź
jest następująca: jeśli władza porozumie się z opozycją, jeśli
opozycja zabezpieczy, że społeczeństwo nie będzie się burzyć, to
uwirygodniona w ten sposób władza dostanie w imię ochrony "pie-
restrojki" trochę pieniędzy od Zachodu.
Gorzej jest z pytaniem drugim. Władza odpowiada na nie: "Te
sprawy załatwi pani Janina Król z Ministerstwa Pracy, Płacy
i Spraw Socjalnych". Gdyby tak naprawdę reforma ruszyła, to
współczułbym pani Janinie Król chyba jeszcze bardziej, niż prof.
Łętowskiej, niemniej jednak odpowiedź władz uważam za mało przeko-
nującą. Jeśli chodzi o opozycję, to ta nie tylko na to pytanie nie
odpowiada, ale nawet nie stawia, co jak na instytucję wyrosłą
w oparciu o związek zawodowy można by uznać za fakt zdumiewający.
Bo albo trzeba kompletnie nie wierzyć w możliwość reformy, albo
też trzeba ją sobie wyobrażać jako gigantyczny kataklizm społecz-
ny. Zamykanie zakładów pracy, lokalne - jeśli nie generalne - bez-
robocie, konieczność przekwalifikowywania ludzi, konieczność
przemieszczania ich przy zupełnym braku rezerw mieszkaniowych
- itd. To tylko problemy z tak zwaną siłą roboczą, zwaną kiedy
indziej podmiotem historii. A to przecież nie koniec, to tylko
efekty najbardziej namacalne, najłatwiej uchwytne. Bo reforma,
która jest polskiej gospodarce konieczna, wymaga zmiany hierarchii
wartości, zmiany mentalności społeczeństwa, spowoduje awans lub
całkowitą degradację całych grup społecznych. Od kapitalizmu do
realsocjalizmu droga była bardzo ciernista i nie ma powodu sądzić,
by przejście do normalnego społeczeństwa było łatwiejsze. Dlaczego
się o tym nie mówi ? Na czym opiera się nadzieje, że jakoś to
będzie ? Na drugiej izbie parlamentu ? Żarty ! W stytuacji, w któ-
rej w zamian za ciągle niejasne obietnice reform politycznych
władza zamierza ograniczyć uprawnienia społeczeństwa w takich
dziedzinach, jak pełne zatrudnienie, 42-godzinny tydzień pracy,
ochrona zdrowotna, ochrona socjalna, uprawnienia pracownicze -
może wydawałoby się skupić na tych zagadnieniach. W przeciwnym
wypadku zarówno los reformy, jak i los historycznego porozumienia
widzę dość smętnie.
Jeśli "Solidarność" nie stworzy jasnego programu działania
w obronie pracowników, jeśli nie wywalczy dla siebie odpowiednich
form organizacyjnych, narzędzi presji i środków materialnych,
pozwalających na realizację ochrony pracowników podczas reformy,
to reszta zdobyczy okrągłego stołu, nawet łącznie z przywróceniem
jakiegoś ułomnego pluralizmu związkowego, poza wywołaniem chwilo-
wego entuzjazmu, nie będzie w stanie odwrócić wybuchu pogłębiaja-
cej się frustracji społeczeństwa. Wybuchu, który będzie tym mniej
kontrolowany i tym groźniejszy, że społeczeństwo wystąpi do walki
o swe prawa pozbawione elit i odrzucające wiarę w autorytety.
Wyrosło nowe pokolenie. Nagromadziło się zniecierpliwienie. Wzrósł
społeczny radykalizm. Pytanie, w jakiej mierze elity opozycyjne
odzwierciedlają nastroje społeczne, staje się coraz bardziej
uzasadnione.
Musimy sobie bardzo jasno zdawać sprawę, że autorytet zarówno
kierownictwa Związku, jak i elit opozycycjnych, bardzo wyraźnie
zmalał i wszelkie porozumienie z władzami,które nie będzie w pełni
dla ludzi jednoznaczne, nie będzie zachowywało naszej tożsamości
i zapewniało możliwości niezależnego i skutecznego działania na
rzecz społeczeństwa, może nas bardzo łatwo postawić po drugiej
stronie barykady. I to jest ewentualna klęska rozmów okrągłego
stołu. Jak jej uniknąć ?
Myślę, że jest kilka warunków do spełnienia:
1. Walka o relegalizację "Solidarności" oraz przygotowanie progra-
mu i zapewnienie środków jego realizacji (prawnych,materialnych
i organizacyjnych), pozwalających zalegalizowaniu NSZZ "Solidar-
ność" na podjęcie skutecznych działań w obronie pracowników przy
jednoczesnym promowaniu celów reformy gospodarczej.
2. Jasna i ścisła informacja opinii publicznej o przygotowaniach
do rozmów czy toczących się rokowaniach. Sformułowanie prostego
i jednoznacznie zrozumiałego pakietu postulatów "Solidarności".
3. Uruchomienie mechanizmów demokratycznych wewnątrz opozycji,
pozwalających na stworzenie reprezentatywnego przedstawiciel-
stwa.
Zabiegi o relegalizację Związku przebiegają w atmosferze, jak
już pisałem, pasywizmu i oczekiwania, co też władza, przyciśnięta
do muru narastającym kryzysem, jest nam w stanie zaproponować.
Rzeczywiście, nie wiemy do końca, czego władza zażąda,a na co
pozwoli, ale to wyłączne ukierunkowanie na obserwowanie posunięć
władzy wydaje się w ogóle nie brać pod uwagę aspiracji członków
odradzającego się Związku i warunków niezbędnych dla tego, aby
mógł on po relegalizacji odegrać pozytywną rolę w procesie spo-
łecznej odnowy.
Poza obszarem zainteresowania pozostają takie elementy sytuacji,
jak odradzanie się i umacnianie zorganizowanego ruchu związkowego
oraz towarzyszący temu i będący odpowiedzią na przeciągające się
negocjacje wzrost radykalizmu załóg.
Z mojego punktu widzenia jest to element podstawowy oceny sytu-
acji, który powinien spowodować rewizję naszego stanowiska i
doprowadzić do jednoznacznego sformułowania warunków relegalizacji
Związku. Jeśli nie uzyskamy ich dziś, podczas rozmów przy okrągłym
stole, to uzyskamy je jutro w wyniku fali strajkowej.
Każdy, kto ma jakikolwiek kontakt z załogami wie,że wraz
zwiędnięciem perspektyw negocjacji wyrasta w zakładach pracy
świadomość konieczności podjęcia strajku na wiosnę. Nikt tego nie
ukrywa. Mówią o tym górnicy w Jastrzębiu, hutnicy w Stalowej
Woli, portowcy i stoczniowcy na Wybrzeżu, w Gdańsku i w Szczecinie.
Spróbujmy porównać sytuację z grudnia 1987 i grudnia 1988 r..
Rok temu marazm i niewiara były wszechogarniające. W zakładach
pracy, głównie na Wybrzeżu Szczecińskim, nieliczne grupki straceń-
ców zakładały komitety założycielskie, rodziła się koncepcja kas
samoobrony, a potem maj, sierpień, i powszechne poczucie potrzeby
Związku, i rosnąca wiara w relegalizację "Solidarności". Dziś
punkt wyjścia jest już zupełnie inny. Pięć silnych ośrodków "Soli-
darności" i odradzający się ruch związkowy w reszcie kraju. Dziś
NSZZ "Solidarność" to nie lepsza lub gorsza koncepcja polityczna
rozwiązania kryzysu społeczno-politycznego kraju, tylko wyraz
rosnącej potrzeby pracowniczej. Naprawdę nie musimy w tej chwili
oczekiwać, na jaki Związek nam władze pozwolą, aby doprowadzić
w ten sposób do kompromitacji samej idei. My mamy prawo Związku
żądać i to takiego, który mógłby być odpowiedzią na oczekiwania
społeczne i który mógłby stać się konstruktywnym elementem prze-
obrażeń społeczno-gospodarczych.
Jeśli mówiłem o pesymiźmie w stosunku do 1989 roku, to miałem
na myśli nie tylko opór władzy, doskonale nam znany i systema-
tycznie słabnący wraz ze zrozumieniem głębokości kryzysu i nie
słabnącego oporu społecznego, ale przede wszystkim brak konkret-
nego programu i brak wiary w demokratyczny ruch społeczny ze
strony opozycji.
Tego rodzaju postawa podawża wiarygodność "solidarnościowych"
elit zarówno w oczach władzy, jak i społeczeństwa. Jeśli jutro
chcemy mieć "Solidarność", to już dziś musimy zadecydować o tym,
jaka ona ma być, a stworzenie związku, który by ochraniając inte-
resy pracowników stymulował jednocześnie procesy reformy gospo-
darczej nie jest rzeczą wcale prostą i obawy, wysuwane przez
PZPR-owskich reformistów, wcale nie są pozbawione podstaw.
Bo wizja ot tak, od zaraz powstałego Związku jest dość przera-
żająca, a obydwie alternatywne perspektywy mało obiecujące. No bo
cóż, tak się akurat składa, że główną bazę Związku stanowią robot-
nicy wielkoprzemysłowi. Tak się również składa, że czerdziesto-
letnia polityka gospodarcza realsocjalizmu, nie dostrzegająca
przemian technologicznych na świecie, doprowadziła do sytuacji,
w której właśnie rozbudowany przemysł ciężki przynosi największe
straty i domaga się najdalej idących przeobrażeń. Jak długo
społeczeństwo i cała gospodarka mogą dokładać do nierentownych
hut, stoczni czy innych zakładów wielkoprzemysłowych ? Nie jestem
ekonomistą ani ekologiem i nie jestem w stanie ocenić rentowności
lub nierentowności poszczególnych zakładów, czy też zagrożenia,
jakie stwarzają dla środowiska. Nie wiem, czy w warunkach abstrak-
cyjnie wyznaczanych cen pojęcie rentowności w ogóle nie jest
pojęciem umownym.
Niemniej jednak potrzeba restrukturyzacji polskiego przemysłu
wydaje się być nie kwestinowana i likwidacja nierentownych, bądź
groźnych dla środowiska zakładów dość nieuchronna. Spowoduje to
zwalnianie ludzi z pracy, na nowo zaś powstające miejsca pracy
trzeba chwilę poczekać. Ludzie nie posiadają dostatecznych
kwalifikacji do podjęcia nowej pracy. Lądują na bruku.
Przed Komisją Interwencji, o ile znajdzie się dla niej miejsce
w zalegalizowanym Związku, zaczynają tworzyć się kolejki, jak
przed Ambasadą Amerykańską latem. Oczywiście nie odciąża to
w niczym kolejek przed rozmaitymi ambasadami, które rosną lawi-
nowo, a wraz z nimi zniecierpliwienie i impertynencja presonelu
konsularnego.
Dochodzi do strajków, manifestacji, może zamieszek, lecą
kamienie. Gdzie w takiej sytuacji zamierza znaleźć się Związek ?
Przy obecnym zaawansowaniu koncepcji działalności związkowej widzę
tylko dwa rozwiązania: albo związek, idąc za swą bazą, to znaczy
popiearając roszczenia robotników wielkoprzemysłowych, staje się
elementem całkowicie konserwatywnym, blokującym reformę, albo też
wraz z prokuraturą ogłasza strajki za nielegalne, dzikie i wysyła
swych przedstawicieli, ażeby tłumaczyli robotnikom, że trudno -
muszą pocierpieć, bo tego wymaga dobro kraju. Z góry współczuję
takim wysłannikom. Tego rodzaju perswazje w żadnej mierze nie
zapobiegną narastaniu w kraju nastrojów radykalnych, a sprawią
jedynie, że kierownictwo Związku pójdzie w jedną, a związkowcy
w drugą stronę. Nie da się tłumaczyć ludziom rzeczy niewytłuma-
czalnych. Ja do wygaszania strajków jeździć nie będę.
Czy nie ma trzeciego wyjścia ?
Owszem, jest, ale wymaga ono koncentracji na problemach Związ-
ku, wymaga dzikiego trudu organizacyjnego i wymaga wiary, że jeśli
dopracujemy się rozwiązania, to jeśli nawet nie znajdzie ono apro-
baty u władz, to zbudowany przez nas ruch społeczny będzie na tyle
silny, żeby to rozwiązanie narzucić. Trzeba wierzyć w ludzi
i w siebie. Zupełnie nie rozumiem, skąd ci sami ludzie, którzy nie
wierzą w ruch, nie wierzą w możliwość realizowania szerszych
koncepcji społecznych, w podejmowanie niezależnych inicjatyw
związkowych, kiedy wkraczają na arenę polityczną, nabierają prze-
konania, że gdyby to oni znaleźli się w gremiach kierowniczych to
od razu życie w Polsce popłynęłoby innym torem.
W tej chwili możemy stwierdzić, że odradzający się po strajkach
sierpniowych Związek zbliża się do absolutnego pułapu możliwości
rozwojowych w warunkach działalności jawnej, lecz nielegalnej. Na
terenie objętym działaniem Komisji Interwencji ten pułap został
już po prostu osiągnięty: O,5 mld. zł wypłat postrajkowych,
dokonane bez telefonów, teleksów, biura, obsługi bankowej - to
więcej niż maksimum tego, co się daje zrobić. Istniejące struktury
organizacyjne nie są przystosowane do obsługi tak wielkiego ruchu
i o ile nie zostaną podjęte kroki dostosowujące te struktury do
potrzeb chwili, to dalszy rozwój utonie w bylejakości, bałaganie
i zniechęceniu. Zapewne są jeszcze jakieś rezerwy, które może by i
trzeba uruchomić, ale wykonanie następnego jakościowego skoku
wymaga już relegalizacji "Solidarności".
Czy oznacza to przyjęcie każdej propozycji władzy ? Z całą pew-
nością nie, gdyż z dwojga złego lepsze jest chwilowe ograniczenie
rozwoju niż generalna kompromitacja samej idei, nie będącej w sta-
nie rozwiązać wyżej zarysowanego dylematu.
Nie jestem zatwardziałym legalistą i nie mam nabożnego stosun-
ku do statutu z roku 1981. Statut jest pewnym narzędziem, środkiem
działania i prawie osiem lat rozwoju stosunków społecznych to
okres dostatecznie długi, aby zachodziła potrzeba korekty. Tym
niemniej istnieją pewne warunki, niezbędne do tego, aby Związek
zachował swoją tożsamość.
Co "Solidarność" powinna sobie zapewnić, aby mogła odpowie-
dzialnie podjąć funkcje niezależnego związku zawodowego?
Myślę, że dwie rzeczy - po pierwsze pełną niezależność formowa-
nia niezależnych wewnętrznych struktur organizacyjnych, po drugie
- realne prawo do strajuku.
Co się tyczy niezależności, to ustawa z 1982 roku przewiduje
rejestrację Związku na szczeblu zakładowym i nadaje tym samym
organizacjom zakładowym osobowość prawną. Organizacje te mogą
tworzyć federacje związków zawodowych, bądź też rezygnując ze swej
osobowości prawnej mogą utworzyć jednolitą, ogólnopolską organi-
zację związkową.
Nic więc nie stoi na przeszkodzie, by organizacja taka miała
dowolną, dogodną do działania strukturę pośrednią, branżową,
zawodową, bądź terytorialną. Tak więc sprawa wyboru wewnętrznej
organizacji Związku jest sprawą jego suwerennej decyzji i nie
powinna być przedmiotem żadnych negocjacji. Tym bardziej, jeśli
Związek ma zachować swój demokratyczny charakter, to przedmiotem
uzgodnień nie mogą być żadne sprawy kadrowe Związku. Kiedy podczas
debaty z Alfredem Miodowiczem Lech Wałęsa mówił o innym obliczu
Związku i o koniecznych zmianach kadrowych, rozumiem, że miał on
bardziej na myśli udział we władzach Związku demokratycznie wybra-
nych przedstawicieli młodych załóg, będących jego siłą napędową,
niż wyrugowanie starej, znienawidzonej przez władzę ekstremy. To,
co piszę. to rzecz zupełnie oczywista, ale można się spodziewać,
że właśnie w tym kierunku pójdą naciski władz, usiłujących ograni-
czyć niezależność i samorządność Związku. Jest na przykład rzeczą
bardzo charakterystyczną, że nowy projekt kodeksu pracy w ogóle
nie uwzględnia istnienia pośrednich struktur związkowych, a jedy-
nie zakładowe i ogólnopolskie. W takiej sytuacji organizacje
zakładowe w małych przedsiębiorstwach tracą praktycznie wszelkie
oparcie i przestają w ogóle odgrywać jakąkolwiek rolę.
Znacznie trudniejszym problemem jest problem prawa do strajku.
Byłoby zupełnym nieporozumieniem, gdybyśmy wraz z OPZZ-em, który
już to ustami niektórych swych członków czynił, nie stwierdzili,
że przyznawane w ustawie z 1982 roku prawo do strajku jest po
prostu czystą fikcją prawną. Doskonale sobie zdaję sprawę, że
jeśli podejmiemy tę kwestię, to Jerzy Urban oświadczy, że "Soli-
darność" powraca do swych anarchistycznych tradycji i w tych
warunkach nie może być wiarygodnym partnerem narodowego porozu-
mienia. Tym niemniej uważam, że "Solidarność" powinna po pierwsze
zachować wiarygodność w oczach swych członków, a problem wiarygod-
ności w oczach Jerzego Urbana odłożyć na plan dalszy. Musimy
zdawać sobie sprawę z tego, o czym zresztą mówił wyraźnie rzecznik
rządu, że rok 1989 przyniesie nam jeśli nie falę, to przynajmniej
znaczną liczbę strajków w pojedynczych zakładach pracy. Zgodnie
z ustawą z 1982 roku wszystkie one będą nielegalne. Dokąd cała
"Solidarność" jest nielegalna i za noszenie znaczka "Solidarności"
płaci się kolegium, możemy się tym faktem po prostu nie przejmo-
wać, ale co zrobimy, kiedy zaistniejemy legalnie ? Czy odetniemy
się od tych strajków ? Czy też będziemy je popierać, narażając się
na zarzut niedotrzymania porozumień ? Z tej sytuacji nie ma żad-
nego dobrego wyjścia poza frontalnym podjęciem problemtyki
strajkowej. Nie sposób nie zgodzić się, że strajki szkodzą gospo-
darce, ale związek zawodowy tworzy się przecież nie po to, żeby
strajkować, ale po to, żeby móc negocjować sporne problemy zbioro-
we. Tego rodzaju negocjacje nie są czczą fikcją tylko wtedy, kiedy
istnieje realne prawo do strajku. I my projekt takiego prawa musi-
my stworzyć. Projekt ten musimy bardzo szeroko skonsultować z
załogami, wynegocjować z władzami, a następnie bardzo skrupulatnie
przestrzegać. Tego problemu nie da się pominąć milczeniem.
Kolejne dwa problemy, wobec których Związek musi mieć
jednoznacznie wypracowane i jasne dla wszystkich stanowisko, to
problemy ochrony społeczeństwa przed skutkami inflacji i ochrona
pracowników w procesie przeprowadzania reformy gospodarczej.
Galopująca inflacja jest czytelna dla wszystkich, czego nieste-
ty nie daje się powiedzieć o stanowisku Związku w tej sprawie.
Wydaje się, że najwyższy czas przedstawić społeczeństwu nasze
postulaty. Chylę czoła przed specjalistami w tej dziedzinie, jeśli
są oni w stanie zdecydowć się na jakieś inne rozwiązanie, to stanę
się najgorętszym jego chwalcą i propagatorem; ale jak na dziś -
widzę tylko dwa rozwiązania: albo zamrożenie cen i płac, albo
indeksację wynagrodzeń. Stanowisko władz, jak dotychczas, okreś-
liłbym eufemistycznie jako stanowisko "połowiczne". Wszelkie
starania dotyczą bowiem wzrostu płac, pozostawiając sprawy cen
fluktom wolnego (no, może bez przesady) rynku. Że się to władzom
nie udawało i że rzeczywistość biegła swoim torem, to sprawa
zupełnie inna, ale intencje były niewątpliwie takie, a inflacja
spokojnie rosła. Ponieważ przełamywanie barier płacowych prze-
biegało znacznie efektywniej w dużych zakładach pracy, to można
przyjąć, że o ile skutki inflacji zostały tam w jakiś sposób przy-
najmniej częściowo zrekompensowane, to skutki działań płacowych
skupiły się na małych przedsiębiorstwach i tak zwanych jednostkach
budżetowych. Mieści się tu oświata, kultura, nauka, ochrona
zdrowia, sądownictwo, renty i emerytury itp. Oczywiście mieści się
tutaj resort spraw wewnętrznych i obronności, ale w tych resortach
władze nie były już tak pryncypialne w przestrzeganiu tworzonych
przez siebie barier antyinflacyjnych i płace jakoś tam nadążały za
inflacją.
Jakie jest moje stanowisko w tej sprawie ? Uważam, że jeśli
decydujemy się na reformę, to jej podstawowym elementem jest
stworzenie wolnego rynku, a więc wszelka próba zablokowania cen
jest po prostu absurdalna. Ceny muszą się ukształtować na poziomie
wyznaczonym przez popyt i podaż, i na to nie mamy żadnej rady,
jeśli chcemy mieć zdrową gospodarkę. Do tego czasu muszą rosnąć,
być może potem maleć, ale osiąganie stanu równowagi nie jest
możliwe w systemie nakazów lub zakazów.
Na pewno istnieją jakieś ekonomiczne machanizmy, pozwalające
wpływać na ruch cen, przyhamować inflację, ale to sprawa specja-
listów, którym życzę w tej dziedzinie wszystkiego najlepszego, ja
natomiast nie zgadzam się z tym, aby koszty reformy i wolnego
rynku w całości, poprzez tworzenie barier płacowych przerzucić na
społeczeństwo.
Jakie widzę rozwiązanie ? Chyba tak zwaną indeksację płac.
Ekonomiści kręcą na to nosami, że podobnie jak z systemem
kartkowym - łatwo jest w indeksację płac wejść, ale niezupełnie
wiadomo, jak z niej wyjść, niemniej jednak - skoro nie zgłaszają
innych konstruktywnych propozycji w tym względzie, to może jednak
opowiedzmy się za indeksacją, tym bardziej, że ma ona w dziejach
Związku bardzo długą tradycję, wywodzą się od 21 postulatów
gdańskich.
Co właciwie znaczy indeksacja ? Oznacza ona automatyczne dosto-
sowanie wzrostu płac do rosnących cen. Tak więc istnieje jakieś
obdarzone autorytetem społecznym ciało, badające systematycznie
wzrost cen i ogłoszające w tej sprawie komunikat. Oczywistym jest,
że w ciele tym uczestniczą przedstawiciele związków zawodowych,
prowadzących w tym przedmiocie własne badania Badają oni po prostu
koszty utrzymania. Jeśli koszty utrzymania wzrosły, w ciągu
miesiąca na przykład, o 5%, to w następnym miesiącu wszyscy usta-
wowo otrzymają o 5% większe pobory. Tak więc jeśli ktoś w poprzed-
nim miesiącu otrzymał 5O tys., a w następnym 52,5, to nie jest to
wynik podwyżki, otrzymanej z dobrej woli dyrekcji, lecz jest to po
prostu wyrównanie jego poborów do tego, co zarobił w poprzednim
miesiącu.
Istnieje oczywiście wcale niebanalny problem naliczania kosztów
utrzymania, ale ten problem pozostawiłbym specjalistom. Natomiast
chciałbym ustosunkować się do pytania - czy na to nas stać. Na
pewno nie potrafię do końca na nie odpowiedzieć, ale chciałbym
przytoczyć przynajmniej dwa argumenty za tym, że nie jest to już
ten ostateczny cios w plecy walącej się gospodarce. Trudno mi
powiedzieć, jak ta sytuacja wygląda dzisiaj, ale kiedy interesowa-
łem się w zeszłym roku tym problemem, dowiedziałem się, że koszt
robocizny w ostatecznej cenie wyrobu stanowi w Polsce 7 do 1O %
(to ostatnie miało miejsce w górnictwie), resztę pochłaniają
koszty własne, narzuty, podatki, amortyzacje itp. rzeczy. Dla
porównania warto dodać, że w Japonii udział ten wynosi około 2O %,
a we Włoszech 25 % i więcej. Co to znaczy ? Oznacza to, że jeśli
jakiś wyrób kosztuje - powiedzmy - 1OO zł, to do kieszeni robotni-
ka trafia złotych siedem. Jeśli wyrób zdrożał - powiedzmy - o 5O%,
kosztuje, dajmy na to, 15O zł, to indeks podwyżkowy wynosi 5O % i
do kieszeni robotnika trafi zamiast 7 zł - 1O,5 zł, a pozostałe
46,5 zł pochłoną koszty, podatki, amortyzacje itp., itd. Tak więc
nie bardzo rozumiem, dlaczego bój toczy się o te 3,5 zł, a nie o
całą resztę. Przypomina to zwalczanie kryzysu energetycznego po-
przez wygaszanie świateł na ulicach, co jest widowiskiem bardzo
spektakularnym i bardzo denerwującym, ale za to całkowicie nie-
efektywnym, bo oszczędzone w ten sposób 1-2 % energii i tak w ża-
den sposób nie wpływa na zaspokojenie potrzeb energochłonnego
przemysłu. Przysłowiowe zawracanie Wisły kijem. Obawiam się, że
podobnie jest z płacami. Zresztą nie przypuszczam, aby prywatni
"kapitaliści" ze spółek, firm polonijnych czy przesiębiorstw
zagranicznych dokładali do interesu, a pensje w takich instytu-
cjach są co najmniej o 1OO % wyższe niż w przedsiębiorstwach
państwowych. Ba, co więcej, władza przyciśnięta strajkami majowymi
i sierpniowymi była w stanie wygospodarować 2O-3O i więcej
-tysięczne podwyżki, czego - prawdę powiedziawszy - nikt nie ocze-
kiwał. Lepsza inflacja niź "Solidarność". Tak więc nie w płacach
leżą rezerwy naszej ekonomii, ale właśnie w organizacji, a właś-
ciwie dezorganizacji pracy, w obciążeniach biurokratycznych itp.
Tak więc zamiast toczyć nieustanną walkę z płacami i z obawą
oczekiwać kolejnych strajków, zresztą nieuchronnych, może lepiej
stworzyć sprawiedliwy, jednoznaczny, dla każdego zrozumiały system
rekompensowania skutków inflacji ? Prawda, że system indeksacji
musi objąć nie tylko tych, którzy wykonują przedmiot wartości 1OO
zł, ale również i tych, którzy nie wykonują żadnego przedmiotu,
a więc emerytów, nauczucieli, lekarzy sędziów, pracowników nau-
kowych, a także zatrudnionych w gospodarce i urzędach centralnych
urzędników, milicjantów i wojsko, ale i tak - nawet przy bardzo
niekorzystnym układzie rozrostu pracownków nieprodukcyjnych -
spodziewam się, że z tych 5O zł podwyżki cen co najwyżej 1O
pójdzie na płace, a resztę pochłoną, jak dotychczas, koszty naszej
niegospodarnej gospodarki.
Jeśli nie mamy innego, lepszego postulatu, to wyjdźmy z takim
i spróbujmy przekonać o nim społeczeństwo. Spróbujmy wywierać
presję. Zacznijmy drukować w naszej prasie w każdym miesiącu
indeks wzrostu kosztów utrzymania, to już będzie coś.
Inicjatywę taką podjęła kiedyś, i słusznie, Grupa Robocza,
Sieć, ale jakoś się z niej wycofała. Mam prawo przypuszczać, że po
prostu z braku środków. Bo na to też są potrzebne środki: wypra-
cowanie koncepcji, ustalenie wzrostu kosztów utrzymania nie jest
wcale rzeczą prostą, a comiesięczne obliczanie i analizowanie
indeksu to też zajęcie i trzeba mieć ludzi, którzy się tym zajmą.
A na dodatek - czego jakoś nikt nie dostrzega - ludzie ci muszą
żyć, a wobec tego trzeba im normalnie zapłacić i normalnie wyma-
gać. Zamiast co pewien czas odwoływać się do zupełnie nie przygo-
towanych, może nawet dobrych fachowców, którzy w tej sytuacji nie
są w stanie wyjść poza rady, dostępne każdemu bardziej utalentowa-
nemu dyletantowi, spróbujmy zaistnieć jako instytucja. Utwórzmy
instytut, zespoły robocze, stawiajmy konkretne problemy i żądajmy
konkretnych odpowiedzi. Stać nas na to.
A teraz drugi, kapitalny dla Związku problem - problem ochrony
pracowników w okresie reformy gospodarczej. Jeśli nie wypracujemy
w tej sprawie jasnej koncepcji i nie zapewnimy sobie odpowiednich
narzędzi jej realizacji, to właściwie nie wiem, czy warto Związek
relegalizować, bo skończy się to tylko generalną kompromitacją
i rozłamem. Nie sądzę, abym był w stanie tę problematykę wyczer-
pać, ale osobiście widzę dwa konieczne warunki pomyślnego przeby-
cia przez Związek trudnego okresu reformy irestrukturyzacji
gospodarki:
1. Zapewnienie sobie odpowiednich środków prawnych.
2. Zapewnienie sobie środków materialnych, pozwalających, na łago-
dzenie społecznych skutków reformy, przy jednoczesnym stymulo-
waniu jej przebiegu.
Ad 1: Uważam, że niezbędne jest przygotowanie projektu i wynego-
cjowanie z władzami ustawy o ochronie pracownika podczas
przeprowadzania reformy gospodarczej. Problematyka ochrony została
dostrzeżona przez władze w nowym kodeksie pracy, jednakże postulo-
wane zmiany posiadają charakter negatywny i idą w kierunku
drastycznego ograniczenia uprawnień pracowników przedsiębiorstw
ulegających likwidacji, bądź reorganizacji. Warto przy tym zauwa-
żyć, że stanowisko władz podczas reorganizacji urzędów centralnych
było zupełnie inne. Pracownicy rozwiązywanych ministerstw, zjedno-
czeń czy innych likwidowanych urzędów, na mocy odpowiedniej
uchwały Rady Ministrów otrzymywali odszkodowanie, stypendia na
przekwalifikowanie się, stworzono im możliwości wcześniejszego
przejścia na emeryturę, bądź też oferowano kredyty w wysokości
2 milionów złotych na rozpoczęcie prywatnej działalności gospodar-
czej. Wydaje się, że jest to kierunek słuszny i właśnie w tym
kierunku powinny pójść roztrzygnięcia ustawowe w stosunku do osób,
narażonych na utratę pracy w wyniku reorganizacji przedsiębiorstw.
Rozstrzygnięcia takie są znane na całym świecie i nawet tak
sławiona ostatnio przez naszą władzę pani Margaret Thatcher nie
kwestionowała ich, przeprowadzając reformę przemysłu ciężkiego
Wielkiej Brytanii. Negocjowanie konieczności przeprowadzenia maso-
wych zwolnień oraz wielkości charakteru odszkoodowań jest jednym
z podstawowych uprawnień związku zawodowego i nie ma źadnego
powodu, aby "Solidarność" miała z tego rezygnować.
Czy gospodarkę na to stać ? Było ją stać, gdy reformowaliśmy
administrację, powinno być stać i teraz. Tym bardziej, że jak
wyobrażam sobie, część odszkodowania mogłaby być przekazywana
załodze np. w postaci jekiejś części majątku trwałego przedsię-
biorstwa. Mam na myśli przekazanie na przykład budynku czy jakichś
maszyn grupie pracowników, którzy w oparciu o ten majątek chcie-
liby prowadzić własną działalność gospodarczą (spółka, spółdziel-
nia). Wydaje mi się to całkowicie zgodne z duchem reformy i
stanowiłoby o prawdziwym uwłaszczeniu pracownika.
Ad 2: Srawa finansów Związku to sprawa, którą bardzo długo uważano
za dyskretną i dlatego bardzo często wydobywana była przez
władze jako argument, że Związek działał - jak to się mówi - za
pieniądze CIA (w gorszych momentach), lub też, że działa z obcej
inspiracji (w momentach odwilży). Myślę, że może warto by wziąć
byka za rogi i zamiast wykonywać dziwny kontredans wokół np.
milionowej dotacji Kongresu USA i ulegać naciskom władzy, może by
powiedzieć jasno i otwarcie, że nam pieniądze są potrzebne i że
będziemy czynili starania o rozszerzenia funduszy, będących w ges-
tii Związku - właśnie dla ochrony polskiego społeczeństwa. Władze
występują o pożyczki i kredyty, aby móc finansować reformę, dla-
czegóż to my nie mielibyśmy tego robić w interesie ochrony
pracowników ? Ja naprawdę nie mam nic przeciwko temu, by władza
te kredyty dostała, bo każde pieniądze są w tym kraju potrzebne,
ale to wcale nie znaczy, żeby wszystkie pieniądze przeznaczone na
potrzeby reformy gospodarczej, na potrzebu społeczeństwa znalazły
się w gestii władzy i pod jej wyłączną kontrolą. Doświadczenia
epoki Gierka i szerzący się wówczas nepotyzm są dla polskiego
społeczeństwa dostatecznym memento, aby pomyśleć o jakichś zabez-
pieczeniach. Jedno z tych zabezpieczeń to na pewno rozszerzenie
społecznej kontroli, rozszerzenie swobód politycznych demokratyza-
cja. Drugie - to stworzenie własnego silnego zabezpieczenia mate-
rialnego, pozwoliłoby na faktyczną ochronę pracownikó w okresie
reformy przy jednoczesnym stymulowaniu jej mechanizmów.
Tak więc moja koncepcja jest całkowicie przeciwstawna do
wielokrotnie sugerowanej przez władze koncepcji rezygnacji Związku
z dotacji zagranicznych. Moja propozycja brzmi: utwórzmy legalną
Fundację Ochrony Pracowników w Okresie Reformy i postarajmy się
zgromadzić na ten cel konieczne środki. A nie są to błahe sumy. O
ile działalność fundacji miałaby spełnić swą rolę i w sposób
znaczący oddziaływać na przebieg i charakter reformy gospodarczej,
to konieczne na ten cel fundusze są na pewno nie mniejsze niż
2OO-3OO milionów dolarów.
Jaki byłby cel fundacji ? Można go określić bardzo prosto:
zagospodarowanie uwalnianej w wyniku reformy siły roboczej i
umożliwienie aktywnego włączenia jej w zreformowaną gospodarkę
kraju. Fundacja odgrywałaby, w tym sensie rolę pewnego amortyza-
tora, chroniącego ludność przed wstrząsami reformy.
Jakie widziałbym zadania dla fundacji ? Jest ich bardzo wiele
i nie sądzę, ażeby udało mi się zebrać wszystkie.
Generalnie wymieniłbym dwa zadania:
1. Zorganizowanie grup eksperckich,powołanych do oceny sytuacjii
ekonomicznej likwidowanego zakładu, możliwości i potrzeb regio-
nu, poradnictwa prawnego, ekonomicznego i organizacyjnego przy
powoływaniu nowych, niezależnych instytucji gospodarczych.
2. Pomoc finansowa, pozwalająca ludziom, zwalnianym z pracy w wy-
niku reorganizacji przedsiębiorstw na rozwinięcie aktywności
zawodowej w ramach niezależnych, indywidualnych bądź grupowych,
inicjatyw gospodarczych.
Jak rozumiem działanie tego rodzaju fundacji w praktyce ?
A więc dużo wcześniej, gdy dowiadujemy się, że zachodzi
konieczność likwidacji zakładu X w miejscowości Y z przyczyn bądź
ekonomicznych, bądź ekologicznych, zlecamy grupie ekspertów zbada-
nie tej sprawy i przedstawienie konkretnego raporu. Czy zakład X
jest rzeczywiście nierentowny, czy istnieje realny plan uzdrowie-
nia gospodarki zakładu ? Jakie kredyty są potrzebne dla reorga-
nizacji przedsiębiorstwa ? Jakie środki powinny być podjęte, ażeby
zakład nie stanowił zagrożenia dla środowiska ? Jakie są tego
koszty ? Być może rachunek ekonomiczny wykaże, że udzielenie
przedsiębiorstwu kredytu może być, uwzględniając całą stronę soc-
jalną przedsięwzięcia bardziej korzystne niż jegi rozwiązanie
i tworzenie na to miejsce nowych miejsc pracy, organizowanie
kursów przekwalifikowujących czy organizowanie przemieszczenia
pracowników w terenie. W takich okolicznościach do rozważenia jest
możliwość udzielenia przedsiębiorstwu kredytu przez fundację.
W wypadku, gdy możliwość uzdrowienia gospodarki przedsiębior-
stwa jest wątpliwa lub niezmiernie kosztowna, raport powinien
zawierać analizę sytuacji zatrudnienia w regionie, jego potrzeb
w dziedzinie rzemiosła, drobnej wytwórczości czy handlu, wreszcie
możliwości surowcowych regionu.
Związek, uzbrojony w takie materiały, może wspólnie z załogą
przystąpić do negocjowania warunków rozwiązania przedsiębiorstwa,
programu zatrudnienia zwolnionych z niego ludzi oraz należnych im
odszkodowań. Przez odszkodowania rozumiem nie tylko najprostszą
formę wypłacenia pracownikom jakichś rekompensat pienięźnych, ale
gdy jest to utrudnione - przekazanie na rzecz grup pracowniczych
odpowiedniego ekwiwalentu w postaci majątku trwałego przedsiębior-
stwa (budynków, maszyn), uwłaszczenie pracowników. Przekazane
środki mogłyby posłużyć na przykład do podjęcia przez tych pracow-
ników indywidualnej, bądź grupowej, działalności gospodarczej.
Po wynegocjowaniu warunków, w których interesy załogi reorgani-
zowanego przedsiębiorstwa byłyby zabezpieczone, Związek aktywnie
włącza się w proces przywracania zwolnionym pracownikom normalnych
warunków życiowych.
Tak więc, jeśli zachodzi tego potrzeba, organizuje kursy prze-
kwalifikowujące. Jeśli istnieje potrzeba przemieszczenia ludzi do
nowych miejsc pracy, to pomaga im w rozwiązaniu problemów mieszka-
niowych, czy też poprzez organizowanie przedsiębiorstwa transpor-
towego umożliwia im godziwy dojazd do pracy i do domu. Wreszcie
- udziela im kredytów, bądź pomaga w sprowadzeni odpowiednich
maszyn, jeśli zamierzają podjąć indywidualną bądź grupową działal-
ność gospodarczą. Nasze zespoły eksperckie dysponują dla nich
odpowiednimi proporcjami, są w stanie ocenić opłacalność przedsta-
wianych propozycji, skorygować je, wreszcie udzielić pomocy w za-
łatwianiu formalności prawnych i administracyjnych.
Jeśli reforma ma być realna, ludzie nie mogą na niej tracić,
nie mogą ponosić jej wyłącznych kosztów. Proponowana fundacja jest
tak niewielka w porównaniu z ogromem zadań, jakie stawia przed
nami reforma, że w żadnej mierze nie zdejmuje odpowiedzialności z
władz państwowych, a generalne rozwiązanie problemu zatrudnienia
czyni przedmiotem trudnych o twardych negocjacji. Otwiera ona
natomiast przed Związkiem możliwości aktywnego i konstruktywnego
ingerowania w procesy reforny. Bez możliwości dysponowania choćby
tak ograniczonym funduszem stanowisko Związku obarczone będzie
zawsze grzechem dyletantyzmu i pobożnych, ogólnie słusznych życzeń.
Doświadczenia Komisji Interwencji i Praworządności wydają się
stanowić przykład tego, jak stosunkowo niewielkie sumy są w stanie
spowodować przemiany w świadomości i stymulować społeczną
aktywność.
Wydaje mi się, że z tej drogi nie wolno zrezygnować.
Sądzę, że nie wymieniłem wszystkich możliwości świadczeń ze
strony fundacji, a z drugiej strony sugerowany fundusz założyciel-
ski nie jest wygórowany. To co powyżej napisałem, jest bardziej
koncepcją polityczną niż projektem instytucji społeczno- gospodar-
czej, ale byłoby bardzo dobrze, gdyby koncepcja ta stała się
przedmiotem poważnych rozważań prawników, ekonomistówi działaczy
społecznych. Wtedy mogłaby ona przybrać formę konsekwentnie
opracowanego projektu i stać się podstawą do podjęcia odpowiednich
działań tak w kraju, jak i za granicą.
Opracowanie takiego projektu uważam za jedno z najpilniejszych
działań Związku.
Na koniec pytanie najtrudniejsze: skąd wziąć pieniądze ? Oczy-
wiście, że w dalszym biegu fundacja utrzymywałaby się ze zwraca-
nych kredytów, lokat kapitałowych i prowadzonej przez siebie
działalności gospodarczej, tym niemniej - jeśli chodzi o kapitał
zakładowy, to odpowiedź jest właściwie jedna - z zagranicy.
Czy jest to realne? Jestem przekonany, źe tak. Postępująca nor-
malizacja stosunków Zachodu ze Związkiem Rdzieckim i ogromne
poparcie polityczne, a nawet gospodarcze, jakiego Zachód udziela
"pierestrojce", są zupełnie jednoznacznym wyrazem niechęci Zachodu
do wszelkiej destabilizacji w Europie Środkowej i Wschodniej.
Reforma gospodarcza, prowadzona jest bez zapewnienia dostatecz-
nej ochrony społecznej, to z całą pewnością zarzewie konfliktu,
który może wybuchnąć w każdej chwili z nie przewidzianą siłą.
I każdy polityk musi sobie z tego zdawać sprawę, że nominalnie
istniejąca "Solidarność" i Lech Wałęsa to dużo za mało do pow-
strzymania takiego wybuchu. Wyobrażam sobie, że gdyby przedstawić
realną, dopracowaną propozycję, to Zachód byłby skłonny wydatko-
wać, koniec końcem, nie tak już znaczącą sumę, a i "Solidarność",
domagająca się środków na prowadzenie konstruktywnej działalności,
stawałaby się bardziej wiarygodna i w kraju i za granicą.
Fakt, że "Solidarność", jak dotychczas, obraca się w świecie
projektów, idei i dyskusji i tak właściwie nie wie do końca,
w jakiej mierze pieniądze stanowią o możliwości politycznego dzia-
łania, jest jakimś reliktem realsocjalistycznym. Każdy normalny
polityk na Zachodzie wie, że działalność wymaga pieniędzy, a po-
ważna dziłalność - poważnych pieniędzy i ktoś, kto tej zasady nie
rozumie, jest podejrzany, że albo się do niczego nie nadaje, albo
jest oszustem.
Przecież 2OO-3OO milionów to jakaś tam połowa czy jedna czwarta
nowoczesnego samolotu bojowego, a efekt polityczny takiej inicja-
tywy, jak fundacja, oczywisty. Stabilizacja Europy Wschodniej,
demokratyzacja życia, liberalizacja gospodarki, wzrost niezależ-
ności społeczeństwa - to wszystko daleko lepsza gwarancja bezpie-
czeństwa.
Tak więc - spróbujmy być powaźni i podejmować poważne zadania.
Zamiast uwiarygadniać władzę i popierać jej starania o kredyty,
spróbujmy postarać się o pieniądze dla siebie. Może się to okazać
dużo łatwiejsze.
Myślę, że pomysł fundacji jest dla władzy pomysłem politycznie
bardzo trudnym, tym niemniej jego odrzucenie byłoby bardzo wyraź-
nym dowodem zachowania przez władzę priorytetów polityczno-ideolo-
gicznych nad głoszoną potrzebą reformy gospodarczej. Na dodatek
nie sądzę, aby fundacja mogła stanowić jakąś konkurencję w stosun-
ku do podejmowanego przez władze poszukiwania pieniędzy. Sądzę, że
wręcz przciwnie, że właśnie dostrzeżenie walorów społeczno-gospo-
darczych fundacji mogłoby władzę tylko uwiarygodnić i skłonić
Zachód do uwzgłednienia również jej potrzeb.
Może to nie przjść łatwo, ale uważam, że fundację warto walczyć,
bo jest to w moim przekonaniu jedyny sposób aktywnego uczestnictwa
w reformie, korygowania jej przebiegu i efektywnej ochrony
pracownika.
Zbigniew Romaszewski
__________________________________________________________________
RZĄD RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ W LONDYNIE.
Jeszcze kilka lat temu mało kto wiedział, iż powołany we wrześ-
niu 1939 r. polski rząd emigracyjny istnieje nadal. Dziś sytuacja
przedstawia się znacznie lepiej, niepodległościowa część opzycji
pogrudniowej przełamała barierę milczenia wokół "londyńczyków".
Pojawiły się grupy nawołujące do idei legalizmu prawno-państwowe-
go, popierające rząd polski w Londynie, szczególnie aktywne są:
Grupa Polityczna "Samostanowienie" z pismem pod tym tytułem oraz
miesięcznik "Zamek". Do popularyzacji poglądów emigracyjnych władz
polskich przyczyniła się również Konfederacja Polski Niepodległej,
przedrukowując ich organ prasowy "Rzeczpospolita Polska" i niektó-
re publikacje programowe.
Rząd ten jest dla komunistów solą w oku gdyż tylko on, w sensie
prawnym, ma podstawy do uważania się za legalny. Reżim w Warszawie,
wrażliwy na punkcie własnej legitymizacji, zdecydował się na
zwalczanie go przez "zamilczanie". Warto zatem choć skrótowo przy-
pomnieć historię rządu, a tekże przedstawić jego strukturę, zada-
nia i cele, zastanowić się nad sensem istnienia tej instytucji.
Po załamaniu się obrony armii polskich we wrześniu 1939 r.,
w nocy z siedemnastego na osiemnasty członkowie najwyższych władz
RP przekroczyli granicę w Kutach na Podolu i wkrótce zostali
internowani w Rumunii. Tutaj prezydent Mościcki, korzystając ze
swoich uprawnień konstytucyjnych przekazał urząd Władysławowi
Raczkiewiczowi, który powołał nowy, emigracyjny rząd polski we
Francji. W jego skład wchodziły cztery stronnictwa polityczne:
Stronnictwo Narodowe, Stronnictwo Ludowe, Stronnictwo Pracy,
Polska Partia Socjalistyczna. Po klęsce Francji w czerwcu 194O r.,
rząd przeniósł się do Londynu, gdzie rezyduje do dziś. Koleje
losu polityki polskiej podczas wojny są dość dobrze znane, warto
tylko przypomnieć, iż wskutek ustaleń konferencji jałtańskiej pań-
stwa zachodnie zerwały stosunki z rządem londyńskim i uznały
komunistyczny Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej w Warszawie
(czerwiec 1945 r.). Od tego momentu "londyńczycy", pozbawieni
uznania międzynarodowego, powoli zamieniali się w klub poityczny,
ich znaczenie malało z każdym rokiem. W trzy lata po zakończeniu
wojny alianci rozwiązali wszystkie polskie formacje wojskowe pod-
ległe rządowi. Na początku ery "aggiornamente" ożywiony duchem II
Soboru Watykan jako ostatni cofnął uznanie władzom RP w Londynie.
Zamknęło to pewien rozdział w historii, odtąd za "rząd polski"
w polityce międzynarodowej uważano tylko rząd komunistyczny
w Warszawie. Zresztą i sami Polacy zapomnieli o "londyńczykach",
drogi Kraju i Emigracji rozeszły się dość znacznie.
Tymczasem rząd istniał, zmieniali się prezydenci, gabinety,
wydawano oświadczenia. Po Władysławie Raczkiewiczu (3O.9.1947)
urząd głowy państwa przejmowali kolejno: August Zaleski (6.6.1947
-7.4.1972), Stanisław Ostrowski (7.4.1972-8.4.1979), Edward
Raczyński (8.4.1979-8.4.1986) i Kazimierz Sabbat (od 8.4.1986).
Współczesny rząd tworzą: Polska Partia Socjalistyczna, Polskie
Stronnictwo Ludowe, Stronnictwo Pracy, Niezależna Grupa Społeczna
(powst. 1949), Stronnictwo Chrześcijańskiej Demokracji, Liga Nie-
podległości Polski (powst. 1947).
Poza rządem pozostaje reprezentowany w Radzie Narodowej Niezależny
Ruch Społeczny (powst. 1954). W Londynie funkcjonuje osiem
ministerstw: d/s emigracji, oświaty i kultury, spraw wojskowych,
spraw krajowych, spraw zagranicznych, sprawiedliwości, informacji.
Rząd ma przedstawicielstwa (bez statusu dyplomatycznego) w 2O kra-
jach - również w tak egzotycznych jak: Brazylia, Maroko,
Wenezuela, Meksyk, RPA i Zimbabwe.
Stronę finansową działalności władz RP zajmuje się tzw. Skarb
Narodowy, powołany w 1949 r.,po odcięciu przez Anglików wszystkich
źródeł pieniędzy i złota.Skarb tworzą dobrowolne składki emigracji
polskiej. Obok prac rządu, finansuje on również wydawnictwa
prasowe: "Rzeczpospolitą Polską", "Polish Affairs", "Biuletyn
PAT-a", oraz akcję pomocy Krajowi. Obecnym prezesem Głównej
Komisji Skarbu Narodowego jest Ludwik Łubieński.
2 listopada 1939 r. Władysław Raczyński rozwiązał Sejm i Senat,
powołując na ich miejsce Radę Narodową, na czele której stanął
Ignacy Paderewski. Instytucja ta, będąca początkowo organem dorad-
czym rządu istnieje do dziś. Od 1972 r. ma ona pełne upraawnienia
ciała ustawodawczego i jest emigracyjną namiastką parlamentu.
Obecnie funkcję przewodniczącego Rady Narodowej RP sprawuje
Zygmunt Szadkowski.
Podstawę działalności rządu stanowi niezgoda na układy jał-
tańskie i powojenny ład w Europie, włączający Polskę w sowiecką
strefę wpływów. "Londyńczycy" uważają, iż kraj nadal znajduje się
w niewoli, nie odbyły się w nim żadne wolne wybory, a władza
została narzucona przez Armię Czerwoną wkraczającą w 1944 r. na
ziemie polskie. Wobec tych faktów, jedynym legalnym polskim rządem
jest zatem rząd RP w Londynie.
Celem "londyńczyków" pozostaje od 1939 r. niepodległa Polska,
temu też podporządkowują swoją działalność, która sprowadza się do
wspierania życia politycznego emigracji, akcji propagandowej na
Zachodzie i pomocy Krajowi. W ramach tej ostatniej utworzono w
1976 r. Fundusz Pomocy Robotnikom, w 1977 r. Fundusz Wolności
Słowa, a w 1979 r. Fundusz Pomocy Krajowi powstały z połączenia
FPR i FWS. Zadaniem FPK jest wspomaganie działalności niezależnej
w Polsce,, co było i będzie robione w miarę skromnych przecież
możliwości rządu.
Wydaje się, iż dzięki zainteresowaniu krajowych grup antykomu-
nistycznych aktualny gabinet prof. Szczepanika jest bardziej
"obecny" w Kraju niż jego poprzednicy. W pismach podziemnych
publikowano wywiady z prezydentem K. Sabbatem, premierem prof. E.
Szczepanikiem i przewodniczącym Rady Narodowej RP Z. Szadkowskim.
Pojawiły się też grupy identyfikujące się z polityką władz RP w
Londynie.
Warto więc zastanowić się nad ewentualną rolą rządu w rozgryw-
ce społeczeństwa z komunistami. "Londyńczycy" są środowiskiem,
które można określić jako kombatanckie. Niezgoda na nowy ład
europejski po wojnie (jakże słuszna !) i zamknięcie się w getcie
emigracyjnym wyobcowały ich faktycznie z życia Kraju. Do lat
osiemdziesiątych wpływ władz RP czy choćby jakieś oddziaływanie na
Polskę były właściwie żadne, a i obecnie są zaiste znikome. W
świadomości ogółu rząd londyński nie istnieje, nie jest potrzebny.
Jego zrozumiałe przecież skupienie się na problemach emigracji i
zasklepienie w przedwrześniowej retoryce politycznej usunęły go
poza margines społeczeństwa polskiego. Chlubnym przeciwieństwem
jest tu np. "Kultura" paryska, zawsze otwarta na Kraj, zawsze w
nim obecna i niezwykle potrzebna, choć powołana do życia w rok po
zakończeniu wojny - więc prawie "Londynowi" współczesna.
Właściwie trudno przypuszczać, iż rząd otrzyma jakieś znaczące
poparcie, jego rola polityczna może się wyłącznie ograniczyć do
przekazania insygniów władzy II Rzeczypospolitej sejmowi wolnej
Polski, a i to będzie gest o znaczeniu czysto symbolicznym. Ścisłe
trzymanie się zasady legalizmu zaprowadziło "londyńczyków" w ślepą
uliczkę. Są oni obecnie liczącą się siłą polityczną trzymającą się
kurczowo koncepcji zachowania wschodniej granicy RP sprzed 1939 r.
Z legalistycznego punktu widzenia jest to oczywiste, ale dziś
wręcz niemożliwe do zaakceeptowania. Po co dokonywać aneksji ziem
Ukrainy, Litwy i Białorusi, a więc naszych potencjalnych sojusz-
ników i partnerów w nowym postkomunistycznym ładzie w Europie ?
Jedynym istotnym "legalizmem" jest wola społeczeństwa wyrażana w
wolnych wyborach, a do ich przeprowadzenia Polacy nie potrzebują
rządu w Londynie.
Dopóki jednak komuniści sprawują władzę w Warszawie "londyńczy-
cy" pozostaną prawowitymi dziedzicami II Rzeczypospolitej. Może
nie było to państwo najlepsze, ale chociaż wolne, dlatego warto
przypominać, iż oprócz gen. Jaruzelskiego jest jeszcze Kazimierz
Sabbat, którego rząd ma prawo nazywać się polskim, w przeciwień-
stwie do reżimu nad Wisłą.
Emigracyjne władze RP są dziś tylko symbolem, poza dość
archaiczną zasadą legalizmu prawno-państwowego nie mają właściwie
żadnych podstaw do odegrania jakiejkolwiek roli politycznej
w Polsce. Nie pragną też tego, doskonale zdając sobie sprawę z
własnego położenia.
Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na Uchodźstwie przy Eaton Place
w Londynie istnieje i działa wbrew wyrokowi historii od blisko 5O
lat. To też coś znaczy i warto o wysiłku tworzących go ludzi
pamiętać.
1989 Tadeusz Czech
__________________________________________________________________
AKTUALNY SKŁAD OSOBOWY RZĄDU RP
W dniu 28 maja 1986 r. PREZYDENT RP KAZIMIERZ SABBAT na
podstawie art. 12a Ustawy Konstytucyjnej z dnia 23 kwietnia 1935
r. mianował PREZESEM RADY MINISTRÓW prof. dr EDWARDA SZCZEPANIKA,
a w dniu 29 maja 1986 r. na jego wniosek Radę Ministrów. Rząd RP
na Uchodźstwie został 2 czerwca 1986 r. zaprzysiężony przez Prezy-
denta RP. A oto jego skład w dniu zaprzysiężenia:
MINISTROWIE:
Stanisław Borczyk (PPS) - Skarb
Czesław Czaplińsi (PSL) - Oświata i Kultura
*)
Andrzej Czyżowski (PPS) - Informacja
Tadeusz Drzewicki (SP) - Sprawy Zlecone
Ryszard Kaczorowski (NGS) - Sprawy Krajowe
Jerzy Morawicz (BP) - Sprawy Wojskowe
Zbigniew Scholtz (PPS) - Sprawy Emigracji
*)
Aleksander Snastin (ChD) - Stosunki z narodami ujarz-
mionymi przez ZSSR
Zygmunt Szkopiak (ChD) - Sprawy Zagraniczne
Stanisław Wiszniewski (PSL) - Sprawiedliwość
Jerzy Zaleski (LNP) - Sekretarz Rady Ministrów
_______________________
*)
Andrzej Czyżewwski odszedł z zajmowanego stanoowiska, gdyż
został mianowany redakttorem naczelnym "Dziennika Polskiego",
Aleksander Snastin zaś zrezygnował ze stanowiska i jest dyrektorem
uczelni na Filipinach. Stanowiska pozostają nieobsadzone, a prace
tych resortów prowadzą podsekretarze stanu lub referenci pod
kierunkiem premiera (Sprawy Informacji) lub ministra Spraw Zagra-
nicznych (Stosunki z narodami ujarzmionych przez ZSSR).
W pracach Rządu uczestniczą następujący podsekretarze stanu,
rzeczoznawcy i referenci:
PODSEKRETARZE STANU:
Edmund Chełmiński (LNP) - Ministerstwo Spraw Emigracji
Leonidas Kliszewicz (NGS) - Ministerstwo Spraw Emigracji
Roman Lewicki (LNP) - Ministerstwo Spraw Krajowych
Jerzy Ostoja-Koźniewski (LNP) - Ministerstwo Skarbu
Tomasz Piesakowskki (PPS) - Ministerstwo Spraw Zagranicznych
Walter Szczepański (BP) - Ministerstwo Spraw Emigracji
Bohdan Wendorff (LNP) - Ministerstwo Sprawiedliwości,
Szef Kancelarii Cywilnej
Prezydenta RP
RZECZOZNAWCY I REFERENCI:
Krystyna Asipowicz - Referent Min. Spraw Krajowych
Zbigniew Błażyński - Redaktor "Rzeczypospolitej
Polskiej"
Irena Bochenek-Czarnecka - Sekretarz Generalny Ministerstwa
Spraw Zagranicznych
Juliusz Chrząstowski - Referent Min. Spraw Wojskowych
(archiwum)
Wanda Dziedzic - Referent Ministerstwa Oświaty
i Kultury
Danuta Gamarnikow - Kierownik Biura Rady Ministr.
Władysław Hawran - Referent Min. Ośw. i Kultury
Henryk Lipiński - Referent Min. Ośw. i Kultury
Władysław Łapiński - Szef Gabinetu Min. Spr. Wojsk
Anna Mariańska-Jurkowska - Referent "Polish Affairs" (Min.
Spr. Zagranicznych)
Antoni Nosek - Referent Min. Spr. Zagr.
Ferdynand Pasiecznik - Redaktor PAT-a (Min. Inform.)
Mieczysław Sotowicz - Referent Min. Spr. Wojskowych
Adam Stankiewicz - Referent Min. Spr. Wojskowych
Otella Szczepańska - Referent Min. Informacji
Marek Święszkowski - Dyrektor Biura Min. Skarbu
Skróty:
BP - bezpartyjny,
ChD - Chrześcijańska Demokracja,
LNP - Liga Niepodległości Polski,
NGS - Niezależna Grupa Społeczna,
PPS - Polska Partia Socjalistyczna,
PSL - Polskie Stronnictwo Ludowe,
SP - Stronnictwo Pracy.
Siedziba Rządu RP na Uchodźstwie:
43 Eaton Place, London SW1 8BX
Telefon
Kancelarii Cywilnej Prezydenta RP i Biura Rządu: O1-235 148O
__________________________________________________________________
CZERWONA DYNASTIA
Nicolae Caucescu piastuje następujące stanowiska: Prezydent
Republiki, Prezydent Rady Państwa, I Sekretarz Rumuńskiej Partii
Komunistycznej, szef Biura Politycznego, przewodniczący Narodowej
Rady Obrony i Rady Nadzorczej d.s. Rozwoju Socjalno-Ekonomicznego.
Elena, jego żona, jest pełnym członkiem Komitetu Centralnego
partii, członkiem Biura Politycznego, premierem, przewodniczącą
Narodowej Rady Nadzorczej d.s. Nauki i Techniki, wiceprzewodniczą-
cą Rady Nadzorczej d.s. Rozwoju Socjalno-Ekonomicznego oraz pełni
czołową rolę w przemyśle petrochemicznym.
Ich starszy syn Nicu (lat 39) jest ministrem d.s. młodzieży,
pełnym członkiem KC, członkiem-kandydatem Politbiura, jego żona,
Poliana, jest pełnym członkiem KC.
Bracia prezydenta także zajmują prominentne pozycje. Ion jest
pełnym członkiem KC i pierwszym wiceprzewodniczącym Komitetu
planowania. Illie jest ministrem obrony i przewodniczącym komitetu
d.s. kontroli armii.
"Kondukator", jego żona, brat i szwagier, Menea Manescu są po-
nadto członkami siedmioosobowego stale obradującego komitetu
Biura Politycznego KC.
Nicolae Caucescu ukończył w styczniu 89 r. siedemdziesiąty
pierwszy rok życia.
__________________________________________________________________
WIADOMOŚCI DROBNE
Kanadyjskich Polaków (czy polskich Kanadyjczyków) przestrzegamy
przed wychodzącą w Toronto "Kroniką Tygodniową". Jest to pisemko
udające niezależność, a w istocie finansowane przez konsulat PRL
i sączące w "patriotycznym" opakowaniu komunistyczny jad.
A oto oryginalna próbka stylu "Kroniki":
"Ale co owi zacięci wrogowie gen. Jaruzelskiego tu w USA teraz
powiedzą, gdy się okazuje, że on to jest najwięcej wymownym
i czynnym rzecznikiem reform i pojednania ? W USA gen. Jaruzelski
ma nie tylko wrogów ale i zwolenników. P. Piszek, najwięcej znany
i zamożny przemysłowiec polonijny jest zwolennikiem gen. Jaruzels-
kiego. Podczas "lunchu" w Watykanie, gdzie był podejmowany przez
papieża Jana Pawła II p. Piszek powiedział papieżowi, że uważa
Jaruzelskiego za 'zbawcę ojczyzny', wprowadzenie stanu wojennego
za trzeźwy, rozsądny i dobry czyn męża stanu. Jaka była odpowiedź
papieża, tego nie wiem".
***
W lutym ukazał się w Białymstoku pierwszy numer pisma "Solidar-
ność Wakczaca". W Krakowie pojawiło się czasopismo SW "Edycja B"
- druk wewnątrzorganizacyjny. Redakcjom życzymy ciekawych tekstów
i wielu czytelników.
W lutym br. 3O Słowaków (w tym znany słowacki działacz nieza-
leżny Pavel Zarnogurski) otrzymało polskie Krzyże Armii Krajowej,
przyznane im przez Komisję Krzyża AK w Londynie jeszcze w 1986 r.
za zasługi w akcji przerzutu kurierów AK na Węgry w czasie II woj-
ny światowej. Przez 3 lata odznaczenia nie mogły dotrzeć do
odznaczonych (niektórzy przez ten czas zmarli).
***
W jednym z oświadczeń gdańskiego oddziału Solidarności Walczą-
cej (zob. wyżej) wystąpiło motto z cytatem wypowiedzi Jana
Rulewskiego. To wystarczyło prasie oficjalnej do rozpętania nagon-
ki na cytowanego. "Głos Wybrzeża", "Dziennik Bałtycki", "Wieczór
Wybrzeża" jak za naciśnięciem guzika zamieściły zjadliwe teksty
żywo przypominające napaści na Rulewskiego z marca 1981 r..
Histeryczne ataki kierowane były również przeciwko SW.
__________________________________________________________________
ARCHIWUM
___________________
OŚWIADCZENIE
Demokracja parlamentarna jest obecnie ustrojem dominującym
w całym cywilizowanym świecie. Walka polityczna o przemiany
ustrojowe w coraz większym stopniu odbywa się nie poprzez krwawe
zamachy stanu i rewolucje, a właśnie drogą wyrażania woli suweren-
nych społeczeństw w wolnych wyborach. Polska zaś jest krajem
posiadającym jedną z najdłuższych w świecie tradycję parlamentarną.
Niestety, od 5O lat w Polsce nie było wolnych wyborów, mimo iż
nawet obowiązek przeprowadzenia ich został zawarty w zobowiąza-
niach mocarstw koalicji antyhitlerowskiej w Jałcie. Konsekwencją
tego jest, że władze państwowe PRL nigdy nie zyskały prawnego,
społecznego i moralnego mandatu do kierowania państwem. Mimo
deklarowanych wielokrotnie intencji liberalizacji i demokratyzacji
systemu, następujących po kolejnych kryzysach społeczno-gospodar-
czych, nic nie zmieniło się w tej kwestii.
Uważamy, że narosłych przez lata, a uwidaczniających się obec-
nie konfliktów i trudności nie można rozwiązać bez odwołania się
do woli całego narodu. Jedynie władza uwiarygodniona przez wolne
wybory może przeprowadzić konsekwentnie wszystkie niezbędne zmiany
polityczne, społeczne i gospodarcze.
Przez wolne wybory rozumiemy takie wybory do władz ustawodaw-
czych państwa, które bez żadnych wstępnych ograniczeń spełniały
będą następujące zasady:
- powszechność wyborów. Oznacza to, że wszyscy pełnoletni obywa-
tele, w tym także przebywający za granicą i odmawiający powrotu,
mają czynne i bierne prawo wyborcze. Przez czynne prawo wyborcze
rozumie się prawo wybierania, przez bierne - prawo bycia
wybranym. Aby uniknąć nadmiaru kandydatów, dopuszczalne jest
przyjęcie zasady że poszczególnych kandydatów zgłaszać będą nie
pojedynczy obywatele, a grupy obywateli o minimalnej liczebności
określonej przez prawo. Uważamy, iż wystarczającym ograniczeniem
byłby, podobnie jak w wyborach 1947 roku, podpis pod listą stu
obywateli.
- równość wyborów. Oznacza to, że wszyscy obywatele - w zakresie
przedstawionym wyżej - mają równe prawa do wzięcia udziału
w wyborach i do tego, aby być wybranym. Zasada równości nie
pozwala, aby tylko niektóre grupy, np. członkowie PZPR i zależ-
nych od niej stronnictw, czy też PRON itd., miały prawo
wysuwania kandydatów.
- tajność wyborów.
- bezpośredniość wyborów. Oznacza to, że posłowie są wybierani
bezpośrednio przez wyborców, bez tworzenia jakichkolwiek ciał
pośrednich.
Ponadto, aby wybory mogły zostać uznane za wolne, konieczne są
gwarancje przeciwko wszelkim manipulacjom zarówno w procedurach
wstępnych, jak i w trakcie samego aktu wyborczego. szczególną
uwagę należy poświęcić równemu dostępowi wszystkich kandydatów do
środków masowego przekazu, ewentualnym manipulacjom okręgami
wyborczymi, wreszcie kontroli samego głosowania, uniemożliwiającej
sfałszowanie ich wyników.
Uważamy, że tylko wybrany w wolnych wyborach organ przedstawi-
cielski jest władny uchwalić Konstytucję stanowiącą powszechnie
akceptowaną podstawę ustrojową. Również jedynie Sejm wyłoniony
w wolnych wyborach i powołany przez niego rząd mają prawo zwracać
się o zagraniczną pomoc gospodarczą, gdyż tylko one władne są
należycie wykorzystać uzyskane kredyty, sprawować rzeczywisty
nadzór nad ich wykorzystaniem i gwarantować ich spłatę. Dodatkowo
wyjaśniamy, że przy podziale parlamentu na dwie izby - Sejm
i Senat - wybory do nich powinny być równie wolne i demokratyczne.
W przeciwnym wypadku uzurpatorski charakter nawet tylko jednej
z izb przekreśli demokratyczne zasady wolnyh wyborów.
W związku z tym z niniejszym oświadczeniem zwracamy się do
ugrupowań opozycji politycznej i środowisk niezależnych o udział
we wspólnej akcji na rzecz wolnych wyborów. Mimo dzielących nas
wielu różnic ideowych i programowych, jest to sprawa, która powin-
na nas wszystkich połączyć w imię ideału Polski Demokratycznej
i Niepodległej.
Solidarność Walcząca
Konfederacja Polski Niepodległej
PPS
Wolność-Sprawiedliwość-Niepodległość
__________________________________________________________________
OŚWIADCZENIE
Protestujemy stanowczo przeciwko skazaniu przez sąd w Pradze
Vaclava Havela, Oto Veverki, Jany Petrovej i sześciu dalszych osób.
Represje w Czechosłowacji są dowodem, że rząd CSRS łamie podpisane
niedawno w Wiedniu zobowiązania przestrzegania praw człowieka oraz
zakłóca proces odprężenia i porozumienia w Europie. Jest to dzia-
łanie szkodliwe dla interesu Czechosłowacji i całego naszego
kontynentu, otwarcie sprzeczne z kierunkiem przemian dokonujących
się w całej środkowo-wschodniej Europie.
Domagamy się uwolnienia niewinnie uwięzionych i anulowanie
niesprawiedliwych wyroków.
26 lutego 1989 r. Jerzy Brykczyński, Kornel Morawiecki,
Bronisław Geremek, Wojciech Myślecki,
Jerzy Jachowicz, Romuald Nowicki,
Seweryn Jaworski, Adam Słomka,
Krzysztof Król, Restytut Staniewicz,
Roman Kukułowicz, Marian Suski,
Stefan Kurowski, Bohdan Urbanowski,
Jan Józef Lipski, Dariusz Wójcik,
Andrzej Malanowski, Adam Wojciechowski.
Leszek Moczulski,
__________________________________________________________________
OŚWIADCZENIE
RKS NSZZ "SOLIDARNOŚĆ" REGIONU DOLNY ŚLĄSK
Obrady okrągłego stołu wzbudzają duże zainteresowanie i nadzie-
je w społeczeństwie. Ludzie pragną wierzyć, że tym razem będzie
możliwe przeprowadzenie reform politycznych, społecznych i gospo-
darczych.
RKS NSZZ "Solidarność" regionu Dolny Śląsk pragnie przedstawić
swoją ocenę toczących się wydarzeń. >>>>
1. Przeprowadzenie prawdziwych reform jest możliwe pod warunkiem,
że władza zacznie mówić społeczeństwu prawdę. Rządzący muszą
dokonać rzetelnej oceny systemu sprawowania władzy przez ostatnie
44 lata, w tym oceny wprowadzenia stanu wojennego. Nie można
zatrzymać się tylko na krytycznej ocenie okresu stalinowskiego.
2. W wyniku obrad okrągłego stołu oczekuje się podpisania nowego
porozumienia społecznego. Aby większość społeczeństwa zaakcep-
towała podpisane porozumienia, muszą być spełnione następujące
warunki:
- należy precyzyjnie określić harmonogram reform, tzn. należy
określić, jakie reformy i kiedy zostaną wprowadzone w życie.
Uzgodnienia bez podania terminu ich realizacji są nie do przyję-
cia. Jako przykład można podać następujące punkty harmonogramu:
pełna swoboda działalności związków zawodowych i stowarzy-
szeń - do marca 1989 r.,
zniesienie cenzury - do 3O czerwca 1989 r.,
przekazanie TV i Radia pod nadzór niezależnej komisji spo-
łecznej - do 3O września 1989 r.,
wprowadzenie ordynacji wyborczej umożliwiającej wolne, demo-
kratyczne wybory (równe, bezpośrednie, powszechne, tajne,
proporcjonalne) - do 31 sierpnia 1989 r. itd. itd.
- należy określić gwarancje wprowadzenia w życie podpisanych
uzgodnień. Oznacza to konieczność powołania obustronnie akcepto-
wanych zespołów zobowiązanych do rzetelnego badania stanu reali-
zacji podpisanych uzgodnień i swobodnego ogłaszania wyników tych
badań.
- należy określić, kto i jaką odpowiedzialność ponosi za niewyko-
nanie uzgodnień. Wieloletnie doświadzenie uczy, że władza komu-
nistyczna będzie zawsze próbowała przeniesć odpowiedzialność za
niedotrzymanie zobowiązań na społeczeństwo.
3. Dotychczasowy przebieg obrad okrągłego stołu wzbbudza ogromny
niepokój, że prowadzony jest nieoficjalny przetarg - my wam
zalegalizujemy "Solidarność", a wy zalegalizujecie nas jako władzę.
RKS NSZZ "Solidarność" regionu Dolny Śląsk stoi na stanowisku, że
sprawa swobody działania NSZZ "Solidarność" i spraawa wyborów nie
mogą być łączone, oraz, że nie mogą bbyć one przedmiotem kompromi-
su. W tych sprawach kompromisu być nie może.
- Swoboda działalności związkowej nie może podlegać kompromisowym
uzgodnieniom. Albo ta swoboda jest, albo jej nie ma. Nie istnie-
je częściowa swoboda działalności związkowej. Swoboda takiej
działalności oznacza, że o istnieniu Związku, jego kształcie,
strukturze, statucie, o jego programie decydują wyłącznie człon-
kowie Związku bezpośrednio, lub przez Krajowy Zjazd Delegatów.
Wszelkie ograniczenia przyjęte poza Związkiem, lub przez nie-
uprawnione statutowo ciała nie mogą być uznane. Oczekujemy jak
najszybszego zniesienia wszystkich przepisów i zarządzeń stoją-
cych na drodze swobodnej działalności Związku, istniejącego od
198O roku. RKS ponownie przypomina, że NSZZ "Solidarność" mimo
tych zarządzeń i przepisów jest l e g a l n y !
- Zainstalowana w Polsce po II Wojnie Światowej komunistyczna
władza urządziła co 4 lata spektakl pt. wybory, mający legalizo-
wać jej istnienie w opinii światowej. Stosowane były różne
metody, by nie tylko nie dopuścić do demokratycznych wyborów,
ale by również ukryć prawdę o rzeczywistym stosunku społeczeńs-
twa do tej farsy. Wszystko wskazuje na to, że proponowane
obecnie przez władze zmiany w ordynacji wyborczej do Sejmu są
nadal takim samym, niedemokratycznym sposobem ustalania jego
składu. Zgoda na tę propozycję byłaby nie tylko wyrzeczeniem się
jednego z najważniejszych praw obywatelskich, ale również lega-
lizacją władzy komunistów w Polsce, nie wiadomo na jak długo.
Naiwnością polityczną jest sądzenie, że zgoda na tę niedemokra-
tyczną ordynację jest tymczasowa i że następne wybory będą już
demokratyczne.
RKS widząc to niebezpieczeństwo czuje się zobowiązany prze-
strzec przed nim Członków Związku, oraz stwierdzić, że wezwie do
bojkotu wyborów, w przypadku zatwierdzenia niedemokratycznej
ordynacji wyborczej. RKS pragnie również zwrócić uwagę, że lan-
sowana teza, iż Polacy nie dorośli do pełnej demokracji jest
nieprawdziwa i dla Polaków obraźliwa.
4. RKS zwraca uwagę, że rozmowy okrągłego stołu prowadzone są
z tymi samymi reprezentantami władzy, którzy są odpowiedzialni
za wprowadzenie stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku i ciężko im
odrzucić swoją przeszłość. Wprowadzenie reform wymaga jednak od
nich odrzucenia balastu przeszłości i spojrzenia w przyszłość. Czy
będą do tego zdolni ?
Zdaniem RKS-u należy się liczyć z możliwością niezawarcia
sprawiedliwej umowy społecznej.
5. Dlatego koniecznym jest utrzymanie istniejących i tworzenie
nowych sił nacisku. Doświadczenie społeczeństwa pod komunis-
tycznymi rządami uczy, że bez istnienia stalej_siły_nacisku ze
strony społeczeństwa, władza nie dotrzyma zobowiązań. Nie ulega
chyba wątpliwości, że obecne rozmowy z przedstawicielami społe-
czeństwa, zamiast ich więzienia i strzelania do nich, nie są efek-
tem humanizacji komunizmu, ale zostały wymuszone istnieniem
niezależnych, silnie oddziałujących na społeczeństwo, tajnych,
niedostępnych dla służby bezpieczeństwa struktur. Obok tajnych
struktur "Solidarności" w zakładach pracy i w regionie istnieją
inne organizacje jak "Solidarność Walcząca", NZS, MKO itd.
Jawne struktury spełniają w tworzeniu tego nacisku trudną do
przeceniania rolę. Pokazują Europie i Światu jak bardzo społe-
czeństwo jest zdeterminowane przeciwstawić się totalitarnej władzy
i walczyć o swoje prawa. Jednak w sytuacji zdecydowanego uderzenia
władzy struktury te byłyby bezbronne. 13 grudnia 1981 r. winien
być wystarczającym doświadczeniem.
Dlatego RKS wzywa wszystkich członków i sympatyków NSZZ "Soli-
darność" na Dolnym Śląsku do utrzymania, rozbudowy i tworzenia tak
tajnych, jak i jawnych struktur Związku w zakładach pracy, między
zakładami oraz w regionie. Jest to naszym podstawowym związkowym
zadaniem. Niezbędna jest współpraca obu rodzajów struktur, tak jak
konieczne jest w codziennej pracy współdziałanie lewej i prawej
ręki.
Wrocław, 17 lutego 1989 r. RKS NSZZ "Solidarność"
regionu Dolny Śląsk
__________________________________________________________________
Jadwiga Chmielowska
WYBRALIŚMY PODZIEMIE
"Lepsza warcząca niż skomląca" - to hasło pojawiło się po
artykułe w "Tygodniku Mazowsze" z wiosny, może lata, 1987, gdzie
właśnie w przeglądzie ugrupowań opozycyjnych z Wrocławia (tytuł
artykułu był bodajże "Panorama Wrocławia") nazwano nas
"Solidarnością Warczącą". Był to jedyny efekt artykułu, niezamie-
rzony jednak przez autorów.
Ostatnio niektórzy przywódcy opozycji i pubilcyści postawili
sobie za cel ujawnienie "Solidarności Walczącej". Lesowski w arty-
kule w "TM", w którym usiłował odeprzeć zarzut, że SW była
nieobecna w czasie ostatnich strajków, podał moim zdaniem niepo-
trzebne szczegóły działalności naszej organizacji na Górnym
Śląsku. To z kolei spowodowało następne artykuły w "TM", w których
niby prostuje się wypowiedź Lesowskiego. Zaczyna to być niebez-
pieczne, bo skutek całej zabawy jest jeden - ujawnienie SW.
"Solidarność Walcząca" uczestniczy czynnie we wszystkich formach
walki społeczeństwa z komunistyczną władzą. Myśmy strajki wspoma-
gali, nie gasili. Myśmy manifestacje organizowali, a nie
krytykowali. Kornel Morawiecki wrócił do kraju, by być z tymi, co
walczą.
Nie mam zamiaru odpierać bezpodstawnych zarzutów, nie podam
więc teraz nazwisk, funkcji w SW i dokładnej relacji, co kto robił
w czasie strajków. Przyjdzie na to czas ! Nie wolno nam rezygnować
z konspiracji. Naszym naczelnym celem jest uwolnienie Polski od
komunizmu i temu podporządkowana jest specyfika i struktura naszej
organizacji. Jeśli się coś robi, to należy sobie zadać pytanie, co
się chce osiągnąć, czy rachunek strat jest na miarę sprawy, o
którą walczę, a następnie wybrać metodę, by osiągnięcie celu było
realne. Wybraliśmy podziemie, wybraliśmy walkę, ale naszym celem
jest Wolna Niepodległa Polska - bez komunizmu. Dla takiej Polski
warto jest poświęcić nie tylko te 7 lat w podziemiu, ale i znacz-
nie więcej.
"Solidarność" jest dla nas przyczółkiem niezależności, należy
o ten utracony przyczółek walczyć, ale pamiętać, że jest to tylko
przyczółek, walka toczyć się będzie nadal.
9 stycznia 1989 Jadwiga Chmielowska
__________________________________________________________________
STANOWISKO
Kongres Opozycji Antyustrojowej to ruch polityczny, którego
celem jest zniesienie monopolistycznej władzy PZPR i doprowadzenie
do pełnej demokracji politycznej i gospodarczej, w tym do wolnych
wybowów.. Aby się to stało faktem działacze opozycyjni skupieni
w Kongresie Opozycji Antyustrojowej widzą konieczność politycznego
i organizacyjnego wspierania narastających protestów społecznych,
a zwłaszcza akcji strajkowych. Strajk jest głównym sposobem obrony
robotników przed narastającym wyzyskiem. W obecnej sytuacji nie
istnieją takie względy polityczne ani gospodarcze, które uspra-
wiedliwiałyby namawianie załóg do rezygnacji z walki o ich
interesy. Głównym źródłem inflacji nie jest podnoszenie głodowych
płac, lecz nadgorliwe spłacanie eksportem zadłużenia zagranicz-
nego. Rozmowy okrągłego stołu tylko wówczas będą miały nasze
poparcie, jeśli nie będą używane do powstrzymywania protestów
robotniczych. Przyjmowany przez negocjatorów przy okrągłym stole
model antyrobotniczej reformy gospodarczej jest nie do przyjęcia
i służy jedynie uwiarygodnieniu i przedłużeniu rządów totalitar-
nych w PRL.
* * *
Kongres Opozycji Antyustrojowej popiera stanowisko Międzyza-
kładowego Robotniczego Komitetu "Solidarności" w sprawie zacho-
wania ciągłośći ŃŚŹŹ "Solidarność". Jesteśmy przekonani, że statut
Związku może zmienić jedynie drugi Zjazd NSZZ "Solidarność" a nie
może on być przedmiotem przetargów przy okrągłym stole.
Kongres Opozycji Antyustrojowej
__________________________________________________________________
KOMUNIKAT PRASOWY
GRUPY POLITYCZNEJ "SAMOSTANOWIENIE"
Na wtorkowej konferencji prasowej 18 X 1988 r. rzecznik rządu
PRL Jerzy Urban wypowiedział się na temat rzekomych awansów
oficerskich, dokonanych przez Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na
Uchodźstwie. Ponieważ ten właśnie Rząd G.P. "Samostanowienie" uwa-
ża za legalny, konstytucyjny rząd polski (a nie oparty na stali-
nowskiej konstytucji z 1952 r. i nigdy nie zaakceptowany przez
społeczeństwo w wolnych wyborach rząd PRL), zatem uzupełniamy wia-
domości, które Urban przedstawił co najmniej nieprecyzyjnie.
1. Tytuł generalski ks. B. Wituckiego i tytuł pułkownika ks. Jan-
kowskiego pochodzą z nadania szkodliwego szaleńca, mieszkającego
w USA, Juliusza Sokolnickiego, który mieni się prezydentem "Wolnej
Polski", nie zaś od londyńskiego Rządu RP na Uchodźstwie.
Sokolnicki, skompromitowany w Wlk. Brytanii, przeniósł się ze
swoją działalnością do Stanów Zjednoczonych, gdzie był postacią
mniej znaną.
2. Supozycja Urbana, iż Polakom brakuje możliwości otrzymywania
tytułów arystokratycznych, nie jest słuszna. Wymieniony Juliusz
Sokolnicki zaczął tytułować się "hrabią", by później stać się
"księciem". W stosunku do innych też jest szczodry: zainteresowa-
nych informujemy, że przyznaje przywilej używania przed nazwiskiem
tytułu "sir".
3. Nadawanie przez Sokolnickiego zamieszkałym w Polsce zasłużonym
osobistościom imitacji odznaczeń sięgnęło najwyższych klas
orderu Polonia Restituta. Warto jednak wiedzieć, że za granicą
nadał on jeszcze wyższe odznaczenia. Tak np. kolejny rosyjski
car-samozwaniec otrzymał od niego Wielki Order Orła Białego.
4. Rząd RP, bezpośredni prawny i polityczny kontynuator pierwszego
emigracyjnego rządu gen. Sikorskiego, utworzonego w paździer-
niku 1939 r., oszczędnie udziela odznaczeń państwowych, tak jak
było to praktykowane w czasie wojny. O odznaczeniach informujemy
w kwartalniku "Samostanowienie", szczególnie kiedy dotyczy to osób
zamieszkałych w kraju.
5. Rząd PRL w latach czterdziestych-siedemdziesiątych nie kwestio-
nował odznaczeń wojennych i weryfikował stopnie wojskowe
żołnierzy AK i PSZ na Zachodzie, wystawiane wówczas przez "kompe-
tentne władze". Kompetentne władze, czyli Rząd RP na Uchodźstwie,
zaprzestały już dawno awansów generalskich, a awanse oficerskie,
które do niedawna jeszcze miały miejsce, dotyczyły weryfikacji
okresu wojennego. Natomiast niekompetentne wobec zwalczanych ongiś
przez siebie akowców władze PRL nadal dokonują awansów general-
skich spośród oficerów AK w stanie spoczynku. Ma to dokładnie ten
sam wydźwięk, co fakt nadania przez Juliusza Sokolnickiego
wojskowych rang gdańskim duchownym.
Warszawa, 21 października 1988 r. G.P. "Samostanowienie"
________________________________
________________________________
Przytoczone niżej listy to nie kawał primaaprilisowy. Zostały rze-
czywiście napisane (posiadamy ich kserokopie). W ich tekstach nie
dokonaliśmy poprawek - zachowaliśmy styl i ortografię oraz nie-
zwykłą zaiste interpunkcję.
________________________________
________________________________
General Bernard Witucki 14.II.1988
Jego Ekscelencja
Pan Prezydent Rzeczypospolitej
Juliusz Nowina-Sokolnicki
Londyn.
JWPanie Prezydencie,
Uprzejmie donoszę, że w dniu 4 lutego 1988, po uroczystościach
religijnych w Kościele św. Brygidy w Gdańsku, zgromadziło się na
Plebanii u Kś. Pułkownika Henryka Jankowskiego ponad 15O Reprezen-
tantów Tych którzy walczą o Honor i Wolność Polaków.
Wśród Przedstawicieli Dyplomacji zagranicznych był Zastępca Am-
basadora U.S.A. Pana Deivisa Jr. który jeszcze nie przybył ze
Stanów Zjednoczonych, oraz Pierwszy Sekretarz Ambasady U.S.A. -
Również Francja, Anglia, Szwecja, Denmark, R.F.N. i Prasa zagra-
niczna z Włoch, U.S.A. i R.F.N.
W podniosłej atmosferze, wręczyłem Panu Prezesowi Lechowi WAŁĘ-
SIE, - wielką WSTĘGĘ ORDERU ODRODZENIA POLSKI. Po moim przemówie-
niu, - mówił Pan Lech Wałęsa, - Kś. Pułkownik Henryk Jankowski, -
Mecenas Władysław SIŁA-NOWICKI i Wikariusz Generalny Diecezji
Gdańskiej X. Prałat SOLCYN.
W załączeniu przesyłam Panu Prezydentowi podziękowanie Pana
Lecha Wałęsy, - Ks. Pułkownika Henryka Jankowskiego i Zarządu
SOLIDARNOŚCI.
Jednocześnie serdecznie dziękuję Waszej Ekscelencji za miłe
listy, za Dyplomy i Nominacje.
Przy tym proszę przyjąć
Panie Prezydencie Rzeczypospolitej
od nas wszystkich wyrazy szacunku, wdzięczności
i oddania. Ukłony dla Jego współpracowników
________________________________
Gdańsk, dnia 2.o2.1988
Lech Wałęsa
Pilotów 17D m.3
8O-27O Gdańsk
J.E.Pan Prezydent Rzeczypospolitej
Juliusz Nowina Sokolnicki
Anglia
Szanowny Panie Prezydencie
Pragnę tą drogą podziękować za wspaniały gest względem mojej
osoby i całego narodu. Odznaczenie przyjąłem z rąk przewielebnego
Księdza Generała dr Bernarda Wituckiego.
Odznaczenie tak wielkie tym bardziej zobowiązuje mnie do walki
w obronie praw robotnika polskiego i obrony suwerenności świata
pracy w Ojczyźnie naszej.
Łączę wyrazy głębokiego
szacunku dla Pana i Małżonki
Z poważaniem
/-/ Lech Wałęsa
________________________________
KS. HENRYK JANKOWSKI Gdańsk A.D.1988
Proboszcz
Parafii Św. Brygidy
8O - 856 GDAŃSK Jego Ekscelencja
Szanowny Pan Prezydent Rzeczypospolitej
Juliusz Nowina Sokolnicki
Londyn
Ekscelencjo
Szanowny Panie Prezydencie
Rzeczypospolitej
Pragnę tą drogą wyrazić swoje serdeczne podziękowanie za tak
wielkie wyróżnienia i włącznia w poczet korpusu oficerów
DUSZPASTERSTWA.
Proszę przyjąć moje słowa zapewnienia o wierności Przysiędze
Polskim Sztandarom, Bogu i Ojczyźnie.
Nadany stopień oficerski jak również odznaczenia zobowiązują
mnie do jeszcze intensywniejszej pracy i walki o wolność, suweren-
ność i niezależność naszej umęczonej Rzeczypospolitej.
Odznaczenia wręczył mi osobiście Ksiądz Generał Bernard Witucki
i po przez Jego ręce pragnę wyrazić swoją lojalność i oddania
wielkiej sprawie jakim jest umiłowanie Ojczyzny.
Zapewniam o stałej pamięci modlitewnej w intencji Waszej
Ekscelencji - niech Dobry Bóg wynagrodzi wszelkie trudy w służbie
naszemu Narodowi.
Łączę wyrazy głębokiej czci i szacunku
In Christo
/-/ Ks. Henryk Jankowski
__________________________________________________________________
_
Z NIEZALEZNEJ PRASY ROSYJSKIEJ
___________________________________
Elena Danijelian
LOS ANATOLIJA ILCZENKO
Poznał sowiecką psychiatrię w 1971 roku, kiedy w wieku 18 lat
z licznej ukraińskiej rodziny przeniósł się w świat czerwonej
armii. Jego niechęć do wypełniania rozkazów doprowadziła do
usunięcia Anatolija z armii z diagnozą "psychopatii typu paranoi-
dalnego". Następnie wstąpił na politechnikę. Wkrótce zwrócił się
do rektora z prośbą o prowadzenie wykładów w języku ukraińskim, bo
trudno mu się uczyć. Rektor wyjaśnił mu, że kto nie lubi uczyć się
po rosyjsku, może nie uczyć się wcale.
- Ale przecież mieszkamy na Ukrainie - zdziwił się Ilczenko
i zwrócił się do ministerstwa oświaty. Wkrótce musiał opuścić
politechnikę.
W 1981 r. Anatolij ukończył wydział matematyki w instytucie
pedagogiki i został nauczycielem w szkole wieczorowej. Zachował
zdolność dziwienia się rozbieżnością sowieckiej propagandy z rze-
czywistością. Kiedy czegoś nie rozumiał, zwracał się do instancji
partyjnych i rad usiłując dowiedzieć się, dlaczego nie działają
one zgodnie z prawem.
W maju 1982 r. Ilczenko po raz pierwszy odmówił uczestnictwa
w wyborach. Poddano go badaniom psychiatrycznym. Stracił pracę w
szkole. "Wasze listy do KC partii są dostatecznym powodem do zwol-
nienia" - wyjaśnił mu przewodniczący komitetu okręgowego związków
zawodowych.
Ilczenko zatrudnił się jako elektromonter. Po liście o proble-
mach sowieckiego szkolnictwa skierowanym do redakcji "Gazety
Nauczycielskiej", był pod stałą obserwacją psychiatryczną. W Dniu
Konstytucji, 7 X 1984 r. Ilczenko wysłał do sekretarza generalnego
KC KPZR Czernienki list, w którym motywował swą odmowę uczestnic-
twa w kolejnych wyborach zakazem pracy w zawodzie, prześladowania-
mi psychiatrycznymi, naruszaniem prawa w stosunku do jego osoby.
Kopie listu wysłał do rosyjskiej i ukraińskiej redakcji radia
"Swoboda". W dzień wyborów przyszedł po Ilczenkę milicjant, mówiąc
że w przypadku odmowy zostanie on doprowadzony na punkt wyborczy
siłą. Opiekę nad Ilczenką sprawował pracownik KGB Choroszyłow:
sprawdzał jego zachowanie w pracy, żądał informowania go o planach
życiowych. Anatolij zwrócił się do Prezydium Rady Najwyższej ZSRR
z prośbą o pozbawienie go obywatelstwa sowieckiego, "nie po to,
aby wyjechać, ale aby nie terroryzowano go w czasie wyborów".
Ilczenko nie znał adresów obrońców praw człowieka. Pisał do
więźniów politycznych: Iriny Ratuszyńskiej, Raisy Rudenko, Pawła
Kampowa. 8 XII 1985 r. wysłał telegram z pozdrowieniami do przeby-
wającego w więzieniu w Czystopolu Anatolija Koriagina i już
następnego dnia został przymusowo hospitalizowany. Nie miał prawa
do widzeń. "Jesli ktoś będzie się o niego niepokoił, położymy go
na sąsiednim łóżku" - napomniał znajomych Ilczenki kagebista
Choroszyłow. Ilczenko został wypisany po tygodniu intensywnego
"leczenia".
- Po neuroleptykach byłem półprzytomny i czułem rozpacz - mówił
Anatolij. W tym stanie popełnił "przestępstwo": rozciął obicie na
drzwiach gabinetu psychiatrycznego i oblał drzwi atramentem. 23
XII został aresztowany i oskarżony o "terroryzowanie psychiatrów"
telefonami. Znalazła się lekarka, która rozpoznała, że to jego
głos groził jej przez telefon. Zapoznając się z aktami sprawy
Ilczenko dowiedział się, że już od 1973 roku jest zarejestrowany
jako schizofrenik. Nowa ekspertyza potwierdziła tę diagnozę i
uznała go za "niebezpiecznego dla społeczeństwa". 1 IV 1986 r.
lekarz dniepropietrowskiego specjalnego szpitala psychiatrycznego
przywitał Ilczenkę słowami: - Jeśli będziesz pisał skargi - nie
przepuścimy ich i będziemy cię leczyć przymusowo. Na widzenia
z rodziną nie licz. W godzinach widzeń zawsze będziesz miał
"halucynacje".
Prowadząca Ilczenkę lekarka Butkiewicz traktowała go ze szcze-
gólną uwagą. Po pierwszym przepisanym przez nią zastrzyku stracił
przytomność. Butkiewicz pracowała w święta, nie brała urlopów.
Swoją obietnicę "podleczenia" Ilczenki wypełniała sumiennie,
umieszczając go w izolatce z prątkującymi gruźlikami, wyznaczając
fantastyczne dawki neuroleptyków. Na komisji w lipcu 1986 r.
Ilczenko uznał się za chorego. - Bałem się, że nigdy mnie nie
wypuszczą - mówił potem. Butkiewicz wyliczyła przed komisją objawy
choroby: pozdrowienia dla Koriagina, przestawanie z wierzącymi
w Boga, rezygnacja z obywatelstwa, listy do radia "Swoboda".
- To poważna choroba - stwierdziła profesor Błochina. - Leczcie
pilnie !
Ilczenko przebywał w szpitalach psychiatrycznych prawie dwa
lata. Wypuszczono go w lipcu 1988 r. Jeden z lekarzy powiedział mu
na pożegnanie: - Zadnej schizofrenii pan nie ma, diagnozę wystawi-
ło KGB. Renty pan nie dostanie, jest pan zdrowy.
W odpowiedzi na prośbę Ilczenki o zwołanie konsylium i odwoła-
nie diagnozy ordynator Triegub powiedział: - Możemy cię wysłać do
Instytutu im. Serbskiego, a tam uznają cię za chorego.
Wkrótce po wstąpieniu Ilczenki do ukraińskiej grupy helsiń-
skiej, ostrzeżono jego siostrę, że może on zostać wysłany do
internatu dla chronicznie chorych psychicznie. 23 XII (znów ta
data !) zaproszono go na wizytę do ordynatora Trieguba i z jego
gabinetu przymusowo odstawiono do szpitala.
Pozostaje mieć nadzieję, że obrona Ilczenki przed "pomocą"
psychiatrów będzie skuteczna.
Elena Danijelian
(Za: "Exspress-Kronika", skrót przedruku za "Russkaja Mysl" z 2O I
1989 )
__________________________________________________________________
Aleksnder Nowikow
PSYCHIATRIA: PRZEBUDOWA CZY KOSMETYKA ?
+----------------------------------------------------------------+
| |
ALEKSANDER NOWIKOW - ur 1961 r.w Krasnodarze. Wstąpił do
| |
inżynieryjnej szkoły morskiej. W roku
| |
1982, po szeregu zatargów z wykładowcami nauk społecznych
| |
zmuszony był opuścić szkołę. 11 I 83 aresztowany w Armenii
| |
podczas próby przejścia granicy sowiecko-tureckiej. Skaza-
| |
ny na 2 lata więzienia. Po odbyciu wyroku wrócił do
| |
Krasnodaru. 7 II 1986 r. arresztowany w Noworosyjsku za
| |
kolportaż ulotek. Oskarżony o "antysowiecką agitację i
| |
propagandę". Ekspertyzą sądowo-psychiatryczną uznany za
| |
psychicznie chorego i skierowany na przymusowe leczenie.
| |
| Od 12 VI 1986 do 1 X 1988 r. przebywał w Czerniachowskim
|
| specjalnym szpitalu psychiatrycznym (rosyjski skrót SPB:
|
| specpsychbalnica), a potem dwa miesiące w zwykłym
|
| Krasnodarskim szpitalu psychiatrycznym. Zwolniony 9 grud-
|
| nia 1988 r.
|
|
+----------------------------------------------------------------+
Miałem "szczęście" dostać się do Czerniachowskiego SPB prawie
zaraz po triumfalnym ogłoszeniu przez nasze władze kolejnej
przebudowy. Znajdowałem się tam do 1 X 88 tak, że miałem okazję
obserwować (i doświadczać na sobie) zmiany w najbardziej nieludz-
kiej instytucji sowieckiego aparatu represji. W rezultacie
obserwacji doszedłem do wniosku, że nie zaszły w niej jakiekolwiek
konstruktywne przeobrażenia.
Z początku administracja i personel medyczny szpitala
udawali, że nic się nie dzieje, nie było nawet rozmów o możliwych
zmianach. W niektórych dziedzinach zaostrzono nawet traktowanie
chorych. Nasiliła się wyraźnie cenzura korespondencji i otrzymy-
wanych czasopism. W listach wykreślano najmniejsze aluzje do
ciężkiego położenia chorych. Wszystkie skargi określano jako wynik
depresji psychicznej i odpowiednio "leczono". Administracja przes-
tała wydawać chorym prenumerowane za ich własne pieniądze gazety
i pisma, w których były krytyczne materiały o niedawnej sowieckiej
przeszłości. Pracownikom zabroniono nawet wspominać chorym o arty-
kułach dotyczących psychiatrii.
Na naszym oddziale kelnerka, powróciwszy z urlopu, nie zdążyła
dowiedzieć się o tym zakazie. Tegoż dnia w "Komsomolskiej Praw-
dzie" pojawił się wielki artykuł z podtytułem "Strefa zakazana".
W stołówce rozmawialiśmy z kelnerką i powiedziała mi o artykule.
Poprosiłem o gazetę i dostałem jją w czasie przerwy obiadowej.
Jednak któryś z chorych z mojej sali doniósł lekarzowi, że mam
taki "straszny artykuł". W sali pojawili się sanitariusze i uży-
wając przemocy wobec mnie i innych chorych zabrali artykuł. Lekarz
urządził śledztwo. Rzecz jasna nie powiedziałem skąd mam artykuł,
jednak przy wypytywaniu personelu kelnerka sama się przyznała,
sądząc że nie zrobiła niczego złego, W rezultacie o mało nie
straciła pracy, a mnie poddano wzmożonemu "leczeniu".
Nawet z zarządzeniem z 2O I 1988 r. rozszerzającym prawa chorych
mieli okazję zaznajomić się wszyscy z wyjątkiem bezpośrednio
zainteresowanych: psychicznie chorych. Posługuję się tym terminem
wyłącznie dla wygody, bo według moich obserwacji nawet pośród osób
skierowanych tu za sprawy kryminalne duża część to wcale nie obłą-
kani, a już spośród osób skierowanych tu z powodów politycznych
spotkałem tylko jednego rzeczywiście psychicznie chorego.
Jak mi się jednak wydaje, od administracji wymagane jest czynie-
nie choćby pozorów zmian. Rzeczywiście zaczęli coś zmieniać,
jednak znowu tak, aby skorzystać samemu. Podzielono oddziały na
pracownicze i lecznicze. Teraz jeśli chory zgadza się pracować,
może nosić długie włosy, posiadać zapałki i inne drobiazgi. W sa-
lach takich chorych wieszają na okna firanki, stawiają wazony z
kwiatami itp. Jednak przy odmowie pracy następuje bicie, przenie-
sienie na oddział leczniczy do sali z nadzorem i wielomiesięczna
męka intensywnego "leczenia". W ten sposób, o ile wcześniej praca
była dobrowolna, teraz chory zmuszony jest zapracować na swój
pobyt w szpitalu. Taka "pierestrojka" na koszt chorych.
W rygorach i metodach leczenia (w szpitalach specjalnych
to w zasadzie to samo) nie zmieniło się nic, tzn. nadal całkowicie
ignoruje się chorego jako osobę. Jeszcze jeden przykład. Na moim
oddziale znajdował się chory Kaliniczenko. Trafił do SPB za
działalność kryminalną, jednak żywo interesował się problemami
politycznymi i prawnymi. Udało mu się poza cenzurą wysłać list do
Gorbaczowa, w którym wyrażał zdziwienie, że w szpitalu nie widać
żadnych zmian na lepsze ani się takich nie przewiduje. Wnet został
przemocą zawleczony na dyżurkę, gdzie został poważnie pobity przez
strażników, którzy krzyczeli przy tym: "Masz pierestrojkę ! Masz
Gorbaczowa ! Masz prawa !..."
W odniesieniu do więźniów politycznych notuje się zmiany,
również bardzo ciekawe. Ńa podstawie własnego doświadczenia i ob-
serwacji muszę stwierdzić, że pracownicy Czerniachowskiego SPB
zaczęli rzeczywiście odnosić się do nich bardziej lojalnie, jednak
tylko do tych, o których walczą rodziny czy, jeszcze lepiej,
organizacje obrony praw.
Tak więc prośba o wypisanie mnie rozpatrzona została pozytyw-
nie dopiero, gdy moja matka zagroziła admionistracji szpitala, że
wyjdzie na Plac Czerwony z transparentem żądającym mojego uwolnie-
nia. Znam i inne podobne przypadki.
W tym czasie co ja na oddziale przebywał jeszcze jeden więzień
polityczny, którego "kryminalne" czyny nie różniły się zasadniczo
od moich, jednak znajduje się on w szpitalu już piąty rok i, jak
do tej pory, nie obiecywano mu wypuszczenia. Latwo to wyjaśnić.
Jest nikomu nie znany, rodzina dawno zerwała z nim kontakty, nie
ma nikogo, kto by się o niego upomniał, politycznego zysku z jego
wypuszczenia władze nie będą miały. Niestety nie znam jego
nazwiska, bo jest trzymany stale pod nadzorem i nie miałem
możności skontaktować się z nim. Wiem tylko, że jest w moim wieku
(25-27 lat), przysłany z Syberii. Podobni "chorzy na sumienie" są
i na innych oddziałach, jednak dowiedzieć się czegoś więcej o nich
jest bardzo trudno. Administracja dba o to surowo.
Ogromne podziękowania składam tym, którzy walczą o uwolnienie
więźniów sumienia. Nie składajcie broni dopóki nie tylko ostatni
więzień polityczny nie wyjdzie na wolność, ale i zostaną uczynione
gwarancje obrony przed prawną i psychiatryczną samowolą.
Aleksander Nowikow
(za: "Russkaja Mysl", 2O I 89)
__________________________________________________________________
NOWE WIADOMOŚCI O WIĘŹNIACH SZPITALI PSYCHIATRYCZNYCH
Moskiewska grupa OPCz podaje, że więzień polityczny WŁADIMIR
WASILIEW został skazany za trzy listy ze skargami na miejscowe
władze do gazety "Prawda", a nie, jak dotąd uważano, za publikację
wierszy na Źachodzie.
11 XII 88 uwolniono B. GAWRIŁOWA , marynarza floty rybackiej,
który 7 lat wcześniej pozostał w Londynie, potem zaś dobrowolnie
wrócił do ZSRR. Aresztowano go i umieszczono w specjalnym szpitalu
psychiatrycznym (SPB). Obecnie donosi on o innych więźniach.
W kostromskim SPB od wielu lat przebywa Nikolaj ŁASZKIEWICZ,
skazany za siedem linijek wiersza przyklejonego na rynku w Briańs-
ku.
Władimir Iljicz MATYKIN, skazany z art 7O kk ("dywersja":
przebywając w obozie karnym w proteście podpalił las). W 1986 r.
przebywał w Kostromskim SPB.
W Wołgogradzkim SPB znajduje się Aleksandr ŁUBIENCOW, skazany
za sporządzanie w Swierdłowsku fotokopii "antysowieckiej" ulotki.
__________________________________________________________________
"TROSKA" O DZIECI
W Wielkanoc 1981 roku Natalia Eduardowna Olszewskaja została
zatrzymana przy jednej z moskiewskich świątyń. Milicja nie
przepuściła jej do kościoła. Zabrano ją na komisariat, pobito
i wytoczono sprawę o chuligaństwo, zarzucając jej m.in. pobicie 12
milicjantów. Sledztwo trwało rok i zostało umorzone. Dzieci
Olszewskiej zostały wciągnięte na ewidencję komisji d/s niepełno-
letnich.
Latem 1982 do mieszkania Olszewskiej, wyłamując drzwi, weszła
milicja. Na oczach dwojga dzieci zabrano ją z domu. Umieszczona
została w szpitalu psychiatrycznym i przebywała tam 45 dni. Uznano
ją za zdrową. Dzieci w tym czasie leżały w szpitalu dziecięcym.
W 1985 roku córka Olszewskiej, Natalia, poszła do szkoły.
Olszewska zapisała ją do szkoły specjalistycznej. W szkole
rejonowej dziecko pozostawałaby pod stałą kontrolą komisji d/s
niepełnoletnich i za każde nieposłuszeństwo mogłaby być wysłana do
kolonii karnej (domu dziecka). W 1987 dziewczynka odmówiła wstą-
pienia do organizacji sowieckich pionierów. Starsi pionierzy gro-
zili jej, bili. Po kolejnym poważniejszym pobiciu Olszewska
zabrała córkę ze szkoły. Młodszego syna szkoła nie przyjęła.
1O I 1989, wyłamując drzwi, weszła do mieszkania Olszewskiej
milicja. Dzieci zabrano siłą do domu dziecka. Olszewska nie zosta-
ła formalnie pozbawiona praw rodzicielskich, jednak nie może od-
zyskać dzieci. Jeszcze w styczniu dzieci odesłano do dziecięcego
szpitala zakaźnego z ciężką grypą. Dziewczynkę po 5 dniach odesła-
no znów do domu dziecka.
Główny dom dziecka Moskwy to pozostający pod zarządem MSW
rodzaj więzienia. Kompleks budynków za miastem otoczony jest wyso-
kim, betonowym murem z drutem kolczastym. Cały personel podlega
MSW. Sam zastępca naczelnika domu, major Kazakow, powiedział że
już 1O-11 letnie dzieci obowiązane są pracować w fabryce. Za
odmowę pracy jest karcer: ciemna izolatka z siatką w oknie.
Karcerem karze się też każde naruszenie dyscypliny. Sypialnie
zamknięte są od rana do zmroku 9(za wyjątkiem oddziałów dla
całkiem maleńkich dzieci). Wszystkie ruchy wewnątrz budynków
odbywają się grupowo. Pomieszczenia, tzn korytarze, schody,
sypialnie, są oddzielone i zamykane. aby uniemożliwić swobodny
ruch. Dzieciom podaje się bardzo gorące jedzenie, a po 5 minutach
zabiera je, tak że nie są w stanie się najeść. Podczas przyjęcia
dziecko poddaje się surowej rewizji, odbiera odzież domową i ubie-
ra w państwową.
Natalia Olszewska zwracała się już do wszystkich urzędów o zwrot
dzieci. Odpowiedź jest jedna: "Cierpliwie czekajcie."
(Tatiana Pletniewa w "Express-kronice" nr 28 - skrót przedruku w
"Russkaja Mysl" nr 3766 z 1O III 1989.)
__________________________________________________________________
WIADOMOSCI Z ZSRR
(za "Russkaja Mysl" nr 3765 z 3 III 89 i nr 3766 z 1O III 89)
2 III w Workucie w kopalni "Siewiernaja" (2.5 mln ton węgla
rocznie) rozpoczął się strajk górników. 4 III
1O4 górników ogłosiło pod ziemią głodówkę. Ządali 6-godzinnego
dnia pracy, wolnej niedzieli (wydobycie jest ciągłe od 1985 r.),
realizacji postanowienia rady ministrów o 4O % dodatku za pracę w
nocy, zmniejszenia administracji i zmiany płac (tabele płac są
ustalane w zależności od wielkości funduszu płac, a nie wg pracy).
Górnicy utworzyli niezależny związek zawodowy i nazwali go
"Solidarność".
4 III w Workucie rozpoczęły się wiece solidarnościowe. Przybył
minister górnictwa. 6 III rano strajk i głodówkę zakończono. W TV
przyznano, że żądania były uzasadnione. nastąpiły posiedzenia i
pociąganie do odpowiedzialności. Zwolniono dyrektora kopalni.
Stepanakert, 13 II. Strajk ok. 7O% zakładów miasta żądający zmiany
składu komitetu specjalnego zarządzającego okręgiem
nagorno-karabachskim, zwiększenia w nim ilości Ormian, przywróce-
nia organów samorządowych okręgu.
Dedowsk (okręg moskiewski), 25 II. W odpowiedzi na chuligańskie
napady żołnierzy na miejscową ludność (23 II) około 2OO
mieszkańców miasta uzbrojonych w pałki i pręty napadło na garni-
zon. Nie użyto broni. Po obu stronach są ciężko ranni.
Kłajpeda, 3 III. O godz. O.45 na placu centralnym pod pomnikiem
Lenina dokonal samospalenia 38 letni Witautas Wicziutis.
Motywy jak dotąd nieznane.
Tbilisi, 25 II. Dzień żałoby: 68 rocznica ustanowienia władzy
sowieckiej w Gruzji. Demonstrowało ok. 2O tys. osób. Na
kolumnę partii narodowo-demokratycznej napadły oddziały specjalne.
Ciężko pobito ok. 1OO osób. Zatrzymano ok. 1OO. Swiąteczny pochód
zaplanowany przez władze nie odbył się.
Wilno, 26 II. Zjazd pracowników rolnych "Sajudisu". Wszyscy mówcy
wypowiadali się za zniesieniem systemu sowchozów, który
zniszczył rolnictwo Litwy i przywróceniem prywatnej własności
ziemi. Mówiono o skutkach kolektywizacji i wywózkach litewskiego
chłopstwa na Sybir.
Szjauljaj, 26 II. Na wakujące miejsce w Radzie Najwyższej
Litewskiej SRR wybrano R. Ozolasa, jednego z liderów
"Sajudisu", redaktora "Odrodzenia" (64.6% głosów). Jego przeciw-
nik, przedstawiciel rady ministrów republiki, otrzymał 11.6 %
głosów.
Kijów, 26 II. Wiec żądający m.in. legalizacji Ukraińskiego
Kościoła Katolickiego i Ukraińskiego Autokefalicznego
Kościoła Prawosławnego, oddania zamkniętych kościołów, zaprzes-
tania przez państwo ateistycznej propagandy, uznania jęz.
ukraińskiego oficjalnym językiem republiki. S.Fedorinczik mówił
m.in. o rozbiciu wiecu 24 II. Samego Fedorinczika milicjanci
zawlekli do samochodu, gdzie trzymając za uszy jego twarzą
czyścili sobie buty.
26-28 II obchodzono w Armenii rocznicę pogromu w Sumgaicie
Na przełomie II/III w Leningradzie odbywały się protesty prze-
ciwko umieszczaniu na listach wyborczych przedstawicieli władz
jako jedynych kandydatów z okręgu.
Gorki,3 III. Miejscowa Socjalistyczna Partia Robotnicza wezwala do
bojkotu wzborów i nieufności wobec oficjalnej przebudowy.
Za niezależne demonstracje (tzn. "naruszenie porządku") w
Leningradzie po 2OO-25O rubli grzywny, w Erewaniu poo 1.5 roku
więzienia.
Kiszyniów, Mołdawia. Organizowane są stale niezależne imprezy
kulturalne. W niedziele organizuje je literacko-
-muzyczny klub im. A. Matejewicza. Przychodzi po 1O tys. osób.
Milicja stale grozi. Partia zaleca tworzenie milicji robotniczej
"dla obrony porządku". W czasie i po wizycie Czebrikowa wiece
przeciw niemu i republikań- skiej mafii. Na wiecu 12 II (5-6 tys.
osób) rozrzucano m.in. ulotki Zwiąku Wolnej Młodzieży Mołdawii.
Ok. 6O osób zatrzymano, niektórzzy ukarani grzywnami. W doniesie-
niach powtarza się nazwisko JURIJA CURKANU, członka grupy
inicjatywnej Ruchu Demokratycznego na rzecz popierania przebudowy,
19 II niedzielna impreza klubu im. Matejewicza (ok 12 tys.
osób) z inicjatywy J.CURKANU przeszła w demonstrację. Hasła:
"NKWD - 4O mln ofiar", "Milicja broni mafii", "Języka mołdawskie-
go, alfabetu łacińskiego". 9 osób otrzymało grzywny do 3OO rubli.
24 J. CURKANU został aresztowany i skazany na 1O dni aresztu.
Ogłosił głodówkę.
26 II 1O godzin trwały wiece pod KC KP Mołdawii żądające uwol-
nienia J. Curkanu.
Wilno, Kowno i inne miasta Litwy, 23 II. Pacyfistyczne wiece w
dniu armii sowieckiej.
Ryga, 15 II. Zebranie założycielskie Klubu Niezależnej Prasy
Łotewskiej. Klub zrzesza 7 wydawnictw. Prezesem został Juris
KAJAKS.
Wilno, 21 II. Plenum KC KP Litwy rozpatrywało wnioski o zlikwi-
dowaniu wszystkich gazet i gazetek "Sajudisu", zakazaniu
oficjalnych wpłat na fundusz tego ruchu. 22 II po raz pierwszy nie
ukazała się w Litewskiej TV cotygodniowa audycja "Sajudisu".
Powtarzają się wiece żądające przyznania "Sajudisowi" statusu
prawnego.
Erewań, 18 II. 68 rocznica powstania antykomunistycznego. Za
wywieszenie flagi narodowej skazano na miesiąc aresztu po
czym wyrzucono z pracy zast. dyrektora instytutu badania
aminokwasów.
Miedwieżegorsk (Karelska ASRR), 22 II. Za uczestnictwo w agitacji
przeciwko kandydatowi w wyborach do rady delegatów
M.N.Michajłow został przymusowo osadzony w szpitalu psychiatrycz-
nym.
Lwów, 19 II milicja zatrzymała biskupa Ukr.Kościoła Katolickiego
Wasilika przed jego spotkaniem z dziennikarzem amerykańskim.
Leningradzki Mały Teatr Dramatyczny przedstawia co tydzień
spektakl "Zwrócone stronice" oparty na utworach pisarzy dotąd
nieobecnych od Mandelsztama do Brodskiego. Prezentowane są również
urywki dzieł dotąd nie wydrukowanych w ZSRR (Grossman, Sołżenicyn,
Brodski i in.)
__________________________________________________________________